Franciszek Ksawery
W roku 1551 Franciszek wyruszył do stolicy Cesarstwa Kioto, pragnąc zyskać widzenie na dworze cesarskim, bądź u szoguna. Dzielny jezuita zapewne nie zdawał sobie sprawy, że obydwa urzędy był już całkowicie pobawione jakiejkolwiek realnej władzy. Cesarze japońscy byli tylko figurantami, których jedynym zajęciem było odprawianie religijnych rytuałów. Większość czasu spędzali w pałacu cesarskim, zamknięci w gruncie rzeczy w areszcie domowym i to w dodatku niezbyt wygodnym, cesarski skarbiec świecił już bowiem pustkami i sytuacja, w której tenno nie miał co do garnka włożyć i przymierał z głodu, nie należała do rzadkości. Trochę lepiej wyglądała sytuacja pogrążonych w marazmie i dekadencji ostatnich szogunów z rodu Ashikaga, ci wciąż jeszcze mieli pieniądze, ale nie byli już w stanie wymusić żadnego posłuchu u swoich poddanych, tak że kraj znajdował się w stanie rozbicia dzielnicowego i parafrazując Sienkiewicza, ten był sobie panem każdy kto posiadał zamek i lada jaką armię samurajów pod rozkazami.
Kioto zrobiło na Franciszku Ksawerym piorunujące wrażenie, niestety w sensie negatywnym. Po długich dziesięcioleciach krwawych wojen domowych miasto leżało w gruzach. Stolica Cesarstwa wciąż jeszcze nie mogła się otrząsnąć po skutkach straszliwego najazdu buddyjskich mnichów z klasztoru Enryakuji z góry Hiei, którzy w roku 1537 obrócili w perzynę wszystko to czego nie zdołali zniszczyć wcześniejsi świeccy najeźdźcy. Zakonnicy z Hiei słynęli co prawda z wielkiej pobożności, a ich klasztor był wielkim ośrodkiem kulturowym, ale mieli irytujący zwyczaj wysyłania co jakiś czas niezwykle licznych poselstw do dworu cesarskiego. Poselstwa owe zanosiły cesarzowi petycję, a oczekując na odpowiedzi wyburzały całe dzielnice zabudowań, podpalały miasto, rabowały pałace sklepy, mordowały mieszkańców, gwałciły kobiety i robiły inne rzeczy nie mające wiele wspólnego z poszukiwaniem oświecenia. Kres wybrykom zakonników położył dopiero wojskowy dyktator Oda Nobunaga, który w roku 1571 zdobył Enryakuji i wymordował wszystkich mieszkańców monastyru.
Franciszek Ksawery nie zdoławszy uzyskać audiencji u żadnego ze stołecznych dostojników, nie zainteresował swoimi kazaniami pokrążonych w marazmie mieszkańców Kioto. Jeszcze w tym samym roku jezuita opuścił Japonię, zostawiając jednak na miejscu swych licznych współpracowników i prężnie rozwijające się gminy chrześcijańskie. Udało mu się nawrócić około dwóch tysięcy osób. Liczba to może wydawać się niewielka, ale w ciągu następnych trzydziestu lat, ochrzcić miało się jeszcze około sześciuset tysięcy Japończyków. Pierwszy z misjonarzy pozostawił po sobie niezwykle pochlebną charakterystykę mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni, których szczerze pokochał i do których pragnął jeszcze wrócić w czym niestety przeszkodziła mu rychła śmierć. Pisał to następującymi słowy:
Jeśli sądzić na podstawie osób, z którymi często się spotykałem, to twierdzę, że Japończycy są najlepszą z odkrytych przez nas ras ludzkich, i nie wierzę, by między poganami można było znaleźć drugi taki naród. Japończycy są bardzo towarzyscy, życzliwi , bynajmniej nie złośliwi, cenią honor i godność które stawiają ponad wszystko.
Przeważnie są biedni, ale bieda nie jest tu w pogardzie. Mają pewną charakterystyczną cechę, której nie spotkałem u żadnego narodu w świecie chrześcijańskim: szlachcic nawet jeśli popadnie w biedę [czy też chłop nawet jeśli dorobi się niezwykłych bogactw] cieszy się szacunkiem innych Japończyków bez względu na stan posiadania. Biedny szlachcic nigdy nie poślubi dziewczyny z prostej rodziny, nawet jeśli mógłby dostać wraz z nią bogate wiano. A to wszystko wynika z faktu, że Japończycy honor cenią ponad wszelkie bogactwo.
ciąg dalszy>>>
Pękniete ramy. Chrześcijaństwo w XVI-wiecznej Japonii. cz.3
- 2009.04.22
- typ: artykuł
- Łukasz Czarnecki
Komentarze
- 2009.05.01
- Jontek
Mhm... niezłe
- 2012.01.29
- EguGQdQN