Nekropolia królewska w Poznaniu
Zanim Kraków stał się na kilka stuleci miejscem pochówków królów polskich, rolę nekropoli dzierżył Poznań. Według Antoniego Gąsiorowskiego oraz Janusza Bieniaka, właśnie tam miał zostać pochowany Bolesław Chrobry. Uczeni ci połączyli informacje z 1026 roku o pochówku tego władcy z przekazem Janka z Czarnkowa i wysnuli wniosek, iż już w XI wieku zarysowała się idea pochówku monarchy w jego własnej katedrze. Tak jak Bolesław miał zostać pochowany w katedrze poznańskiej, tak ponad 300 lat później Władysław Łokietek miał spocząć w katedrze krakowskiej.
Pochówek Kazimierza Odnowiciela
Pierwszym władcą z dynastii Piastów, co do którego istnieją przesłanki (poparte co ważne informacjami źródłowymi), że mógł zostać pochowany w Krakowie jest Kazimierz Odnowiciel. Zmarł on 19 III 1058 roku, w wieku 42 lat. Jan Długosz podał, że został on pochowany w katedrze poznańskiej, jednak bardziej prawdopodobnym miejscem jego wiecznego spoczynku wydaje się być katedra krakowska. Tezę taką głoszą przede wszystkim przedstawiciele krakowskiego środowiska mediewistycznego. Jako argument podają, iż Kraków był stolicą kazimierzowskiego państwa, więc wydawać by się mogło zrozumiałym, że właśnie w tym grodzie miałby być pochowany. Z kolei według opinii Gerarda Labudy, Kazimierz miał spocząć w Krakowie, jednak nie w katedrze, lecz w opactwie benedyktyńskim w Tyńcu, którego miał być fundatorem. Pogląd ten natrafia jednak na silny kontrargument. Otóż w chwili, gdy Kazimierz Odnowiciel odchodził z tego świata, budowa kościoła w Tyńcu najprawdopodobniej nie była ukończona. Pozostała mu w tym momencie jedynie katedra krakowska bp Aarona. Istnieje jeszcze jedna przesłanka świadcząca być może, że Kazimierz został pochowany w Krakowie. W Rocznikach Długosza spotykamy zapis, że żona Odnowiciela- Dobroniega Maria, zmarła w 1087 ( a więc przeszło 30 lat po swym mężu) i została pochowana w Krakowie. Kronikarz korzystał tu z informacji zawartych w Roczniku kapitulnym krakowskim, gdzie, co ciekawe, nie ma wzmianki o miejscu jej pochówku. Wątpliwe wydaje się, że dziejopis mógł wiedzieć gdzie pochowano jej męża i po śmierci Dobroniegi połączyć jej domniemane miejsce pochówku z miejscem złożenia ciała, zmarłego wcześniej Kazimierza.
Pochówek Bolesława Szczodrego
Jeszcze więcej problemów odnośnie miejsca pochówku wiąże się z osobą króla Bolesława II Szczodrego. Roczniki Jana Długosza podając informacje o zgonach władców piastowskich, pomijają osobę tego króla. Wedle opinii potomnych: król zmarł i został pochowany na wygnaniu, gdyż (jak to podkreśla dziejopis) nie było dla niego miejsca w kraju św. Stanisława. Rok 1082, jako datę śmierci króla podaje Rocznik dawny, najstarszy rocznik polski, który zachował się w oryginale z XII wieku. Według Zofii Kozłowskiej- Budkowej kronikarz zaczerpnął tą datę z innego, nie odnalezionego rocznika, który miał być prowadzony na Wawelu. Z tego samego źródła korzystał autor Rocznika kapitulnego krakowskiego, który w swym dziele podał jednak datę 1081, jako zgon króla. Różnica, według badaczki wzięła się stąd, iż autor tej relacji wypisywał naprzód daty roczne, a dopiero potem przypisywał im konkretne wydarzenia. Gdy doszedł do 1082 roku miał problem, gdyż na ten rok, podobnie jak na inne lata pozostawił jeden wiersz, a miał do zrelacjonowania dwie informacje: o śmierci króla oraz o objęciu biskupstwa krakowskiego przez Lamberta. Zdecydował więc, że ta druga znajdzie się pod rokiem
Nie wiemy również gdzie dokładnie został pochowany jedyny syn Bolesława, Mieszko. Jedna z hipotez mówi, że również w opactwie w Tyńcu, które było fundacją jego ojca. Miejsce to jest też prawdopodobnie związane z synem księcia Władysława Hermana - Zbigniewem. Z rozkazu swego brata, Bolesława Krzywoustego miał on być pojmany i oślepiony, jednak jego dalsze losy pozostają nieznane. Istnieją przypuszczenia, że został on powtórnie wypędzony z kraju. Być może do niego odnosi się zapiska w Nekrologu klasztoru w Lubiniu o śmierci u benedyktynów w Tyńcu mnicha Zbigniewa. Aby tą tezę poprzeć, należy spojrzeć na nią oczami XII- wiecznych realiów, panujących w Polsce. Sama kara oślepienia była karą stosowaną głównie wobec poddanych. Natomiast w kręgu rodziny panującej, by pozbyć się innych pretendentów do tronu, stosowano głównie karę wypędzenia lub właśnie osadzano ich w klasztorze. Prawdopodobne jest zatem stwierdzenie, że owy mnich Zbigniew to brat Bolesława Krzywoustego.
Królewskie miejsca pochówku Piastów w Krakowie
Chciałbym teraz opisać trzy miejsca w Krakowie, w których pochowani są przedstawiciele rodu Piastów. Są to: katedra wawelska, kościół franciszkanów oraz kościół dominikanów, od którego chciałbym zacząć, gdyż jest tam pochowany tylko jeden przedstawiciel możnego rodu, Książe krakowsko- sandomierski: Leszek Czarny. Zmarł on 30 VIII 1289 roku (inf. za A. Grabowskim) i został pochowany w dominikańskiej bazylice. Tak jak w przypadku kolejnych władców piastowskich, jego grób był niejednokrotnie otwierany. Sam Leszek chciał by jego zwłoki spoczęły właśnie w tym kościele. Jego prochy zostały wmurowane przy drzwiach zakrystii. Obok ołtarza wprawiono w ścianę kamień nagrobny, pod którym złożono jego ciało. Na kamieniu wyryto postać rycerza w książęcej mitrze. Postać trzymała w prawej ręce tarczę z wyobrażeniem orła, a w lewej chorągiew. W 1668 roku, podczas pożaru kościoła, płyta ta się zniszczyła i odpadły od niej brązowe ozdoby. Zakonnicy natychmiast zastawili te ubytki drewnianymi szczątkami. W 1841 roku odsunięto ten drewniany monument. Do groźnego pożaru Krakowa, w którym ucierpiał również kościół dominikanów doszło 18 VII 1850 roku. Żywioł nie oszczędził wtedy biblioteki, skarbca oraz całego wyposażenia wnętrza bazyliki. Zawaliła się znaczna część sklepienia, a z jedenastu kaplic okalających nawę główną kościoła, przetrwało tylko cztery. Podczas podobnego w skutki wypadku z 1855 roku została uszkodzona płyta nagrobna Leszka Czarnego. To właśnie wtedy spłonął doszczętnie drewniany pomnik wystawiony przez dominikanów zaraz po pożarze z XVII wieku, natomiast pierwotny nagrobek- kamienny, skruszył się tak że nie można było już odczytać widniejącej na nim inskrypcji. Po tej katastrofie zdecydowano się na jego odbudowę. Zadeklarowano, że przepalona płyta nagrobna zostanie wygładzona, po czym na nowo odkuje się w niej wizerunek księcia Leszka. Wyjęcie płyty wiązało się również z położeniem w prezbiterium nowej posadzki. Właśnie wtedy dokonano odkrycia grobu Piasta, gdyż do tegoż roku (1856) nie wiadomo było dokładnie gdzie znajdują się jego kości. Ambroży Grabowski wspomina, że ‘kościotrup był cały, oprócz skruszonej kości udowej oraz nieco odłamanej prawej szczęki górnej’. Według jego relacji, miała to być niska postać mająca wysokość
Drugim miejscem, które chciałbym teraz scharakteryzować, ze względu na spoczywające tam szczątki piastowskie, jest kościół franciszkanów w Krakowie. Zostali tu pochowani: błogosławiona Salomea, zmarła 10 XI 1268 roku oraz jej brat, Książe krakowski i sandomierski- Bolesław Wstydliwy, który spoczął tu 7 XII 1279 roku. Część pierwotna kościoła franciszkanów rysuje się jako budowla założona na planie krzyża greckiego, utworzonego przez cztery kwadraty: prezbiterium, ramiona transeptu i korpusu oraz kwadratowe skrzyżowanie. W Liber beneficiorum Jana Długosza czytamy, że początkowo wznosiła się również wieża nad owym skrzyżowaniem. Daje nam to podstawy, by przypuszczać, że XIII- wieczna budowla była zrealizowana w układzie piramidalnym. Jeśli tak to jej budowa mogła być związana z wyrażaniem pewnych treści ideowych. Badania A. Grabara wykazały, że model takiej budowli na planie krzyża wywodzi się z tradycji antycznego heroonu i po modyfikacjach średniowiecznych, kojarzony był wyłącznie z budowlą grobową.
Tradycja franciszkańska mówi, że to właśnie Bolesław wespół ze swoją siostrą, królową halicką Salomeą, byli fundatorami tegoż kościoła. Datę ukończenia budowli można dokładnie określić na wiosnę 1269 roku, gdy w czerwcu tegoż roku zostały sprowadzone (ze Skały) zwłoki zmarłej rok wcześniej siostry Bolesławowej. Została ona pochowana w prezbiterium, pod ołtarzem głównym, natomiast sam Książe w komorze ściany północnej chóru, co jest nie bez znaczenia, gdyż została tu w pełni zrealizowana zasada najbardziej uroczystego miejsca pogrzebania, jakie przysługiwało osobom świeckim.
Nie mamy żadnych źródeł pisanych, które tłumaczyłyby nam podjęcie decyzji o budowie kościoła w tej właśnie formie oraz przewidywanej funkcji cmentarnej, gdyż jak już wspomniałem kościół ten stał się miejscem pochówku Bolesława Wstydliwego i jego siostry Salomei. Można więc wysunąć przypuszczenie, że był od początku planowany na budowlę grobową. Układ krzyżowy stał się w Średniowieczu typowy nie tylko dla budowli grobowych, lecz również i posiadających relikwie. Nie było jednak wymagane, by dany kościół posiadał je w swych murach. Samo wezwanie Krzyża Świętego (jako najwyższej relikwii) skutecznie omijało ten wymóg. O tym, że kościół franciszkanów w Krakowie mógł posiadać, oprócz wezwania św. Franciszka również i wezwanie św. Krzyża świadczyć może wzmianka z Rocznika małopolskiego, w którym czytamy, iż pewnej styczniowej nocy 1270 roku, miało otworzyć się nad tą budowlą niebo na kształt krzyża, z którego płynąć miał blask na całą ziemię krakowską. Liczne przykłady kościołów (mauzoleum św. Krzyża w Utrechcie, kaplica cmentarna św. Krzyża w M?nster oraz kaplica św. Krzyża w Heiligenkrenz) wskazują, iż słusznym jest kojarzenie memorii św. Krzyża z funkcjami grobowymi. Wobec powyższej tezy kościół franciszkanów można nazwać planowanym mauzoleum Bolesława Wstydliwego i jego siostry Salomei.
Nie było nic dziwnego w tym, że władcy XIII wiecznej Europy być pochowani w kościołach franciszkańskich. Działo się tak z dwóch powodów. Po pierwsze doszła do głosu skuteczna propaganda zakonników, oferujących opiekę nad duszami zmarłych oraz liczne kontakty dworów monarszych z tym zgromadzeniem. Musimy też zwrócić uwagę na powód decyzji Bolesława o wybraniu właśnie krakowskiego kościoła franciszkanów na miejsce swego wiecznego spoczynku. Otóż w XIII wieku istniała w Polsce, jeszcze żywiej w Krakowie, chęć przywrócenia obrzędu koronacyjnego. Interpretacja historyczna Żywota św. Stanisława, autorstwa Wincentego z Kielczy, wyraźnie łączy hasło zjednoczenia kraju z osobą Bolesława Wstydliwego, który przez swój pochówek w Krakowie, przeniósł do tego miasta środek ciężkości państwa. Ale teza Skibińskiego napotyka na relację Długosza, który wprost dziwi się, że książę kazał się pochować w kościele franciszkanów, a nie jak inni, kolejni władcy, w katedrze. Ten osąd można stosunkowo łatwo złamać, opierając się na tym, iż dopiero w XV wieku katedra ugruntowała swą pozycje jako piastowskiego grobowca, poczynając od pochowania tam Władysława Łokietka.
W latach pięćdziesiątych XIII wieku, gdy kościół franciszkanów był planowany na mauzoleum Bolesława, król ten mógł spodziewać się jeszcze potomstwa. Przetransportowanie do niego ciała Salomei świadczy o idei grobowca dynastycznego, a nie tylko miejsca jednorazowego pochówku władcy. Rozwój kolejnych wydarzeń pokrzyżował jednak plany Bolesława i zamysł nekropolii rodowej w kościele franciszkanów upadł. Trzeba tu jednak podkreślić, iż sam pomysł księcia, by stworzyć tu miejsce zbiorowego pochówku Piastów, był powszechnie znany jeszcze na początku XIV wieku. Świadczyć o tym może to, że w 1307 roku pochowany tu został, przedwcześnie zmarły, pierworodny syn Władysława Łokietka Stefan, a w 5 lat później jego drugi syn, Władysław. W owym czasie, Łokietek chciał, poprzez kontynuowanie idei kościoła franciszkanów jako mauzoleum Piastów, zyskać sobie prawowitość władzy w tym mieście. Ten dowód historyczny potwierdza przekonanie, iż grobowiec piastowski Bolesława Wstydliwego był wykorzystywany jako karta przetargowa w manifestowaniu roszczeń poszczególnych kandydatów do ziemi krakowskiej.
Wawel
Przyszła teraz kolej na zajęcie się, chyba najsławniejszą nekropolią władców polskich katedrą krakowską na Wawelu. Pochowany tam został Władysław Łokietek, który zszedł z tego świata dnia 2 III 1333 roku, prawdopodobnie w następstwie wystąpienia u niego paraliżu.
Pomysł szczegółowego zajęcia się zabytkami wawelskimi zrodził się w XIX wieku. Według Ambrożego Grabowskiego wszystko rozpoczęło się od malarza krakowskiego Michała Stachowicza, który przed 1818 rokiem dostał od kapituły katedralnej krakowskiej pozwolenie naszkicowania pomników, grobowców oraz trumien królewskich, tam się znajdujących. Następnie jego rysunki zostały wydane w 1822 roku. Przyjrzano się wtedy bliżej „niegładko wyrobionemu posągowi w znak leżącemu”, który można zobaczyć idąc od drzwi skarbca kościelnego. Ponadto po drugiej stronie chóru kościelnego rozpoznano nagrobek jego syna, Kazimierza Wielkiego, o którym będzie jeszcze mowa. Grabowski, zaraz na początku oględzin grobowca Łokietkowego (1835 rok) wspominał, że pomnik tego władcy według jednych był wykuty z kamienia, według innych: zrobiony z gliny palonej. Wielce prawdopodobnym jest, iż zawiera on trumnę króla. Świadczy to o tym, jak mało wiedziano wówczas o miejscu pochówku tego możnowładcy.
Pomnik Łokietka to czworoboczny sarkofag. Znajdująca się na nim postać, przedstawiona została w pozycji leżącej, w długiej przepasanej szacie, owiniętej płaszczem. Osoba ma ręce złożone na piersi, jak gdyby ściskała miecz. Na skrzyni pomnika znajduje się 28 wyobrażeń postaci, które miały odwzorowywać cnoty zmarłego lub ( według innej hipotezy) symbolizować ludzi różnych stanów, którzy płakali po zmarłym suwerenie. W 1838 roku, kapituła katedralna krakowska zleciła usunięcie ławek dotykających grobowca. Trzeba było podnieść podstawę przez wstawienie cokołu lub gzymsu oraz wcześniej wyciąć, w kamiennym spodzie miejsce na jego wpuszczenie. Gdy udało się to zrobić, wsunięto w powstały otwór, stoczek zapalany na drążku, by oświetlić całą przestrzeń. Odkryto wtedy obszerny grób, wpuszczony w podziemie kościoła katedralnego, a w nim czyjeś szczątki. Co ciekawe: zwłoki leżały bez trumny, w samej tylko skrzyni kamiennej. Grabowski relacjonuje, że była to jakby „skrzynia pod skrzynią”. Odkryte tam, na głębokości 2 lub 2 1/2 łokcia ciało, znajdowało się w nietkniętej wilgocią i pleśnią skrzyni. Wewnątrz znaleziono kości osoby o małej postaci, z twarzą okrytą zasłoną, sięgającą jej do pasa. Zasłona ta wykonana była prawdopodobnie z ciężkiego materiału, „gdyż poruszałem ją drążkiem od stoczka, a odsunąć się nie udała” ( według relacji Grabowskiego). Suknię od dołu otaczało obramowanie w palmy, które być może wcześniej było złociste. Postać miała również na sobie obuwie z końcami spiczastymi, zadartymi do góry. Cały ubiór i owa chusta były koloru brunatnego (prawdopodobnie z racji upływającego czasu). Ciekawe jest również to, iż owa postać otoczona była paskiem o ogniwkach, szerokości ok.
Ceremoniał pogrzebowy
Najstarsze informacje o przebiegu ceremoniału pogrzebowego królów polskich wiążą się ze śmiercią syna Władysława Łokietka i księżniczki wielkopolskiej Jadwigi, Kazimierza Wielkiego. Przyczyną śmierci tego władcy miał być wypadek jakiemu uległ on podczas polowania nieopodal miasta Przedbórz nad Pilicą. Większość faktów na temat śmierci i samego pogrzebu podaje Kronika Janka z Czarnkowa. Pochówek odbył się w dwa dni po zejściu króla z tego świata 7 XI 1370 roku. Jan Dąbrowski motywuję tak szybki pochówek, posunięciem politycznym przeciw Ludwikowi Węgierskiemu, gdyż środowisko andegaweńskie nie chciało dopuścić do udziału tego króla w pogrzebie polskiego monarchy. Tezę tą podtrzymuje również Ewa Śnieżyńska- Stolot. Przez owy pośpiech, nie zdążono wykonać stosownego nagrobka dla zwłok władcy. Pochowany więc został w prowizorycznym grobowcu, usytuowanym na posadzce katedry. Mogiła składała się z pięciu płyt piaskowca i miała być przymocowana do ogrodzenia, okalającego od 1346 roku prezbiterium katedry. Ciekawym faktem, potwierdzającym duży pośpiech jest to, że do wykonania jednego z boków owego grobu, posłużyła uszkodzona płyta z grobowca niejakiego Franciszka, herbu Sulima.
Do egzekwii Kazimierza doszło 19 listopada tegoż samego Roku Pańskiego, z inicjatywy króla Ludwika. Sam ceremoniał wzorowany był niewątpliwie na uroczystościach, odprawionych po śmierci Karola Roberta. Pochód żałobników rozpoczynały cztery wozy, każdy zaprzężony w cztery konie. Za nimi podążało czterdziestu rycerzy w pełnym ekwipunku, później dwunastu zbrojnych z chorągwiami i herbami poszczególnych ziem Królestwa. Za nimi rycerz odziany w purpurę, symbolizujący zmarłego monarchę. Towarzyszyło mu sześciu ludzi, do tego zgromadzenia zakonne i osoby wywodzące się z kleru. Po nich szedł urzędnik królewski, rozdający pieniądze ubogim. Pochód kończyła procesja około czterystu dworzan, za którą dopiero kroczył Ludwik wraz z najwyższymi przedstawicielami duchowieństwa i świeckimi książętami. Ewa Śnieżyńska- Stolot zwraca uwagę, iż w ceremonii tej użyto pewnej innowacji. Wprowadzono bowiem żywą osobę, odgrywającą rolę zmarłego monarchy. Zwyczaj ten występował wcześniej w zachodniej Europie (m.in. we Francji i w Anglii), ale nie przyjął on się tam na stałe. Pewne podobieństwo, związane z osobą odgrywającą króla znajdujemy w scenie pogrzebu, zmarłego 17 VIII 1342 roku, Karola Roberta, w którym zamiast jednego, brała udział grupa trzech rycerzy. Zwyczaj wprowadzenia ożywionej osoby do pochodu pogrzebowego występuje w historiografii równolegle z wprowadzeniem do konduktu pogrzebowego podobizny zmarłego, często wykonanej z drewna, skóry lub wosku- tzw. effigies (po raz pierwszy użyty podczas pogrzebu Edwarda II w 1327 roku w Anglii). Z czasem prawidłowość ta uległa pewnym modyfikacjom. Już na pogrzebie Karola Roberta nie widzimy podobizny tegoż króla, lecz (wymienieni wcześniej) trzej rycerze ubrani są w zbroje, których używał zmarły władca. Podobnie rzecz się miała z pogrzebem Kazimierza. W pochodzie widzimy również chorągwie i herby, zdobiące również katafalk, na którym kładziono trumnę oraz baldachim nad nią. Z opisu pogrzebu polskiego władcy wiemy, że pod koniec mszy żałobnej łamano drzewce chorągwi. Janko z Czarnkowa w swojej Kronice wspomina, iż tradycja ta była znana już wcześniej na dworach monarszych Europy. Czynność ta miała wymowę symboliczną. Podkreślała fakt, że zmarł ostatni przedstawiciel linii Piastów oraz pozostawała w związku z podkreśleniem zasady elekcyjności nowego monarchy. Podczas mszy przeznaczano konia na którym jechała postać uosabiająca władcę oraz owe szesnaście zwierząt, ciągnących wozy na ofiarę. Obrzędowość ta nie miała (jak wcześniej przypuszczano) nalotu pogańskiego, lecz była zakotwiczona w prawie kanonicznym, zgodnie z którym konie przeznaczano dla Krzyżowców, podróżujących do Ziemi Świętej.
Nowy grobowiec króla Kazimierza obłożono rzeźbionymi płytami z marmuru, tak by tworzył on kształt sarkofagu lub tumby. Nad nim ustanowiono baldachim, pod którym spoczął pomnik ostatniego króla piastowskiego. Przez wieki, nagrobek ów wymagał odnowienia. Wśród osób konserwujących ten zabytek znalazł się Jan Matejko. Wymieniono wtedy stopnie oraz trzony trzech kolumn baldachimu. Po tych pracach nastąpiło zdjęcie marmurowej płyty sarkofagu. Odsłonięto wnętrze grobowca z prochami władcy. Wyszło wtedy na jaw, że Kazimierz Wielki ma ( inaczej jak jego ojciec) naziemny nagrobek, który jest jego wiecznym miejscem spoczynku. Wydobyto z grobu kości monarchy, a do tego znaleziono przy nim insygnia królewskie, m.in. koronę, część berła, jabłko, pierścień oraz część stroju. Wtedy też, po uprzednim przebadaniu, odbyło się powtórne złożenie trumny króla w grobowcu. Sam pomnik Kazimierza Wielkiego jest tak wybitnym dziełem sztuki, iż wymaga kilku słów komentarza. Pod gotyckim, wykonanym z piaskowca baldachimem, który był w kulturze chrześcijańskiej znakiem wyróżnienia i wysławiania zmarłego znajduje się sarkofag z czerwonego marmuru. Postać na nim wyrzeźbiona ubrana jest w suknię przewiązaną pasem z baszt i wież. Prawą ręką podtrzymuje ona na piersi kulę świata, natomiast w lewej trzyma berło, które zostało niestety uszkodzone, ale na podstawie śladu na poduszce obok głowy władcy, można było je odtworzyć. Dziwne jest to, że nie posiada miecza, ma jedynie sztylet w pochwie u prawego boku. Już Ambroży Grabowski zwrócił uwagę na ten specyficzny przedmiot. Otóż sztylet w ikonografii znaczy skrytobójstwo, natomiast w symbolice, można wskazywać na jego wieloznaczność. Ponadto wiemy, że nie należał on do uzbrojenia ogólnego władcy. W takim razie po co został tam przedstawiony? Niestety nie można jednoznacznie tego zweryfikować. Wiemy natomiast, za Grabowskim, iż jest on obecny również na innych grobach europejskich, z okresu kazimierzowskiego, m.in. na sarkofagu Szymona z Thouars, Gotfreda z Cillon oraz hrabiego Szymona z Rouci. Twarz samego króla jest pociągła, z wysokim czołem, wydatnym nosem i ustami, w których lekko wywinięta jest dolna warga. Otoczona jest ona włosami ułożonymi w spiralne loki oraz krętą brodą. Pod arkadami okalającymi boki tumby widzimy szereg postaci, ubranych według realiów mody z XIV wieku. Nie różnią się one wygładem między sobą. Warto tylko zauważyć, że nie widać po ich wyobrażeniach smutku i żalu z powodu odejścia króla. Połączenie tej informacji z notą odnoszącą się do sztyletu może budzić pewne teorie spiskowe co do śmierci króla. Tu jednak znów, podobnie jak w przypadku Władysława Łokietka, otwiera się przed badaczami niezbadane pole do popisu, które wcześniej czy później będzie musiało zostać spenetrowane.
Po przedstawieniu pochówku Kazimierza Wielkiego, ostatniego przedstawicie rodu piastowskiego, pochowanego w Krakowie, kończę na tym władcy główną wykładnię mojej pracy. Na pewno nie jest to ostateczne spojrzenie na losy ceremonii pogrzebowych i samych grobów przedstawicieli pierwszej, polskiej dynastii panującej. Jest jeszcze sporo działań na horyzoncie badawczym dla przyszłych pokoleń, by odkryć nie odkryte i zbadać dotychczas nie zbadane, co starałem się zaakcentować w moim opracowaniu.