Historia Swiata - inny portal historyczny!

Wydarzenia, eseje, recenzje ksiazek, wywiady.



Wybór i śmierć prezydenta Gabriela Narutowicza
  • 2010.06.20
  • typ: artykuł
  • Sebastian Drabik
zdjecie

Gabriel Narutowicz, pierwszy prezydent Rzeczpospolitej Polskiej jest bez wątpienia postacią tragiczną. Jego śmierć w zamachu naznaczyła pierwsze lata II Rzeczpospolitej. Jego osoba w tamtym okresie wywoływała ostre spory i polemiki. On sam jednak formalnie nie należał do żadnej partii i organizacji politycznej. Jednak jego działalność w rządach centrowych (Władysława Grabskiego, Wincentego Witosa, Antoniego Ponikowskiego, Artura Śliwińskiego i Juliana Nowaka), na które, może poza gabinetem Witosa, decydujący wpływ wywierał marszałek Józef Piłsudski, sprawiła że był kojarzony z tzw. obozem belwederskim skupionym wokół Naczelnika Państwa. Do zakończenia I wojny światowej nie odgrywał żadnej istotnej roli w polityce.

Przyszedł na świat 17 marca 1865 roku w Teszlach na Żmudzi. Był synem Jana właściciela niedużego majątku Brewiki i jego trzeciej żony Wiktorii ze Szczepkowskich. Miał brata Stanisława (jako polityk poparł potem niezależność Litwy, ale zasmucony tym, że nie doczekał pojednania Polaków i Litwinów popełnił samobójstwo w Kownie 31 grudnia 1932 roku). Jego dzieciństwo przypadło na trudne lata po powstaniu styczniowym, gdy szczególnie na terenie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego prowadzono brutalną akcję rusyfikacyjną pod przewodem Michaiła Murawjowa, zwanego ze względu na swe okrucieństwo „wieszatielem”. By uchronić swych synów przed wynarodowieniem Wiktoria Narutowiczowa posłała Gabriela i Stanisława do niemieckiego gimnazjum w Libawie (Kurlandia, obecnie Łotwa). W 1883 roku przyszły prezydent ukończył tę szkołę z dobrymi wynikami, następnie podjął w kolejnym roku studia na wydziale fizyko-matematycznym Uniwersytetu w Petersburgu. Jednak wskutek pogorszenia stanu zdrowia zgodnie z zaleceniami lekarzy, po uznaniu go przez rosyjską komisję poborową za całkowicie niezdolnego do służby wojskowej, wyjechał w 1886 roku do sanatorium w Davos na terenie Szwajcarii. W tym samym roku podjął studia na wydziale inżynierii Politechniki w Zurychu. Z czasem zbliżył się do emigracyjnych środowisk polskich związanych z doktryną socjalistyczną. Pewien wpływ na taki rozwój sytuacji miało niewątpliwie to, że jego brat Stanisław studiujący na wydziale prawa Uniwersytetu w Petersburgu należał do kółka rewolucyjnego założonego i kierowanego przez Tadeusza Rechniewskiego i Aleksandra Dębskiego (tego pierwszego ujęła rosyjska żandarmeria i potem skazano go na 16 lat katorgi na Syberii, natomiast ten drugi zdołał zbiec do Szwajcarii).

W Zurychu prócz samego Narutowicza do środowiska socjalistycznego należały takie osoby jak: Hanna Billewiczówna (późniejsza żona Stanisława Narutowicza), Feliks Daszyński, Zofia Poznańska, a w późniejszym okresie także wspomniany Dębski i Ignacy Daszyński. Po uzyskaniu dyplomu Narutowicz zamierzał wrócić na rodzimą Żmudź. Niestety plany te pokrzyżował wypadek jaki miał miejsce 6 marca 1889 roku. Mianowicie doszło wtedy do wybuchu ładunku wybuchowego, w którym zginął rosyjski rewolucjonista niejaki Dembo, natomiast ranny został Dębski. Konstruowali oni bombę, którą chcieli użyć w zamachu terrorystycznym, który uważali za dobrą metodę walki o socjalizm. Dębskiego zabrano do szpitala, a Narutowicz na jego prośbę zabrał z jego mieszkania mogące go kompromitować dokumenty. Na prośbę władz rosyjskiego konsulatu władze w Zurychu zarządziły rewizje i aresztowania. Zatrzymano na krótki czas także Narutowicza. Wkrótce odzyskał wolność ale o wjeździe na teren Cesarstwa Rosyjskiego bez obawy o aresztowanie nie mogło być mowy. Został więc konieczności w Szwajcarii tęskniąc za ukochaną Żmudzią.

Po ukończeniu Politechniki z wynikiem celującym w roku 1891 udał się do miasta Sankt Gallen, gdzie dostał posadę w Biurze Budowy Kolei Sankt Gallen-Zug. Następnie podjął zatrudnienie w Miejskim Biurze Wodociągów i Kanalizacji (także w Sankt Gallen), by po kilku latach w 1895 roku po uzyskaniu obywatelstwa Szwajcarii zająć się pracami nad regulacją Renu. Po kilku miesiącach udało mu się dostać do słynnego w całej Szwajcarii Biura Inżynieryjnego Kürsteinera z siedzibą w Sankt Gallen (zajmowało się ono projektowaniem dróg, kolei, kanalizacji, wodociągów, regulacją rzek itp.). Z czasem Narutowicz, którego projekty już w 1896 roku wywołały zainteresowanie w Paryżu został dzięki swym licznym dobrze przygotowanym planom współwłaścicielem wspomnianego Biura, które przyjęło nazwę Ingenieurbureau Kürsteiner & See. Stało się ono jednym z pionierów wykorzystania sieci wodnej do wytwarzania energii elektrycznej.

Gabriel Narutowicz kierował z jego ramienia wielkimi projektami. Należała do nich budowa elektrowni Kubel na rzece Urnäsch koło Sankt Gallen, która miała miejsce w latach 1898-1900. W latach 1905-08 nadzorował budowę elektrowni Andelsbuch w Bregenzenwald (w górnym biegu rzeki Bregenzer Aach). Zaopatrywała ona w prąd nie tylko tereny szwajcarskie, ale i przyległe ziemie austriackie i bawarskie. W okresie 1906-08 budował elektrownię wodną w Refrain na rzece Doubs (rzeka graniczna między Szwajcarią i Francją (dostarczała energii miastu przemysłowemu Montbéliard). Miał także swój udział przy powstaniu elektrowni koło Monthey w kantonie Wallis. Warto wspomnieć, że w sierpniu 1901 roku Narutowicz poślubił Ewę Krzyżanowską. Po uzyskaniu unieważnienia obywatelstwa rosyjskiego mógł na krótkie pobyty przyjeżdżać na Żmudź.

Pod koniec 1907 roku przeniósł się do Zurychu, gdzie na Politechnice, którą niegdyś ukończył objął katedrę budownictwa wodnego. Roztoczył on opiekę nad studiującymi tam Polakami, otworzył też własne Biuro Inżynieryjne. Najważniejsze projekty jakie realizowano pod jego kierownictwem w czasie gdy był profesorem to: elektrownia Montjovet na rzece Dora Baltea we Włoszech (1912-14), elektrownia Buitreras na rzece Rio Cuadiaro w Hiszpanii, oraz jego największe dzieło elektrownia Mühlenberg na rzece Aarze koło Berna (wzniesiona w latach 1916-20). W blatach 1913-19 był dziekanem Wydziału Inżynieryjnego Politechniki w Zurychu. O jego dużym autorytecie naukowym świadczy to, że 6 lutego 1914 roku został z ramienia Szwajcarii członkiem Międzynarodowej Komisji Regulacji Renu, a w roku następnym wybrano go jej przewodniczącym. Jeszcze przed pierwszą wojną światową był w Galicji, gdzie planował rozpoczęcie prac nad regulacją tamtejszych rzek, jednak nic z tych zamierzeń w tamtym okresie nie wyszło. Po wybuchu wojny (sierpień 1914) w Zurychu powstał Polski Komitet Samopomocy, na jego prezesa wybrano Gabriela Narutowicza. Początkowo wspomagał on Polaków, których wybuch wojny zaskoczył w Szwajcarii i nie mogli wrócić do domu. Należał także do Szwajcarskiego Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce założonego w Vevey przez Henryka Sienkiewicza. Starał się także wykorzystywać dla pomocy rodakom swe znajomości w świecie szwajcarskiej polityki, propagowaniu sprawy polskiej s Szwajcarii służyło założone przez niego stowarzyszenie „La Pologne et la guerre”. Narutowicz popierał ideę legionową Józefa Piłsudskiego, jego dom w Zurychu stał się ogniskiem propagowania sprawy niepodległości Polski (gościł min. Władysława Studnickiego, Wacława Sieroszewskiego i Michała Sokolnickiego). Z funduszów zebranych przez Polonię w USA, które do Szwajcarii przywiózł znany nam już A. Dębski, przy znacznym udziale Narutowicza założono biura prasowe w Bernie i Raperwsilu dla szerzenia idei Legionów. Jeśli chodzi o sprawy polityczne Narutowicz starał się początkowo nie angażować w bieżące spory. Zachowanie neutralnej pozycji okazało się jednak z czasem bardzo trudne do utrzymania. Polskie środowiska emigracyjne podzieliła sprawa tzw. Aktu 5 listopada 1916, w którym cesarze austriacki i niemiecki obiecywali bez szczegółów powstanie z ziem zaboru rosyjskiego Królestwa Polskiego, które będzie z nimi związane. Narutowicz z radością przyjął tę wiadomość, bo zmuszała ona państwa europejskie do wyraźnego stanowiska w sprawie polskiej. Jednak działacze polscy skupieni w Lozannie (Roman Dmowski, Erazm Piltz, Marian Seyda, Maurycy Zamoyski) wystosowali protest przeciwko temu co się stało i nazwali sam akt „rozbiorem Polski”. W reakcji na ich działania Narutowicz opublikował w styczniu 1917 roku w „Neue Züricher Zeitung” artykuł w którym wyraża rozczarowanie brakiem działań Ententy (Francja, W. Brytania i Rosja) wobec sprawy polskiej i opowiadał się za współpracą z państwami centralnymi (później jego wrogowie polityczni wykorzystają ten tekst przeciwko niemu). Jednak po ewolucji lutowej i bolszewickiej w Rosji zmienił on zdanie i poparł Francję i W. Brytanię.

Powrót do kraju

Po zakończeniu wojny i odzyskaniu przez Polskę niepodległości, Narutowicz chciał jak najszybciej wrócić do kraju. Jednak na początku 1919 roku jego żona ciężko zachorowała. W kwietniu tego roku z ciężkim sercem musiał odmówić objęcia katedry budownictwa wodnego na Politechnice Warszawskiej, którą mu proponowano. Poza tym uważał, że nie jest już w stanie podołać obowiązkom profesorskim i odchodzi ze środowiska uniwersyteckiego. Jednakże gdy otrzymał 7 czerwca tego samego roku od Ministra Robót Publicznych Józefa Pruchnika propozycję objęcia posady w tym resorcie postanawia wracać do kraju. Przybywa do Warszawy w połowie czerwca. Na początku sierpnia został we wspomnianym ministerstwie konsultantem projektów i wykonania robót (jesienią 1919 dogląda min. robót na rzece Sole w Porąbce). Wkrótce dotyka go bolesny cios – 20 lutego 1920 roku umiera w Zurychu jego ukochana żona Ewa. Po jej śmierci przenosi się na stałe do Warszawy w maju 1920 roku. Potem wyjechał na krótko do Hiszpanii, gdzie zastała go wiadomość, że w utworzonym 23 czerwca gabinecie Władysława Grabskiego otrzymał stanowisko Ministra Robót Publicznych (sprawował je do 6 czerwca 1922 roku). Pracując na tym stanowisku doprowadził do reorganizacji i usprawnienia pracy resortu i przyczynił się do powstania wielu inicjatyw ustawodawczych związanych z palącym zagadnieniem odbudowy kraju po zniszczeniach wojennych. Wiosną 1922 roku odegrał znaczną rolę na konferencji w Genui jako członek polskiej delegacji (pracował min. w komisji politycznej jako zastępca szefa polskiej delegacji ministra spraw zagranicznych Konstantego Skirmunta i transportowej). Jego dyplomatyczne sukcesy osiągnięte dzięki znajomości języków obcych i kontaktom z czasów szwajcarskich sprawiły, że po upadku gabinetu A. Ponikowskiego (7 czerwca 1922 rok) kiedy nowy rząd sformował A. Śliwiński i zaproponował Narutowiczowi tekę ministra spraw zagranicznych, zgodził się on bez wahania (28 czerwca).

Pozostał na tej funkcji także w kolejnym gabinecie kierowanym przez J. Nowaka (od 31 lipca). Jeśli chodzi o linię jaką przyjął w MSZ-ecie można wyróżnić kilka elementów. Opowiadał się mianowicie za współpracą ekonomiczną z Rosją sowiecką na gruncie traktatu ryskiego z 1921 roku, popierał także wzmocnienie sojuszu z Rumunią i dlatego podjął skuteczne zabiegi w celu przyśpieszenia wizyty Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego w Rumunii (odbyła się ona we wrześniu 1922 roku). Opowiadał się także za porozumieniem z Litwą, ale Wilno musiało bezwzględnie pozostać w granicach RP. W czasie kierowania polską dyplomacją uczestniczył w konferencji państw bałtyckich w Rewlu (październik 1922 rok). Tymczasem zbliżał się moment zasadniczych rozstrzygnięć politycznych w Polsce. W dniach 5 i 12 listopada odbyły się wybory do Sejmu i Senatu. Największy sukces odniosła prawica (Związek Ludowo Narodowy i Chrześcijańska Demokracja, występujące jako Chrześcijański Związek Jedności Narodowej) zdobywając blisko 30% głosów, na drugim miejscu znalazła się lewica (PPS i PSL „Wyzwolenie) – 25%, następnie centrum (PSL „Piast” Witosa i Narodowa Partia Robotnicza) – 23% oraz Blok Mniejszości Narodowych (min. Niemcy, Żydzi, Białorusini), który osiągnął bardzo dobry wynik – 21%. Z początku wydawało się, że nowy rząd stworzy koalicja centroprawicowa. Potwierdzały to wybory marszałków obu izb parlamentu. W Sejmie obrano przedstawiciela PSL „Piast” Macieja Rataja, a w Senacie reprezentującego CHZJN Wojciecha Trąmpczyńskiego.

Wybór na prezydenta

Najważniejszy był wybór nowego prezydenta. Początkowo sądzono, że jednym z głównych kandydatów będzie marszałek Piłsudski. Jednak 4 grudnia 1922 roku oświadczył on na posiedzeniu rządu, że nie będzie się ubiegał o tę zaszczytną funkcję. Zaczęły się teraz gorączkowe poszukiwania kandydatów. Prawica rozmawiała z „Piastem” by przekonać posłów z tej partii do poparcia jej reprezentanta. W tym kontekście padały nazwiska Trąmpczyńskiego, gen. Józefa Hallera, I. Paderewskiego, Kazimierza Morawskiego. Ale ostatecznie „Piastowcy” wystawili swojego kandydata Stanisława Wojciechowskiego, a prawica zdecydowała się na ambasadora polskiego w Paryżu hrabiego M. Zamoyskiego. Natomiast PSL „Wyzwolenie” postanowiło wystawić Gabriela Narutowicza. Zadecydował o tym odgrywający wtedy główną rolę w „Wyzwoleniu” Stanisław Thugutt.

Narutowicz, gdy dowiedział się o zamiarze tej partii początkowo był niechętny takiemu obrotowi spraw. Tym bardziej że sam Piłsudski odradzał mu kandydowanie, zapewniając, że osobiście popiera S. Wojciechowskiego. Zatem 8 grudnia gdy przybył do niego S. Thugutt prosić o zgodę, stanowczo odmówił radząc by lewica wystawiła wspólnego kandydata, najlepiej Wojciechowskiego. Thugutt wrócił z niczym do sejmu. Ale jego klubowi koledzy nie wyobrażali sobie poparcia osoby zgłoszonej przez „Piasta”. Jeszcze raz zatem udał się on do Narutowicza i zaczął go usilnie prosić. Ten w końcu się zgodził, ale pod warunkiem, że poprze go cała lewica i „Piast”. Rano 9 grudnia 1922 roku w dniu wyborów prezydenta RP lewica i „Piast” nie dogadały się. Wtedy Narutowicz powiedział wysłannikowi „Wyzwolenia” aby stanowczo nie zgłaszać jego osoby, a na sugestię co by zrobił gdyby zgłoszono jego osobę i wybrano odrzekł: „To trudno, ale dajcie mi spokój”. Uznano to za zgodę. Ostatecznie zgłoszono 5 kandydatur: Jean Baudouin de Courtenay (mniejszości narodowe), Ignacy Daszyński (PPS), Gabriel Narutowicz (PSL „Wyzwolenie”), Stanisław Wojciechowski (PSL „Piast”) i Maurycy Zamoyski (prawica). Odbyło się pięć tur głosowania. W każdej odpadał kandydat z najmniejszą ilością zdobytych głosów. Poniżej przedstawiam wyniki wszystkich tur zgodnie z protokołem posiedzenia Zgromadzenia Narodowego.

I tura – głosowało 545 osób, ważnych 541, większość niezbędna do wyboru 271

Wyniki:

Zamoyski – 222

Wojciechowski – 105

Baudoin de Courtenay – 103

Narutowicz – 62

Daszyński – 49

II tura głosowało 545 osób, ważnych 542, większość niezbędna do wyboru 272

Wyniki:

Zamoyski – 228

Wojciechowski – 152

Narutowicz – 151

Baudoin de Courtenay – 10

Daszyński – 1

III tura głosowało 544 osób, ważnych 541, większość niezbędna do wyboru 271

Wyniki:

Zamoyski – 228

Narutowicz – 158

Wojciechowski – 150

Baudoin de Courtenay  – 5

IV tura głosowało 545 osób, ważnych 541, większość niezbędna do wyboru 271

Wyniki:

Zamoyski – 224

Narutowicz – 171

Wojciechowski – 146

V tura głosowało 545 osób, ważnych 516, większość niezbędna do wyboru 259

Wyniki:

Narutowicz – 289

Zamoyski – 227

O Wyborze Narutowicza zdecydowało poparcie części posłów „Piasta”, a nie tylko lewicy i mniejszości narodowych. Natychmiast po zakończeniu głosowania Rataj stwierdził wybór Narutowicza na prezydenta RP i powiadomił o tym nowego elekta, który wybór przyjął i Naczelnika Państwa.

 

Objęcie władzy i śmierć

Wybór Gabriela Narutowicza wzbudził oburzenie przechodzące czasem w głęboką niechęć zwłaszcza po prawej stronie sceny politycznej. Dała temu wyraz prasa. W artykule „Ich prezydent” w „Rzeczpospolitej” (związanej z prawicą) numer 337 z 10 grudnia Stanisław Stroński pisał min. „Obce narodowości Żydzi, Niemcy, Ukraińcy, głosami swymi w liczbie 103, dołączonymi do mniejszości głosów polskich, w liczbie 186, narzuciły wczoraj większości polskiej w liczbie 256, mianowicie 227 za p. Maurycym Zamoyskim i 29 kartek białych, wybór pana Gabriela Narutowicza na prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej (…) wybór to zdumiewająco bezmyślny i jątrzący, wytwarza stan z którym większość polska musi walczyć”.

Z drugiej strony szeroko rozumiana lewica widziała decyzję z 9 grudnia jako kompromis dla dobra państwa, podkreślając biegłość elekta w dyplomacji i jego bezpartyjność. W numerze 338 z 10 grudnia socjalistyczny „Robotnik” pisał „Cieszyć się wypada, że na czele Rzeczpospolitej stanął uczciwy demokrata, człowiek zresztą bezpartyjny, polityk wysoce kulturalny i działacz nieskazitelny. Pan Narutowicz ma już doświadczenie w sprawach polityki zagranicznej, co bardzo mu ułatwi jego działanie na stanowisku Prezydenta Rzeczpospolitej, którego jedną z najważniejszych czynności jest reprezentowanie Państwa na zewnątrz”. Natomiast powiązany ze środowiskiem Józefa Piłsudskiego „Kuryer Poranny” w artykule „Pierwszy Prezydent Rzeczpospolitej” (numer 337 z 10 grudnia) podkreślał wyjątkową fachowość nowego elekta i jego poświęcenie w pracy dla państwa. Pisano tam min. „Pan Gabriel Narutowicz, znakomity, rozgłośnej sławy europejskiej profesor zurychskiej politechniki, poświęcił swoje stanowisko, aby na apel rządu obrony narodowej w czasie najścia bolszewickiego oddać się służbie Ojczyzny, jako minister robót publicznych i brać czynny udział w organizowaniu zwycięstwa(…) Wysunięcie tej kandydatury miało oczywiście charakter kompromisowy, bo daleko idąca skłonność do stawiania kandydatur, możliwych do przyjęcia dla wszystkich stronnictw, ożywiała przywódców lewicowych”. Naturalnie każde z ważnych ugrupowań sejmowych wydało własne oświadczenia w związku z wyborem prezydenta.

Najbardziej nieprzejednany był CHZJN, podkreślający kuriozalną sytuację, że elekcji dokonano wbrew największemu klubowi sejmowemu i dlatego stwierdził on, że odmówi wszelkiego poparcia „rządom powołanym przez Prezydenta, narzuconego przez obce narodowości Żydów, Niemców i Ukraińców”. PSL „Piast” tłumaczyło się przed opinią publiczną, że poparcie przez jego członków kandydatury Narutowicza nie wynikało z zakulisowego układu, ale z powodu przepadnięcia Wojciechowskiego głosami „Wyzwolenia” i tego, że partia chłopska nie może poprzeć arystokraty Zamoyskiego. Akceptowano jednak nowego prezydenta. PSL „Wyzwolenie” zapowiadało obronę legalnego prezydenta przeciw „atakom prawicy”, w podobnym duchu wypowiadała się PPS.

Zgodnie z konstytucją prezydent Gabriel Narutowicz 11 grudnia 1922 roku złożył przed Zgromadzeniem Narodowym przysięgę, którą zakończył zapisanymi w ustawie zasadniczej słowami „Tak mi dopomóż Bóg i święta Jego Męka Amen”. Z udziału w tej uroczystości demonstracyjnie zrezygnowała prawica. Na ulicach Warszawy doszło do rozruchów, Obrzucono kulami ze śniegu powóz prezydenta elekta udającego się na zaprzysiężenie z Belwederu do Sejmu. W bramie przy placu Trzech Krzyży uwięziono posła i senatora PPS (Ignacy Daszyński i Bolesław Limanowski), których uwolniła dopiero interwencja policji. W starciach zwolenników i przeciwników nowego prezydenta zginęła jedna osoba (młody robotnik). Pogrzeb tej ofiary stał się dla PPS pretekstem do manifestacji i grożenia strajkiem generalnym. W sejmie zarówno CHZJN, jak i lewica domagały się wyjaśnienia wypadków z 11 grudnia. Skutkiem tych interpelacji była natychmiastowa dymisja ministra spraw wewnętrznych Antoniego Kamińskiego. W tak trudnej atmosferze przyszło objąć Gabrielowi Narutowiczowi urzędowanie.

Formalne przekazanie władzy ustępującego przez Naczelnika Państwa miało miejsce w Belwederze 14 grudnia. Od tego dnia jak twierdził sam szef Kancelarii Cywilnej Prezydenta i późniejszy minister sprawiedliwości oraz marszałek Sejmu – Stanisław Car liczy się urzędowanie Narutowicza, a nie od chwili zaprzysiężenia (złożenie władzy przez Piłsudskiego było ostatnim elementem wejścia w życie konstytucji marcowej z 1921 roku). Tego samego dnia prezydent przyjął dymisję rządu J. Nowaka i polecił mu pełnienie obowiązków do czasu powstania nowego gabinetu. Rozpoczęły się konsultacje w sprawie sformowania nowego rządu. Narutowicz był gotowy do kompromisu ze swymi przeciwnikami (propozycja objęcia teki spraw zagranicznych przez jego rywala M. Zamoyskiego). Powierzył misję sformowania kolejnego rządu pozaparlamentarnego Ludwikowi Darowskiemu. Czekano na odpowiedź telegraficzną z Paryża hrabiego Zamoyskiego.

W dniu 16 grudnia 1922 roku, który miał okazać się ostatnim dniem życia i urzędowania Gabriela Narutowicza prezydent udał się około 11 do arcybiskupa warszawskiego kardynała Aleksandra Kakowskiego (gdzie spędził na miłej rozmowie pół godziny). Wcześniej opuszczając Belweder zdążył jeszcze podpisać akt ułaskawienia człowieka skazanego na śmierć. Z pałacu arcybiskupiego udał się do gmachu warszawskiej „Zachęty” (Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych), gdzie miał brać udział w otwarciu sezonu wystawienniczego. Przybył tam w towarzystwie S. Cara o 12.00. Po przywitaniu z premierem Nowakiem, ministrami, przedstawicielami korpusu dyplomatycznego i innymi gośćmi udał się na piętro. Prezydenta oprowadzał malarz Okoń. W pewnym momencie rozległy się trzy strzały. Prezydent Narutowicz padł zakrwawiony na podłogę i natychmiast zmarł. Ujęto szybko zamachowca, który strzelał. Był nim artysta Eligiusz Niewiadomski. Po krótkim procesie Niewiadomski, który przyznał się do zabójstwa pierwszego obywatela RP, został skazany na śmierć i rozstrzelany 31 stycznia 1923 roku. Prezydent Narutowicz został pochowany 19 grudnia 1922 roku w podziemiach katedry św. Jana w Warszawie. Dramatyczne chwile związane z zabójstwem Gabriela Narutowicza opisała min. poetka Kazimiera Iłłakowiczówna, która współpracowała z przyszłym prezydentem, gdy był szefem MSZ. Przytaczam poniżej jej wspomnienia z feralnego 16 grudnia.

„W dzień kiedy go zabito, byłam po raz pierwszy w życiu na wernisażu. Poszłam tam pod wrażeniem obrzydliwych wypadków z okazji przysięgi Prezydenta, stałam w westybulu z innymi osobami i z wielkim niepokojem oczekiwałam przybycia p. Narutowicza. Pamiętam, że mówiłam o tym jak łatwo może ktoś w tym tłumie znowu dopuścić się jakiej zniewagi. Po wejściu Prezydenta, tłum ruszył za nim schodami i do sali na prawo, ja zaś z malarzem Janem Henrykiem Rosenem, wówczas także urzędnikiem MSZ, weszliśmy do sali na wprost schodów, gdzie wisiał jego obraz.

Tam znowu rozmowa zeszła na osobę Prezydenta. Mówiliśmy, że tłoczyć się razem z socjetą na pierwsze miejsce nie ma sensu. Tak, powiedziałam ale wśród nas byłby bezpieczniejszy. Chciałabym stać tuż przy nim, żeby go w razie czego choć zasłonić. W tej chwili za nami padły trzy suche, ciche strzały. Twarz Rosena zrobiła się zupełnie szara: To nie tu, to coś na ulicy, powiedział bez cienia przekonania i oboje wpadliśmy na górną platformę schodów, którymi w pośpiechu zaczęły się tłoczyć płaczące i krzyczące panie… Roztrącał je pan Rajnold Przeździecki, który spieszył w dół wołając: Na miłość Boską, prędzej księdza. Panikę wstrzymywać się starał p. Stefan Przeździecki, który skinął na mnie, stojąc w drzwiach: Niech pani wejdzie. Jeszcze żyje, ale zdaje się że koniec. Księżna Franciszka Woroniecka, zapłakana, stała trochę bliżej grupy skupionej pośrodku sali i zaczęła wołać do mnie z płaczem: Siostro, prędzej, prędzej. Byłyśmy razem na froncie.

Prezydenta trzymało kilka osób w pozycji półleżącej na króciutkiej ławeczce pluszowej, gdzie jedna trzecia jego potężnego wzrostu nie mogła znaleźć miejsca. Połóżmy go na podłodze, powiedziałam. Uklękłam i oparto go o mnie klęczącą.

Za mną był jakiś postument ze świętą figurą. U stóp Prezydenta, którego postać zajęła wielki kawałek podłogi, siedział na krześle zabójca… Oficer, biały jak papier, trzymał mu łokcie skręcone w tył. Zabójca powiedział: Proszę mnie nie szarpać, nie będę uciekał. Miał twarz kamienną, nie patrzył na zabitego.

Wydawało mi się okropne, aby Prezydent, o ile jeszcze coś widział, musiał ciągle na niego patrzeć. Błagałam kogoś, aby go zabrali. Wyprowadzono go do Sali, gdzie wisi Grunwald.

Jakiś przygodny doktor był cały czas przy nas i zapewniał mnie, że Prezydent od razu nie żył i że można go zostawić, ale wydawało mi się to rzeczą nie do zrobienia, żeby tę głowę z moich kolan przełożyć na podłogę. Przyszedł ksiądz bardzo prędko i dał zabitemu, czy umierającemu, absolucję. Daleko później zjawił się doktor z pogotowia, któremu uwierzyłam, że Prezydent umarł.

Ogarnęła mnie wielka troska o wygląd twarzy Prezydenta. Zamknęłam mu oczy i związałam mocno twarz jego własnym białym szalikiem. Bolało mnie uczucie osamotnienia tego trupa, którego barki i głowa tak bardzo ciążyły na moich kolanach. Zdawało mi się, może niesłusznie, że większa była złość i zgroza, niż żal, większości widzów tej tragicznej śmierci niewinnego. Tylko Rosen klęczał przy mnie i płakał. Modliliśmy się oboje bardzo gorąco. Cudzoziemskie mowy i polska przeplatały się koło nas.

Po trzech kwadransach ścierpłam tak od ciężaru, że zaczęłam prosić, aby przyniesiono poduszkę. Jakiś woźny przyniósł swoją własną białą z mieszkania. Prosiłam też bardzo o krzyż i o jakąś płachtę do przykrycia trupa. Zacny Zdzisław Szczerbiński, też kolega z MSZ, wydostał i przyniósł piękny krzyż ze zbiorów Zachęty i sukno ze stołu. Przykryliśmy ciało, tak, że kiedy przyszli z noszami, trup nie był już tak niewymownie skrzywdzony i poniżony na tej podłodze.”

Tagi: Gabriel Narutowicz, zamach, Eligiusz Niewiadomski, II RP
Komentarze
  • 2011.08.19
  • RDAEzcmEv
free viagra 486 levitra pvkyci
  • 2011.08.19
  • ehSefqODyyyyE
  • 2011.08.20
  • DzsVPwwo
  • 2011.08.20
  • gLowrBiOdsMmZZTAdnI
  • 2011.08.22
  • OGKvMtdCyizS
  • 2011.08.22
  • cmWLbgsEm
  • 2011.08.23
  • laIcKCVxuqn
  • 2011.08.27
  • wleByJYIEYm
  • 2011.08.31
  • PQRhzWVwwFsty
  • 2011.09.04
  • jGVIXFItpc
Dodaj komentarz
Newsy
Konferencja "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920"
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ zaprasza na III Ogólnopolską Konferencję Naukową Historyków Nowożytników: "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920" Kraków 27-30 V 2010 r.
II Ogólnopolska Konferencja Naukowa Historii Starożytnej
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ ma przyjemność zaprosić na II Konferencję Naukową Historii Starożytnej. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji będą "Formy kultu w starożytności".


Historia
Zapraszamy do korzystania z naszego portalu! Nadsyłajcie informacje o organizowanych przez Was debatach, panelach dyskusyjnych i ciekawych wykładach.
Nadsyłajcie teksty!