Skutki wojny
Dzięki zwycięstwu w I wojnie światowej Francja odniosła jednak olbrzymie korzyści polityczno – militarne, które były nie do przecenienia. Na polu politycznym pomimo różnic, które ujawniły się pomiędzy Francją, a Wielką Brytanią w czasie obrad konferencji paryskiej, co do warunków pokoju, jaki należało narzucić Niemcom, Francja uzyskała bardzo wiele korzyści. Odzyskała Alzację i część Lotaryngii, które od 1871 roku pozostawały w granicach Niemiec. Nawiązano liczne sojusze polityczne i militarne, których głównym zadaniem miało być otoczenie Niemiec i zapobieżenie przyszłej odbudowie znaczenia politycznego Republiki Weimarskiej. Sojusze takie zawarto m. in. z Polską i Rumunią. Narzucono Niemcom wysokie reparacje wojenne, które mieli wypłacić za spowodowane zniszczenia w czasie wojny, a poniekąd była to zemsta Francuzów za kontrybucję nałożoną przez nowo powstałe Cesarstwo Niemieckie w roku 1871.
Pod względem militarnym Francja także stała się niekwestionowanym liderem na kontynencie europejskim. Traktat wersalski narzucony Niemcom zmniejszał ich armię do 100 tys. żołnierzy i oficerów oraz zakazywał im posiadania wszelkich rodzajów broni uznanych za ofensywne, czyli czołgów, lotnictwa, ciężkiej artylerii i gazów bojowych. Zmuszono Niemcy także do likwidacji Wielkiego Sztabu Generalnego, który był chlubą pruskiej szkoły wojskowej. Rosja pogrążona w chaosie wojny domowej także nie posiadała dawnej potęgi militarnej, zaś Brytyjczycy skupiali się głównie na własnej flocie niż na rozbudowie sił lądowych. Francuzi jako zwycięskie mocarstwo stali się, dla licznych nowych państw powstałych w wyniku I wojny światowej, bardzo pożądanym partnerem, z którym warto zawrzeć sojusz militarny. Dzięki tym sojuszom Francja znalazła także nabywców na swój sprzęt militarny, który po zakończonej wojnie zalegał w magazynach lub po prostu był przestarzały ze względu na szybko rozwijającą się w czasie wojny wojskową myśl techniczną. W ten sposób Francuzi mogli jednocześnie zarobić, pozbyć się nadmiaru sprzętu wojskowego oraz nawiązać sojusze militarne. Wśród korzyści militarnych można wymienić także sukces, jaki odniosła francuska myśl wojskowa, która zaczęła być naśladowana w Europie. Francuscy dowódcy często byli przyjmowani w szkołach wojskowych różnych krajów, gdzie przyjeżdżali wygłaszać wykłady. Najwyżsi dowódcy byli dekorowani odznaczeniami wojskowymi państw sojuszniczych oraz nadawano im jedne z najwyższych stopni wojskowych, np. nadanie tytułu marszałka Polski Ferdinandowi Fochowi. Do różnych krajów przybywały także francuskie misje wojskowe, które miały pełnić funkcje doradczo-szkoleniowe, głównie w nowo powstałych państwach, które stanęły przed zadaniem utworzenia i zorganizowania własnych sił zbrojnych. Bardzo często opierały się one na wzorcach i doświadczeniach zaczerpniętych prosto z armii III Republiki.
Francja weszła w okres międzywojenny jako militarna potęgą, która na dodatek, jak pokazała I wojna światowa, jest potęgą skuteczną, która nie boi się wprowadzać do służby nowinek technicznych w postaci czołgów, która jest zdolna do pokonania najsilniejszego przeciwnika, czyli Niemcy. Na dodatek Francja początku okresu międzywojennego dążyła do utrzymania tego stanu rzeczy, a przede wszystkim do utrzymania Niemiec w militarnym niebycie, jednocześnie posiadając nad nimi zdecydowana przewagę polityczno – militarną.
Francja zakończyła I wojnę światową jako jeden z dwóch krajów, który zdecydowanie postawił na rozwój i wykorzystanie w warunkach bojowych pojazdów pancernych, czyli czołgów. Francuzi produkowali głównie lekkie czołgi FT-17, które po wojnie stały się od razu hitem eksportowym. W czasie I wojny światowej Francuzi wykorzystywali swe czołgi tylko i wyłącznie jako wsparcie dla atakujących jednostek piechoty i w odróżnieniu od Anglików nie wypracowali sobie żadnej inne koncepcji ich wykorzystania na polu walki. W ich armii nie było oficerów pokroju Fullera, którzy potrafiliby w nowatorski sposób popatrzeć na ten rodzaj sił zbrojnych i opracować nową koncepcję wykorzystania broni pancernej. Jak zatem przedstawiał się rozwój broni pancernej we Francji w okresie międzywojennym?
Broń pancerna we Francji po zakończeniu wojny
Sytuacja broni pancernej we Francji zaraz po zakończeniu I wojny światowej była trudna. Pomimo niewątpliwych zasług, jakie ten rodzaj sił zbrojnych wniósł do ostatecznego zwycięstwa nad Niemcami, wśród najwyższych francuskich kręgów militarnych ciągle dominował pogląd, że zakończona wojna była bardzo specyficzna, dlatego należało wykorzystać w niej specyficzną broń, która po zakończeniu wojny okaże się zbędna lub w najlepszym razie zostanie zepchnięta na dalszy plan.
Francuzi posiadając, w momencie zakończenia wojny, największą ilość czołgów, zaczęli je sprzedawać do innych krajów, zmniejszając ich ilość we własnej armii. Abstrahując od tego, iż liczba ich zapewne była zbyt wysoka jak na warunki armii na stopie pokojowej, ale była to pierwsza alarmująca oznaka, że wydarzenia w armii francuskiej nie kierują się po myśli sympatyków broni pancernej.
Jedynym godnym zauważenia propagatorem broni pancernej we Francji w latach 20-tych był wspominany już wcześniej, ale mianowany w międzyczasie na generała Jean-Baptiste Eugene Estienne. Napotkał on jednak na silny opór ze strony francuskiego bohatera narodowego, zasłużonego w krwawych walkach pod Verdun, marszałka Philipa Petain, który w znaczący sposób ukształtował sposób widzenia francuskiej generalicji lat 20-tych, a jak się miało okazać później, nie tylko lat 20-tych, na rolę broni pancernej na współczesnym polu walki. Petain, który w 1917 roku objął naczelne dowództwo nad wojskami francuskimi w bardzo trudnym okresie najeżonym buntami ze strony francuskich żołnierzy, propagował w latach 20-tych swe poglądy ukształtowane właśnie w końcowych latach I wojny światowej. Petain pod wodzą, którego Francuzi przeszli do strategicznej ofensywy i zaniechali wszelkich działań ofensywnych na rzecz obrony, widział rolę czołgów tylko i wyłącznie w aspekcie wsparcia natarcia piechoty. Wsparcie to miało mieć charakter ograniczony, jeżeli chodzi o zasięg i głębokość natarcia, jak i szerokość frontu, na którym miały być wykorzystane czołgi. Pierwszy wyraz swych poglądów Petain przedstawił jeszcze w trakcie wojny w roku 1917, kiedy to wydana została specjalna broszura dla Armii Francuskiej zatytułowana Bouquin rouge. W 1921 roku Petain stanął na czele specjalnej komisji wojskowej powołanej w celu opracowania koncepcji taktycznej dla francuskiej armii na lata 20-te. Komisja ta, co ciekawe, nie posiadała w swoim składzie ani jednego przedstawiciela nowych rodzajów sił zbrojnych, czyli lotnictwa i broni pancernej. Wyniki prac tej komisji opublikowano w październiku 1921 roku pod tytułem „Tymczasowy Regulamin Jednostek Taktycznych”, który to regulamin w zasadniczej części opierał się na broszurze Petaina z 1917 roku. Odnośnie czołgów regulamin stwierdzał, że: „(...)zwiększają[czołgi]ofensywną siłę piechoty ułatwiając jej wchodzenie do walki”. Komisja więc postanowiła nie interpretować wydarzeń roku 1918 i wzrastającej roli broni pancernej, i jej niepodważalnych sukcesów, które niewątpliwie miały wpływ na pomyślne dla Francji zakończenie wojny. Regulamin całkowicie promował ideę sztywnej, liniowej obrony, która powinna za wszelką cenę dążyć do utrzymania zajmowanych pozycji. Zrezygnowano w nim z obrony ruchowej, bardziej manewrowej, którą z powodzeniem wykorzystywali Francuzi pod koniec wiosennej ofensywy niemieckiej z 1918 roku. Wytyczne komisji stały się podwaliną do francuskiej koncepcji oparcia obrony o umocnione punkty oporu, co miało ostatecznie wykrystalizować się w postaci linii Maginota, której budowę zapoczątkowano w momencie kiedy ministrem obrony został Andre Maginot, co miało miejsce w listopadzie 1929 roku.
Działalność Petaina ujawniła się także na płaszczyźnie przynależności czołgów w strukturach francuskich sił zbrojnych. W czasie wojny czołgi francuskie nie posiadały statusu odrębnego rodzaju sił zbrojnych, tylko wchodziły w skład artylerii pod nazwą artylerii szturmowej lub artylerii specjalnej. Po wojnie, a dokładnie w roku 1920, broń pancerna została włączona w skład piechoty, co całkowicie zgadzało się z wizją marszałka Petaina.
Generał Estienne próbował walczyć z konserwatyzmem Petaina i przedstawił mu własne przemyślenia i wnioski na temat udziału wojsk pancernych w zakończonej I wojnie światowej. Postulował on stworzenie armii pancernej, która miała mieć charakter elitarny i przypominać trochę współczesną armię zawodową. Miała się ona składać ze 100 tys. żołnierzy, 4000 czołgów i 8000 ciężarówek. Francja posiadała wówczas około 3000 czołgów, więc była bardzo blisko osiągnięcia zakładanego przez Estienna poziomu. Zdolność bojowa tej armii pancernej została określona przez Estienna na przeprowadzenie natarcia na głębokość do 80 km w ciągu dnia i nocy. Jednocześnie Estienne postulował, że aby osiągnąć te zamierzone cele, niezbędna jest współpraca armii pancernej z lotnictwem. Swą wizję Estienne przedstawił podczas jednego ze swych wykładów dla młodszych oficerów, jakie prowadził w Paryżu. Miał to być warunek sine qua non. Nie został on jednak spełniony, tak samo jak została odrzucona propozycja utworzenia armii pancernej. Wizja gen. Estienna, jak miała pokazać historia, wyprzedzała swą epokę i mogła przynieść Francji wiele korzyści. Nie natrafiła jednak na podatny grunt. Można zaryzykować stwierdzenie, że wręcz padła na najgorszy grunt, na jaki upaść mogła. Generalicja francuska była zaślepiona stratami, jakie poniosła Francja w czasie I wojny światowej oraz wizją czołgu jako ruchomej platformy artyleryjskiej przeznaczonej tylko i wyłącznie do wsparcia atakujących jednostek piechoty. Pod koniec lat 20-tych zarzucono nawet postulowaną przez Estienna modernizację posiadanych modeli czołgów i wprowadzenie większego, cięższego czołgu uzbrojonego w działo kalibru 75 mm, który miał poruszać się z prędkością co najmniej 20 km/h. Czołg ten miał nosić oznaczenie Char B, lecz jego projekt i budowa prototypu na jego podstawie zostały odłożone do szuflady na niemal 10 lat. Wszystko ze względu na brak funduszy w budżecie obrony narodowej, gdyż ten prawie w całości był konsumowane przez przedsięwzięcie zwane linią Maginota. To ona właśnie miała położyć cień na francuskie wojska pancerne w latach 30-tych.
Lata trzydzieste
W latach 30-tych wojska pancerne w armii francuskiej nadal nie posiadały odpowiedniej koniunktury politycznej, żeby rozwijać się w taki sposób, aby odegrać większą rolę w strukturach armii francuskiej. Pomimo tego zastoju pojawił się jeden młody teoretyk, który miał stać się dla Francji prawdziwym mężem opatrznościowym, lecz w latach 30-tych nie miał jeszcze na tyle autorytetu w społeczeństwie francuskim i w generalicji francuskiej, aby odegrać znaczący wpływ na rozwój francuskiej doktryny wojennej. Człowiekiem tym był Charles de Gaulle. Pomimo iż nie wpłynął on zasadniczo na zmianę podejścia do sposobu prowadzenia wojny przez konserwatywne, starzejące się elity francuskiej armii, to starał się wpłynąć na rozwój francuskich sił pancernych i zmotoryzowanych, które jego zdaniem powinny być samodzielnym rodzajem sił zbrojnych, który nie jest podporządkowany żadnemu innemu rodzajowi sił zbrojnych. Brak odpowiedniej koniunktury politycznej był spowodowany wspominaną już przez nas wcześniej budową linii Maginota, która była olbrzymim obciążeniem dla francuskiego budżetu wojskowego, dodatkowo przypadającym na czasy wielkiego kryzysu gospodarczego. Francuskie wydatki na zbrojenia w latach 1929-1935 oscylowały wokół poziomu 22% wszystkich wydatków budżetowych państwa francuskiego, co odpowiadało sumie około 5 mld franków. Linia Maginota pochłaniała około 60% tych wydatków, było to olbrzymim obciążeniem dużego skądinąd budżetu wojskowego. To Pokazuje to, dlaczego armia francuska do momentu rozpoczęcia pewnych planów modernizacyjnych w połowie lat 30-tych używała przestarzałego sprzętu z okresu I wojny światowej. Budowa tych umocnień, rozbudowywanych na wspólnej granicy niemiecko-francuskiej, była jednak odpowiednio nagłaśniana przez francuskie środki masowego przekazu i miała zapewnić Francji bezpieczeństwo na całe pokolenia, ze względu na siłę tych umocnień. Bezpieczeństwo to jednak, jak pokazały wydarzenia wojenne, bardziej miało oddziaływać na psychikę społeczeństwa francuskiego, niż w rzeczywistości stanowiło barierę nie do przejścia.
Lata 30-te przyniosły we Francji dalszą walkę pomiędzy zwolennikami autonomii wojsk pancernych i przyznania im większej roli na polu walki. Liderem grupy zwolenników nadal pozostawał gen. Estienne, a w drugiej połowie lat 30-tych na czoło wysunął się wówczas pułkownik de Gaulle. W roku 1930 gen. Estienne przeszedł na emeryturę i w swoim ostatnim przemówieniu starał się apelować do rozsądku marszałka Petaina, aby uczynił z wojsk pancernych samodzielny rodzaj sił zbrojnych, który nie jest podporządkowany piechocie, gdyż pomiędzy tymi dwoma rodzajami sił zbrojnych nie widział on żadnej analogii.
W 1931 roku marszałek Petain przeszedł na wojskową emeryturę, ale ciągle, dzięki swemu autorytetowi, miał bardzo duży wpływ na francuskie siły zbrojne, aż do końca trwania III Republiki. Między innymi pełnił funkcję ministra wojny w 1934 roku. Cień marszałka Petaina ciągle wisiał nad francuskimi zwolennikami wojsk pancernych, którzy mimo aktywniejszej na tym polu działalności de Gaulle'a, nie mogli wypłynąć na powierzchnię. Odejście Petaina spowodowało jednak pojawienie się małego światełka w tunelu. Okazało się nim podjęcie decyzji o zmechanizowaniu dywizji kawalerii na podstawie ćwiczeń przeprowadzonych w roku 1932 w Suippes. Wówczas przeprowadzono ćwiczenia polegające na współpracy piechoty z eksperymentalnym oddziałem zmechanizowanej kawalerii, które ku niezadowoleniu konserwatystów, przyniosło bardzo pozytywne rezultaty. W roku 1934 postanowiono utworzyć taką jednostkę, która nosiła nazwę Lekkiej Dywizji Zmechanizowanej. Składała się ona z brygady czołgów, w skład której wchodziły dwa pułki oraz brygady strzelców zmotoryzowanych, czyli jej skład praktycznie odpowiadał składowi późniejszych dywizji pancernych. Istniała jednak jedna zasadnicza różnica. Tą różnicą były zadania, jakie przewidziano dla tej jednostki. Lekka Dywizja Zmechanizowana nie miała dokonywać przełamania linii nieprzyjacielskich, nie miała siać zamętu na tyłach wroga poprzez przecinania linii zaopatrzeniowych oraz likwidować punktów dowodzenia nieprzyjaciela. Zadania przydzielone jej przez francuskie najwyższe dowództwo były archaiczne. Były one typowe dla kawalerii schyłku XIX i początku XX wieku. Zadania te w ogóle nie brały pod uwagę doświadczeń I wojny światowej, która pokazała, że kawaleria jest praktycznie zbędna na współczesnym polu walki. Zadania przydzielone Lekkiej Dywizji Zmechanizowanej były zadaniami zwiadowczo-rozpoznawczymi oraz związanymi z ubezpieczaniem skrzydeł własnych wojsk. Stało się tak ze względu na francuską generalicję, gdyż jak stwierdził gen. Dufieux: „Moim zdaniem nie ma możliwości, by zmechanizowana jednostka bojowa mogła być kiedykolwiek wykorzystana do samodzielnego prowadzenia pełnej operacji. […] Nie potrafię zrozumieć, dlaczego tworzona jest Dywizja Kawalerii Zmechanizowanej, tak jak gdyby miała być ona samowystarczalna we wszystkich okolicznościach”. Powstanie takiej dywizji nie spowodowało wyodrębnienia czołgów jako nowego rodzaju sił zbrojnych ze struktur piechoty. Jednostka ta ciągle na szczeblu taktyki była podporządkowana wsparciu piechoty.
Koncepcja generała de Gaulle
Pomimo poprawy sytuacji wojsk pancernych gen. de Gaulle postanowił powalczyć o ich wyodrębnienie jako nowy rodzaj sił zbrojnych oraz o przyznanie im większej, naczelnej, roli we francuskiej doktrynie wojennej. De Gaulle widział, że budowana z takim poświęceniem linia Maginota, nie stanowi oparcia wobec możliwej agresji niemieckiej. Postanowił działać na polu piśmiennictwa wojskowego, opracowując własną wizję, koncepcję wykorzystania broni pancernej w armii francuskiej. Zadaniem de Gaulle'a było przygotowanie najpierw odpowiedniego zaplecza, gruntu, w celu „skruszenia” francuskiego betonu na szczytach hierarchii wojskowej, aby później w odpowiednim momencie przeprowadzić właściwe reformy, na które francuska armia czekała. Reformy te miały dotknąć zarówno sferę techniczną, czyli wymianę przestarzałego sprzętu, jak i sferę teoretyczną, czyli doktrynę wojenną. Pierwsze swe dzieło de Gaulle opublikował w roku 1932, kiedy piastował stanowisko w sekretariacie Wysokiej Rady Obrony Narodowej. Dzieło to było zatytułowane Le Fil de l'Epee, czyli po polsku „Ostrze miecza”. Dzieło to miało bardziej charakter filozoficznych rozważań na temat historii wojskowości oraz sposobu prowadzenia współczesnych wojen i nie postulowało zbytnich reform, ale było niejako wstępem do kolejnej książki de Gaulle'a, która została opublikowana w 1933 roku. Nosiła tytuł Vers l'Armee de Metier, co po polsku oznacza „Armia przyszłości”. Właśnie dzięki tej pozycji zyskał on reputację zwolennika broni pancernej. Punkt widzenia de Gaulle'a w tej książce został bardzo silnie ukształtowany przez wcześniejsze poglądy Estienna, gdyż podobnie jak w jego przypadku, przyszły przywódca Wolnych Francuzów, postuluje utworzenie, elitarnej, zawodowej armii, która będzie bardzo silnie wyposażona w broń pancerną oraz będzie posiadać zmotoryzowane oddziały piechoty, oraz służby zaopatrzeniowe. Taka armia powinna być zdolna do prowadzenia samodzielnych operacji i powinna liczyć około 100 tys. Żołnierzy, składać się z sześciu całkowicie zmotoryzowanych i częściowo opancerzonych dywizji. Powstanie takiej armii de Gaulle'a argumentował słabością demograficzną Francji, biorąc pod uwagę straty poniesione w I wojnie światowej. Ta armia zawodowa miała być na tyle silną i ruchliwą siłą zbrojną, aby powstrzymać niespodziewany atak i dać czas na zmobilizowanie rezerw, a także utworzenie armii z poboru, gdyż istnienia takiej koncepcja de Gaulle'a nie wykluczała. Armia zawodowa miała być rdzeniem i elitą francuskich sił zbrojnych oraz jej główną siłą ofensywą, z kolei armia z poboru miała głównie spełniać rolę defensywną oraz uzupełniającą względem „zawodowców”. Oddajmy głos jednak samemu de Gaulle'owi, odnośnie tego jak wyobrażał on sobie skład i rolę postulowanej przez niego armii zawodowej: „Sześć całkowicie zmotoryzowanych, gąsienicowych i częściowo opancerzonych dywizji stanowić będzie armię zdolną do prowadzenia kampanii. Będzie to organizacja, której teren działania, środki osłony oraz zaopatrzenia pozwolą na samodzielne operacje”. Dywizje, których utworzenie w składzie armii zawodowej przewidywał de Gaulle, miały składać się z dwu pułkowej brygady czołgów ( jeden pułk miał składać się z czołgów ciężkich, a drugi z czołgów średnich), brygady artylerii, zdolnej do wspierania atakujących czołgów, czyli najlepiej takiej artylerii, która w znacznym stopniu jest samobieżna lub co najmniej zmotoryzowana. W skład dywizji miała wchodzić dodatkowo brygada piechoty zmotoryzowanej oraz batalion rozpoznawczy i pododdział artylerii przeciwlotniczej. W składzie armii zawodowej było także przewidziane miejsce dla dywizji lekkiej, która miała wypełniać takie zadania, jakie przewidziano dla utworzonej rok później Lekkiej Dywizji Zmechanizowanej, przypomnijmy, że praca de Gaulle'a ukazała się w roku 1933. Poszczególne dywizje wchodzące w skład armii zawodowej miały wkraczać do walki w trzech rzutach. W pierwszym rzucie miał działać sprzęt lekki o charakterze rozpoznawczym, jego zadaniem było znaleźć słabe punkty w obronie przeciwnika, drugie podejścia do nich oraz osłonić główne siły pancerne. Drugi, główny rzut wojsk, miał składać się z czołgów średnich i ciężkich, czyli miał opierać się na ataku brygady pancernej. Wojska tego rzutu miały zaatakować słabe punkty w linii nieprzyjacielskiej i poprzez ataki oskrzydlające wyjść na tyły przeciwnika, umiejętnie omijając silniejsze punkty oporu, pozostawiając ich likwidację kolejnemu rzutowi wojsk. Po wyjściu w przestrzeń operacyjną wojska drugiego rzutu miały na celu zdezorganizować system obrony nieprzyjaciela poprzez zwalczanie jego komunikacji i systemów dowodzenia. Trzeci rzut miał składać się z wojsk piechoty, która miała ostatecznie oczyścić teren, przy wsparciu artylerii oraz jak najszybciej podążać za własnymi czołgami.
Co ciekawe, sposób urzutowania wojsk i sposób dokonania przełamania przedstawiony w pracy de Gaulle'a jest bardzo podobny do założeń Fullera przedstawionych w jego tzw. planie 1919, który został opracowany pod koniec I wojny światowej. De Gaulle bardzo mało wspomina o użyciu i współpracy z lotnictwem, mimo iż jak napisał w swoich pamiętnikach, bardzo wielkie wrażenie zrobiła na nim teoria Giulio Douheta, ale na szczeblu taktycznego, bezpośredniego wsparcia sił lądowych przez lotnictwo taktyczne de Gaulle nie widzi zbyt dużego miejsca na taką współpracę w wizji swojej armii zawodowej. Jednak zasługą de Gaulle'a jest to, że w wyniku doświadczeń z 1940 roku potrafił przyznać się do błędu i zmienić pod tym względem swą koncepcję. Postulując utworzenie armii zawodowej, de Gaulle trochę w sposób ukryty, bądź nieświadomy postulował utworzenie armii lub korpusu pancernego oraz dywizji pancernych, które miały odnosić olbrzymie sukcesy w przyszłej wojnie. Ważne podkreślenia jest także to, że koncepcja przedstawiona przez de Gaulle'a odchodzi od typowego dla francuskiej doktryny wojennej prymatu defensywy nad ofensywą. Koncepcja ta widzi przewagę atakującego nad obrońcą, w ruchu, w manewrze upatruje szansy zwycięstwa. Przewagę ma ten, kto posiada inicjatywę. Jest to bardzo ważne w odniesieniu do tego, że koncepcja ta miała na celu zreformowanie francuskiej doktryny w obawie przed niemiecką agresją, czyli u jej podstaw leży obrona. Nie miała ona mieć charakteru statycznego, linearnego. Miała ona mieć charakter czynny, oparty na licznych kontratakach, a główną rolę miały odgrywać wojska pancerne, które stanowiłyby gwarancję sukcesu nowej armii zawodowej.
Dzieło de Gaulle'a miało tylko jeden, ale za to bardzo ważny mankament. Praktycznie przeszło bez echa i nie doprowadziło nawet do wszczęcia dyskusji na najwyższych szczeblach francuskiego sztabu, czy we francuskim parlamencie. „Książka moja początkowo spotkała się z pewnym zainteresowaniem, ale bynajmniej nie wstrząsnęła opinią publiczną. Dopóki uważano, że roztrząsa jedynie myśli, z których władze wojskowe zrobią użytek według własnego uznania, dopatrywano się w niej pewnej nowej, oryginalnej teorii. Nikomu nawet nie przyszło do głowy, że mogą one spowodować zmianę całej naszej organizacji wojskowej. Gdybym miał wrażenie, że nic nie nagli do pośpiechu, mógłbym się wtedy ograniczyć do wysunięcia swej tezy w gronie specjalistów licząc na to, że rozwój wydarzeń przyjdzie mi z pomocą i że w końcu moje argumenty osiągną zamierzony cel”.
Dzieło de Gaulle'a nie przyniosło żadnych doraźnych ani długofalowych skutków, jeżeli chodzi o zmianę francuskiej doktryny wojennej, jak i samej doktryny wykorzystania wojsk pancernych. Obie te doktryny aż do roku 1940 nie miały ulec większym przeobrażeniom.
Reformy w armii po 1935 r.
Parę lat po wydaniu pracy Vers l'Armee de Metier, czyli gdzieś od roku 1935 zaczęły się dokonywać pewne przeobrażenia i reformy we francuskich siłach zbrojnych, rozpoczęły się one od parlamentarnego wystąpienia przyszłego premiera Francji Paula Reynaud. To właśnie on dwukrotnie próbował przeforsować postulat utworzenia korpusu pancernego, ale zarówno w roku 1935, jak i w 1937 jego wnioski nie przekonały Naczelnego Dowództwa, rządu, ani parlamentu. Główne zmiany zostały zapoczątkowane dzwonkiem alarmowym, jakim było ponowne zmilitaryzowanie Nadrenii dokonane przez Niemców wiosną 1936 roku. Wówczas to francuskie wydatki na zbrojenia podskoczyła do prawie 30% wszystkich wydatków budżetowych, osiągając w latach 1936-1937 wielkość 29,9%. Wówczas najwyższe francuskie kręgi polityczne uznały, że powoli należy przygotowywać kraj na wypadek wojny, w tym celu 17 września 1936 roku zatwierdzono plan dozbrojenia i modernizacji wyposażenia technicznego francuskich sił zbrojnych. Przeznaczono na ten cel około 14 mld franków. Warte odnotowania jest to, że decyzja ta biorąc pod uwagę kontekst polityki zagranicznej prowadzonej przez Francję, która miała się jeszcze bardziej uwidocznić w roku 1938, stanowiła przesłankę, z której wynikało, że Francja szykuje się do wojny tylko i wyłącznie defensywnej i w ogóle nie bierze pod uwagę wcześniejszego wypowiedzenia wojny Niemcom i nie ma zamiaru karcić ich za złamanie postanowień traktatu wersalskiego.
W planie rozbudowy sił zbrojnych przewidziano znaczne środki na rozwój broni pancernej i przeciwpancernej, które oprócz nowej broni strzeleckiej otrzymały najwyższy priorytet, stało się tak z powodu bardzo dynamicznego rozwoju broni pancernej w III Rzeszy, gdzie w 1935 roku utworzono pierwsze trzy niemieckie dywizje pancerne. Francuzi postanowili więc odpowiedzieć Niemcom wzmożoną produkcją czołgów, już w 1935 roku zatwierdzono projekt czołgu typu B opracowany jeszcze w 1921 roku przez gen. Estienna, zaś w roku 1936 postanowiono utworzyć 50 batalionów czołgów lekkich po 45 czołgów w każdym, 12 batalionów czołgów ciężkich po 34 czołgi w każdym oraz 3 lekkie dywizje zmechanizowane, liczące około 200 czołgów w każdej. Ten ambitny plan rozbudowy wojsk pancernych mógł robić olbrzymie wrażenie i można stwierdzić, że broń pancerna nareszcie znalazła uznanie w oczach francuskiego Naczelnego Dowództwa, a szczególnie nowego Naczelnego dowódcy, protegowanego i wychowanka Josepha Joffre'a, Maurice'a Gamelina. Tak się jednak nie stało, gdyż mimo rozbudowy wojsk pancernych, ciągle były one podporządkowane piechocie, a poszczególne bataliony były rozdzielone pomiędzy poszczególne związki taktyczne piechoty, a część z tych batalionów pozostawała w dyspozycji Naczelnego Dowódcy jako strategiczny odwód. Sformowano jedynie wcześniej wspominane 3 Lekkie Dywizje Zmechanizowane, które jednak, o czym wspominaliśmy wcześniej, nie miały wykonywać zadań, które winny spełniać dywizje pancerne, tylko miały wykonywać zadania rozpoznawcze i ubezpieczające. Słabość armii francuskiej nadal tkwiła w doktrynie wykorzystania wojsk pancernych, a nie w ich ilości, która była całkiem pokaźna. Zgodnie z przyjętym planem modernizacji i rozwoju sił zbrojnych do 1 września 1939 roku przyjęto do sił zbrojnych 1770 pojazdów pancernych, a do 1 czerwca 1940 roku przyjęto 1791 sztuk czołgów. Do tego należy dodać liczbę 866 sztuk samochodów pancernych. Ogólna liczba wyprodukowanych czołgów może robić wrażenie, ale od września 1936 roku do czerwca 1940 upłynęły 44 miesiące, co spowodowało, że miesięczna produkcja czołgów wynosiła około 40 pojazdów. Biorąc pod uwagę, iż jest to wielkość produkcji na stopie pokojowej, to i tak nie jest to zbyt oszałamiająca liczba, jak na kraj szykujący się do wojny i wydający na zbrojenia około 30% swojego budżetu. Dodatkowym mankamentem tej produkcji końca lat 30-tych we Francji jest to, że proces ten nazwany został modernizacją uzbrojenia, co w rzeczywistością nie było do końca prawdą, gdyż pomimo iż wprowadzono na wyposażenie armii francuskiej nowy sprzęt, to jednak bardzo często był on już przestarzały w momencie wprowadzania go do produkcji. Oczywiście dla Francuzów był on nowoczesny, gdyż armia francuska w ciągu lat 20-tych, a później w związku z rozbudową linii Maginota, nie wprowadzała na swe wyposażenie prawie żadnego nowego sprzętu, dlatego posługiwała się przestarzałym sprzętem często pamiętającym czasy I wojny światowej. Dlatego zgodnie z przysłowiem, że wśród ślepców jednooki jest królem, Francuzom wydawało się, że ich nowy sprzęt jest bardzo nowoczesny, co jednak okazało się nieprawdą. Przykład mogą stanowić francuskie armaty przeciwpancerne, które miały zaledwie kaliber 25 mm i miały problem z przebijaniem pancerzy ówczesnych lekkich czołgów. Co się tyczy produkowanych wówczas czołgów francuskich, ich konstrukcje także nie do końca były udane. Na przykład konstrukcja wspomnianego czołgu typu B pochodziła z roku 1921, co już samo w sobie świadczy o jej archaiczności. Francuskie czołgi posiadały dwie podstawowe wady konstrukcyjne. Były to słabe, o zbyt małej mocy jednostki napędowe oraz zbyt małe i ciasne wieże. Słabość francuskich silników montowanych w czołgach wywodzi się prosto z francuskiej doktryny wykorzystania wojsk pancernych. Przewidując, że czołg ma być tylko i wyłącznie wsparciem dla atakującej piechoty, postawiono warunek konstruktorom czołgów, że czołg ma się poruszać w terenie z szybkością odpowiadającą maszerującej piechocie, dlatego większość francuskich czołgów osiągało maksymalną prędkość na drodze w granicach 20 km/h, co w terenie dawało szybkość o połowę mniejszą. Przez to czołgi francuskie stawały się bardzo mało ruchliwe i narażone na ostrzał nieprzyjaciela, który dodatkowo bardzo łatwo mógł je wymanewrować i zniszczyć. Drugi mankament, zbyt mała wieża powodowała, że mieścił się w niej tylko jeden człowiek załogi, czyli dowódca czołgu. W takiej sytuacji musiał on jednocześnie dowodzić załogą czołgu, obserwować teren w poszukiwaniu pojazdów wroga oraz innych celów nieprzyjacielskich, a także obsługiwać działo zamontowane w wieżyczce czołgu. To wszystko odbijało się na szybkostrzelności czołgu oraz utrudniało dowodzenie na szczeblu taktycznym, przez co francuskie oddziały pancerne były mniej ruchliwe i wykazywały się mniejszą inicjatywą, i inwencją na polu walki. Francuskie czołgi także( aż do wiosny 1940 roku ) nie były wyposażone seryjnie w radiostację, co komplikowało przeprowadzanie nawet najprostszych manewrów i utrudniało współdziałanie w większych grupach, nie mówiąc już o współdziałaniu z innymi rodzajami sił zbrojnych, np. z lotnictwem. Oczywiście, oprócz tych mankamentów, francuskie czołgi miały także niewątpliwe zalety, do których należy zaliczyć gruby pancerz, odlewane wieżyczki oraz silne uzbrojenie w postaci działa kalibru 47 mm. Największa słabość francuskich sił pancernych tkwiła jednak w głowach ich dowódców, którzy nie potrafili dostrzec znaczenia tego rodzaju broni i do końca tkwili w starej doktrynie opracowanej jeszcze przez marszałka Petaina w latach 20-tych, pomimo iż zostali oni zmuszeni do poczynienia pewnych ustępstw na rzecz zwolenników wykorzystania broni pancernej jako dużych samodzielnych jednostek. Oddajmy jednak głos de Gaulle'owi, który najlepiej komentuje ówczesną sytuację i konserwatyzm najwyższych dowódców francuskich: „ koła wojskowe […] zasklepiały się w rutyniarstwie. Armia zastygła w tych samych koncepcjach, których trzymała się jeszcze przed zakończeniem pierwszej wojny światowej. A trzymała się ich teraz tym bardziej, że jej dowódcy starzejąc się na swych stanowiskach hołdowali wciąż tym samym poglądom, które ich niegdyś przywiodły do sławy.
Toteż idea ciągłego, stałego frontu stanowiła podstawę strategii, którą zamierzano stosować w razie wybuchu nowego konfliktu zbrojnego. Organizacja, szkolenie, zbrojenie – cała doktryna wojenna - wywodziła się z idei wojny pozycyjnej. Było rzeczą uzgodnioną, że w razie wojny Francja zmobilizuje gros swych rezerw i stworzy możliwie jak największą liczbę dywizji, przeznaczonych jednak nie do tego, by manewrować, atakować, rozwijać sukcesy, lecz do tego, by trzymać odcinki frontu. Dywizje te miały zająć pozycje wzdłuż granicy francuskiej i belgijskiej – Belgia była w owym czasie naszym sojusznikiem – i czekać na ofensywę przeciwnika.
Jeżeli chodzi o takie środki, jak czołgi, samoloty, działa zmotoryzowane o okrężnym ostrzale, które w ostatnich bitwach wykazały, że umożliwiają zaskoczenie i przełamanie frontu, a których siła odtąd nieustannie wzrastała, to zamierzano ich użyć dla wzmocnienia frontu lub w razie potrzeby odtworzenia go za pomocą lokalnych kontrataków. W związku z tym ustalono typy broni: powolne czołgi, uzbrojone w lekkie działa małokalibrowe, przeznaczone do towarzyszenia piechocie, a nie do działań szybkich, samodzielnych; samoloty myśliwskie dla obrony w powietrzu, poza którymi lotnictwo miało niewiele tylko bombowców i ani jednego samolotu szturmowego, działa artyleryjskie przysposobione do strzelania z pozycji stałych o wąskim polu ostrzału, a nie do ruchu w każdym terenie i ognia w każdym kierunku. Ponadto front był z góry wytyczony przez umocnienia linii Maginota przedłużonej o fortyfikacje belgijskie.
Naród pod bronią miał się więc ukryć za barierą linii Maginota i pod jej osłoną czekać, aż oblężenie wyczerpie siły przeciwnika, a napór wolnego świata powali go na kolana. […]
Opinia publiczna oddawała się złudzeniu, że wypowiadając wojnę, wojnie można przeszkodzić agresywnym czynnikom w rozpętaniu nowego konfliktu zbrojnego. Mając jeszcze w pamięci wiele niszczycielskich ataków z okresu pierwszej wojny światowej i nie orientując się w rewolucji, jakiej w siłach zbrojnych dokonał od tego czasu silnik, nie brano w ogóle pod uwagę możliwości działań zaczepnych. Słowem, wszystko składało się na to, aby uczynić z bierności dominującą zasadę naszej obrony narodowej”.
De Gaulle słusznie zauważył, że jednym z najpoważniejszych mankamentów francuskiej doktryny wojennej oprócz je bierności, skupieniu się tylko i wyłącznie na obronie i nie docenieniu siły wojsk pancernych, jest także niezdolność do przeprowadzenia kontrataku na szeroką skalę, który mógłby przynieść jakieś korzyści w skali strategicznej, np. przejęcie inicjatywy, za trzymanie ofensywy nieprzyjaciela. Francuzi byli zdolni tylko do kontrataków na małą skalę, które mogły przynieść korzyści taktyczne. Było to spowodowane nieposiadaniem dużych, silnych jednostek pancernych, które mogłyby taki kontratak przeprowadzić. Jak wspominaliśmy wcześniej, Naczelne Dowództwo posiadało w swym odwodzie kilka batalionów czołgów, ale było to za mało, aby kontratak miał większe znaczenie niż lokalne, a na dodatek nie mógłby się przeciwstawić zmasowanemu uderzeniu wojsk pancernych nieprzyjaciela.