Historia Swiata - inny portal historyczny!

Wydarzenia, eseje, recenzje ksiazek, wywiady.



"Moskiewskie sny", czyli o interwencji polskiej w Rosji okresu Wielkiej Smuty
  • 2010.06.27
  • typ: artykuł
  • Anna Dominik
zdjecie

Lata 1598 - 1613, czyli okres tak zwanej Wielkiej Smuty uważane są przez ogół rosyjskich historyków, a także samych Rosjan za najtragiczniejsze lata w historii ich państwa i narodu. Nic dziwnego, skoro w tym właśnie czasie doszło niemal do rozpadu Rosji i kompletnego zniknięcia jej z mapy świata lub też do przejęcia w niej władzy przez cudzoziemców - jedno i drugie rozwiązanie było tak samo upokarzające dla Rosjan. Upokorzenie tak okazało się tym bardziej głębokie, iż niedoszłymi panami Rosji stali się Polacy - tradycyjni rywale i wrogowie państwa moskiewskiego i jego tradycji, religii, systemu politycznego i obyczajowości. Niniejsza praca stara się naświetlić  przyczyny i przebieg tej tragicznej epoki, a także wyjaśnić i przedstawić stanowiska i dążenia polskich dostojników oraz ogółu szlacheckiego wobec wydarzeń zachodzących w dalekiej Moskwie. 

 

Znaczenie i pochodzenie nazwy Wielka Smuta

 

Słowo smuta, od dawna istniejące w języku rosyjskim, posiada kilka znaczeń. Według słownika Władimira Dala oznacza ono ,,zamieszanie, powstanie, bunt, rozruchy, niepokoje społeczne, rozbrat między narodem a władzą”. S. I. Ożegow podaje, że ,,smuta” to ,,bunt, rozruchy ludowe (w znaczeniu przestarzałym) oraz kłótnie, nieporozumienia, nieporządek”. ,,Wielki słownik polsko – rosyjskitwierdzi, że ,,smuta”to: ,,1.( przest) zamieszki, rozruchy, bunt; 2. (potocznie) niezgoda, niesnaski; 3. zamęt”. Wreszcie według ,,Słownika rosyjsko – polskiego” L. A. Buszkańca słowo to oznacza ,,zaburzenia, rozruchy”.

 

Wszystkie te znaczenie usprawiedliwiają ogólną nazwę epoki w historii Rosji końca XVI – początku XVII wieku, w trakcie której doszło do ogólnego kryzysu państwowego we wszystkich sferach jego istnienia: politycznej, gospodarczej, społecznej. Ze względu na panujący zamęt okres ten został nazwany ,,smutą” (smutnoje wriemja).

 

Pierwszą osobą, która użyła tej nazwy był Grigorij Kotoszychin (ok. 1630 – 1667), pisarz w prikazie poselskim, który popadłszy w tarapaty w ojczyźnie, zdecydował się uciec z Moskwy. Po krótkim pobycie w Polsce udał się do Szwecji, gdzie jednak zdecydowanie mu się nie powiodło, został bowiem skazany na śmierć za śmiertelne zranienie podczas kłótni swojego gospodarza. Zanim w listopadzie 1667 roku wyrok został wykonany, pechowy emigrant zdołał zyskać sławę, publikując ,,O Rosji Aleksego Michajłowicza”zjadliwy opis życia w Moskwie, napisany na zlecenie szwedzkiego kanclerza Magnusa de la Gardie. W dziele tym, wydanym w 1666 roku w Sztokholmie po raz pierwszy pada słowo ,,smuta”. Autor nazwał tak okres, jaki nastąpił po śmierci Iwana Groźnego w 1584 roku. Choć książka Kotoszychina pozostawała niemal całkowicie nieznana w Rosji (wydano ją dopiero w 1840 roku), jego sposób myślenia o tamtych czasach podzielało wielu innych ludzi. W pierwszej historii państwa carów napisanej przez Rosjanina, czyli w ,,Historii rosyjskiej od najdawniejszych czasów”, tworzonej przez Wasilija Tatiszczewa w latach 1768 – 1784, pojawia się ponownie słowo ,,smuta” z towarzyszeniem przymiotnika ,,wielka” na określenie lat 1598 – 1613 i tłumaczona jest jako ,,nieszczęście Rosji, bieda, bezmyślny rozpad struktur państwowych i znanych rodów szlacheckich”. Praca Tatiszczewa przyczyniła się do tego, że określenie ,,smuta” przyjęło się jako nazwa okresu w dziejach Rosji  przełomu XVI i XVII wieku. Od tej pory epoka ta jest tym właśnie słowem opisywana, choć w czasach radzieckich próbowano to zmienić, posługując się zamiast ,,smuty” formułą ,,polsko – szwedzkiej interwencji”, szybko jednak to zarzucono, nazwa ta bowiem jedynie w pewnej części oddaje istotę zachodzących wówczas wydarzeń.  

 

Główne przyczyny Wielkiej Smuty

 

Wielka Smuta była prawdziwym kataklizmem, który wstrząsnął wszelkimi podstawami rosyjskiego państwa, nie pojawił się jednak niespodziewanie. Korzenie wszystkich wydarzeń tkwiły w stanie, w jakim Rosja pogrążyła się pod koniec panowania Iwana Groźnego. Jego rządy doprowadziły do głębokiego kryzysu kraju na niwie gospodarczej, społecznej, politycznej i dynastycznej.

 

Jedną z głównych przyczyn nadciągającej Wielkiej Smuty było spodziewane wygaśnięcie dynastii Rurykowiczów. Car Iwan Groźny żenił się siedmiokrotnie, przy czym jedynie trzy pierwsze związki były przez Cerkiew uznawane za małżeństwa, w prawosławiu bowiem wolno mężczyźnie brać ślub tylko trzy razy – czwarty związek nie jest już uważany za legalny, a narodzone z niego dzieci są według prawa nieślubne. Iwan przez długi okres nie przywiązywał wagi do przepisów prawa kanonicznego, gdyż po śmierci trzeciej żony Marfy Sobakiny, nie zważając na zdanie Cerkwi, wstąpił w związek małżeński po raz czwarty, a potem kolejny, dochodząc ostatecznie do liczby siedmiu żon . Dzieci urodziła mu jedynie pierwsza ukochana małżonka Anastazja Romanowna Zacharina, poślubiona w 1547 roku, a zmarła trzynaście lat później. Z jej sześciorga dzieci wieku dojrzałego doczekali dwaj synowie – Iwan i Fiodor. Starszy Iwan, ulubieniec ojca, miał odziedziczyć po nim tron, młodszy Fiodor zaś, uznany za słabego na umyśle i nieszkodliwego, w przyszłości otrzymałby wyznaczoną przez ojca dzielnicę, w której mógłby żyć w spokoju. Wszystkie plany cara w stosunku do synów zniszczyła niespodziewana tragedia. W styczniu 1581 roku, podczas kłótni ze starszym synem, Iwan Groźny uderzył go w głowę swoją laską – posochem. Na skutek tego uderzenia carewicz został poważnie ranny i po kilku dniach zmarł. Oszalały z bólu Iwan stanął wówczas przed koniecznością uznania, że tron obejmie po nim drugi syn jego i Anastazji – Fiodor, którego uważał zawsze za niezdolnego do sprawowania władzy. Wprawdzie w kilka miesięcy później car doczekał się trzeciego syna, urodzonego przez swoją siódmą żonę Marię Nagoj, chłopiec ten jednak według przepisów prawa cerkiewnego był dzieckiem nieślubnym i nie mógł być brany pod uwagę jako ewentualny następca tronu. Iwan ostatecznie pogodził się z rzeczywistością i umierając w marcu 1584 roku, pozostawił władzę Fiodorowi, tworząc jednocześnie coś na kształt rady regencyjnej, która miała pomagać w rządach niezbyt się do tego nadającemu władcy. Najważniejsze role odgrywali w niej wuj nowego cara, brat carowej Anastazji Nikita Romanowicz Zacharin – Juriew, a także szwagier Fiodora, brat jego żony Iriny – Borys Godunow, wyniesiony na najwyższe szczyty władzy przez Iwana Groźnego, którego był ulubieńcem. Kiedy po kilku miesiącach zmarł Nikita Romanowicz, Borys wyeliminował pozostałych członków rady, przejmując całą władzę w państwie w zastępstwie cara, który nie interesował się takimi kwestiami, spędzając czas na modlitwach, pielgrzymkach i... biciu we dzwony, co stanowiło jedno z jego ulubionych zajęć. Wyniesienie Godunowa nie podobało się przedstawicielom starych rodów bojarskich, uważających go za parweniusza i wciąż wypominających mu tatarskie pochodzenie i wtargnięcie w szeregi najwyższej arystokracji poprzez członkostwo w budzącej grozie opryczninie oraz poślubienie Marii, córki jednego z najokrutniejszych opryczników Maluty Skuratowa.

 

Wobec faktu braku potomstwa cara Fiodora (kolejne ciąże jego żony Iriny Godunowej kończyły się poronieniami) coraz bardziej paląca stawała się kwestia tego, kto zasiądzie na tronie po jego śmierci. Wśród bojarów nie brakowało takich, którzy mogli pochlubić się pochodzeniem od samego Ruryka, stanowili więc poważnych kandydatów do korony carskiej. Pewne szanse mieli także kuzyni Fiodora Romanowowie (dawniej Zacharinowie), cieszący się dużą sympatią ludu jako krewni uwielbianej przez niego carycy Anastazji . Coraz częściej powtarzano także, że władza marzy się samemu Borysowi, który praktycznie już od dawna ją sprawował i przyjmował zagraniczne poselstwa, widzące w nim rzeczywistego władcę Moskwy. Ponieważ rządził mądrze, cieszył się dużą przychylnością ludności i mógł liczyć na to, że po śmierci Fiodora uzyska wystarczające poparcie, aby usunąć w cień rywali. Na drodze do tronu stała tylko jedna przeszkoda – carewicz Dymitr, który zaraz po śmierci swojego ojca Iwana Groźnego został wraz z matką przewieziony do Uglicza. Chłopiec ten był według prawa dzieckiem nieślubnym, płynęła w nim jednak carska krew i dlatego mógł stanowić zagrożenie.

 

15 maja 1591 roku dziewięcioletni carewicz zginął w Ugliczu w dość tajemniczych okolicznościach. Wysłana przez Borysa Godunowa na polecenie cara Fiodora komisja mająca na celu ustalenie zaistniałych wypadków, na której na czele stanął Wasyl Szujski (bojar pochodzący ze znakomitego, spokrewnionego z Rurykowiczami rodu) stwierdziła, że Dymitr, cierpiący na padaczkę, dostał niespodziewanego ataku w trakcie zabawy z rówieśnikami i upadł na trzymany w ręku nóż, zabijając się w ten sposób. Taka wersja wypadków nie zadowoliła jednak ludności, która szybko zaczęła szeptać, że Dymitr został zamordowany na rozkaz Godunowa, gdyż stanowił dla niego przeszkodę w drodze do korony. Plotki takie rozsiewali szczególnie Nagojowie, krewni zmarłego carewicza, poddani za to represjom ze strony Borysa. Niełaska, w jaką popadli, jeszcze bardziej podsyciła wątpliwości. Jeżeli jednak Godunow faktycznie nakazał owo morderstwo, aby w przyszłości zasiąść na tronie, to trzeba przyznać, że los mu nie sprzyjał. W 1592 roku carowa Irina urodziła córkę Fieodosję, a szczęśliwy Fiodor natychmiast zaczął szukać dla niej męża wśród zagranicznych książąt, tak aby mogli oboje w przyszłości objąć władzę, kobieta bowiem nie mogła panować samodzielnie; narodziny carówny ożywiły także nadzieje na to, że carska para doczeka się także syna. Niestety, okazało się, że nadzieje owe były płonne – dziewczynka zmarła dwa lata później, a jej rodzice nie mieli już więcej dzieci. W tej sytuacji stawało się coraz bardziej jasne, że kolejnym carem, po wygaśnięciu wraz ze śmiercią Fiodora dynastii Rurykowiczów może zostać Borys Godunow.

 

Sytuacja taka budziła niezadowolenie bojarów, uważających, że oni mają większe prawa do korony jako potomkowie Ruryka i krewni cara Fiodora. Przyszłe panowanie Borysa – parweniusza  z niewiele znaczącego rodu oburzało ich. Czuli się poniżeni i zagrożeni, zdawali sobie bowiem sprawę, że Godunow nie darzy ich zbytnią sympatią, starali się więc za wszelką cenę uniknąć powtórki z czasów panowania Iwana Groźnego. Car ten, nienawidzący bojarów za prawdziwe i urojone krzywdy doznane z ich strony w dzieciństwie, doprowadził do ich fizycznego i majątkowego wyniszczenia w trakcie terroru opryczniny. W jej rezultacie warstwa bojarska – potomkowie dawnych książąt udzielnych przed przyłączeniem ich ziem do Moskwy – w znacznej mierze utraciła swoje znaczenie. W miejsce odsuniętych lub zniszczonych rodów Iwan Groźny wynosił na szczyty przedstawicieli prowincjonalnych szlacheckich rodzin, czyli tzw. dworian, wprowadzając ich w szeregi najwyższej arystokracji. Takim rodem byli Romanowowie, którzy zyskali na znaczeniu, po tym jak car poślubił Anastazję i odtąd zawsze pozostawali z nim w przyjaznych stosunkach, oraz właśnie Godunowowie, którzy zdołali wkraść się w łaski Iwana i spokrewnić z nim na skutek ślubu carewicza Fiodora z Iriną Godunową. Niespodziewana kariera takich rodzin budziła gniew i oburzenie bojarów, postrzegana była bowiem przez nich jako zamach na ich pozycję oraz czerpanie korzyści z ich nieszczęścia.

 

Bojarów nie oburzało tylko poniżenie, jakie doznali na skutek polityki cara Iwana. Ci z nich, którzy zdołali przeżyć terror opryczniny, nigdy nie pozbyli się strachu przed jego ponownym rozpętaniem, nie chroniły ich bowiem żadne prawa, jako że i oni sami nie posiadali żadnych praw. Ich znaczenie stopniowo malało na skutek wzmacniania się władzy monarszej, a zasiadanie w Dumie Bojarskiej – formalnie organie doradczym cara – oraz w okazjonalnie zwoływanych zgromadzeniach stanowych, czyli Soborach Ziemskich nie zaspokajało ich ambicji, podsycanych jeszcze wiadomościami o ustroju panującym w sąsiedniej Rzeczypospolitej, gdzie szlachta mogła wpływać na politykę państwa oraz cieszyła się dużymi przywilejami, gwarantującymi im choćby nietykalność osobistą i majątkową. Wśród najwyższych warstw bojarstwa, narażonego na wszelkie kaprysy ze strony władcy mogącego pod wpływem impulsu odebrać życie i majątek im i ich rodzinom coraz większą popularność zyskiwał pomysł zdobycia przywilejów i ograniczenia carskiej władzy. Wygaśnięcie dynastii stwarzało możliwość realizacji tych nadziei, mogło być jednak łatwo pokrzyżowane przez Godunowa, który cieszył się dużą popularnością mimo pogłosek o tym, jakoby kazał zamordować carewicza Dymitra.

 

Plany bojarów dotyczące ograniczenia władzy carskiej nie budziły entuzjazmu wśród dworian, zawdzięczających poprawę swego losu łaskawości monarszej. W walce o nią konkurowali z bojarami, którzy naturalnie nie darzyli ich sympatią i z pewnością chętnie zemściliby się nad nimi, gdyby któryś z nich zasiadł na tronie. W takiej sytuacji Borys mógł liczyć na lojalność i poparcie szlachty, a także chłopów, tradycyjnie oddanych monarsze i nie darzących bojarów cieplejszymi uczuciami, choć jego reputację psuła historia Dymitra.

 

Narastające w kraju wraz ze zbliżającym się końcem dynastii i spodziewaną walką o tron napięcie w sferze politycznej i społecznej dało o sobie znać także na niwie gospodarczej. Krwawe rządy Iwana Groźnego zrujnowały kraj. Handel zagraniczny, zwłaszcza z Anglią, rozwijający się bujnie na początku jego panowania, w momencie jego śmierci przynosił niskie dochody i był niemal całkowicie zaniechany. W równie katastrofalnym stanie znajdowało się rolnictwo. Iwan zrujnował wiele bojarskich majątków, grabiąc je i zsyłając lub mordując ich właścicieli, a na ich miejsce osadzając innych, głównie dworian, którzy w nadziei na uzyskanie z nich jak największych dochodów, nakładali na chłopów coraz większe obciążenia. Podobną politykę prowadzili także bojarzy, pragnący utrzymać dotychczasowy poziom życia lub, już po ustaniu terroru opryczniny, nadrobić straty. Poddani coraz większemu uciskowi chłopi często decydowali się na ucieczkę na południe, powodując zmniejszenie się dochodów właścicieli majątków oraz pogorszenie sytuacji żywnościowej państwa, brakowało bowiem rąk do pracy na roli, w związku z czym pojawiały się problemy z produktami spożywczymi. Narastające w kraju napięcie powstrzymywało jeszcze poważanie i szacunek, jakim darzono cara – przedstawiciela wielkiej dynastii rządzącej Rosją od pokoleń. Powoli stawało się jasne, że po jego śmierci i wygaśnięciu rodu tłumione dotąd niezadowolenie wybuchnie, a drążący państwo ogólny kryzys doprowadzi do ogólnego wstrząsu. Taki scenariusz wydarzeń przeczuwali mieszkający w ówczesnej Moskwie cudzoziemcy, prorokując, że po zgonie Fiodora w kraju zapanuje zamęt. Szybko okazało się, że ich obawy były słuszne.

 

Periodyzacja epoki Wielkiej Smuty

 

Zasadniczo okres Wielkiej Smuty zamyka się w latach 1598 – 1613, czyli od momentu śmierci cara Fiodora i objęcia władzy przez Borysa Godunowa aż do powołania na tron carski Michaiła Romanowa, założyciela nowej dynastii, panującej w Rosji aż do 1917 roku. Rozmaici badacze Wielkiej Smuty przesuwali jednak te daty na okresy wcześniejsze lub późniejsze oraz dokonywali w nich wewnętrznych podziałów. Data zakończenia Wielkiej Smuty, czyli rok 1613 na ogół nie budził wątpliwości i był respektowany przez polskich i rosyjskich badaczy, choć niekiedy w Polsce pojawiały się poglądy, że za właściwy jej koniec należałoby uznać datę rozejmu w Dywilinie w 1619 roku, kiedy to Rosjanie ostatecznie zdołali wyprzeć z kraju polskich interwentów pragnących zdobyć carską koronę dla królewicza Władysława (na tym zdarzeniu kończy swoje Dzieje Wielkiej Smuty jej najwybitniejszy polski badacz współczesny Andrzej Andrusiewicz) lub nawet na pokoju w Polanowie w 1634 roku, na mocy którego Władysław, wówczas już król polski, zrzekł się pretensji do korony moskiewskiej.Wątpliwości polskich kolegów nigdy nie podzielali rosyjscy historycy, traktując rok 1613 jako datę ostatecznego  zakończenia Wielkiej Smuty. Rozbieżności pojawiają się, kiedy przychodzi do ustalenia właściwego początku epoki zamętu. Najczęściej brany jest pod uwagę rok 1598, pojawiają się jednak także: rok 1584, czyli data śmierci cara Iwana Groźnego, 1591, czyli moment zbrodni uglickiej (tak twierdził Mikołaj Kostomarow), czy też 1601 rok – początek wielkiego głodu (w opinii Ludwika Bazylowa).

 

Wewnętrzna periodyzacja Wielkiej Smuty również sprawiała badaczom pewne kłopoty. Nadworny rosyjski historyk Mikołaj Karamzin zgodnie ze swoimi monarchistycznymi poglądami podzielił ją na okresy panowania kolejnych władców, czyli Borysa Godunowa, Fiodora  Godunowa, Dymitra Samozwańca i Wasyla Szujskiego oraz lata 1610 – 1613, kiedy Rosja nie miała władcy. Najwybitniejszy znawca Wielkiej Smuty Siergiej Płatonow wyróżnił trzy jej etapy: smutę bojarską (aż do wybrania na tron carski Wasyla Szujskiego), smutę ludową (okres zamieszek społecznych, związanych z powstaniem Bołotnikowa oraz pojawieniem się drugiego Samozwańca) oraz smutę narodową, rozpoczętą około 1611 roku, która doprowadziła do wyparcia z kraju cudzoziemców i obrania carem Michaiła Romanowa. Polscy badacze zazwyczaj dzielili smutę na czasy panowania Borysa Godunowa, I dymitriadę, II dymitriadę, oficjalną interwencję polską oraz zwycięstwo nad nią. Polski badacz współczesny Andrzej Andrusiewicz wyróżnia natomiast dwa główne etapy: okres chaosu i zmian na tronie carskim oraz początek i kontynuacja narodowej walki, której początki widzi już w 1608 roku, kiedy to Polacy oblegli Ławrę Troicko – Siergiejewską. Zdecydowana większość historyków opowiada się jednak za przekonaniem, że epoka Wielkiej Smuty zamyka się w latach 1598 – 1613.

 

Przebieg wydarzeń

 

Śmierć cara Fiodora w 1598 roku zakończyła panowanie dynastii Rurykowiczów. Według współczesnych, umierający car nie wskazał swojego następcy, wyraził wolę, by władzę objął Borys Godunow lub też przekazał ją swojej żonie Irinie. Carowa wdowa zrezygnowała z tronu i dziewięć dni po śmierci męża ogłosiła, że wstępuje do klasztoru. Jej usunięcie się spowodowało problem obioru cara. Wielkie rody bojarskie zabiegały o tron dla któregoś ze swoich przedstawicieli lub nawet prezentowali pogląd o sprawowaniu rządów przez calą Dumę Bojarską. Idea ta spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem ludu, który domagał się, aby na tron wstąpiła Irina lub Borys. Wielu historyków sądzi, że ten ostatni przewidział taki obrót sprawy, wiedział, że władzę osiągnie jedynie dzięki wsparciu ludności przeciwko bojarom, dlatego też wraz z siostrą udał się do klasztoru Nowodziewiczego, obserwując stamtąd bieg wydarzeń. Miał wsparcie oddanego mu patriarchy Jowa, który gorąco agitował za obraniem Borysa, zyskując posłuch wśród dworian i chłopów. Godunow wiedział, że musi działać ostrożnie, dlatego też odmówił, kiedy patriarcha oficjalnie zaproponował mu objęcie władzy. Prośby kierowane do carowej Iriny, aby zechciała wpłynąć na brata, również nie przynosiły rezultatów. Borys długo kazał się błagać, aby w ten sposób zdobyć przewagę nad bojarami i zostać legalnie obrany. Jakoż jego rachuby się spełniły i został powołany na tron carski przez zwołany w tej sprawie Sobór Ziemski. Po uroczystej koronacji nowy władca starał się pozyskać poparcie wszystkich warstw społecznych, obiecując bojarom, że przez pięć lat nie będzie przelewał krwi, a chłopów pozyskując przywróceniem tzw. Juriewego dnia, który pozwalał im zmieniać pana i zapobiegał trwałemu przywiązaniu ich do ziemi.

 

Pierwsze dwa lata panowania Borysa były bardzo pomyślne, władca cieszył się szacunkiem i poważaniem. Wkrótce jednak zaczęły się kłopoty. Bojarzy nie przestawali intrygować przeciwko parweniuszowi na tronie, marząc o jego obaleniu; prym w owych intrygach wiedli Romanowowie, wciąż nie chcąc się pogodzić z faktem, że nie zdołali objąć władzy. Borys zdawał sobie sprawę ze snutych spisków, więc pragnąc ochronić siebie i swoją rodzinę propagował system donosicielstwa i aresztował wszystkich, których podejrzewał o intrygowanie przeciwko niemu. W wyniku jego działań Romanowowie zostali skazani na wygnanie, a ówczesną głowę rodu Fiodora Romanowa  zmuszono do wstąpienia do klasztoru, w którym otrzymał imię Filaret. Ich los wzbudził współczucie ludu, tradycyjnie darzącego ich wielką sympatią. Niechęć do Borysa rosła w miarę, jak pojawiały się kolejne trudności. Car, nie chcąc tracić poparcia dworian nie przeszkadzał ich działaniom mającym na celu przywiązanie chłopów do ziemi, a ci, niezadowoleni, reagowali coraz częstszymi ucieczkami. Brakowało rąk do pracy na roli, więc pojawiły się problemy z żywnością, potęgowane jeszcze przez kolejne lata nieurodzaju. W roku 1601 rozpoczął się straszny głód, w trakcie którego dochodziło nawet do przypadków kanibalizmu. W 1603 roku wybuchnął bunt chłopski pod wodzą Chłopka, który z rozkazu Borysa został krwawo stłumiony. W kraju rosło przekonanie, że następujące po sobie klęski stanowią karę Bożą za obranie na tron zbrodniarza, który zamordował niewinnego carewicza Dymitra. Wraz z tym przekonaniem propagowanym przez bojarów pojawiła się także pogłoska, że prawowity dziedzic tronu wcale nie zginął w Ugliczu, lecz zdołał się uratować i wkrótce upomni się o należną mu koronę. Takie wiadomości łatwo znajdowały posłuch w ludzie, spragnionym cudów i tęskniącym do starych porządków, jakie panowały za rządów prawowitej dynastii Rurykowiczów. Z takich nastrojów znakomicie zdawali sobie sprawę bojarzy, którzy postanowili wyjść naprzeciw ludowym oczekiwaniom i ,,podarować” im upragnionego zbawcę.

 

W 1603 roku na terenie Rzeczypospolitej pojawił się młody człowiek podający się za cudem ocalałego przed siepaczami Godunowa carewicza Dymitra. Samozwaniec znalazł gościnę u książąt Wiśniowieckich, którzy dostrzegli dla siebie okazję do wzbogacenia się po osadzeniu na tronie ,,potomka” Iwana Groźnego. Z tego, że pretendent jest oszustem, prawdopodobnie zdawali sobie sprawę, ale nie miało to dla nich żadnego znaczenia. Przez stulecia historycy wiodli spór na temat tożsamości tego człowieka. Dzisiaj wydaje się już pewne, że był nim zbiegły mnich Grigorij Otriepiew, były sługa rodu Romanowów, który na ich polecenie lub z własnej fantazji postanowił podawać się za carewicza Dymitra. Fałszywy Dymitr prędko zdobywał w Polsce sojuszników; poparł go tonący w długach wojewoda Jerzy Mniszech, z którego córką Maryną carewicz obiecał się ożenić, jezuici marzący o nawróceniu Moskwy na katolicyzm (Dymitr wzmocnił ich nadzieje przyjmując chrzest łaciński) oraz nieoficjalnie król Zygmunt III, liczący, że przyszłe panowanie syna Iwana Groźnego pomoże mu odzyskać władzę w rodzinnej Szwecji.

 

W październiku 1604 roku Samozwaniec przekroczył granicę z Moskwą i wyruszył po swoje ,,dziedzictwo”. Po drodze do jego niewielkiego oddziału złożonego z awanturników wszelkich narodowości przyłączało się coraz więcej Rosjan, uradowanych powrotem swojego carewicza. Kraj rozpadał się na dwa obozy – zwolenników Borysa Godunowa i stronników Dymitra. Siły tego ostatniego szybko rosły, a wzmocniła je wygrana bitwa z wysłanymi przez cara wojskami Fiodora Mścisławskiego pod Nowogrodem Siewierskim w grudniu 1604 roku. Karta wkrótce się jednak odwróciła – w styczniu 1605 roku zwycięski pochód Samozwańca został powstrzymany przez jego klęskę pod Dobryniczami. Los całej wyprawy zawisł na włosku, lecz wówczas z pomocą Dymitrowi przyszedł los – 1 kwietnia 1605 umarł niespodziewanie car Borys, pozostawiając tron szesnastoletniemu synowi Fiodorowi. Na wieść o tym Dymitr ruszył pośpiesznie do Moskwy, w której nikt nie zamierzał bronić nowego władcy. Jego los przypieczętowała zdrada wojewody Piotra Basmanowa, który wysłany z misją pokonania sił Samozwańca niespodziewanie przeszedł na jego stronę. Na wieść o tym ludność Moskwy, przekonana, że nadchodzący Dymitr jest prawowitym dziedzicem tronu, zdetronizowała, a następnie zamordowała cara Fiodora i jego matkę. Pod koniec czerwca 1605 roku Samozwaniec wjechał uroczyście do Moskwy i został koronowany na cara. Nikt nie miał wątpliwości, że nowy władca jest synem Iwana Groźnego, ,,rozpoznała” go bowiem matka, Maria Nagoj, którą po wydarzeniach w Ugliczu przemocą umieszczono w klasztorze, nadając jej imię Marfy.

 

Nowy władca rychło pokazał, że nie będzie niczyją marionetką i nie zamierza podporządkowywać się niczyim wymaganiom. Jego postawa sprawiła wielki zawód królowi Zygmuntowi III, liczącemu na bezgraniczną wdzięczność nowego cara Moskwy. Dymitr szybko dał mu do zrozumienia, że jest samodzielnym władcą i w swojej polityce będzie kierował się wyłącznie dobrem własnego kraju. Równie niezadowoleni jak król poczuli się jezuici, kiedy zrozumieli, że pozwolenie pobytu na terenie Moskwy i wznoszenia tam kościołów to jedyne, co uzyskają. Ze wszystkich obietnic, jakie Dymitr kiedyś składał, zrealizował tylko jedną, a mianowicie małżeństwo z Maryną Mniszchówną. Niestety, nie zdawał sobie sprawy, że jego poddani również nie są z niego zadowoleni. Bojarzy, osiągnąwszy z jego pomocą swój cel, czyli obalenie Godunowów, zaczęli szybko snuć plany usunięcia Dymitra. Car mógłby wprawdzie zneutralizować ich wysiłki opierając się na ludzie, ale niestety zrażał go swoim nieprzestrzeganiem tradycyjnych rosyjskich obyczajów i przyjaźnią okazywaną Polakom, którzy obrażali mieszkańców Moskwy. Mimo to lud trwał jeszcze przy władcy, dlatego też bojarscy spiskowcy, zamierzając zamordować Dymitra, pociągnęli go za sobą na Kreml pogłoską, że trzeba bronić władcy przed zdradzieckimi Polakami. Dymitr zginął w maju 1606 roku, zaledwie kilka dni po hucznych zaślubinach z Maryną, która po śmierci męża została internowana wraz z ojcem oraz ocalałymi z moskiewskiej rzezi Polakami.

 

Na tron wstąpił teraz Wasyl Szujski, przywódca spisku przeciw Dymitrowi. Nowy car pochodził ze starego bojarskiego rodu i zdobył władzę dzięki poparciu pewnej części swojej warstwy, dlatego też starał się zapewnić sobie jej przychylność, wychodząc naprzeciw bojarskim pragnieniom i nieco ograniczając carską władzę – stwierdził, że nikogo nie będzie więził bez sądu, nie zastosuje odpowiedzialności zbiorowej i nie skonfiskuje majątku rodzinie tego, który popadł w carską niełaskę oraz nie będzie wszczynał śledztw na podstawie donosów. Te deklaracje Wasyla zadowoliły bojarów, ale wzburzyły dworian i lud. W kraju zaczęły krążyć pogłoski o ocaleniu cara Dymitra, pojawiali się także kolejni Samozwańcy, jak np. nigdy nieistniejący syn Fiodora I, carewicz Piotr. Do rozpowszechnienia się tych plotek przyczynili się w znacznym stopniu przeciwnicy Szujskiego, jak choćby wojewoda putywelski Grigorij Szachowski. Wystąpienie przeciw carowi stawały się coraz powszechniejsze i wreszcie przeobraziły się w wielkie powstanie chłopskie, na czele którego stanął Iwan Bołotnikow, działający w imieniu kolejnego samozwańczego Dymitra. Przez pewien czas w jego szeregach walczyli także przedstawiciele dworiaństwa, rychło jednak ich drogi się rozeszły i Bołotnikow został pokonany przez armię carską, a w październiku 1607 roku pojmany i wkrótce stracony.

 

Na kilka miesięcy przed jego śmiercią pojawił się człowiek, podający się za cudem ocalonego cara Dymitra. Do dziś nie ustalono jego tożsamości; pewne jest tylko to, że nie był tym, za kogo się podawał. Fałszywy władca zgromadził spore oddziały wojskowe, w których znaczną rolę odgrywali pragnący bogactw i łupów Polacy i Kozacy i w 1608 roku wyruszył ku Moskwie, zakładając w pobliskiej wsi Tuszyno swój obóz. Nie podejmował ataków na stolicę, licząc na to, że wkrótce sama wpadnie w jego ręce i przyjmował swoich gości, którzy pragnęli widzieć w nim swojego władcę. Obóz tuszyński stał się drugą stolicą Rosji, do której dążyli wszyscy przeciwnicy rządów Szujskiego (oprócz bojarów, lękających się radykalizmu społecznego wywodzących się z nizin stronników Samozwańca), a także rozmaici awanturnicy; przybyła także wypuszczona z niewoli Maryna Mniszchówna i rozpoznała oficjalnie swojego ,,męża”, potajemnie biorąc z nim jednak katolicki ślub.

 

Przeciągające się zamieszanie w kraju oraz samowola stronników Samozwańca, którzy grabili i plądrowali rosyjskie wsie, a następnie obrazili religijne uczucia narodu oblegając Ławrę Troicko – Siergiejewską, powodowały wzrost niezadowolenia poddanych. Tuszyński Wor, jak powszechnie nazywano drugiego Dymitra Samozwańca, próbował odzyskać popularność, powołując na urząd patriarchy Filareta Romanowa, ale nie złagodziło to narastającego napięcia. Wasyl Szujski także gwałtownie tracił zwolenników. Ratunek widział w zawarciu sojuszu ze Szwedami, w czym pośredniczył bratanek cara, młody i cieszący się ogromną sympatią książę Skopin – Szujski. Szwedzi przyrzekli Wasylowi pomoc wojskową w zamian za zrzeczenie się pretensji do Inflant. Zawarte w 1609 roku rosyjsko – szwedzkie porozumienie zostało natychmiast uznane przez króla Zygmunta III za akt wrogości i zadecydowało o rozpoczęciu oficjalnej interwencji polskiej, która rozpoczęła się od oblężenia dzielnie przez Rosjan bronionego Smolńska, zdobytego dopiero po dwóch latach. Na wieść o polskich wojskach stojących pod Smoleńskiem część Polaków z otoczenia drugiego Samozwańca przeszła do króla, inni opowiadali się wciąż za nim, ale te wahania nastrojów sprawiły, że Dymitr nie czuł się już bezpiecznie i pośpiesznie uciekł do Kaługi. W trwającym zamieszaniu część bojarów uznała, że jedynym ratunkiem przed narastającą anarchią będzie poddanie się Polakom i uznanie syna Zygmunta III, królewicza Władysława za cara Rosji. Stronnictwo to przybrało na sile po rozgromieniu 4 lipca 1610 roku przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego oddziałów rosyjskich dowodzonych przez brata cara Dymitra Szujskiego w bitwie pod Kłuszynem. Zaledwie miesiąc później car Wasyl został zdetronizowany, wzięty do niewoli i przewieziony do Warszawy, gdzie po dwóch latach zmarł. Na początku października 1610 roku Moskwa znalazła się w ręku Polaków na mocy ugody, jaką hetman Żółkiewski w imieniu królewicza Władysława zawarł z bojarami, którzy uznali go swoim carem; przyjętemu rozwiązaniu sprzeciwił się jednak Zygmunt III, pragnący korony dla siebie, co już spotkało się ze sprzeciwem bojarów, nastawionych wrogo przeciwko tak fanatycznie katolickiemu monarsze. Załoga polska w Moskwie, pozostawiona tam przez Żółkiewskiego, zaczęła wszczynać burdy, sprawiając, że wszyscy jej mieszkańcy, zniecierpliwieni zachowaniem Polaków i wciąż odwlekanym przyjazdem cara Władysława, zaczęli myśleć o uwolnieniu się spod polskiej kurateli. Bojarów wstrzymywała tylko myśl o drugim Samozwańcu, którego nie chcieli uznać za władcę. Kiedy pod koniec 1610 roku został on zamordowany, zniknęła wszelka obawa i Moskwa rozpoczęła otwartą walkę z Polakami, którzy odpowiedzieli spaleniem rosyjskiej stolicy, ale w wyniku walk zostali ostatecznie oblężeni na Kremlu. Od tej chwili glównym przeciwnikiem Rosjan stała się Rzeczpospolita, gdyż nikt nie zwracał szczególnej uwagi na pretensje Maryny Mniszchówny, domagającej się korony dla swojego syna. Przy poparciu Cerkwi prawosławnej reprezentowanej głównie przez patriarchę Hermogenesa, w całej Rosji zaczęły tworzyć się odddziały pospolitego ruszenia, mające na celu wyparcie Polaków. Pierwsze z nich, utworzone w 1611 roku pod wodzą wojewody Prokopa Lapunowa i wspomagane w znacznym stopniu przez siły kozackie atamana Zaruckiego rozpadło się wkrótce na skutek wewnętrznych waśni, które umiejętnie podsycali zamknięci na Kremlu Polacy, doprowadzając do zamordowania Lapunowa przez Kozaków. Więcej szczęścia miało drugie pospolite ruszenie kierowane przez kupca Kuźmę Minina i księcia Dymitra Pożarskiego, którego ośrodkiem stał się Niżny Nowogród. Jego oddziały w 1612 podeszły ponownie pod Moskwę i obległy ją, powodując na początku listopada tego roku kapitilację głodującej polskiej załogi. Na wieść o tym, król Zygmunt III, dążący jej na pomoc, zawrócił do Polski, a Rosja świętowała przegnanie polskich interwentów. W 1613 roku Sobór Ziemski wybrał na cara siedemnastoletniego Michaiła Romanowa, syna przebywającego w polskiej niewoli patriarchy Filareta, wykluczając od tronu wszelkich cudzoziemców (w tym i królewicza Władysława) oraz syna Maryny Mniszchówny, który wraz z matką i popierającym ją Zaruckim został w 1614 roku schwytany i zamordowany. Obranie carem Michaiła ostatecznie zakończyło okres wielkiej smuty i rozpoczęło nowy rozdział w historii Rosji.

 

Polska opinia szlachecka o Wielkiej Smucie i wojnie z Moskwą

 

Opinia polskiej elity politycznej na temat wydarzeń w Rosji okresu Wielkiej Smuty odznaczała się wielką różnorodnością i zmiennością w czasie. Niektórzy z polityków zmieniali o nich zdanie, inni cechowali się stałością poglądów.

 

Zainteresowanie sytuacją w Moskwie wśród polskiej elity wzbudziło przybycie w 1603 roku na teren Rzeczypospolitej człowieka podającego się za carewicza Dymitra. Stosunek do niego prędko podzielił czołowych polskich dostojników. Jak wiadomo, Samozwańcem zaopiekowały się dwa ruskie rody magnackie - Wiśniowieccy i Sapiehowie, później dołączył do nich wojewoda sandomierski Jerzy Mniszech, pochodzący z rdzennie polskiej, katolickiej rodziny. Powody ich zainteresowania Dymitrem były różne. Rodzina Wiśniowieckich, którą Jarema Maciszewski ocenia jako typowych kresowych awanturników bez szerszej wizji politycznej, kierowała się zapewne niechęcią do Borysa Godunowa, który nie ukarał wojsk rosyjskich po ich napadzie na przygraniczne posiadłości tego rodu. Jerzy Mniszech, tonący w długach, miał nadzieję poprawić swoją sytuację materialną. Powody zaangażowania się Sapiehów nie są już tak przejrzyste. Wiadomo, że kanclerz Lew Sapieha podczas swojej bytności w Moskwie w 1600 roku wraz z poselstwem polskim kontaktował się z opozycyjnymi wobec cara Borysa bojarami i był nawet podejrzewany o wyszukanie kandydata na Dymitra; niektórzy z polskich dostojników twierdzili, że marzył o podporządkowaniu Rosji Rzeczypospolitej. Ciekawe wydaje się to, że później zmienił zdanie i odnosił się do Samozwańca niechętnie.

 

Kiedy wiadomości o Dymitrze i zbieranych przez niego w Rzeczpospolitej zwolennikach stały się powszechnie znane, wśród polskich polityków wybuchła burza. Szczególne oburzenie wywoływał fakt, że ruscy magnaci, popierając pretendenta do carskiej korony, naruszali zawarty w 1600 roku dwudziestoletni rozejm z Moskwą, co mogło grozić rozpoczęciem działań wojennych w okresie wytężonych walk ze Szwecja. Mając to na uwadze kasztelan krakowski Janusz Ostrogski w imieniu senatorów ziem ruskich prosił króla, aby wygnał z kraju sprawców rozruchów, którzy protegują ,,tego Moskala”  i odciął się w ten sposób od nich zdecydowanie, Zygmunt III bowiem, choć oficjalnie nie popierał działań zwolenników Samozwańca, sprzyjał im w tajemnicy i nawet pragnął postawić na czele ich wojska znakomitego wojownika. Jego wybór padł na hetmana litewskiego Jana Karola Chodkiewicza, który jednak odmówił, pisząc do monarchy wręcz: ,,Okazya smakowita, lecz eventus niepewny”, dodając, że w chwili wojny ze Szwedami niemądrze byłoby naruszać rozejm z Moskwą. Przeciwko popieraniu ,,carewicza” wypowiedziało się także duchowieństwo Rzeczpospolitej, nie słuchając argumentów nuncjusza Rangoniego, zagorzałego stronnika Dymitra, wierzącego (lub tylko udającego, że wierzy) w jego carskie pochodzenie i twierdzącego stanowczo, że jego panowanie w Moskwie przyczyni się do nawrócenia całego tego kraju na katolicyzm. Pewne nadzieje wiązali z Samozwańcem jezuici, wierzący w jego obietnice katolicyzacji Rosji, co jednak nie mogło przysporzyć mu sympatii wśród polskiej szlachty, zaczynającej właśnie żywić silną niechęć do nich, gdyż zakonnicy ci popierali plany Zygmunta III służące wzmocnieniu władzy królewskiej. W zasadzie wszyscy poważni polscy dostojnicy państwowi sprzeciwiali się stanowczo wyprawie do Moskwy. Za ich lidera uchodził słusznie kanclerz Jan Zamoyski, zagorzały przeciwnik całokształtu polityki Zygmunta III, z którym pozostawał w konflikcie, choć to przecież on sam pomógł mu objąć tron Rzeczypospolitej. Podczas sejmu w 1605 roku (zresztą ostatniego za jego życia, zmarł bowiem w tym samym roku) Zamoyski poddał ostrej krytyce politykę dworu królewskiego, atakując ją głownie za popieranie roszczeń Dymitra, którego otwarcie nazwał oszustem, a historię jego ocalenia przed siepaczami nasłanymi przez Borysa Godunowa określił jako komedię, której nie powstydziliby się słynni rzymscy komediopisarze Plaut i Terencjusz. Stwierdził, że cała wyprawa musi zakończyć się klęską. Takie słowa powszechnie szanowanego dostojnika wpływały na formowanie się opozycji antykrólewskiej, która wkrótce potem wyraziła się w rokoszu Zebrzydowskiego.   

 

Śmierć Borysa Godunowa i objęcie władzy na Kremlu przez Samozwańca zmieniło nieco stanowisko polskiej elity. Perspektywa sojuszu z Moskwą, a może nawet ze Szwecją (wierzono bowiem, że za pomocą cara Dymitra Zygmunt III zdoła odzyskać ojcowiznę) i wyrośnięcia na jedna z czołowych potęg ówczesnego świata wywarła duże wrażenie. Co ciekawe o samym Dymitrze wyrażano się dość powściągliwie, doskonale zdając sobie sprawę, jak mało warte są jego prawa do tronu moskiewskiego. Powszechnie uważano go jednak za sojusznika, który jest i pozostanie szczerym przyjacielem Rzeczypospolitej, która przecież dopomogła mu objąć władzę. Jedyną osobą, która wyłamała się spośród tego chóru był Lew Sapieha, twierdząc podczas sejmu w marcu 1606 roku, że nowy car moskiewski może w przyszłości zagrozić polskiemu bezpieczeństwu. Jego słowa stanowiły przykry dysonans pośród żywionych powszechnie nadziei, wynikały jednak prawdopodobnie z tego, że Sapieha znał osobiście Dymitra i mógł zdawać sobie doskonale sprawę z jego prawdziwych intencji i uczuć.

 

Wszystkie plany i przewidywania przecięła śmierć cara w maju 1606 roku i objęcie władzy przez Wasyla Szujskiego. Kiedy wiadomość o tym dotarła do Rzeczypospolitej, powszechnie zaczęto obawiać się wojny. Kanclerz Maciej Pstrokański pisał: ,,Zewsząd niebezpieczeństwa na Koronę naszą następują (...). Moskwa za tak okrutnym z naszymi obejściem [chodziło o wymordowanie Polaków stanowiących otoczenie Dymitra] obawiać się potrzeba, aby szkodliwszych jakich zamysłów przeciwko nam wykonać nie chciala”. Obawy zwiększały jeszcze wiadomości o pojawieniu się drugiego Samozwańca i ciągnięciu do niego obywateli Rzeczypospolitej, co Moskwa mogła odczytać jako kroki jednoznacznie wrogie. Senatorowie podczas obrad sejmu 1607 roku nawoływali do powstrzymywania się od wyjazdów do obozu drugiego Dymitra, a nawet grozili karami udającym się tam awanturnikom; Stanisław  Żółkiewski chciał zatrzymywać ich na granicy za pomocą swoich wojsk, ale prędko okazało się, że jego siły są niewystarczające. Wśród przybywających do Dymitra znalazł się także przedstawiciel magnaterii Jan Sapieha, bratanek Lwa, obejmując w ten sposób protektorat nad nim, jednak wydaje się, że cały czas pozostawał on i działał w porozumieniu z Zygmuntem III. Reszta dostojników Rzeczypospolitej wołała nie angażować się w tę sprawę.

 

Rozpoczęcie oficjalnej interwencji polskiej w 1609 roku także nie spotkało się z przychylnym przyjęciem ze strony dostojników. Hetman Żółkiewski otwarcie mówił o nieprzygotowaniu strony polskiej do wojny, wojewoda wileński Mikołaj Krzysztof Radziwiłł, senior rodu stwierdził, że wyprawa do Moskwy wygląda na ,,iście pańską” [czyli królewską] awanturę, Chodkiewicz stanowczo odmówił udziału, mimo że król usilnie go o to prosił; Zygmunt III nie zrezygnował jednak ze swych zamierzeń.

 

Utknięcie wojsk polskich pod murami doskonale bronionej twierdzy smoleńskiej nie poprawiało nastrojów uczestników ekspedycji, a jej przeciwnikom dostarczało dogodnych argumentów przeciwko całemu przedsięwzięciu. Zwycięstwo Żółkiewskiego w lipcu 1610 roku pod Kłuszynem, a następnie jego ugoda z bojarami dotycząca obioru królewicza Władysława na tron moskiewski wzbudziła silną niechęć królewskiego otoczenia, świadomego marzeń monarchy o osobistym objęciu władzy w Moskwie, choć silnie połechtała dumę narodową. Towarzyszący królowi podczas oblężenia Smoleńska Lew Sapieha był jedyną bliską mu osobą, która popierała działania hetmana i z goryczą patrzyła na postępowanie Zygmunta III, zamykające Rzeczypospolitej drogę do zagarnięcia państwa moskiewskiego. Ze swoich myśli zwierzał się listownie żonie Elżbiecie Radziwiłłównie, przebywającej wówczas w Wilnie w otoczeniu królowej Konstancji i królewicza Władysława, mając zapewne nadzieję, że ,,najmilsza Halżusieńka” zdoła wpłynąć na ich opinię upierającą się przy obleganiu twierdzy smoleńskiej aż do skutku, a oni z kolei przekonają króla, aby odstąpił od pomysłu nałożenia na swoją głowę czapki Monomacha. Pisał m.in., że ,,królewicza wszyscy pozwalają i życzą go sobie i bez rozlania krwie(...); ale jeśliby król sam chciał być carem moskiewskim, tedy bez rozlania krwie się nie obejdzie”. Ubolewał także nad finansowym nieprzygotowaniem wyprawy, stwierdzając, że ,,niedostatek, słabość nasza wszystkiemu przeszkodzi i popsuje, choć to z nas każdy na oko widzi, że okazyje wielkie się podają i łacno by było do posiedzienia tego państwa, kiedy by było czym poprzeć(...). A to Pan Bóg gwałtem tka to państwo w ręce królewskie, ale czy nieumiejętnością, czy skąpstwem i uporem gwałtem to odrzucamy”. Pod Smoleńskiem przeważała jednak opinia, że to Zygmunt III powinien zostać carem, nikt więc nie słuchał hetmana Żółkiewskiego ani moskiewskich posłów, którzy przybyli potwierdzić zawartą z hetmanem ugodę z Moskwy, ale usłyszawszy warunki królewskie nie chcieli ich przyjąć, za co niektórzy ludzie z otoczenia monarchy pragnęli ich nawet aresztować.

 

W kraju działania Żółkiewskiego zostały bezsprzecznie uznane za wielki sukces i nawet dotychczasowi przeciwnicy wyprawy moskiewskiej zaczęli wierzyc w jej pomyślny koniec. Tylko niektórzy przenikliwi i trzeźwo myślący magnaci zdawali sobie sprawę z nieuchronnego krachu polskiej polityki wschodniej. Do takich ludzi należał Krzysztof Zbaraski, który poddał gruntownej analizie wszystkie możliwości rozwiązań, które rysowały się przed Rzeczypospolitą w stosunku do Moskwy. Stwierdził, że tę wojnę można wygrać jedynie mając pełen skarbiec, czym aktualnie nie dysponowano. Perspektywa obioru królewicza Władysława na cara wywarła wprawdzie imponujące wrażenie, zdawała się bowiem gwarantować spokój na granicy oraz pomoc Rosji przeciwko Szwecji i Tatarom, ale istniały liczne argumenty przeciwko temu. Królewicz był bardzo młody i niezdolny jeszcze do samodzielnego rządzenia, musiałby wiec mieć doradców, którymi nie mogliby być Polacy, gdyż uraziłoby to jego nowych poddanych, niechętnych katolikom. Zbaraski zwrócił także uwagę na fakt, że pomimo głoszącej to polskiej propagandy Władysław nie został dobrowolnie obrany na tron moskiewski, argumentując: ,,Obraniu temu i chresnemu całowaniu [czyli przysiędze składanej na krzyż] wierzyc nie trzeba (...). Kto też wolno obiera, komu nad szyją stoją?” - pytał.

 

Problem moskiewski stanął przed polskimi dostojnikami z nową siłą wczesną wiosną 1611 roku, kiedy to doszło do walk polskiej załogi stacjonującej na Kremlu z mieszkańcami miasta i przybywającymi im z pomocą oddziałami pospolitego ruszenia rosyjskiego. Potrzebny był doświadczony wojownik, który uśmierzyłby niepokoje i umocnił polską władzę w Rosji. Wybór króla padł na Jana Karola Chodkiewicza, co spotkało się z niechętnym przyjęciem ze strony jego rodziny, a zwłaszcza żony, nastawionej zdecydowanie przeciwko Zygmuntowi III. Sam hetman po wystawnym, suto zakrapianym bankiecie urządzonym na jego cześć przez króla zgodził się wreszcie wyruszyć do Moskwy, choć sam nie wiedział, kiedy podjął taką decyzję, gdyż jak pisał później skruszony do małżonki: ,,Ja tego wszystkiego nie pomnie, bom był pijany haniebnie; ale mi to wszystko wytłomaczyli potem słudzy i drudzy dworzanie”. Po tej wymuszonej decyzji nastąpiło zdobycie Smoleńska, po którym monarcha wrócił do kraju jako triumfator, domagając się stanowczego poparcia swojej polityki przez senatorów. Choć postulat dalszego prowadzenia wojny nie spotkał się z przychylnym przyjęciem z ich strony, udzielili jednak swojej zgody ze względu na problem rozzuchwalonych żołnierzy, którzy po powrocie z Moskwy zaczęliby niechybnie plądrować majątki szlacheckie i magnackie.

 

Niepowodzenia w walkach  w 1612 roku sprawiły, że senatorowie Rzeczypospolitej pragnęli tylko prędkiego wyplatania się z kłopotliwej wschodniej sytuacji, nie opowiadając się za udzieleniem wsparcia królewiczowi Władysławowi w jego staraniach o carską koronę, stwierdzając, że to król przez swój poprzedni upór ponosi całą winę za zaistniałą sytuację. W tych okolicznościach Zygmunt III długo nie wiedział, co powinien przedsięwziąć i kiedy wreszcie wyruszył na Moskwę, nie miał wystarczających sił, aby podjąć walkę. Jego ekspedycja okazała się ponadto bardzo spóźniona i 4 listopada 1612 roku polska załoga na Kremlu poddała się, nie mogąc doczekać się pomocy z kraju. To wydarzenie umocniło zdanie senatorów Rzeczypospolitej, domagających się zakończenia wojny. Wybór Michaiła Romanowa na cara w 1613 roku przyjęli obojętnie, a podjęta w 1617 roku wyprawa królewicza Władysława dążącego do odzyskania tronu w Moskwie nie wzbudziła w nich większych emocji, stwierdzili bowiem, że jest ona z góry skazana na przegraną. Zbigniew Oleśnicki zapisał w swoim pamiętniku, że za klęskę syna odpowiedzialność ponosi król, który nie chciał się zgodzić na warunki ugody Żółkiewskiego i ,,dopiero tedy Moskwę synowi ustępował, kiedy ją nie tylko sobie, ale i onemu utracił”.

 

Kwestia dymitriad, a potem także oficjalnego zaangażowania się Rzeczypospolitej w wojnę w Rosji wzbudzała zainteresowanie nie tylko elity państwowej, ale także zwykłych ,,panów braci”, choć było to zainteresowanie zdystansowane. Szlachta polska odznaczała się dużym pacyfizmem i zawsze sprzeciwiała się wojnom zaczepnym. Jej ekspansja na wschód odbywała się w sposób pokojowy, kiedy to po zawarciu unii z Litwa polska kultura zaczęła się rozprzestrzeniać na podbitych przez Wilno obszarach ziem ruskich. Rzeczypospolita nigdy także nie wystawiła wielkiej armii służącej podbojowi. Nic dziwnego zatem, że pojawienie się pierwszego Samozwańca i udzielane mu przez króla ciche poparcie, a potem oficjalna interwencja w Rosji nie spotkała się z aprobatą szerokich rzesz szlacheckich.  Zaangażowanie się Zygmunta III w politykę wschodnią wywołało głęboki rozdźwięk pomiędzy nim a szlachtą, która jego działania postrzegała jako prywatę i działania na korzyść nielubianych jezuitów, namawiających monarchę do zwiększenia swojej władzy kosztem ,,wolności szlacheckich”. Był to wstęp do rozpoczętego w 1606 roku rokoszu Zebrzydowskiego zakończonego ostatecznie zwycięstwem króla, po którym dopiero nastąpiło zwiększenie zainteresowania sprawami moskiewskimi ze strony szlachty. Wielu ubogich synów szlacheckich, byłych rokoszan oraz niespokojnych duchów pociągnęło do Moskwy w poszukiwaniu bogactwa. W 1609 roku Zygmunt III odwołał się do szlachty, prosząc ją o wsparcie, panująca bowiem w Rzeczypospolitej demokracja szlachecka sprawiała, że monarcha nie mógł rozpocząć interwencji zbrojnej na terenie innego państwa, nie uzyskawszy uprzednio poparcia szlachty, od której zależało uchwalenie podatków pozwalających na opłacenie armii. Zadanie to spotkało się wprawdzie z przychylnością, ale nie wynikała ona bynajmniej ze zgody ,,panów braci” na królewską politykę, ale z obawy o swoje majętności, zagrożone najazdami i rabunkami żołnierzy Rzeczypospolitej, którzy domagali się wypłacenia im żołdu; wolano się więc pozbyć ich z kraju, wysyłając do Moskwy, gdzie mogli najeżdżać i rabować do woli.

 

Od zdania szlachty zależało w Rzeczypospolitej dużo, starano się więc ją sobie zjednać i pozyskać dla własnych planów, urabiając w ten sposób opinię publiczną. Odwoływały się do niej wszystkie stronnictwa zainteresowane wydarzeniami w Rosji. Jednym ze środków służących przyciągnięciu uwagi i uzyskania poparcia były liczne wiersze polityczno - agitacyjne, niejednokrotnie pisane na zamówienie poszczególnych stronnictw. Utwory te stanowiły znakomity przykład propagandy, silnie oddziałując na emocje czytających.

 

Pierwsze dzieło poświecone Samozwańcowi stworzył w październiku 1605 roku Jan Zabczyc - był to panegiryk Dymitra zatytułowany ,,Mars Moskiewski Krwawy”, wspomniany już w niniejszym artykule. Oprócz obecnej w nim pochwały ,,bitnej i sławnej” Moskwy autor przemycił także kilka kwestii politycznych - Dymitr i jego ojciec Iwan IV (Zabczyc nie żywi w tym względzie żadnych wątpliwości) zostali nazwani ,,carami”, a nie wielkimi książętami, jak to dotąd czyniono w Polsce, brak tutaj także wszelkich wzmianek o okrucieństwach Iwana Groźnego, o których przedtem chętnie pisano - wręcz przeciwnie, car został przedstawiony jako miłośnik pokoju, szczerze pragnący przyjaźni Stefana Batorego. Utwór miał na celu wywołanie współczucia dla Dymitra, stad znajdujemy tu opis jego nieszczęść spowodowanych przez nieludzkiego Godunowa, przed którego siepaczami uratował carewicza ,,doktor mądry”, a następnie triumfalną wyprawę do ojczyzny, objęcie należnej mu władzy oraz czule powitanie z nieszczęsną matką. Zabczyc potwierdził swoje oddanie sprawie Dymitra, pisząc jeszcze ,,Posła Moskiewskiego” z okazji przybycia posłańców od cara z prośbą o rękę Maryny Mniszchówny. Utwór ten, dedykowany jej bratu Stanisławowi, podkreśla wielkość Dymitra jako władcy, a także fakt, że wraz z jego małżeństwem z Polką przed obu krajami otwierają się nowe perspektywy i rozpoczyna się era przyjaźni i pokoju. W podobnym tonie napisane zostały ,,Hymeneus Najjaśniejszego Monarchy Dymitra Iwanowicza z łaski Bożej Wielkiego Cara Moskiewskiego Dziedzica ruskiego i Najjaśniejszej Paniej Jej Mości Maryny, Carowej Moskiewskiej” Jana Jurkowskiego, podkreślający słowiański charakter i pobratymczą krew płynącą w żyłach narodu polskiego i moskiewskiego oraz ,,Pieśni na fest ucieszny wielkim dwiema narodom” księdza Stanisława Grochowskiego, w którym próżno szukać poczucia polskiej wyższości w stosunku do wschodniego sąsiada.

 

Po objęciu władzy przez Dymitra panegiryści na usługach Zygmunta III ustawicznie podkreślali zasługi króla, który mu w tym dopomógł i zapewnił Rzeczypospolitej wspaniale perspektywy i korzyści z sojuszu z Moskwą. Miało to oczywiście na celu zwalczać ogólne szlacheckie przekonanie o prywacie królewskiej oraz przekonywać o potędze monarchy, co miało wielkie znaczenie wobec gwałtownie narastających nastrojów rokoszowych. Tragiczny przebieg zaślubin moskiewskich również pomógł pisarzom, gdyż mogli rozładowywać napięcie w kraju, wzywając do pomszczenia zamordowanych rodaków (utwory Adama Władyslawiusza) oraz strasząc grożącą wojną z Moskwą rządzoną przez Wasyla Szujskiego, podczas której wszelkie nieporozumienia krajowe mogą okazać się zgubne (,,Nienia na rozruch domowy” Kaspra Miaskowskiego, ,,Żałosne narzekanie Korony Polskiej” Jana Danieckiego czy ,,Niemasz króla. Jest” nieocenionego Zabczyca, w którym gromi on rokoszan i wzywa ich, aby poparli cudem ocalałego Dymitra zamiast wszczynać wojnę domową). Wśród tego typu dzieł wyróżnia się utwór ,,Gody moskiewskie tamże na Moskwie opisane przez Sebastiana Liffiela”, który wyraża szczery żal, że śmierć Dymitra zniszczyła dobre stosunki pomiędzy obu krajami i w przeciwieństwie do poprzednich wierszy nie zawiera antyrosyjskich inwektyw.

 

Po zakończeniu w 1607 roku rokoszu Zebrzydowskiego, wobec wzajemnej nieufności żywionej pomimo zawartej ugody, propaganda królewska, pragnąc pozbyć się z kraju rokoszan, zaczęła wzywać do udania się do Moskwy i wsparcia drugiego Samozwańca. Jako motywy podawano znów zemstę za polskie krzywdy doznane w poprzednim roku (wiersze Sebastiana Petryckiego, który ocalał z rzezi gości weselnych i potem dwa lata przesiedział w moskiewskiej niewoli, umilając ją sobie przekładami poezji Horacego i pisaniem wzywających do pomsty utworów, pełnych pogardy i wręcz zwierzęcej nienawiści do Rosjan, postulując zniszczenie ich państwa i całkowite podporządkowanie go Polsce; wydał swoje dzieła po powrocie do ojczyzny w 1608 roku w zbiorze ,,Horatius Flaccus w trudach wiezienia”), dobro ojczyzny (,,Na nowsze tryumphy y szczęśliwe zwycięstwa teraźnieysze a wygrane bitwy przeciwko zmiennikowi Szujskiemu przez wojska wielowładnego a przemożnego Dymitra Moskiewskiego” księdza Grochowskiego, w którym przedstawiono drugiego Samozwańca jako prawowitego władcę i szczerego przyjaciela Rzeczypospolitej proszącego o pomoc w ciężkiej sytuacji, ,,Zgoda i pokóy” Jana Krajewskiego, argumentującego, że pójście do Moskwy przyniesie ostateczny pokój wstrząsanej przez domowe swary ojczyźnie czy ,,Wykład bogiń słowiańskich, wesołego widzenia Słońca z Panną w złotym kole nad Krakowem roku pańskiego 1608” Marcina Paszkowskiego, podający niezawodny środek na uśmierzenie grabieży i zamieszek wszczynanych przez rokoszan - ludzie ci, grabiący bez litości własną ziemię ,,muszą szukać do cudzej ziemie nowej drogi” (nietrudno było się domyślić, o jaką ziemię chodzi autorowi) czy wreszcie pociągające nie tylko byłych rokoszan, ale także liczną rzeszę ubogiej szlachty perspektywy wzbogacenia się w Moskwie, przedstawianej jako niezwykle bogaty kraj. W tym nurcie propagandowym celował zwłaszcza Paweł Palczowski, również uczestnik moskiewskich godów weselnych, który po powrocie do ojczyzny wydał ,,Kolędę moskiewską, to jest wojny moskiewskiej przyczyny słuszne a okazyja pożądana, zwycięstwa nadzieja wielka, państwa tamtego pożytki i bogactwa nigdy nie oszacowane, krótko opisana”, w której przedstawiał Rosję jako wymarzony dla polskiej ekspansji kraj, próbując przemówić szlachcie do wyobraźni i dopomóc jej osiągnąć bogactwo, które leżało w zasięgu ręki.

 

Wszystkie wymienione wyżej wiersze służyły propagowaniu zamierzonej przez króla oficjalnej interwencji, rozpoczętej w 1609 roku bez zgody sejmu, w którym przeważały typowe dla polskiej szlachty nastroje pacyfistyczne. Starano się wzbudzić nienawiść do przeniewierczej Moskwy i porwać umysły wizją przyszłej potęgi i zamożności, którą Rzeczypospolita osiągnie po podporządkowaniu sobie wschodniego sąsiada. Mimo tych wysiłków nastroje szlachty wciąż pozostawały niechętne wobec królewskiego przedsięwzięcia. Po zwycięstwie kłuszynskim i ugodzie hetmana Żółkiewskiego z bojarami opinia szlachecka podzieliła się; niektórzy niepokoili się spodziewanym wzmocnieniem władzy króla, inni obawiali się, że wybór królewicza Władysława na cara może przyczynić się do zlikwidowania zasady wolnej elekcji, część sądziła, że jest to najlepsza droga do szybkiego i korzystnego zakończenia niechcianej przez szlachtę wojny. Ogólnie jednak sukcesy Żółkiewskiego nie wywołały wielkiego echa wśród ,,panów braci”.

 

Królewscy panegiryści starali się przełamać szlachecką rezerwę, do czego wspaniałą okazję stanowiło zdobycie w 1611 roku obleganego już od dwóch lat Smoleńska. Powstało wówczas wiele utworów sławiących wielkość Zygmunta III, który swoimi osiągnięciami usunął w cień samego Stefana Batorego. Należą do nich m.in.: ,,Pienia wesołe dziatek na przyjazd do Wilna Króla Jego Mości, senatu i Rycerstwa jego po rekuperowaniu Smoleńska” Walentego Bartoszewskiego (charakterystyczne jest tutaj pominięcie zasług i osiągnięć hetmana Żółkiewskiego) oraz ,,Tryumph radosny wszystkich obywatelów Koronnych i Wielkiego Księstwa Litewskiego z sławnego zwycięstwa Najjaśniejszego i niezwyciężonego Monarchy Zygmunta III Moskiewskich panów zwycięzcę” autorstwa Wawrzyńca Chlebowskiego. Mimo propagandowych wysiłków szlachta domagała się zakończenia wojny i przyłączenia do Rzeczypospolitej Smoleńska i Siewierszczyzny; nastroje takie dominowały na sejmie 1611 roku, który jednak ostatecznie poparł działania króla, połechtany widokiem przywiezionego przez Żółkiewskiego byłego cara Wasyla Szujskiego i jego braci oraz... zaniepokojony perspektywą powrotu z Moskwy na wypadek zawarcia pokoju swawolnych żołnierzy, którzy z pewnością kontynuowaliby swoje dotychczasowe postępowanie, gnębiąc tym razem majątki rodaków. Wiadomość o powściągliwości sejmu, który mimo poparcia dla króla nie uchwalił nadzwyczajnych podatków na prowadzenie wojny dotarła do żołnierzy polskich na Kremlu, obawiających się już nie o swój żołd, ale w ogóle o życie, gdyż antypolski ruch przybierał na sile, prowadzony przez Cerkiew prawosławną, która podsycała opór przeciwko arcykatolickiemu Zygmuntowi III, upierającemu się przy objęciu władzy w Moskwie. Król zdecydował się na działania zbyt późno - Polacy na Kremlu skapitulowali. Wieść o tym wywołała zaniepokojenie szlachty, obawiającej się powrotu żołnierzy spod Moskwy i domagającej się kary na tych z nich, którzy zawiązali konfederacje wojskowe i żądali wypłacenia im zaległego żołdu - należał do nich słynny pamiętnikarz i kombatant walk moskiewskich Samuel Maskiewicz. W takiej atmosferze wybór na cara Michaiła Romanowa w 1613 roku oraz późniejsza o cztery lata wyprawa królewicza Władysława po czapkę Monomacha nie wywołała wśród szlachty większego wrażenia.

,,Moskiewskie sny” Rzeczypospolitej zakończyły się przykrym przebudzeniem, by w 150 lat później przekształcić się w przerażający koszmar, kiedy to żądna zemsty za doznane podczas Wielkiej Smuty upokorzenia Rosja zaczęła systematycznie dążyć do całkowitego podporządkowania, a później także do wymazania z mapy świata swojego odwiecznego wroga. Rozbiory Polski przyjęto w Moskwie z dużym zadowoleniem, widząc w nich działanie Boskiej sprawiedliwości, karzącej nadmierną pychę. Polakom pozostały jedynie wspomnienia dawnej chwały i nadzieja na nowe wspaniałe sny.

Tagi: Wielka Smuta, dymitriady, Kłuszyn, Żołkiewski
Komentarze
Brak komentarzy
Dodaj komentarz
Newsy
Konferencja "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920"
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ zaprasza na III Ogólnopolską Konferencję Naukową Historyków Nowożytników: "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920" Kraków 27-30 V 2010 r.
II Ogólnopolska Konferencja Naukowa Historii Starożytnej
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ ma przyjemność zaprosić na II Konferencję Naukową Historii Starożytnej. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji będą "Formy kultu w starożytności".


Historia
Zapraszamy do korzystania z naszego portalu! Nadsyłajcie informacje o organizowanych przez Was debatach, panelach dyskusyjnych i ciekawych wykładach.
Nadsyłajcie teksty!