I właśnie o ewakuacji, owej „Wielkiej ucieczce” Niemców ze Śląska, Pomorza i Prus Wschodnich traktuje książka Jurgena Thorwalda, a właściwie Heinza Bongaretza, tak bowiem brzmi prawdziwe imię i nazwisko autora. Niemiecki pisarz urodzony w Solingen w 1915 r.. Był zatem bezpośrednim świadkiem rozgrywającego się dramatu niemieckich żołnierzy oraz, a może przede wszystkim ludności cywilnej, na które spadł balast radzieckich bagnetów, czołgów i barbarzyństwa Czerwonoarmistów. W swym dziele przyjął formułę reportażu historycznego, gdzie solidna dawka faktów historycznych, z wyrażonymi z niemal chirurgiczną precyzją opisami ruchów wojsk niemieckich i radzieckich, w kilku miejscach miesza się z literacką fikcją. Już sam początek jest tego świadectwem, Thorwald bowiem próbuje opisać stan duszy generał-majora Heinza Guderiana, Szefa Sztabu Generalnego Wojsk Lądowych, który w styczniu 1945 roku podróżował do Kwatery Głównego Furera, od której w dużej mierze zależał los niemieckiego frontu wschodniego. Dodawane są ponad to dialogi, które może powinny były się pojawić podczas działań hitlerowców, a które mogłyby zmienić postępującą dramatyzację losów Hitlera, jego wojsk i ludności niemieckiej, uciekających pod wpływem sowieckiej ofensywy. Relacja Thorwalda jest dosyć, specyficzna, ze względu na rodzaj wykorzystywanych przez niego źródeł historycznych. Co zrozumiałe, nie mógł on mieć dostępu do dokumentów, źródeł pisanych, był historykiem-pasjonatem, trudno by było więc mu odnieść się do problemu w skali globalnej, miałby problem z kompletnością przekazu dotyczących działań na froncie wschodnim. Metodą skuteczną okazał się tu relacje ludzi uczestniczących w działaniach wojennych. Jak sam Thorwalda podkreśla, w swej reporterskiej pracy skorzystał z przekazów tysięcy uchodźców. By mieć wiarygodny materiał porównawczy, zasięgnął nie tylko relacji żołnierzy, ale i urzędników, polityków, funkcjonariuszy partyjnych, czy wreszcie zwykłych, szarych obywateli, którzy opowiadali o swej gehennie. Oprócz tego korzystał z udostępnionych materiałów prasowych jak gazety czy prywatne notatki.
Sięgając po lekturę Thorwalda, już po pierwszych stronach czytelnika może zdziwić, nawet zaszokować, niezwykła surowość przekazu. Zaszokować dlatego, że w końcu opowiada on o wojnie, o dramacie ogółu, ale i dramacie pojedynczych ludzi. Właśnie tak nakreślony obraz wojny- obraz dramatu pojedynczego człowieka : żołnierza, cywila, Szefa Sztabu Generalnego, urzędnika, namiestnika, w końcu samego Hitlera, ale i wielu innych jednostek składających się w całość charakteryzuje „Wielką ucieczkę”. Mimo tego, iż mógłby on posłużyć się opisami dramatu niemieckiej ludności cywilnej, w którym podkreślałby niewątpliwie barbarzyństwo i zupełną utratę ludzkich instynktów przez nacierające kolumny wojsk radzieckich- nie robi tego. Czytelnika na pewno zaszokują opisy grabieży, morderstw cywilów, gwałtów popełnianych na niemieckich, ale i polskich kobietach przez żołnierzy Armii Czerownej. Ludność niemiecka była bezradna, pozbawiona ochrony, wydana samowoli.
Thorwald udowadnia, że wojna to przede wszystkim dramat pojedynczych osób. To tragedia Antona Reissa, zastępcy burmistrza jednego z miast Okręgu Warty, volksdeuscha z Besarabii, co niesamowite, stosunkowo pozytywnie nastawionego do Polaków. Wbrew oficjalnym zarządzeniom myślał, ze Polacy mogliby na równi z Niemcami gospodarzyć w Okręgu Warty. Jego osobista tragedia zaczyna się w momencie podróży do strwożonej ludności cywilnej, oczekującej wieści na temat sytuacji na froncie. Thorwald najpierw zapoznaje czytelnika z dramatem Reissa, jako urzędnika, notuje on bowiem skrzętnie w notatniku to, co przekazał mu komendant okręgowy. Dostał on zapewnienia, że początkowe sukcesy Rosjan na froncie należą już do przeszłości, mieszkańcy nie muszą się obawiać niczego, bowiem sytuacja na froncie stabilizuje się. Reiss został zapewniony, że sam Hitler zastosuje nową broń, trzymaną na Armię Radziecką w odwodzie. W przypadku nieprzewidzianych wypadków ludność miała być natychmiast powiadomiona. Zastępca burmistrza z nieskrywaną ulgą, której opisu w „Wielkiej ucieczce” próżno szukać, pojawia się jednak w wyobraźni czytającego, powiadamia zgromadzonych w izbie Niemców. Naiwność, niezachwiana wiara w słowa wojskowych w krótkim czasie zamienia się w piekło. Ulga zamieniła się w horror, wiara w bezsilność. W wielu miejscach książki, przytaczane są kadry z życia zwykłych szarych obywateli Śląska, Prus Wschodnich czy Pomorza. Szczególnie uderzają relacje dotyczące grabieży, mordów i gwałtów na kobietach. Zwłaszcza tym ostatnim autor poświęca sporo miejsca. Bez patosu, jakichkolwiek emocji opowiada o koszmarze niemieckich dziewczyn i kobiet, niezależnie od wieku, które stawały się obiektem barbarzyństwa żołnierzy radzieckich. Poruszające jest jednak to, że nie odnosi się on pozytywnie czy negatywnie do zachowań armii, nie wartościuje, próbuje ukazać dramat kobiet, wielokrotnie gwałconych i maltretowanych i w końcu zamęczonych na śmierć- poprzez surowość narracji. Nie mniej uderzająca, szczególnie dla mężczyzn, jest bezsilność często muszących przyglądać się dramatowi swych żon, mężów. Każdy czytający taki opis mężczyzna, na pewno próbowałby bronić swojej kobiety, przed zakusami obcych, ich dramat polegał na bezsilności, ku uciesze triumfujących krasnoarmiejców. Zostawione jest tu sporo miejsca na prywatne przemyślenia czytelnika, który sam może wyobrazić sobie dramat tamtych ludzi, zdając sobie jednocześnie sprawę, że mogłoby to dotyczyć jego samego. Dlatego też Jurgen Thorwald stosuje ubogą w formę narrację, pozostawiając czytelnikowi pole do przemyśleń.
„Wielka ucieczka” to złożone z historii pojedynczych osób świadectwo losów ogółu społeczeństwa niemieckiego. Thorwald osiągnął swój cel, nie koncentrując się na patetycznych relacjach i opisów niewątpliwych dramatów, ale na rzetelnym, czystym, pozbawionym fantazji przekazie. Jest szczery, nie chce w zawoalowany sposób przedstawiać historii, ale pokazać dokładnie tak jak wyglądała. Był on Niemcem, mógłby zatem skoncentrować się na uwypukleniu bolesnej sytuacji Niemców, i ukazaniu barbarzyństwa i zezwierzęcenia Sowietów. Mógłby uwzględnić swój żal, jako Niemca- narodowego socjalisty, potężnego i niezwyciężonego narodu, któremu na drodze do światowej potęgi stanęła tylko i wyłącznie niekompetencja najwyższych władz, ślepe uwielbienie dla Hitlera i splot nieprzewidzianych przypadków. Oczywiście uwzględnił i tak pojmowany dramat ludzi oddanych Furerowi, których doprowadził on wielu przypadkach do śmierci. Niejednokrotnie przedstawiony obraz ludzi, dla których Hitler był niemal Bogiem, stanowi świadectwo nieszczęścia Niemiec i Niemców, dla których Furer najpierw, gdy obejmował urząd Kanclerza Rzeszy w styczniu 1933 r., był uważany za panaceum na bolączki społeczeństwa, który poprzez niewątpliwą charyzmę obudził w społeczeństwie mocarstwowe zachcianki, który w końcu doprowadził je do całkowitego upadku. Wiele miejsca Thorwald poświęca, choć oczywiście nie wprost, uporowi Hitlera, który oddziałuje zarówno na Sztab Generalny jak i zwykłych żołnierzy. Dla Guderiana problemem było to, że postępująca paranoja Hitlera, nie dawała mu swobody działania, bo może dzięki jego manewrom, czy rozkazom, jak np. odpowiednio wczesne informowanie i instruowanie ludności o sukcesach Armii Czerwonej, zapobiegłoby gehennie ludności cywilnej uciekającej ze Śląska czy Pomorza. Nie tylko jednak Hitler, ale i spora część wyższych urzędników niemieckich, jak gauleiter, czyli niejako namiestnik, szef administracyjny na terenach Ukrainy- Erich Koch żyła w wyimaginowanym świecie fantazji, gdzie liczył się tylko jego prywatny interes, natomiast ludność została wydana na łaskę i niełaskę Sowietów. Koch bowiem, już wtedy gdy Armia Czerwona wkroczyła na Ukrainę, powrócił do Prus Wschodnich i stamtąd wysyłał do Furera telegramy, że będzie bronił tych terytoriów do końca, nie zdając sobie sprawy, że już w momencie wypowiadania tych słów były one bezsensowne.
Majstersztykiem literackim do dziś pozostaje opis wydarzeń w Berlinie na przestrzeni ostatnich dni kwietnia 1945 r., dotycząca ostatnich chwil Hitlera w bunkrze Kancelarii Rzeszy. Postępujące napięcie pomiędzy Furerem a Heinricim, Bormanem, Goringiem i innymi najwyższymi dygnitarzami narodowosocjalistycznymi również zostało potraktowane przez Thorwalda w znany sposób. Śmierć Hitlera jest niemal niezauważalna, przekaz obejmuje raptem, dwa trzy krótkie zdania, jakby w istocie nic się nie stało. Tutaj czytelnik również musi odpowiedzieć sobie na pytanie: czy rzeczywiście system zbudowany przez Hitlera mozolnie przez 12 lat, istotnie załamał się z chwilą jego śmierci, czy nastąpiło to dużo wcześniej ?.
Thorwald przedstawia wojnę z perspektywy Niemca, zagrożonego, strwożonego, zdezorientowanego zastaną przez nich od czasu 12 lutego 1945 r., tj. od czasu zimowej ofensywy radzieckiej sytuacją. Obraz uciekających Niemców z Pomorza, Śląska, czy Prus Wschodnich. Faktem niezaprzeczalnym jest, że ludność ta przeżyła koszmar wojny, wielu musiało pożegnać się z życiem. Stanowi to przejmujące świadectwo ludzkiej tragedii, zrelacjonowanej bez zbędnego patosu. Tak szczery przekaz, działa jeszcze bardziej na wyobraźnie, niż w przypadku rozbudowanych opisów, wzbogaconych o refleksje autora. Tak przedstawioną przez Thorwalda historię, można porównać np. z „Opowiadaniami” Tadeusza Borowskiego, poruszających tematykę doświadczeń obozowych. Zwraca zwłaszcza uwagę na niszczenie wszelkich wartości moralnych w ekstremalnych warunkach, zupełnie jak Thorwald w „Wielkiej ucieczce”. Borowski sucho, bez zbędnych emocji opisuje rzeczywistość obozu koncentracyjnego. Nie wartościuje, nie mówi, co jest dobre, a co złe- podobnie Thorwald w opisach dramatu gwałconych i maltretowanych niemieckich i polskich kobiet.
Jednak mimo wszystko, czytelnik musi zdawać sobie sprawę z niekompletności obrazu II wojny światowej. Zwłaszcza polski czytelnik, który doświadczenia okupacji zna czy to z własnego doświadczenia, czy osób mu bliskich. Dla nich obraz przedstawiony przez Jurgena Thorwalda może być fałszywy, można odnieść wrażenie, że próbuje Niemców usprawiedliwić z popełnianych na ludności Żydowskiej i Polskiej okrucieństw, że skupia się na Niemcach, tych samych którzy wyrządzili Polsce tyle krzywd. Można odnieść złudne wrażenie, że książka jest niepodlegającym dyskusji argumentem, wyrocznią w tak przecież nadal budzącym skrajne emocje temacie „wypędzeń Niemców. Nie można jednak tak sprawy oceniać, Thorwald bowiem zajmuje się dramatem własnego narodu, nie podważając w żaden sposób makabry innych nacji. Poza tym nie wartościuje, nie dokonuje ocen zarówno Niemców, jak i Rosjan. Dlatego w książce jest duże pole manewru na własne przemyślenia. Jest zatem ona nadal użyteczna, w należy wspomnieć, iż wydana została po raz pierwszy w latach 50’ ubiegłego stulecia. Dostarcza każdemu czytelnikowi, Polakowi, Niemcowi, Rosjaninowi podstaw do przemyśleń. Mimo zmieniającej się perspektywy dotyczącej samej II wojny światowej, „wypędzeń” i relacji międzynarodowych pomiędzy zainteresowanymi stronami, mimo krzywd, wzajemnych pretensji, książka Jurgena Thorwalda nadal, już przeszło 50 lat pozostaje aktualna, a miarą jej jakości, jest fakt, że do dziś nie zniknęła z księgarskich półek, z czasem została przetłumaczona na kilkanaście języków, teraz polski czytelnik ma szanse zapoznać się z tym dziełem.