Początki
Praktycznie od początku swego istnienia Kościół zmagał się z ludźmi, którzy inaczej pojmowali doktrynę i oficjalnie przyjęte nauczanie. Chrystus wzywał, aby wybaczać błądzącym, dlatego też początkowo heretycy nie byli w żaden sposób karani, czy prześladowani. Św. Paweł nazywał ich „błądzącymi braćmi”, których należy nawracać słowem, upominać. Karą miała być, w ostateczności, ekskomunika. Także pierwsi Ojcowie Kościoła– Klemens i Ignacy Antiocheński zalecali unikanie heretyków i modlitwę za nich.
Inaczej było w świeckim prawodawstwie. Już w 376 r. wydany został edykt o zakazie zgromadzeń heretyków. Religia chrześcijańska miała być spoiwem Cesarstwa, dlatego przestępstwa wobec niej, naruszające jej jedność, traktowane były jak zdrada. Za Teodozjusza i Justyniana pojawiały się restrykcje, jak konfiskata majątku, deportacja, czy wreszcie śmierć za głoszenie tez niezgodnych z nauką Kościoła. Były to kary analogiczne do tych, jakie wymierzano za najpoważniejsze przestępstwa.
Kościół starał się odcinać od świeckiej jurysdykcji. Na soborach w Nicei, Efezie czy w Konstantynopolu nakazywano karać heretyków przede wszystkim ekskomuniką. Mimo stale rosnącego zagrożenia ze strony arian, donatystów i innych odłamów nie decydował się na drastyczne tępienie odstępstw. Jeżeli jakiś człowiek w Cesarstwie Rzymskim został stracony za głoszenie herezji, oznaczało to, że dokonało się to z polecenia władzy świeckiej.
Nowa epoka, nowe problemy
W antyku większość sporów dogmatycznych rozgrywało się na Wschodzie, dlatego średniowieczny Zachód z przerażeniem obserwował, jak początkiem w X wieku zaczęły się pojawiać różne sekty religijne. W 970 r. wykryto herezję w Rawennie, potem Akwitanii i Orleanie. W Macedonii i Bułgarii pojawiła się sekta Bogumiłów głoszących, iż świat został stworzony przez starszego syna Boga– szatana, dlatego należy odciąć się od niego poprzez modlitwę, życie pokutne i proste kulty bez sakramentów. Szybko rozprzestrzeniała się po Cesarstwie Wschodnim, a w XII wieku dotarła do Europy Zachodniej.
Zbiorowości reprezentujące nowe aspiracje religijne w średniowieczu rodziły się głównie ze względu na zło, jakie rozprzestrzeniało się wewnątrz Kościoła. Nikolaizm, nepotyzm, zbytnie przywiązanie wagi do bogactw, w końcu walka papiestwa z cesarstwem to główne grzechy ówczesnego kleru. Rozwój gospodarczy średniowiecznej Europy pomnażał majątki biskupów i klasztorów. Z kolei wzrost liczby ludności w miastach wyraźniej zarysowywał przepaść, jaka dzieliła ubogich od najbogatszych, w tym także od kleru, co wywoływało fale niezadowolenia. Niewątpliwie ogromną rolę odegrała reforma gregoriańska, która wciągnęła ludność w krąg zainteresowania sprawami Kościoła, powodując falę krytyki kleru. Obnażyła ona zło, jakie występowało w Kościele Katolickim szerszej rzeszy ludności, która poczęła szukać innych autorytetów, nowych dróg ewangelizacji. Na takie pole trafiały kazania charyzmatycznych kaznodziejów, przyciągających masy ludności całych regionów od szlachcica po ubogiego górala, a podzielone duchowieństwo nie było w stanie się im przeciwstawić.
W XII w. w Anglii, Niemczech, Lombardii, a zwłaszcza w płd. Francji zaczęli pojawiać się katarzy zwani także albigensami. Sami nazywali siebie czyści zaś najbardziej gorliwych doskonali. Głosili, że wszystko, co materialne jest złe, bo stworzone przez Boga– Demiurga. Odrzucali więc sakramenty, zewnętrzne formy kultu, nawoływali do wyrzeczenia się dóbr materialnych i prostego życia na wzór Jezusa i Jego pierwszych wyznawców. Kościół Katolicki uważali za kościół zła, dlatego należało go odrzucić wraz z całą hierarchią podobnie, jak cały świat wraz z jego organizacją. Ich sekta szybko zaczęła nabierać kształtów, struktur stając się niejako antykościołem. Przyczynę powodzenia ruchu należy szukać w jego ascetycznej surowości i rygoryzmie, które kontrastowały z poziomem życia duchowieństwa katolickiego.
Taka fascynacja ubóstwem pojawiła się również w naukach Piotra Valdo, lyońskiego kupca, który sprzedał swój majątek i ruszył w świat, by nauczać maluczkich o Chrystusie. Nie dążył on do stworzenia nowej heterodoksyjnej wspólnoty. Mimo wszystko, został wyklęty przez papieża Lucjusza III w 1182 r., który obawiał się, że głosiciele dobrowolnego ubóstwa podważą autorytet Stolicy Apostolskiej. Od tej pory jego poglądy ulegały stopniowej radykalizacji. Waldensi odrzucali kult relikwii, hierarchię kościelną i tradycję, za jedyny autorytet uznając Biblię.
W heretykach widziano głównie zagrożenie w oddziaływaniu ideowym na osoby świeckie, na ich ortodoksję. Wiara uważana była za najwyższe dobro, a ten kto ją odrzucał, popełniał najstraszliwszą zbrodnię. Poglądy heretyków mogły się wydawać zbawczą reakcją na zepsucie Kościoła, który miał stanowić całość, a wszelkie odstępstwa i to, co się w nim nie zaszczepiło, stanowiło zagrożenie. Ideał życia apostolskiego, jaki głosili, przywiódł żądania, by duchowieństwo wyrzekło się władzy, Kościół stał się ubogim, chrześcijaństwo było bardziej duchowe i „moralne”. Ruchy te załamywały autorytet Kościoła, który przecież stał na straży podstaw porządku i legalności.
Cechą wspólną większości ruchów dysydenckich w XII w. była nieskrywana nienawiść wobec kleru i Kościoła, który chcieli zmieniać, nawet siłą. Pojedynczy kaznodzieje wykluczeni ekskomuniką ze społeczeństwa buntowali tłum przeciw duchownym, często doprowadzając do ich śmierci. Heretycy nazywani byli nawet „burzycielami porządku chrześcijańskiego” i porównywani z bandytami i rabusiami. Wiele sekt w swych postulatach przeciwstawiało się nie tylko dostojnikom kościelnym, ale i świeckim władcom, atakując to, co stanowiło podstawę funkcjonowania społeczeństwa– feudalizm. W przypadku herezji zakwestionowanie średniowiecznej ideologii, wg której każdy człowiek miał swoje miejsce na danym szczeblu drabiny społecznej, stanowiło walkę z ustrojem. Dlatego też heretyk popełniał przestępstwo obrazu majestatu boskiego, ale i godził w majestat władzy, religijny i świecki. W sytuacji uznania obrazy majestatu średniowieczne prawodawstwo przewidywało jedynie najwyższy wymiar kary.
Inkwizycja biskupia
Początkowo starano się wykorzystać wszelkie możliwe metody przekonywania i pokojowego nakłaniania do powrotu do Kościoła katolickiego. Jeszcze w XI w. herezje zwalczali jedynie biskupi, występowały one bowiem lokalnie. Nakładali na heretyków głównie kary kanoniczne, odżegnując się od surowszych ze względu na starotestamentalne „Nie zabijaj”. Papiestwo zaś zajęte rywalizacją z cesarstwem zbytnio nie angażowało się w walkę z odstępcami. Jeśli już wydawali jakieś edykty, to były to raczej elementy walki z cesarzem. Tak np. papież Grzegorz VII ogłosił, iż heretykiem jest ten, kto nie zgadza się z Kościołem Katolickim. Bernard z Clairvaux uważał, iż należy skłaniać do wyrzeczenia się „błędnych” poglądów, pozwalając powracać na łono Kościoła, tych zaś, którzy usilnie obstają przy sprzecznych przeświadczeniach, wyłączać ze wspólnoty. Z czasem także Stolica Apostolska dostrzegła konieczność zwalczania herezji.
W ten sposób rozpoczął się długi okres tworzenia instytucji inkwizycji. Słowo inqusitio z łac. badanie, dochodzenie, znane był już w starożytności, odnosiło się do poszukiwania dowodów, które następnie przedstawiane były przed pretorem. Inkwizycja, jako instytucja, pojawiła się dopiero w średniowieczu. Była ona widomym znakiem, że Kościół przeszedł z fazy przekonywania do przymusu.
Za datę narodzin Inkwizycji biskupiej przyjmuje się rok 1184, kiedy to papież Lucjusz III na synodzie w Weronie wydał dekret Ad abolendam uważany za podstawę antyheretyckiego ustawodawstwa. Nakazał w nim, by biskupi wizytowali parafie w swoich diecezjach, wyszukując tam odstępców. Wspomagać ich mieli, pod groźbą ekskomuniki, władcy świeccy. Podejrzani o herezje mieli stawać przed komisją na czele z biskupem. Na winnych nałożona miała zostać kara ekskomuniki bądź interdyktu, co w średniowiecznym świecie równało się wykluczeniu ze społeczeństwa, a w odniesieniu do miast np. zerwaniem więzi handlowych z innymi ośrodkami.
Bardzo szybko również interdykty czy ekskomuniki okazały się nieskuteczne, brakowało bowiem realnej siły, na której sankcje te można było oprzeć. „Ramię świeckie” nie zawsze było skore do pomocy. O ile w północnej Francji czy Anglii wyplenienie herezji możliwe było dzięki współpracy z władzą świecką, to już w Langwedocji czy we Włoszech sprzyjano ruchom dysydenckim, przez co biskupi stawali się bezsilni.
Innocenty III dążył do umocnienia autorytetu papiestwa, dlatego też walka z kacerzami stała się jednym z podstawowych elementów jego pontyfikatu. Kiedy obejmował Stolicę Apostolską, ruch katarski rozprzestrzeniał się bardzo szybko, rosła liczba zwolenników Piotra Valdo. Herezje ogarniały już praktycznie cała Europę Zachodnią. W 1199 r. wydał on dekretał Vergentis in senium, w którym po raz pierwszy przestępstwo herezji zostało usankcjonowane jako obraza majestatu Syna Bożego. Był to niezmiernie ważny dokument, bowiem idąc w ślad za Ad abolendam, orzekał konfiskatę majątku odstępców, ponadto anulowanie wszelkich dokumentów wydanych przez heretyckich notariuszy, adwokatów czy sędziów, utratę praw dziedziczenia i pełnienia funkcji publicznych. Podobne kary ponosić miały też osoby ukrywające heretyków.
Innocenty III, jak żaden jego poprzednik, potrafił odróżnić ruchy heretyckie od tych o charakterze ewangelicznym, skutecznie wykorzystując te ostatnie do walki z odstępcami. Rozpoczął proces rekoncyliacji grup wyznawców dobrowolnego ubóstwa uznanych wcześniej za heretyckie. Aprobując m.in. działalność humiliatów, którzy prowadzili ascetyczny tryb życia, wysławiając osobisty, wewnętrzny związek z Bogiem, wprowadził ich w ramy ortodoksji, podporządkowując w ten sposób Kościołowi. Nigdy nie zamykał się na osoby pragnące powrócić do Kościoła Katolickiego, wręcz przeciwnie wykorzystywał później takie osoby do wyszukiwania odstępców i walkę z nimi. On też był inicjatorem cystersko– dominikańskiej akcji nawracania katarów początkiem XIII w. Zaakceptował projekt Dominika Guzmana, by w walce z heretykami posłużyć się słowem. Założony przez niego w 1216 roku zakon wydawał się być idealnym do walki z odstępcami. Dominikanie byli bowiem wykształceni, całkowicie podporządkowani Stolicy Apostolskiej, znani ze swej kaznodziejskiej działalności. Głoszone przez zakonników kazania miały budzić skruchę wśród odstępców i umacniać pobożność katolików. Miały być sposobem, który uchroniłby Kościół od stosowania przemocy. Ponadto sobór laterański IV z 1215r. podjął bardzo ważny krok, który miał od tej pory „kontrolować” sumienia wiernych, a mianowicie obowiązek corocznej spowiedzi, okazał się bardzo ważnym elementem w walce z odstępcami.
Od przekonywania do przymusu
Pomimo zdecydowanego tonu Kościół nie zdołał wyplenić herezji metodami pozbawionymi przemocy. Poczynając od pontyfikatu wspomnianego Innocentego III, zaczęto odnosić się do drastyczniejszych metod. Pierwszym elementem była krucjata przeciwko albigensom w Langwedocji w 1208r. Jej bezpośrednią przyczyną było zamordowanie legata papieskiego Piotra z Castenau. Namawiając władców świeckich do zbrojnej walki z heretykami, Stolica Apostolska potwierdzała, że religia jest sprawą publiczną, dlatego też należy bronić porządku wewnątrz Kościoła. Krucjata, pierwsza do walki z chrześcijanami na „chrześcijańskiej” ziemi, zakończyła się masakrą ludności w Beziers, gdzie zamordowanych zostało 30 tys. osób, a Arnold Amury miał wypowiedzieć słynne: Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich.
Ostatecznym zaś krokiem było powołanie do życia w 1231r. przez papieża Grzegorza IX trybunałów inkwizycyjnych. Przeor klasztoru dominikanów w Ratyzbonie został mianowany sędzią delegowanym do rozpatrywania przypadków herezji, wraz z dobieranymi w razie potrzeby braćmi. Wkrótce sędziowie zostali wysłani do Langwedocji. Potem dołączyli do nich przedstawiciele innego zakonu żebraczego– franciszkanie. Papież powoływał trybunały, podległe jedynie Stolicy Apostolskiej mające badać, co rzeczywiście jest herezją, a co nie. Zakonnicy stawali się inkwizytorami, natomiast oskarżeni przekazywani byli władzy świeckiej, która zajmowała się wymierzaniem kar. Trybunały podlegały jedynie jurysdykcji papieskiej, bracia zachowywali niezależność wobec lokalnych władz.
Niewątpliwie Kościół starając się wytępić heretyków, użył wszystkich możliwych metod począwszy od „pokojowego” namawiania i kazań, przez ekskomuniki, interdykty, zakazy wykonywania zawodów, konfiskaty majątków itp. Żadna z tych metod nie była wystarczająco skuteczna. W końcu postanowił zastosować „krwawe” metody.
Nie ulega wątpliwości, że metody stosowane przez inkwizytorów były często drastyczne, jednak należy pamiętać, iż zawsze musieli się oni trzymać ściśle określonych reguł, co utrudniało ewentualne nadużycia. Stanowiło to w ówczesnym ustawodawstwie swoistą rewolucję. Procedurę określały bulle papieskie oraz teksty redagowane przez synody prowincjonalne. Poza tym sami inkwizytorzy spisywali niejako podręczniki, które miały nauczać, jak obchodzić się z podejrzanymi o herezje. Najsłynniejszym bodaj jest Practica inquisitionis heretice pravitatis tuluzańskiego inkwizytora Bernarda Gui. Imiona świadków zostały utajnione, w celu obrony przed zemstą. Oskarżony mógł przed rozpoczęciem procesu podać listę wrogów, których zwykle potem wykluczano z grona potencjalnych świadków. W ten sposób starano się ustrzec przed błędami już na początku dochodzenia. Nie oznacza to, iż trybunały inkwizycyjne nie popełniały błędów. Złą sławą okrył się Robert le Bourge, mianowany inkwizytorem w północnej Francji, słynący z obsesji na punkcie heretyków. Skargi na niego słali nawet biskupi z diecezji, w których prowadził działalność. Donosili papieżowi o ogromnych ilościach rozpatrywanych przez Bourge spraw i związanych z nimi pośpiechem i niedbałością. W 1239 r. skazał na śmierć ponad pięćdziesięciu heretyków, których spalono lub pogrzebano żywcem. Następnie dalszych stu osiemdziesięciu. Te liczby przeraziły samego papieża, który nakazał zbadać działalność dominikanina. Wytoczono mu proces, pozbawiono urzędu i wtrącono do więzienia.
W Niemczech postrach budzili Konrad Tors i Jan zwany Jednookim, potem tę niechlubną listę dopełnić miał Konrad z Marburga. Wszyscy oni twierdzili podobno, iż dla schwytania jednego heretyka gotowi są spalić stu niewinnych. Ostatni z trójki osławionych inkwizytorów dawał oskarżonym tylko dwa wyjścia– przyznać się do winy albo obstawać przy swej niewinności i zostać spalonym na stosie. Sprawiedliwość wymierzyła mu rodzina jednej z jego ofiar– został zamordowany w Belterhausen.
Inkwizycja często stosowana była do prywatnych celów, szczególnie przez władców świeckich. Tak było w słynnej rozprawie z templariuszami. Król Francji Filip Piękny chcąc zdobyć, budzący powszechną zazdrość, majątek zakonu, odwołał się do dość drastycznych metod. Przy pomocy uległego sobie papieża Klemensa V zarzucił templariuszom wypieranie się Chrystusa, uprawianie i namawianie do sodomii, opluwanie krucyfiksu przy składaniu ślubów. W dodatku nie czekając na wyrok trybunału, który badał rzekome odstępstwa, nakazał aresztować wszystkich templariuszy we Francji, konfiskując ich liczne dobra. Pomimo wielkich starań króla, nie udało się udowodnić winy zakonnikom. Kolejne trybunały orzekały o ich niewinności lub o braku dowodów. Ostatecznie w 1312 r. na soborze w Vienne papież Klemens V zakazał jakichkolwiek dyskusji na temat templariuszy, rozwiązał zakon, a majątek nakazał oddać szpitalnikom. Nie zmieniło to jednak losu zakonników. Wielki mistrz Jakub de Molay i 53 jego towarzyszy na mocy decyzji Rady Królewskiej zostało spalonych na stosie. W innych krajach sądy nie znajdowały podstaw do oskarżenia templariuszy i orzekały o ich niewinności. Tylko francuska inkwizycja ulegała kaprysowi króla, który uczynił z niej straszliwą siłę.
Procedura
Sama procedura inkwizycyjna była dość długa. Po przybyciu do wioski inkwizytorzy, podczas kazania, nawoływali heretyków, by wydali się w ręce trybunału w terminie do miesiąca nazywanym „czasem łaski”. Dzięki temu heretyk mógł być potraktowany łaskawiej, zwykle otrzymywał karę kanoniczną, do której dodawano obowiązek odbycia pielgrzymki. Po upływie tego czasu nie można już było liczyć na łaskawość trybunału. Jeżeli istniało podejrzenie, że oskarżony może próbować ucieczki, należało go aresztować. Przyprowadzony przed trybunał wysłuchiwał zarzutów. Konieczne było, by prowadzący proces poparł zarzuty konkretnymi dowodami, w przeciwnym wypadku podlegał karze, jaka groziła oskarżonemu. początkowo Kościół wysłuchiwał zeznań jedynie ludzi czcigodnych, dopiero z czasem, gdy herezje zaczęły stanowić coraz większe zagrożenie, na świadków powoływano również złodziei, wyklętych. Unikano konfrontacji świadków z oskarżonym, aby nie narażać ich na prawdopodobną zemstę.
Innocenty III zakazał adwokatom i notariuszom wspieranie heretyków, jednak już Grzegorz IX stwierdził, że żaden oskarżony nie powinien stawać przed sądem bez obrońcy. W rzeczywistości rola adwokata ograniczała się do nakłaniania oskarżonego do przyznania się do winy. Gdy ten, mimo wszystko, pozostawał przy swej niewinności, inkwizytorzy mogli zastosować środki przymusu. Delikwent mógł być skuty łańcuchami, poddany głodówce lub pozbawiony snu. Rodzaj sankcji zależał od sędziego. Jeżeli nadal stawiał opór, należało poddać go torturom. Kościół długo był przeciwnikiem takich metod. Ostatecznie zezwolenie na tortury wydał papież Innocenty IV w 1252 r. Zastrzegł jednak, iż należy unikać okaleczania i zagrożenia życia. Do tortur należały: chłosta, rozżarzone węgle, próba wody. Wcześniej w sali tortur prezentowano oskarżonemu, co może go czekać, jeśli nie przyzna się do winy, chcąc wzbudzić w nim „zbawczy strach”. Jeśli i to nie doprowadzało do przyznania się, kat rozpoczynał od najmniej bolesnych prób. Każda z nich nie mogła trwać dłużej niż pół godziny, ponadto istniał zakaz powtarzania jednej próby. Do roku 1264 inkwizytorzy nie uczestniczyli w torturach, zaś po zezwoleniu papieża Urbana IV, sami je przeprowadzali.
Ogłoszenie wyroku i wykonanie kary
Wyrok ogłaszany był publicznie, zwykle w niedziele, jedynie w obecności biskupa danej diecezji. Co więcej, to ordynariusz decydował o tym, czy wykonany zostanie najcięższy wyrok. Trybunał złożony był z licznej grupy tzw. prawowiernych katolików, która nierzadko liczyła nawet 40 osób. To im przedstawiono zgromadzone dokumenty. Ci zaś po zapoznaniu się z nimi przedstawiali własną opinię.
W czasie auto da fe skazani klęczeli na podium, zaś inkwizytor odczytywał listę kar od najlżejszych po najcięższe. Do najbardziej srogich kar należało więzienie, konfiskata majątku, w końcu śmierć na stosie. Wyrok wykonywało ”świeckie ramię”, Kościół bowiem nie chciał plamić swych rąk krwią. Jeśli heretyk wyrzekł się swych przekonań w ostatniej chwili, kara mogła być zamieniona na „wieczne więzienie”, po wcześniejszym zbadaniu prawdziwości skruchy. Tutaj sędziowie mogli zastosować tzw. murus strictus, czyli zamknięcie w ciasnym lochu lub murus largus, gdzie więzień mógł zażywać ruchu, utrzymywać kontakt ze światem zewnętrznym. Konfiskata majątku równała się z utratą prawa dziedziczenia przez rodzinę. Czasem kary były łagodzone, a nawet zdarzało się zwalnianie tymczasowe. Do kar lżejszych zaliczano znaki hańby, pielgrzymka. Jeżeli ostatnia z nich nie mogła dojść do skutku, można było złożyć ofiarę na Święte Oficjum lub zbożne cele. Znaki hańby to zwykle krzyże przytwierdzane do piersi i pleców z dwoma poprzecznymi ramionami, które noszone były jedynie przez heretyków, więc bardzo łatwo można ich było zauważyć. To powodowało powszechną niechęć i poniżenie kacerza, który nierzadko był linczowany za swoje winy przez prosty lud. Karą główną lub dodatkową była chłosta.
Od początku XIII w. domy, w których ukrywali się lub nauczali heretycy, były burzone lub palone. Kary nakładane były także na zmarłych heretyków. Często zarządzano ekshumację zwłok i ich spalenie.
Schyłek
Początek XIV w. to już praktycznie schyłek średniowiecznej inkwizycji. Ostatecznie jej rolę przejęła paryska Sorbona.
Podczas wspomnianego już soboru w Vienne w 1312 r. Kościół zajął się nadużyciami, jakich dopuszczali się inkwizytorzy. Była to ewidentna próba oczyszczenia instytucji z osób niekompetentnych czy nadgorliwych. Zastrzeżono, iż inkwizytorem nie może być osoba, która nie ukończyła 40 roku życia. Ponadto wyprowadzano konieczność uzyskania pozwolenia od biskupa na przeprowadzenie tortur.
Inkwizycja zatrzymała na pewien czas rozwój herezji w Europie Zachodniej, ale odżyją one ze zdwojoną siłą w kolejnej epoce. Wtedy to szczególne „zasługi” w tępieniu odstępstw będzie mieć Hiszpania z osławionym Torquemadą– przeorem klasztoru dominikańskiego, który– wg starszych badań– miał posłać na stos ponad 8000 tys. osób, wśród których dużą liczbę stanowić mieli Żydzi. W rzeczywistości liczna procesów związanych z tym inkwizytorem sięgała 100 000, zaś liczba ofiar 2000. Jednak sprawa Torquemady i hiszpańskiej inkwizycji to kolejny rozdział w historii inkwizycji, wymagający oddzielnej rozprawy.
Podsumowanie
Średniowieczny Kościół Katolicki podjął dość drastyczne kroki w walce z herezją. Z jednej strony niedopuszczalnymi wydają się sposoby, jakimi posługiwały się trybunały w imię Jezusa Chrystusa oparte na okrucieństwie. Osławione tortury zdecydowanie nadszarpnęły autorytet Kościoła. Z drugiej jednak, można było zauważyć w ich działaniu widoczną troskę o zbawienie heretyka, zachęcając do odwołania błędnych poglądów, nawet, jeśli już znajdował się na stosie i jego śmierć była tylko kwestią czasu.
Narzuca się, więc pytanie czy heretycy rzeczywiście byli aż tak groźni, żeby palić ich na stosie? Z perspektywy Kościoła, któremu groziło rozbicie wewnętrzne niewątpliwie tak. Podobnie zresztą dla wielu zwykłych ludzi. Wiernych, bowiem nauczano, że heretycy są odszczepieńcami od Kościoła, poza którym, jak wiadomo, nie ma zbawienia. Obowiązkiem każdego chrześcijanina był więc udział w ich denuncjowaniu i zwalczaniu, jako nieprzyjaciół ludzkości i Kościoła. Dlatego też często heretyk był postacią budzącą niechęć i pogardę.
Inaczej sprawa miała się w społecznościach, gdzie kacerzy żyli w sąsiedztwie z ludnością katolicką. W wielu tekstach z tamtego okresu możemy przeczytać o przyjaznych stosunkach, (ba!) zdarzały się mieszane pod względem wyznaniowym małżeństwa.
Bardzo trudno jest odpowiedzieć na pytanie, czy utworzenie trybunałów inkwizycyjnych było konieczne, szczególnie dla nas żyjących w XXI w. Należy na to spojrzeć z perspektywy człowieka średniowiecza, dla którego religia stanowiła najważniejszą sferę w życiu, podstawę ładu społecznego, tak zaciekle bronioną. W przypadku herezji zakwestionowanie owej ideologii stanowiło jednocześnie element walki z ustrojem. Atak na dogmaty zbiegł się z atakiem na króla czy pana feudalnego. Wszelka (nawet tzw. zdrowa) krytyka Kościoła stanowiła przeciwwagę tego porządku. Początkowe próby walki z odstępcami metodami pokojowymi nie przyniosły oczekiwanych efektów, dlatego walka orężna wydawała się być jedyną formą sprzeciwu Kościoła wobec chaosu, jaki ogarnął praktycznie całą Europę. Przykład średniowiecznej Anglii może dowodzić, iż wczesne rozprawienie się z ruchami heretyckimi mogło doprowadzić do ich całkowitego wykorzenienia.
Należy być sceptycznym wobec liczb, jakie podają dzisiejsi badacze– szczególnie ci antykatoliccy. Donoszą oni o setkach tysięcy skazanych na śmierć. Z zachowanych w Tuluzie dokumentów wynika, iż kara śmierci orzekana była jedynie w przypadku 1% oskarżonych, a więzienie w 15%, a było to miasto będące główną siedzibą heretyków w ówczesnej Francji.
Jednak mordowanie i torturowanie ludzi w imię Jezusa Chrystusa (nawet, jeżeli był to „tylko” 1% oskarżonych) nigdy nie powinno zostać zaakceptowane. Owszem, ciężko było odnaleźć odpowiednią drogę walki (podobne wątpliwości do dziś budzi sprawa krucjat) ale, jak pokaże casus wieków kolejnych, inkwizycja, mimo iż na pewien czas zahamowała rozprzestrzenianie się herezji, nie zdołała obronić Kościoła przed największym ciosem, jaki zadany jej został w XVI w. Dlatego też być może papiestwo powinno było już w XII w. pomyśleć o gruntownej reformie? To być może uchroniłoby Kościół od licznych rozłamów i kompromitacji.