Wiek XIX jest czasem szczególnym dla dziejów narodu polskiego. Brak własnej państwowości obligował do wytężonych działań w celu jej odzyskania. Z obecnej perspektywy wydaje się to oczywistością, jednak jak pokazuje historia w świadomości ówczesnych Polaków, a właściwie jej elit, nie był to taki pewnik, szczególnie dla okresu świeżo po rozbiorach. Zmieniająca się sytuacja geopolityczna implikowała różne stanowiska jakie nasi przodkowie zajmowali wokół mitycznej już sprawy polskiej. Wariantów mogło być sporo, od apostazji narodowej, przez panslawizm, po romantyczną walkę „o naszą i waszą wolność”. Podejście i poglądy się zmieniały, zaś zrywy powstańcze, emigracja, przychodządze i odchodzące prądy ideowe, weryfikowały i kształtowały na nowo rzeczywistość. Bieg dekad rodzi też kolejne charakterystyczne pokolenia dla polskiej hisorii XIX stulecia. Młodzi romantycy owładnięci Konradem Wallenrodem, uczestnicy Wielkiej Emigracji, pokolenie przedburzowców, reprezentanci legalizmu i pracy organicznej, aż po pokolenie niepokornych. Poniższa praca jest próbą przyjrzenia się popowstaniowej rzeczywistości po roku 1864 i środowiskom, które ją kształtowały, oraz jak i dlaczego została ona zanegowana przez pokolenie niepokornych, na przykładzie jednego z przedstawicieli, a mianowicie Jana Ludwika Popławskiego.
Okres „polityki pracy organicznej”
Tak nazywa lata 1864-1908 Michał Bobrzyński w trzecim tomie swojego dzieła „Dzieje Polski w zarysie”, które opisują dzieje porozbiorowe. Jest to tytuł bardzo wymowny i przy skróceniu górnej granicy owej perioryzacji byłby w pełni oddający sens ówczesnych działań społeczno-politycznych na ziemiach polskich. Dla zachowania poprawności postrzegania zarówno tego okresu jak i samej pracy organicznej, konieczne jest tu zasygnalizowanie pewnego zastrzeżenia. Otóż tego terminu nie możemy w pełni utożsamiać i zamiennie stosować z pozytywizmem, gdyż oznaczałoby to zbyt dalekie sprzężęnie i uzależnienie od siebie obu pojęć. Postulat pracy organicznej nie jest głoszony tylko przez pozytywistów, tak samo jak mitami są twierdzenia, iż jest on charakterystyczny tylko dla zaborów, odrzuca walke zbrojną i respektuje tylko drogę legalistyczną. Będzie on płynął z dwóch ośrodków. Dla potrzeb tej pracy, najistotniejsze jest jednak, że komplilacja powyższych postulatów (pracy organicznej, legalizmu, zaniechania czynu zbrojnego), w odmiennych wydaniach krakowskim i warszawskim zawładnęły rzeczywistością popowstaniową. Z jednej strony stańczycy z drugiej pozytywiści, własnymi postulatami polityczno-społecznymi zdominowali polskie myślenie tych lat, stanowiąć wręcz rząd dusz.
Skąd ten przełom w polskiej myśli i gwałtwony rozbrat z romantyczną filozofią, kultem walki, mesjanizmem, egzaltycznym patriotycznym uniesieniem? Jaka jest geneza wytworzenia się nowej atmosfery, zupełnie odmiennej od tej przed powstaniem styczniowym? Oczywiście zupełnie nieadekwatny będzię zarzut, iż nową rzeczywistość kreowali ludzie o początku nie związani ze sprawą czynu niepodległościowego. Proste przykłady Stanisława hrabiego Tarnowskiego, Stanisława Koźmiana, Ludwika hrabiego Wodzickiego, filarów krakowskich konserwatystów, a zarazem pokolenia przedburzowców, którzy zaangażowani w powstanie doznali represji (Wodzicki uprzedzony zbiegł) jest tego najlepszym przykładem. Geneza tkwi jednak w rozczarowaniu, zniechęceniu, którego doznali Polacy po kolejnym powstaniu. Profetyczna wizja Adama Mickiewicza, iż Polska niczym Chrystus po 3 dniach, tak ona po 3 wielkich powstaniach powstanie z martwych, legła w gruzach. Insurekcja kościuszkowska, powstanie listopadowe, aż wreszcie styczniowe, rozwiały ostatecznie nadzieje w tą drogę do niepodległości. To wymusza zmianę optyki na sprawę narodową, przekwalifikowania wartości. Patrząc przez nowy popowstaniowy pryzmat oba środowiska stawiają na pragmatyzm, trzeźwość myślenia, praktyczność oraz porzucenie patetyzmu i poetyckiej iluzji. Oprócz tej wspólnej genezy, występują też czynniki odrębne dla obu środowisk, które osobno kształtują ich ideologię.
Z klęską powstania zbieżne są wewnętrzne przemiany w łonie monarchi habsburskiej, które wydatnie ukształtowały filozofię myślenia Józefa Szujskiego i spółki. Cesarz Franciszek Józef I obejmując władzę w 1848 roku zrywa z liberalnymi trendami i jako cesarz „z bożej łaski” zaprowadza 10letni okres neoabsolutyzmu. Jednak klęska w wojnie z sojuszem francusko-piemonckim w 1859 roku i wzrastające wrzenie wewnętrzne (wobec charakteru monarchi jako konglomeratu narodów i przy romantycznym rozbudzeniu narodowych aspiracji było nie do uniknięcia), Austria wchodzi w roku 1860 na drogę przemian. Kwintesencją tego powstanie Austro-Węgier w 1867 roku. Z monarchi absolutnej w stronę liberalnej, z więzienia narodów w monarchię kompromisu. Ta transformacja lat 60 XIX wieku przy równoczesnej klęsce polskiego powstania zbrojnego, daje jasny sygnał dla krakowskich konserwatystów. To droga legalnej pracy i racjonalizmu politycznego daje wymierne, namacalne, pozytywne rezultaty. Z tą drogą zatem chcą związać swoje losy, tą drogę oferują i zalecają ludziom, kreując nową popowstaniową rzeczywistość. Znamiennym wyznacznikiem jaka ona ma być w wydaniu młodych krakowskich konserwatystów jest broszura Józefa Szujskiego z roku 1867 „Kilka prawd z dziejów naszych. Ku rozważeniu w chwili obecnej”. Przeprowadza tam słynną pararelę liberum veto i liberum conspiro, postulując tym samym aby porzucić zło, które kiedyś doprowadziło nas do upadku, a teraz nas wyniszcza. Rezygnacja z „conspiro” czyli zgubnej działalności konpiracyjno-niepodległościowej na rzecz wejścia na drogę legalnej pracy organicznej i lojalizmu wobec Austrii, kraju który bywał najbardziej znienawidzonym zaborcą, jednak dzieje przed 1866 rokiem Szujskiego nie interesują, gdyż liczy się jedynie obecna chwila i spojrzenie na nią przez aktualny realizm polityczny. Tubą prasową mającą zmienić mentalność Polaków gdzie konserwatyści prezentowali swe postulaty był meisięcznik polityczno-literacki Przegląd Polski założony w 1866 roku. To tam postulowano patriotyzm polityczny w nowym wydaniu – racjonalny, trzeźwo kalkulujący zamiast szkodliwego romantycznego patetyzmu oraz atakowano swojego głównego oponenta – demokratów lwowskich. W walce z nimi wydają Tekę Stańczyka, po czym przylgnęła do nich ta nazwa. Ideologia stańczyków wydaje się rozumnym wyjściem po klęsce kolejnego zrywu powstańczego i otrzymania koncesji autonomicznych. Pozwalałoby to spokojnie rozwijać się materialnie i duchowo Polakom celem skuteczniejszego sięgnięcia w dogodnej chwili po pełną niepodległość. Praca ograniczna w warunkach autonomii byłaby efektywnym przystankiem w drodze do niepodległości. Jednak pewne prowizorium zaczyna się utrwalać. Stańczycy stają się coraz bardziej partią władzy, przez lojalizm coraz bardziej zlewają kreowaną przez siebie rzeczywistość z „naszym” cesarzem. Nie skreślając całkiem niepodległości, świadomie lub też nie wytwarzają nowy rodzaj patriotyzmu „polsko-austriackiego” co znacznie i niebezpiecznie ją oddala. W 1878 roku Stanisław Koźmian popełnił w czasopiśmie „Czas” artykuł Zadania polskie. Analizuje on tam bieżące wydarzenia polityczno militarne na kontynencie Europejskim, a mianowicie wojnę rosyjkos-turecką i zmagania militarne na Bałkanach zakończone traktatem berlińskim. Pokazały one brak żywotności sprawy polskiej na arenie międzynarodowej i szans na jej pozytywne podniesie. To akurat ocenia dobrze, gdyż „naród polski okazał się czynnikiem ładu, porządku i pokoju europejskiego i podobnym do ubogiego człowieka, nieszczęściem dotkniętego, ale w nieszczęściu szlachetną dumą dostojnego, nie rachującego na niczyją pomoc, chcącego samemu sobie dać radę, bo umiejącego poprzestać na tym, co mu Opatrzność wyznaczyła”. Poprzestanie na obecnej sytuacji prezentowane jest w naturalnej zgodzie z legalistycznym kierunkiem pracy organicznej. Pogodzenie się z narodowym losym ma mimo wszytsko przynieść więcej dumy i korzyści, bardziej rokuje na to, iż naród polski lepiej „sobie da radę” niż w przypadku liberum conspiro. Przy takim obrocie sprawy Koźmian proponuje zatem trójlojalizm, czyli program legalnej działalności Polaków w swoich zaborach, każdy w miarę możliwości i sił. Dalej w swojej retoryce posuwa się Stanisław Tarnowski w książce „Z doświadczeń i rozmyślań” wydanej w 1881 roku. Zaleca w niej cierpliwe czekanie na lepsze czasy dla sprawy sprawy narodowej oraz zapewnia o odżyciu politycznym Polaków jednak po wieku, a może i wiekach. Natomiast kwestię niepodległości określa dość prosto: nie może ona być naszym celem aktualnie, gdyż nie jest w zasięgu tego pokolenia, które może mieć na nią zbyt mały wpływ. Podnoszenie więc takiej kwesti jest w obecnej sytyacji daremne. W tych deklaracjach widzimy niebezpieczne obniżenie narodowych aspiracji. Mimo, ze tłumaczone realizmem politycznym to jednak kształtują społeczenstwo i intelektualnej rezygnacji i pasywności. Zauważa to i podkreśla Stefan Żeromski w swoim dziele „Rozdziobią nas kruki i wrony”. Wedle późniejszych domysłów badaczy, uosobieniem wrony dobierającej się do mózgu powstańca był właśnie Stanisław Tarnowski. Ostatnim przykładem jest dzieło Stanisława Koźmiana „Rzecz o roku 1863”, wydane w 1895 roku. Autor rysuje tutaj koncepcję historiograficzną dotyczącą upadku i odzyskania państwowości. Widzi on tą kwestię trójpoziomowo, pisząc o rodzajach przyczyn upadku ze wzrastającym ciężarem gatunkowym. Najpierw przyczyny zewnętrzne, potem wewnętrzne, natomiast trzecia przyczyna stanowi połączenie dwóch pierwszych i jest najcięższa do podniesienia. Łacząc z upadkiem Polski ewidentnie 3 rodzaj, w czarnych barwach rysuje nasze dźwignięcie w bliskiej perspektywie. Parafrazując autora, straconego najczęściej nie podobna odzyskać. Tak nakreślona została rzeczywistość doby „polityki pracy organicznej” w zaborze austriackim.
Wpisującą się w podobny nurt była sytuacja z zaboru rosyjskiego, gdzie ster intelektualny i polityczno-społeczny przejęli warszawscy pozytywiści. Dla moich rozważań jest to jeszcze bardziej istotne, ponieważ życie i twórczość Jana Ludwika Popławskiego związana była właście stricte z Warszawą. Dlatego też rzeczywistości wykreowanej przez pozytywistów przeciwstawił się w pewnym momencie silnie. Jaka ona była? W początkowym, ogólnym zarysie jest postulaty i fundamenty przedstawiają się szczytnie i podobnie jak w przypadku stańczyków wydaję się adekwatne do sytuacji po kolejnym wykrwawieniu się narodu. Literacki obraz tej ideologii doskonale pokazał Henryk Sienkiewicz w noweli Legenda Żeglarska. Przedstawia tam historię pewnego statku zwanego „Purpurą”, który wśród fal, burz płynął nienaruszony przed siebie. Niezniszczalny wręcz statek przemierzał w chwale kolejne morskie otchłanie wprowadzająć tym samy marynarzy w sielankowy, beztroski nastrój. Żeglarze nieczuli na ostrzeżenia w zgubnym przeświadczeniu niezatapialnośći „Purpury”, zapomnieli dbać o nią. Aż przyszła straszna burza jakiej dotąd niewidzieli i statek zatanął. Wtem głosy, które starały się wcześniej ich ostrzegać rzekły: O, zaślepieni! Nie z dział wam bić do burzy, nie fale chłostać, ale statek naprawiać! Zstąpcie na dno. Tam pracujcie. „Purpura” jeszcze nie zginęła! „Purpurą” naturalnie jest Polska, burzą natomiast zaborcy, do których nie warto bić z armat, lecz zacząć od samego dna naprawiać statek, pracą oddolną, ergo pracą organiczną. Postulat taki formułuje już August Cieszkowski w dziele Ojcze Nasz, utożsamiając naród z organizmem składającym się z wielu tkanek, komórek, narządów, a celem powinno być uzdrowienie wszystkich części, co też leży w gesti i zadaniu warstw najwyższych. Pozytywiści warszawscy te idee postawią na piedestał, by drogą pracy organicznej na drodze legalnej w połączeniu z kultem pacy i nauki przepełnić myślenie kształtującego się pokolenia. Dowodem, iż udało się to dość szybko jest główne środowisko werbunkowe tej grupy, a mianowicie Szkoła Główna w Warszawie, gdzie przy wybuchu powstania styczniowego tylko garść studentów rzuciła się w wir walki. To Środowisko w następnych latach będą kształtować tacy ludzie jak Julian Ochorowicz czy Adam Wiślicki, twórca Przeglądu Tygodniowego (wychodzący w latach 1866-1904) organ propagujący idee pozytywistyczne. To na jego łamach czołowa postać tego nurtu Aleksander Świętochowski w roku 1871 publikuje manifest programowy warszawskich pozytywistów – artykuł My i wy. Swoje propozycje czerpie on wprost od Augusta Comte, który swoim dziełem Wykład filozofii pozytywnej dał początek temu prądowi umysłowemu. Kreślił w nim specyficzną wizję dziejów, w której po stadium teologicznym (gdzie w społeczeństwie militarnym przewodzą kapłani i rycerze), następnie po stadium matafizycznym (gdzie w społeczeństwie przejściowym rolę kapłanów przejmują filozofowie), nastaje stadium pozytywne (gdzie w społeczeństwie industrialnym dominują uczeni, intelektualiści, naukowcy oraz przedsiębiorcy, bankierzy fabrykanci w roli „rycerzy postępu”). Epoka pozytywna ma przynieść ludzkości pełny, stały rozwój cywilizacyjny a wraz z nim dobrobyt i pokoj. To wszystko w połączenie z pojmowaniem organicznym pojmowaniem społeczeństwa, darwinizmem społecznym, scjentyzmem i kultem postępu daje nam pewną ogólnie zarysowaną całość rzeczywistości jaką chciał Świętochowski zaadaptować na polski grunt. Wyrazem tego jest jego artykuł z 1873 roku Praca u podstaw. Życzy w nim sobie jeszcze, aby dla pełnego, zdrowego funkcjonowania organizmu jakim jest nasze społeczeństwo uzdrowione zostały jego pewne tkanki (chłopi, robotnicy) inne zaś w pełni włączone (chodzi o Żydów). Kult rozwoju i utylitarnej pracy był dla pozytywistów warszawskich niedoprzecenienia. Symbolicznie widać to na okładkach pism. W Przeglądzie Tygodniowym była to lokomotywa, natomiast w Prawdzie, piśmie założonym i kierowanym już przez Świętochowskiego, były to ekierka i cyrkiel. Tygodnik ten ukazujący się w latach 1881-1915 jest o tyle istotny dla tych rozważań, iż jego redakcja stała się miejscem zetknięcia głównego redaktora z Janem Ludwikiem Popławskim. „Zetknięcie” trwało od powrotu z zesłania do roku 1886. Być może współpraca potoczyłaby się dłużej, gdyby nie stanowisko guru warszawskich pozytywistów odnośnie kwesti niepodległości Polski. Zajął je w książce Ognisko, czyli księdze pamiątkowej ku czci Tomasza Teodora Jeża wydanej w 1882 roku, swoim artykułem Wskazania polityczne. Fakt, że popiera „zasadę odradzania się przez rozwój cywilizacyjny przy stanowczym rozbracie z tradycją porywów zbrojnych” dziwić nie może, gdyż stanowi ciągłość prezentowanych poglądów. Nie dziwi również stwierdzenie, że „nie uczą bowiem już teraźniejszych pokoleń ani mesjaniczne proroctwa, ani legendy o posłannictwie, ani przepowiednia o bliskości spełnienia zamiarów opatrzności i sądnym dniu narodów...” Szokujące tutaj jednak stało się podejście i wprost nazwanie kwesti podejścia do odzyskania niepdległości. Pomijana wcześnie materia, w rozumieniu wielu ze względu na praktyczne powody cenzury, tutaj została określona jako „świadome lub nieświadome łudzenie ogółu bajkami o zaklętej królewnie,która wkrótce ma się ze snu pozornej śmierci obudzić i złamać czarnoksięską moc swych prześladowców”. Jest to jawna deklaracja zaniechania dążęn i myśli o niepodległości nawet na czas dalece odległy. Tłumaczone jest to w sposób klarowny, do bólu wręcz bezpośredni. Tradycja spisków i walki odrzucona na rzecz pracy organicznej, nauki, kultu postępu ma dać promień słońca ówczesnym czasom, co cieszy autora tym bardziej, że przemianę w tym duchu zauważa. Jest to według Świętochowskiego powód do optymizmu, gdyż „szczęście bowiem ogółu, według nas, nie jest bezwzględnie zależne od jego siły i samodzielności politycznej, lecz od możności uczestniczenia w cywilizacji powszechnej i posuwania własnej.” Czyżby autor chciał zasugerować, iż brak własnej państowości wychodzi nam rozwoju ekonomicznym na dobre, ponieważ nie tracimy energi na działania polityczne. Artykuł ten sam w sobie przyczynił się do pewnego przełomu w obrazie rzeczywistości popowstaniowej, gdyż spory jakie wynikły po tej publikacji zaskutkowały stopniową utratą rządu dusz w środowisku intelektualnym. W tworzącą się lukę wykorzystując szansę wejdzie pokolenie niepokornych i Jan Ludwik Popławski ze swoimi postulatami.
„Trzecia droga”
Współpraca w redkacji Prawdy rozpoczęta w roku 1883 wyczerpała się 3 lata później. Popławski wraz z młodą inteligencją wybiera coraz bardziej stanowczo profil antysytemowy i stale powiększa swój radykalizm myśli. To w sposób oczywisty będzię się kłóciło z ideologią pracy organicznej, która dla jego krystalizujących się poglądów będzie zbyt ciasna i pojemna. Dopełniała to naturalnie kwestia już poruszona, a więc rezygnacja z aspiracji niepodległościowych kosztem rozwoju ekonomicznego. Wraz ze swoim towarzyszem Józefem Karolem Potockim, z którym założy Głos, zauważają, iż dotychczasowe środowisko zbyt daleko charakteryzuje się polityczną apatią i duchowym marazmem, w które wpędziła je świadomie kreowana rzeczywistosć popowstaniowa. Stąd ta „secesja” z roku 1886. Istotne jest, że przechodzi on odrazu do kontrataku, starając się na łamach nowego pisma rozprawić piórem z ideą pozytywizmu w wydaniu prezentowanym dotychczasowo przez „ekipę Prawdy”. Następuje to już w pierwszym numerze w 1887 roku. Podkreśla on tym samym kolejny raz swój radykalizm i bezpardonowość, dzięki czemu wpływ oraz recepcja jego myśli, postulatów może być postrzegana przełomowo, prekursorsko. Tekst Obniżenie ideałów jest antypozytywistycznym manifestem oraz negacją polityki pracy organicznej serwowaną przez obecną rzeczywistość. Przyjrzyjmy się zatem mu nieco bliżej. Wielce wymowne jest już pierwsze zdanie artykułu: Wszędzie apatia bezwładnością swoją krępuje polot myśli. Apatia oczywiście wykreowana przez warszawskich pozytywistów ( stańczyków krakowskich możemy mięc tylko we własnym domyśle i rozumieniu, gdyż tekst stanowi typową rozprawę ze środowiskiem lokalnym dla autora). Jest to oczywisty zarzut do Świętochowskiego, który niczym kat zaprowadził ideę niepodległej odrodzonej Polski na szafot i chciał aby polot myśli o Polsce wszechzaborowej rozpłynął się w przestrzeni „rozwoju cywilizacyjnego”. Użycie cudzysłowiu tłumaczy nam sam Jan Ludwik Popławski, który sugeruje, iż pod polityką postępu, rozwoju, pracy organicznej, kryje się zwykłe dorobkiewiczostwo, pogoń za zyskiem, zamknięcie się w celach ekonomicznych. Prostym wnioskiem jaki wyciąga z takiego zabiegu jest tytułowe obniżenie ideałów, które w owej sytuacji są takie małe, takie płaskie, takie ciasne, takie praktyczno-gospodarskie. Są one takie dlatego, że ludzie sterujący myślą i wyobrażeniami społeczeństwa zatracili uczucia i wielkie ideały i poza kąskiem chleba powszedniego niczego nie widzą i widzieć nie chcą. Sytuacja staje się groźna i niebezpieczna, ponieważ prowokuje to pewne konsekwencje nie tylko dla grupy tutaj wymienionej. Popławski używając pewnej metafory ubolewa, że młodsze pokolenie1, które budzi się do aktywności, polotu myśli, przełamania apati i marazmu, nie znajduje ideowego pokarmu w spiżarni wypełnionej produktami cnót gospodarskich. Chodzi tu naturlanie o tytułowe pokolenie niepokornych, któremu możemy przypisać trzy zasadnicze cechy. Będzie to ludzie urodzenie około czasu powstania styczniowe co sprawi, że nie będą bezpośrednio naznaczenie kompleksem, jarzmem narodowej klęski. Drugą cechą jest doświadczenie szkoły aputchinowskiej, której formuła ostro rusyfikacyjna i system donosicielski skłoni ich do buntu. Natomiast trzecim wyznacznkiem będzie pewien bunt wobec pokolenia ojców, które wyzbywa się patriotycznych tradycji co nie pozwala wynieść niepokornym pewnych ideałów z domu rodzinnego. Wobec takiego obrotu sprawy konieczne jest zerwanie z polityką pracy organicznej serwowanej przez ośrodki sprawujące rolę duchowych przewodników, czyli tym samym właścicielami i gospodarzami owej spiżarni. Dlatego też ten manifest antypozytywistyczny Popławskiego już w pierwszym numerze „Głosu” i jawna deklaracja, iż nie godzi się na uświęcenie tej bezwłądności, jako zasady naczelnej życia zbiorowego. Wobec tej bezwładności chce dokonać przełomu, zarówno budową nowej formacji intelektualnej skupionej wokół rodzącego się czasopisma Głos (badacze okresu zgodnie podkreślają, że wręcz niewiarygodnie zróżnicowane osobowo, a co za tym idzie programowo czasopismo, miało spory udział w ówczesnym przerwocie intelektualnym Warszawy przełomu lat 80 i 90 XIX wieku) oraz własną myślą polityczną, której poświęcona jest lwia częśc niniejszej pracy. W mroku, jaki rzuciła na Polskę wytworzona rzeczywistość popowstaniowa chce on krzesić skry zapału, aby oświecić sobie szlaki nieznane. Mrok ten zapanował przez „dorobkiewiczów pozytywistów” i „ochotniczą straż pożarną”. To drugie sformułowanie jest pogardliwym nazwaniem krakowskich konserwatystów, którzy niczym straż chcą ugasić w społeczeńswie ogień działań i postulatów niepodległościowych. Dlatego też wobec podjęcia próby tego „oswietlenia mroku” (która jak pokażą dalsze losy okazała się skuteczna) postrzegam jego myśl polityczną przełomowo.
Tytuł tego podrozdziału może być rozumiany dwojako. Z jednej strony propozycje Jana Ludwika Popławskiego są trzecią drogą wobec dwóch głównych po których poruszał się wówczas społeczeństwo polskie, na które „asfalt położyli” pozytywiści warszawscy i konserwatyści krakowscy. Jak rozprawił się z tymi pierwszymi ukazane zostało w powyższym akapicie, natomiast stosunek do tych drugich jest równie drastyczny. Najbardziej wymowna jest tu opinia Artura Bartelsa, którą przytacza Popławski zgadzając się z nią dobitnie. Mówi ona o „rasie galicyjskiej”, której przedstawiciel póki młody – to osioł, jak stary – to świnia. Jest także trzecią drogą wobec dychotomii ideowej jaką stanowił pozytywizm z romantyzmem. Ten terceryzm sygnalizuje nasz bohater również w omawianym wyżej artykule. Traktując o młodym pokoleniu wspomnianym już powyżej, pisze o rodzącym się uczuciu, ideałach, chęci czynu i oporu. Jednak automatycznie deklaruje w tej kwesti swoje stanowisko, iż nie jest to bynajmniej zwrot do tradycji romantyzmu (...) nie jest to więc reakcja w pospolitym znaczeniu tego wyrazu. Jako wyrośli w innej epoce ich myślenie oraz drogi działania są już odmienne, lecz istnieje tez pewna sfera uczuć i dążęń, które mogą być wspólne i bliższe są romantyzmowi niż obecnej epoce filisterskiej i pracy organicznej. Będzie to chęć wyswobodzenia polotu myśli z ciasnych ram jakie jej zostały narzucone, a tym samym wyzwolenie się z szufladkowania i skazywanie się na dychotomiczny podział ideowy. Popławski z jednej strony odżegnując się od obu prądów, z drugiej wynosząc pewne pierwiastki z obydwu, chce stworzyć nową jakość, trzecią drogę. Tak o tym posunięciu Popławskiego pisze prof. Roman Rybarski: „... reakcja przeciw pozytywizmowi, która przejawiała się w kierunku narodowym, była reakcją przeciw małości celów, przeciw lękowi, nie pozwalającemu wysuwać wielkich idei w polityce narodowej (...) Jednakże kierunek narodowy nie był nawrotem do romantyzmu. Ogarnął całą rzeczywistość polską, poddał ją trzeźwej ocenie. Nie upajał się pięknymi hasłami, wywieszanymi od święta lecz uczył obowiązku pracy codziennej. Poddał krytycznej ocenie naszą przeszłość, wady naszego charakteru narodowego. Postawił ideał , zdolnego do życia i walki w tych warunkach życiowych”. W kolejnym swoim słynnym artykule Wielkie i małe idee (Głos nr 17 z 1887 roku) pisze, że to życie i walka nie ma być wyzbyte pracy organicznej, którą określa pracą mrówczą, gospodarną, nie wypiera się jej jednak pod jednym zasadniczym warunkiem, o ile ją ogrzewa i oświeca płomienne słońce jakiejś wielkiej idei. Tą wielką ideą są naturalnie dążenia niepodległościowe. Sam artykuł jest tekstem polemicznym wobec artykułu Bolesława Prusa z Kuriera Warszawskiego, gdzie potępia on „entuzjastów”, czyli ludzi pokolenia niepokornych, którym owa wielka idea została objawiona i są jej szafarzami, a wręcz realizatorami. Realizują go według Prusa w daremny sposób bijąc głową w mur, zamist czego on zaleca skupienie się na pracy drobnej, codziennej, praktycznej. To będzie tytułową małą ideą. W odpowiedzi Popławski bierze ich w obronę, samemu się zresztą określając jako „nosiciela tej zaraźliwej choroby entuzjazmu”. Stawia tutaj banalny wręcz i logiczny argument, iż bez bicia głową w mur (odgradzający Polaków od wolnej Ojczyzny) tym bardziej on nie runie. Zatem guzy i rozbite głowy robią w nim wyłom, mały ale jednak. Więc idąc przykładem Niemców, którym długie dekady przyświecała wielka idea zjednoczenia, bijąc głową w mur doszli do proklamacji Rzeszy w Wersalu. Teraz możemy w pełni scharakteryzować terceryzm Popławskiego jako nowe oblicze pracy organicznej w połączeniu ze zredefiniowaną tradycją romantyczno-patriotyczną, którą oświeca światło wielkiej idei jaką jest dążenie do niepodległości. Pochodnie z tym ogniem Popławski zapragnie wnieść do polskiej jaskini, gdzie panuje mrok stańczykowsko-pozytywistyczny. Patrząc na wydarzenia lat następnych możemy uznać, że mu się to udaje, zaś pokolenie niepokornych zmieni oblicze intelektualne i świadomość polityczną polskiego społeczeństwa