Historia Swiata - inny portal historyczny!

Wydarzenia, eseje, recenzje ksiazek, wywiady.



William Howard Russell, pierwszy korespondent wojenny
  • 2009.08.20
  • typ: artykuł
  • Maciej Zapiór
zdjecie

Pochodzenie, początki kariery

Russell pochodził z Irlandii, z Dublina. Urodził się 28 marca 1820 roku. Jego rodzina żyła na Zielonej Wyspie co najmniej od czasów króla Anglii, Ryszarda II Plantageneta (panował w latach 1377 – 1399).

Nasz bohater wykształcenie odebrał w Trinity College w Dublinie. W 1841 roku, po zakończeniu nauki, pierwszy raz podjął pracę jako dziennikarz. Za sprawą swojego krewnego, został zatrudniony przez słynny londyński dziennik „The Times” przy relacjonowaniu przebiegu wyborów w Longford. Od tego momentu Russell postanowił związać swoją przyszłość z dziennikarstwem.

W 1842 roku wyjechał do Anglii i podjął studia na uniwersytecie w Cambridge. Po roku opuścił jednak uczelnię i zaczął pracować dla „Timesa”. Początkowo pisywał relacje z wydarzeń mających miejsce na Zielonej Wyspie. W 1846 roku ożenił się z Irlandką, Mary Burrows. Rok później na krótko został przeniesiony do „Morning Chronicle”, po  czym wrócił na stałe do „Timesa”. Pierwszy raz jako dziennikarz z działaniami wojennymi zetknął się w 1849 roku. Obserwował wówczas zmagania pomiędzy Prusami a Danią, które toczyły się na obszarze Szlezwiku-Holsztynu i Jutlandii.

 

Wojna krymska

W 1854 roku Wielka Brytania i Francja, chcąc wspomóc Turcję w wojnie z Rosją, wypowiedziały wojnę państwu carów. Wraz z wysłanymi na wschód oddziałami brytyjskimi wyruszył również Russell, który miał pisać relacje dla swojego dziennika.

Jego szlak obejmował kolejno półwysep Gallipoli, okolice Warny oraz Krym, gdzie siły sprzymierzonych dokonały desantu. Dziennikarz w przeciągu następnych miesięcy był świadkiem głównym wydarzeń tej kampanii – bitwy nad Almą (20 października 1854), działań oblężniczych pod Sewastopolem, bitew pod Bałakławą (25 października) i Inkermanem (5 listopada). Przez część grudnia przebywał w Konstantynopolu (Europejczycy w XIX wieku ciągle używali tej nazwy wobec stolicy Imperium Otomańskiego), zaś resztę zimy spędził wśród wojsk sprzymierzonych na Krymie. Następnie obserwował wyprawę na Kercz (maj 1855 roku), ostatnie szturmy i kapitulację wojsk rosyjskich w Sewastopolu (11 września) oraz zdobyciu przez sprzymierzonych Kinburn (17 października). Russell opuścił Krym w grudniu 1855 roku.

Swoje relacje z toczącej się wojny krymskiej pisał w formie dość długich listów, skierowanych do redaktora naczelnego „Timesa” Johna T. Delane’a. Przesyłał je zwykle do Konstantynopola, skąd telegrafem szły do Londynu. Ukazywały się na stronie dwunastej dziennika, lecz mimo tego może niezbyt atrakcyjnego miejsca, szybko zyskały duże zainteresowanie, przynosząc autorowi wielki rozgłos.

Po raz pierwszy brytyjscy czytelnicy mogli zapoznać się z prawdziwym obrazem toczącej się wojny, a nie jedynie z „suchymi” komunikatami dowództwa. Russell przy tworzeniu swoich relacji, kierował się słowami Delane’a, który przed wyjazdem korespondenta, powiedział mu: „Niech pan nie cofa się przed cofaniem prawdy”. Opisywał więc nie tylko bohaterstwo brytyjskich oddziałów w walce z przeciwnikiem. Często ograniczał się do pochwał pod adresem prostych żołnierzy i wytykał arogancję oraz niekompetencję znacznej części kadry dowódczej. Dużą uwagę zwrócił także na przedstawienie trudów życia codziennego żołnierzy, szczególnie podczas zimy 1854/1855. Korespondenta szczególnie bulwersował tragiczny stan zaopatrzenia armii np. ciągle brakowało nawet drzewa opałowego, a początkowo większości żołnierzy odmawiano wydawania zimowych płaszczy, argumentując, iż w myśl regulaminu jeden płaszcz wymieniany ma być co trzy lata. Zresztą uzyskanie czegokolwiek z wojskowych magazynów wymagało wypełnienia kilkunastu lub więcej kwitów. Na równie kiepskim poziomie działały służby medyczne, co przyczyniło się do śmierci wielu setek żołnierzy. Russell także bardzo negatywnie oceniał głównodowodzącego sił brytyjskich lorda Raglana, uważając iż popełniane przez niego błędy w dowodzeniu, tylko bezsensownie zwiększają straty.

Najsłynniejszą relację dziennikarza z Krymu stał się opis bitwy pod Bałakławą, a szczególnie jeden z jednego z jej epizodów – szarży Lekkiej Brygady kawalerii na rosyjskie baterie, do czego doszło w wyniku nieporozumienia między dowódcami. Russell pisał m. in.: „Zanim rozpocznę opowieść, musze zaznaczyć, że w pewnych kręgach istnieją przypuszczenia, jakoby nasza kawaleria była źle dowodzona od momentu lądowania na Krymie, a wiele szans zmarnowano z powodu niezdecydowania i przesadnej ostrożności wyższych oficerów. (...) Dziś natomiast doszło do przygnębiającej katastrofy, która wszystkich nas napełniła głębokim smutkiem (...) z powodu losu Lekkiej Brygady, unicestwionej przez własną lekkomyślność i okrucieństwo zawziętych wrogów”. Tekst ten spotkał się również ze szczególnym zainteresowaniem, z racji podania szczegółów pominiętych w oficjalnym komunikacie dowództwa. W pewnym stopniu ukształtował on również heroiczny nimb wokół szarży Lekkiej Brygady, zwłaszcza iż relacja Russella zainspirowała Alfreda Tennysona, nadwornego poetę królowej Wiktorii, do napisania słynnego poematu poświęconego temu wydarzeniu.

 

Opinie o Russellu

Twórczość korespondenta „Timesa” nie zawsze spotykała się z przychylnym przyjęciem. Szczególnie ostro został zaatakowany przez brytyjskie dowództwo na Krymie. Wśród znacznej części oficerów niechęć wobec niego budził fakt, iż Russell nigdy nie służył w armii. Natomiast oburzenie budziły informacje jakie podawał w swoich relacjach – nie będące tylko powtórzeniem oficjalnych komunikatów, często zaczerpnięte od młodszych oficerów i szeregowych żołnierzy. Po pewnym czasie głównodowodzący sił brytyjskich, lord Raglan, zaczął domagać się od Ministerstwa Wojny „uciszenia” Russsella, argumentując, iż wysłannik „Timesa” szkodzi moralu wojsk, źle wpływa na opinię publiczną, zniechęcając ją do wojny, jak również, dokładnie opisując sytuację oddziałów na Krymie, dostarcza informacji dowództwu rosyjskiemu. W podobnym negatywnym tonie o działalności korespondenta wyrażała się królowa Wiktoria oraz jej małżonek, książę Albert. Mimo to ministerstwo nie wprowadziło żadnych ograniczeń, w związku z czym część brytyjskich oficerów „na własną rękę” starała się szykanować Russella na Krymie. Przybierało to różne formy: publiczne wyzywanie i grożenie powieszeniem, odmawianie wspólnego jadania posiłków, usuwanie go poza obręb obozów wojskowych oraz odmawianie udzielaniu jakichkolwiek informacji.

Nie udało się jednak zniechęcić Russella do dalszej pracy. Relacje korespondenta odegrały znaczną rolę w bieżącym życiu politycznym Wielkiej Brytanii, bowiem liberałowie wykorzystali je do oskarżania rządu lorda Aberdeena o niekompetencję i zaniedbania w armii, co doprowadziło do upadku tego gabinetu w styczniu 1855 roku. Dużą rolę twórczości Russella w tym wydarzeniu podkreślił książę Newcastle, który powrót korespondenta do Anglii skomentował słowami: „A to ten, który obala rządy”. Nadmienić można, iż dziennikarzowi udało się również doprowadzić do poprawy stanu zaopatrzenia armii brytyjskiej na Krymie.

 

Powstanie sipajów

Po powrocie z Krymu „Times” wysłał Russella do Moskwy, skąd ten relacjonował uroczystości towarzyszące objęciu carskiego tronu przez Aleksandra II. W 1857 roku korespondent wyjechał do Indii, gdzie obserwował krwawe walki w trwającym tam powstaniu sipajów (tubylczych żołnierzy) przeciw rządzącej tam Kompanii Wschodnioindyjskiej. Już samemu wyjazdowi dziennikarza towarzyszyły kontrowersję, czego wyrazem był komentarz lorda Clarendona: „Proszę sobie wyobrazić konsekwencje, którymi grozi wysłanie tego faceta, który, bez wątpienia, i w Indiach będzie się uganiał za laurami, jakie wyhoduje na ruinach reputacji ludzi zasłużonych”.

W trakcie powstania Russell towarzyszył oddziałom dowodzonym przez sir Colina Campbella, którego znał z okresu wojny krymskiej. Był świadkiem uwolnienia Lucknow od oblężenia (listopad 1857 roku), walk w prowincjach Awadh (Oude) i Rohikhand (Rohilkhand) oraz bitwy pod Bareilly (5 maja 1858 roku).

Relacje Russella z dramatycznych wydarzeń w Indiach odbiły się szerokim echem, zwłaszcza iż po raz kolejny korespondent nie ukrywał tego co widział. Szczególny nacisk położył na pokazanie okrutnego traktowania pokonanych przeciwników przez oddziały brytyjskie. Czytelnicy „Timesa” mogli zapoznać się z opisami palenia żywcem jeńców czy przywiązywania ich od wylotów luf armatnich tuż przed wystrzeleniem pocisku. Choć znaczna cześć tych okrutnych zachowań była „dziełem” miejscowych żołnierzy, którzy pozostali wierni Kompanii, Russell zwracał uwagę na fakt, iż spotykało się to z obojętnością czy nawet aprobatą brytyjskich oficerów, którzy przybyli z Europy. Te wstrząsające relacje w pewnym stopniu przyczyniły się do upowszechnienia w społeczeństwie brytyjskim przekonania o konieczności zlikwidowania Kompanii i przejęcia władzy nad Indiami bezpośrednio przez organy podległe rządowi i parlamentowi Zjednoczonego Królestwa, co nastąpiło po stłumieniu powstania.

 

Wojna secesyjna

Kolejnym konfliktem zbrojnym, jakiemu miał przyglądać się Russell, była wojna toczona przez Francję i Piemont z Austrią (1859 rok). Jednak korespondent przybył do północnych Włoch za późno, tuż przed zawarciem rozejmu.

W 1860 roku Russell rozpoczął wydawanie własnego tygodnika „Army and Navy Gazette”, które było skierowane do wojskowych i cywilów zainteresowanych sprawami armii.

Nie zaprzestał jednak pracować dla „Timesa”. W 1861 roku wyruszył do Stanów Zjednoczonych, gdzie miał obserwować jak potoczą się dalsze losy tego państwa, w którym część stanów południowych ogłosiła już wystąpienie z unii i stworzenie własnego państwa, Stanów Skonfederowanych Ameryki. Russell, będąc u szczytu sławy, mógł spotkać się z prominentnymi przedstawicielami nowojorskiej elity, a w Waszyngtonie z sekretarzem stanu Williamem H. Sewardem oraz prezydentem Abrahamem Lincolnem. Ten ostatni na pierwszy spotkaniu wyraził swoje uznanie dla gazety, którą reprezentował Russell mówiąc: „Panie Russell, bardzo się cieszę, że mogę zawrzeć z panem znajomość i widzieć pana w tym kraju. „London Times” jest jedną z największych potęg na tym świecie – w istocie, nie znam nic bardziej potężnego – może za wyjątkiem Mississippi”. Federalna administracja liczyła, że dzięki niemu, uda się pozyskać brytyjską opinię publiczną

Korespondent nie ograniczył się do przebywania na północy, postanowił zobaczyć jak wygląda sytuacja na południu. Podróżował po obszarze Konfederacji od połowy kwietnia do czerwca 1861 roku, już po tym jak doszło do ostrzelania i zajęcia federalnego Fortu Sumter w Charlestonie (12 – 13 kwietnia) – wydarzeniu, które uchodzi za początek wojny secesyjnej.

Na południu korespondent „Timesa” również spotkał się z ciepłym przyjęciem. Widziano w nim „adwokata” sprawy Południa, do czego starali się go przekonać m. in. prezydent nowego państwa, Jefferson Davis oraz jeden z dowódców sil południowych, generał Pierre Beauregard.

W czerwcu 1861 roku Russell powrócił na północ, wiedząc o zbliżającej się konfrontacji militarnej między zwaśnionymi stronami. Obserwował przygotowania wojsk federalnych do zbliżającego się starcia, a następnie pierwszą bitwę nad Bull Run (określaną też mianem pierwszej bitwy pod Manassas; 21 lipca 1861).

Jakie tym razem reakcje przyniosły relacje dziennikarza z Ameryki? Korespondent miał spore trudności ze swoimi tekstami, ale tym razem, nieoczekiwanie, bardzo negatywnie odnosił się do nich Delane, redaktor „Timesa”. Wynikało to z faktu, iż  po pewnym czasie zaczął on mocno sympatyzować z Konfederacją i w swojej gazecie w złym świetle pokazywał rząd federalny, po którego stronie, generalnie opowiadał się Russsell. Nie potępiał on przedstawicieli stanów południowych, podobał mu się ich „europejski” styl bycia, ale na drodze do pełnej akceptacji i poparcia Konfederacji stanęła kwestia niewolnictwa. Russell był zdecydowanym przeciwnikiem tej „szczególnej instytucji” (jak określano niewolnictwo w stanach południowych) i dawał temu wyraz w swoich tekstach, co spowodowało bardzo negatywne reakcje społeczeństwa Stanów Skonfederowanych.

Dla północy Russell wkrótce stał się również niewygodny. Było to efektem jego opisu bitwy nad Bull Run, której na dobrą sprawę nie widział, co wynikało z faktu, iż po prostu spóźnił się z przyjazdem. Russell zobaczył tylko odwrót sił federalnych, który szybko przerodził się w paniczną ucieczkę. Korespondent „Timesa” opisał to w dość krytycznych słowach. Pisał m. in.: „Ludzie w uniformach, którzy są niegodni miana żołnierzy, uciekali na wierzchowcach, na mułach taborowych, na koniach odciętych od wozów z resztkami odciętej uprzęży. (...) Pytałem, co się stało. Jeśli odpowiadali, to nieartykułowanymi okrzykami: „Jesteśmy pobici”, „Ratujcie się”, „Kawaleria za nami goni”! (...) W jednym miejscu spostrzegłem, jak artylerzyści odcięli konie od dział i jaszczów i uciekli, pozostawiając armaty i amunicję. (...) Wydostałem się na most, niedawno zakorkowany, teraz pusty. Przejechałem go bez przeszkód, ruszyłem dalej – nigdzie żadnej rzekomo szarżującej kawalerii nie zobaczyłem.” Następnie wysłał swoją relację do Londynu. Spodziewał się, iż Delane uzupełni jego tekst, opisem bitwy, pochodzącym od innego z korespondentów obecnych nad Bull Rull. Redaktor jednak tego nie zrobił, tylko umieścił tekst Russell samotnie, okraszając go bardzo kpiącym komentarzem pod adresem armii federalnej.

Gdy ten numer „Timesa” dotarł do Ameryki, wywołał burzę. Wkrótce posypały się pod adresem Russella niewybredne ataki na łamach północnej prasy, jak również liczne anonimy z pogróżkami. Korespondenta spotykały też inne nieprzyjemności: podczas zwiedzanie umocnień otaczających Waszyngton jeden z żołnierzy zaczął mu grozić bronią. Administracja federalna, zrażona do Russella, nie pozwoliła mu dołączyć do żadnej z armii Unii, by mógł dalej kontynuować swoją pracę. Ostatecznie 9 IV 1862 roku, korespondent opuścił ogarnięte wojną domową Stany Zjednoczone i wrócił do Londynu.

 

Kolejne wojny i podróże

Po powrocie Russell przez kilka lat nie opuszczał Wielkiej Brytanii. Kontynuował wydawanie swojego tygodnika, w którym komentował również bieżące doniesienia z frontów wojny secesyjnej. W 1866 roku po raz kolejny z piórem w dłoni wyruszył opisywać nowy konflikt zbrojny w Europie. Tym razem była to wojna prusko-austriacka, której przebieg na terenie Czech, obserwował przebywając przy sztabie głównodowodzącego na tym odcinku siłami austriackim, generała Ludwiga von Benedeka. W związku z tym był świadkiem jego klęski w bitwie pod Sadową (3 lipca 1866 roku). Dwa lata później dziennikarz, towarzysząc Albertowi Edwardowi, księciu Walii (późniejszemu królowi Edwardowi VII), odbył podróż po Egipcie, Krymie i Grecji, odwiedzając również Konstantynopol. Jeszcze w tym samym roku Russell spróbował dostać się do parlamentu, kandydując z ramienia Partii Konserwatywnej, ale nie został wybrany.

Rok 1870 przyniósł wojnę francusko-pruską, którą Russell relacjonował towarzysząc oddziałom niemieckim, co wynikało z faktu, iż cesarz Napoleon III zakazał jakimkolwiek korespondentom przebywać przy jednostkach francuskich. Dziennikarz „Timesa” obserwował bitwy pod Wörth (inaczej Fröschwiller; 6 sierpnia) i Sedanem (1 września), a w ciągu następnych miesięcy 1870 i 1871 roku oblężenie Paryża przez Prusaków, a potem dramatyczne wydarzenia Komuny Paryskiej. Jego teksty z tych wypadków znów przynosiły mu rozgłos, choć nie był on aż tak spektakularny jak podczas wojny krymskiej.

Parę lat później Russell został wyróżniony, gdy mianowano go osobistym sekretarzem księcia Walii podczas jego podróży po Indiach (lata 1875 – 1876). Trzy lata później wyruszył do Afryki, towarzysząc sztabowi generała Garneta Wolselya w walkach toczonych z Zulusami. W 1881 roku razem z księciem Sutherland odwiedził Kanadę i Stany Zjednoczone, gdzie spotkał się z ówczesnym prezydentem Jamesem A. Garfieldem. Rok później ponownie zetknął się  z Wolseleyem: tym razem relacjonował przebieg jego walk z antybrytyjskimi powstańcami Achmeta Arabiego Paszy w Egipcie, zakończonych bitwą pod Tell-el-Kebir (13 września 1882). To wydarzenie zakończyło jego karierę korespondenta wojennego.

 

Ostatnie lata

Dalsze lata życia Russell upływały w spokoju i dostatku. W 1884 roku ożenił się powtórnie (jego pierwsza żona, Mary zmarła w 1867). Tym razem jego wybranką była włoska hrabina Antoinette Malvezzi. Król Edward VII nadał mu w 1895 roku tytuł rycerski i odznaczył go Krzyżem Wiktorii. Russell zmarła 1 lutego 1907 roku. Jego osobę uczczono tablicą pamiątkową w katedrze św. Pawła w Londynie.

 

Spuścizna

William Howard Russell uznawany jest za pierwszego zawodowego korespondenta wojennego, zwłaszcza ze względu na profesjonalizm i szczerość w tekstach, które dawały czytelnikom możliwość poznania prawdziwego obrazu wojny. Otwiera on liczny zastęp dziennikarzy, którzy w XIX stuleciu uczynili z opisywania konfliktów zbrojnych główny temat swoich  twórczości, niekiedy prześcigając Russella w popularności swoich tekstów czy szybkości przekazywania ich do gazet.
Tagi: Russell, korespondent wojenny, dziennikarz, wojna krymska, wojna secesyjna
Komentarze
  • 2012.01.27
  • xzewWVSZa
cialis iyjken accutane 07509 toradol %D
  • 2012.01.31
  • UFgZcnpKIIVpegthn
Dodaj komentarz
Newsy
Konferencja "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920"
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ zaprasza na III Ogólnopolską Konferencję Naukową Historyków Nowożytników: "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920" Kraków 27-30 V 2010 r.
II Ogólnopolska Konferencja Naukowa Historii Starożytnej
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ ma przyjemność zaprosić na II Konferencję Naukową Historii Starożytnej. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji będą "Formy kultu w starożytności".


Historia
Zapraszamy do korzystania z naszego portalu! Nadsyłajcie informacje o organizowanych przez Was debatach, panelach dyskusyjnych i ciekawych wykładach.
Nadsyłajcie teksty!