W ostatnich czasach można zaobserwować wzmożone zainteresowanie historyków dziedziną dotąd traktowaną nieco po macoszemu, a mianowicie kwestią życia codziennego w dawnych wiekach. Oczywiście temat ten pojawiał się na kartach prac historycznych czy podręczników szkolnych, ale zawsze niejako na marginesie. Ostatnie dekady przyniosły nareszcie zmianę w tej materii. Zaczęły ukazywać się książki poświęcone sprawom bytowania zwykłego człowieka, temu jak mieszkał, ubierał się, jakie rozrywki miał do dyspozycji, jak wyglądało jego życie rodzinne, relacje między mężem i żoną, rodzicami i dziećmi. Ukoronowaniem tej tendencji w historii było ukazanie się kilka lat temu znakomitej, monumentalnej, kilkutomowej pracy historyków francuskich pt: ,,Historia życia prywatnego”. Książka ta opisywała jednak realia panujące w Europie Zachodniej, nie poświęcając wschodniej połaci naszego kontynentu zbyt wiele uwagi. Problem ten wydaje się powszechny w tamtejszej historiografii. Szczególnie daje się odczuć brak wiadomości na temat życia w dawnej Rosji przed okresem przełomowego panowania Piotra I Wielkiego (1689-1725). Artykuł niniejszy ma na celu próbę krótkiego opisu obyczajów panujących w Moskovii, jak ówcześni Europejczycy określali dzisiejszą Rosję, w latach 1520-1670, w kręgach bojarskich oraz na dworze carskim, a także, w miarę możności, wśród ludu.
Ówczesne świadectwa na temat rosyjskiego życia można bardzo ogólnie podzielić na cztery kategorie. Pierwsza to relacje cudzoziemców, którzy przyjechali do Moskwy w celach dyplomatycznych, jako specjalni wysłannicy i posłowie obcych państw. Do tej kategorii można zaliczyć relację niemieckiego podróżnika Sigismunda von Herbersteina z początku XVI wieku czy też opis jezuity Antonia Possevino, który został wysłany przez papieża Grzegorza XIII do cara Iwana IV Groźnego w celu zażegnania konfliktu polsko-rosyjskiego za panowania króla Stefana Batorego i wybadania intencji Iwana, enigmatycznie wspominającego o możliwości przyjęcia przez niego zwierzchności rzymskiej. Drugą grupę stanowią ludzie, którzy zostali ,,zatrudnieni” przez rosyjskich władców w charakterze uczonych, budowniczych, rzemieślników, wojskowych – nie czyniono tego jednak na większą skalę z powodu awersji do obcych, a i ci także nie kwapili się przybywać do Rosji, jakoże często utrudniano im powrót do ojczyzny. Spośród ich zapisków niezwykle interesujące są wspomnienia żołnierza Jakuba Margareta, opisujące państwo moskiewskie za panowania ostatniego przedstawiciela dynastii Rurykowiczów Fiodora I (1584-1598) i jego następcy Borysa Godunowa (1598-1605). Trzecia kategoria to ci, którzy znaleźli się w Rosji w wyniku działań zbrojnych – tutaj można umieścić słynne staropolskie pamiętniki szlachciców przebywających tam w okresie wielkiej smuty (1598-1613), np. Mikołaja Marchockiego czy Samuela Maskiewicza. I wreszcie grupa czwarta – dzieła samych Moskwian, podejmujących trud opisu własnego kraju. Na plan pierwszy wysuwa się tutaj dzieło Grigorija Kotoszychina, autora ,,O Rosji za panowania Aleksego Michajłowicza”, wydanej w 1666 roku w Szwecji, dokąd autor uciekł dwa lata wcześniej, z powodu, jak twierdził, swojej niezgody na złożenie donosu na temat swego zwierzchnika (o tym, że przedtem szpiegował na rzecz Szwecji i pobierał za to wynagrodzenie wolał nie wspominać). Rozgoryczony własną ojczyzną, przelał urazę na papier, kreśląc bardzo niekorzystny obraz Rosji i życia w niej w porównaniu z tym, co zaobserwował na Zachodzie. Paradoksalnie jednak ucieczka nie przyniosła mu szczęścia, gdyż w 1667, a więc w rok po wydaniu swojej książki, został ścięty w Sztokholmie za śmiertelne zranienie człowieka, u którego mieszkał (powodem kłótni była zazdrość gospodarza o żonę).
Ze wszystkich tych relacji wyłania się bogaty obraz życia codziennego i obyczajów moskiewskich. Autorzy obserwują miejscowe realia z zaciekawieniem, często zdziwieniem, a niekiedy z odrazą. Ówczesne państwo rosyjskie odbiegało poziomem rozwoju od państw zachodnich, wiele jego zwyczajów uważano za barbarzyńskie.
Car niczym Bóg
Cudzoziemcy odwiedzający Rosję nieodmiennie zwracali uwagę na wszechmoc władzy carskiej. Panujący władca był przez poddanych stawiany na piedestale, traktowany jak namiestnik Chrystusa na ziemi, otaczany niemal boską czcią. Żył w otoczeniu niebywałych bogactw, które zawsze wprawiały w podziw zagranicznych gości i w sposób niemal rażący odbijały się od ogólnego ubóstwa kraju. Przybysze zwracali także uwagę na jego odizolowanie od poddanych – przeciętny mieszkaniec Moskwy nie mógł marzyć nie tylko o stanięciu przed obliczem swego władcy (co nie odbiegało od standardów panujących w Europie Zachodniej), ale nawet o tym, że zobaczy go na własne oczy, władca bowiem, ze względu na aurę tajemnicy, jaka w Rosji zawsze towarzyszy rządzącym, bardzo rzadko ukazywał się ludowi – najczęściej z okazji wielkich świąt religijnych, ale zawsze trwało to bardzo krótko. Natomiast całkowitą niemożliwością było zobaczenie carowej. Życie prywatne władcy również starano się trzymać w sekrecie, w związku z czym jego żona niemal nigdy nie ukazywała się publicznie, a podróże do posiadłości podmoskiewskich, dokąd udawano się latem, odbywała w szczelnie zasłoniętym powozie. Podczas uroczystych nabożeństw w cerkwii stała w miejscu niedostępnym ludzkim oczom. Nie uczestniczyła nawet w uroczystościach koronacyjnych męża, a o koronowaniu jej samej nie mogło być nawet mowy (jedyną w omawianym okresie koronowaną carową była polska żona Dymitra Samozwańca Maryna Mniszchówna, co wywołało ogromny skandal i pobudziło niechęć do władcy; kolejna taka uroczystość odbyła się dopiero 118 lat później, w 1724 roku, kiedy to ukoronowana została Katarzyna, żona Piotra I Wielkiego). Całe dnie spędzała w przeznaczonej dla kobiet części pałacu, zwanej teremem, urządzonej z przepychem i wyposażonej we wszelkie wygody, w towarzystwie kobiet z rodziny carskiej. Zazwyczaj nie przyjmowała męskich gości, z wyjątkiem męża, członków własnej rodziny i duchownych, w tym także najwyższego stopnia – szeroko zasłynęła wizyta, jaką w 1589 roku patriarcha Konstantynopola Jeremiasz złożył carowej Irinie Godunowej, żonie Fiodora I, która oczarowała go swoją inteligencją i pobożnością. Innych mężczyzn nie dopuszczano w ogóle – kiedy jedno z polskich poselstw chciało osobiście wręczyć władczyni przeznaczone dla niej dary, strona rosyjska, nie chcąc sprzeciwić się tradycji i nie obrazić posłów, zapobiegła dyplomatycznej gafie, oświadczając, że carowa nie może przyjąć gości z powodu choroby. W zasadzie małżonka władcy żyła w kompletnej izolacji od świata. Odbiegało to całkowicie od wzorców zachodnioeuropejskich, gdzie królowe otoczone były własnym dworem i brały udział we wszelkich rozrywkach i uroczystościach reprezentacyjnych, a także, by użyć współczesnego wyrażenia, wyznaczały trendy w modzie, zwyczajach czy zainteresowaniach intelektualnych. Odmienny był także sposób zawierania małżeństw przez carów. W omawianym okresie władcy Rosji nie liczyli się na europejskim rynku matrymonialnym, żaden zagraniczny władca nie kwapił się z oddaniem im ręki swej córki. Carowie żenili się więc z własnymi poddankami, wybieranymi bardzo często w drodze swoistych ówczesnych konkursów piękności. Zwyczaj ten wprowadziła księżniczka bizantyjska Zoe Paleolog, od 1472 roku żona wielkiego księcia moskiewskiego Iwana III Srogiego, w celu wybrania żony dla ich syna Wasyla. Księżna sięgnęła do swoich ojczystych tradycji – w Bizancjum tak zwane ,,przeglądy młodych panien” organizowano zazwyczaj z inicjatywy cesarzowej-matki dla wybrania odpowiedniej żony dla dorastającego cesarskiego syna. Jak zaświadcza von Herberstein, Wasyl III wybrał sobie żonę spośród tysiąca pięciuset pięknych dziewcząt z rodzin bojarskich – została nią Sołomonia Saburowa, która jednak nie urodziła następcy tronu i po dwudziestu latach bezpłodnego małżeństwa została przez męża umieszczona w klasztorze (taki był los carowych, które znudziły się mężowi lub, jak Sołomonia, okazały się bezpłodne). Dopiero druga żona, Helena Glińska, poślubiona przez Wasyla z miłości, nie zawiodła jego oczekiwań i obdarzyła go synem Iwanem, przyszłym carem Iwanem IV Groźnym. On także wybierał swoje żony (według historyków miało ich być sześć albo siedem) w drodze wyboru spośród zgromadzonych piękności. Na przełomie 1546 i 1547 roku, przed swoim pierwszym ożenkiem, młody władca rozesłał po calym kraju posłańców do bojarskich rodzin z wezwaniem o następującej treści: Ten, kto otrzyma niniejszy dokument, a ma w domu niezamężną córkę winien natychmiast udać się z nią na przegląd do namiestnika w mieście. Pod żadnym pozorem nie wolno dziewcząt ukrywać. Kto zatai fakt posiadania córki i nie przywiezie jej do namiestnika, może spodziewać się mojego gniewu i srogiej kary. Dokument należy przed upływem godziny przeslać dalej. Przed oblicze władcy docierały tylko te panny, które zostały wyselekcjonowane przez wspomnianych w tekście namiestników, sprawdzających ich wiek, pochodzenie i stan zdrowia. Za pierwszym razem Iwan wybrał Anastazję Romanownę Zacharinę, z którą przeżył trzynaście szczęśliwych lat, a po jej śmierci w 1560 roku pogrążył się w głębokiej żałobie. Pozostałe żony nie miały już takiego szczęścia i często trafiały do klasztorów, gdy przestały cieszyć się względami małżonka. Jego następcy w zasadzie pozostawali wierni dawnemu obyczajowi wyboru towarzyszki życia, co miało tę dobrą stronę, że car mógł pozwolić sobie na małżeństwo z miłości, ale także powodowało niebywałe wzrosty wpływów tego rodu, z którego pochodziła carowa. Za panowania Aleksego Michajłowicza rodziny dwóch jego żon: Miłosławscy, krewni pierwszej żony Marii i Naryszkinowie-drugiej Natalii, toczyli ze sobą niemalże wojnę, starając się zneutralizować wpływy przeciwnika i zdobyć władzę dla siebie, co wywarło duży wpływ na los kraju już po śmierci Aleksego. Dopiero Piotr Wielki zakończył matrymonialną izolację Rosji, otwierając swoim potomkom drogę do związków małżeńskich z najlepszymi rodami królewskimi.
O ile carowie radzili sobie z kwestią małżeńską, o tyle sytuacja ich sióstr i córek była nie do pozazdroszczenia. Jak pisze Kotoszychin: Siostry i córki carów mieszkają w specjalnych komnatach pędząc życie pustelnic, widują niewielu ludzi, a i niewielu ma możność je oglądać. Czas upływa im na modłach, postach i wylewaniu łez, nie dla nich szczęście w małżeństwie. Nawet synowie z najlepszych rodzin jako poddani cara nie są godni poślubienia carskich córek, tych zaś nie można wydać za cudzoziemskich książąt z powodu różnicy wiary, a także dlatego, że carówny nie są zaznajamiane z zagranicznymi zwyczajami oraz językami i nie godzi się, aby je znały. Często carówny, próbując nadać sens swemu życiu, wybierały życie w klasztorze lub bywały przymuszane do podjęcia takiej decyzji. Ich egzystencja była więc nie do pozazdroszczenia, mimo luksusu i przepychu, który otaczał je w teremie.
Carskie uczty
To właśnie przepych carskiego dworu najbardziej uderzał przybywających na niego cudzoziemców. Wprawdzie ze względu na wspomniane już odosobnienie kobiet nie można było liczyć na dworskie bale, brak ten rekompensowały jednak wspaniałe carskie uczty, podczas których na pierwsze danie serwowano pieczone łabędzie, uchodzące za wielki przysmak. Zagraniczne delegacje przyjmowano z całym dworskim ceremoniałem. Gości wprowadzano do komnaty, gdzie czekał car w otoczeniu bojarów, przybranych w swoje najstrojniejsze, kapiące od złota i klejnotów szaty. Obowiązywała zasada olśnienia cudzoziemców za wszelką cenę, nie wahano się więc przed drobnymi oszustwami. Nie każdego bojara stać było na tak kosztowny strój, dlatego też na Kremlu działała swego rodzaju wypożyczalnia reprezentacyjnych szat. Ci niezbyt zamożni brali stamtąd strój, w którym mieli wzbudzić podziw przybyszów, a po zakończeniu audiencji oddawali go. Cel uświęcał środki, obcy posłowie byli oczarowani. Adam Olearius, który na polecenie księcia Holstein-Gottorpa podróżował do Rosji w latach 1636, 1643 i 1654 tak opisywał swoje wrażenia z pobytu na dworze: Komnata, gdzie car przyjmował posłów, była kwadratowym, kamiennym pomieszczeniem, którego posadzkę oraz ściany wyłożono pięknymi tkaninami, sufit zaś ozdobiono złotem i malowidłami przedstawiającymi sceny z Biblii. Tron carski znajdował się na podeście przy ścianie i wiodły doń trzy stopnie. Jego wartość szacowano na około 25 tysięcy talarów; przez trzy lata sporządzal go rzemieślnicy rosyjscy oraz niemieccy. Udzielając audiencji posłom monarcha siedział na rzeczonym tronie w szacie ozdobionej wszelkiego rodzaju klejnotami, w tym dorodnymi perłami, na głowie miał czarną sobolową czapkę, a na niej koronę wysadzaną diamentami, w dłoni zaś trzymał złote berło, które zważywszy na jego ciężar przekładał niekiedy do drugiej ręki. Po obu stronach tronu stali młodzi, silni kniaziowie, ubrani w szaty z białego adamaszku, w czapkach uszytych z futra rysia i białych wysokich butach, na piersiach mieli przewieszone na krzyż złote łańcuchy. Każdy z nich trzymał oparty o ramię topór, tak jakby szykował się do zadania ciosu. Wzdłuż ścian po lewej stronie oraz naprzeciw cara siedzieli najznaczniejsi bojarzy, kniaziowie i doradcy, razem ponad pięćdziesiąt osób, wszyscy w wysokich, czarnych lisich czapach, które wedle tutejszego obyczaju się nosi. Pięć kroków od tronu, po prawej stronie stał kanclerz. Tuż obok tronu także na prawo, na ażurowej srebrnej piramidzie, wysokiej na około dwa łokcie umieszczono złote jabłko carskie wielkości kuli armatniej. Dalej znajdowała się złota misa, naczynie z wodą oraz ręcznik, aby Jego Wysokość mógł po przywitaniu się z posłami obmyć dłonie. Zwyczaj mycia rąk po kontakcie z przybyszami, wynikający z niechęci do cudzoziemców, nie wywoływał w nich zachwytu. Possevinno otwarcie określił to jako barbarzyństwo, a zdenerwowany król Zygmunt Stary stwierdził, że odtąd będzie w poselstwie wysyłał trębaczy, bo ci mają gęby krostawe. Przybysze musieli skrupulatnie przestrzegać etykiety, do której należało bezbłędne wymienienie wszystkich carskich tytułów. Na tym tle często dochodziło do utarczek z posłami polskimi, którym nieodmiennie zdarzały się pomyłki. Przez długi czas strona polska w ogóle nie uznawała tytułu cara (zrobił to dopiero Władysław IV, czemu trudno się dziwić, zważywszy, że kandydował do carskiej korony), posługując się mianem wielkiego księcia, ale nawet po tej pojednawczej decyzji zdarzały się pomyłki, które strona rosyjska uznawała za obraźliwe dla siebie. Jan Chryzostom Pasek, towarzyszący posłom moskiewskim wv ich podróży do Polski w 1662 roku wspominał: Byłemci tedy na owym bankiecie, na który znowu zapraszano z oracyją. Zaraz mi przyniesiono tytuły carskie, żeby się ich nauczyć i wiedzieć, jako mówić pijąc za zdrowie tak wielkiego monarchy; bo, Panie zachowaj, omylić się albo którykolwiek tytuł przestąpić, wielki to kontempt imienia carskiego i zaraz wszelka owa ochota za nic.
Obcy to wróg
Podróżnicy odwiedzający Rosję musieli liczyć się z licznymi utrudnieniami, z których głównym była niechęć i pogarda dla obcych, połączona z własną butą, chełpliwością i przekonaniem o własnej wyjątkowości jako przedstawicielami jedynego prawdziwie chrześcijańskiego narodu na świecie. Cudzoziemscy posłowie po przybyciu do Rosji byli pilnie strzeżeni, zakwaterowani w dworach z wysokim płotem, z których nie mogli wychodzić ani nikogo w nich przyjmować, stąd prawdopodobieństwo ich zetknięcia z miejscową ludnością malało praktycznie do zera. Obcy zamieszkujący Moskwę, sprowadzani na polecenie carów jako niezbędni im specjaliści otrzymywali wprawdzie korzystne przywileje, ale traktowano ich wciąż jako ludzi podejrzanych, nieochrzczonych heretyków, których obecność kalała świętą ziemię ruską, nie pozwalano im więc mieszkać pomiędzy miejscową ludnością, lecz w wyznaczonych dla nich miejscach. Wszelkie obce zwyczaje uznawano za nieczyste i grzeszne, należało się ich wystrzegać i pod żadnym pozorem nie naśladować. Chęć nauki języków obcych poczytywano niemal za zdradę ojczyzny i prawosławia, więc spragnieni wiedzy musieli podejmować środki ostrożności, aby pozostało to w tajemnicy. Samuel Maskiewicz wspominał, jak brat jego znajomego bojara Gołowina, chcąc uczyć się łaciny i niemieckiego, musiał swoim nauczycielom, Polakowi i Niemcowi, dostarczyć moskiewskie stroje, aby nikt nie domyślił się, że odwiedzają go cudzoziemcy. Taka miłość do wiedzy stanowiła jednak rzadkość. Ówczesnych Rosjan charakteryzowała totalna niechęć do nauki. Jakub Margaret pisze: Tutejsi ludzie nienawidzą nauki, w szczególności języka łacińskiego, nie znają szkół, uniwersytetów, jedynie duchowni z rzadka uczą młodzież czytać i pisać. Kotoszychin pisał zjadliwie, że na posiedzeniach Dumy Bojarskiej niektórzy bojarzy nigdy nie zabierają głosu, ponieważ car mianuje ludzi, którzy odznaczają się wielkim wzrostem, a nie rozumem i często nie umieją pisać ani czytać, w związku z czym tylko wypinają brody i boją się ust otworzyć. Prowadzone przez duchownych szkoły uczyły jedynie czytania i pisania, głównie na liturgicznych tekstach cerkiewnych (kobietom odmawiano nawet tego). Niezrozumiałe zjawiska przyrodnicze tłumaczono korzystając z Biblii, apokryfów i baśni, zresztą tradycja nie pozwalała badać przyczyn, wszelkie pytania kwitując stwierdzeniem, że tak było zawsze. Wyjazd na naukę za granicę nie wchodził w grę. Kotoszychin stwierdza: Na naukę do innych krajów dzieci swoich nie posyłano, bojąc się, aby poznawszy tamtejszą wiarę i obyczaje, zapomniałyby o własnej wierze i nie pomyślałyby nawet o powrocie do domów rodzinnych. Obawy takie nie były bynajmniej bezpodstawne; spośród grupy osiemnastu młodzieńców wysłanych przez Borysa Godunowa na Zachód powróciło tylko dwóch.
Rosyjska religijność
Według świadectw cudzoziemskich tamtejszych ludzi cechował fanatyzm religijny i skrupulatna, zabobonna obrzędowość, połączona z dumą z bycia jedynym prawdziwie chrześcijańskim narodem na ziemi. Ustanowienie w 1589 roku patriarchatu w Moskwie przyjęto z satysfakcją, gdyż od czasu unii florenckiej z 1439 roku na Rusi postrzegano Konstantynopol jako zdrajcę, który poddał się zgubnym wpływom Zachodu. Tylko Ruś była prawowierna, o czym miała świadczyć przekonanie o tym, że święty Andrzej Apostoł osobiście przybył na jej tereny, aby nauczać. Duma z czystości wiary nie pozwalała jednak dostrzec, że poziom moralny ówczesnego społeczeństwa był niski, a wiedza religijna pozostawiała wiele do życzenia. Duchowni nie mieli żadnego wykształcenia, gdyż aby zostać popem wystarczyło złożyć odpowiednią opłatę, znać obrzędy i potrafić czytać psałterz, zdarzali się więc nawet biskupi, którzy nie znali liczby Apostołów, o znajomości dogmatów nie wspominając, gdyż, jak tłumaczyli, nie godziło się pospolitować tajemnic wiary. Lud nie potrafił wyrecytować najważniejszych modlitw, np. ,,Ojcze nasz”, za to niesłychanie rozwinięta była sfera obrzędowości, na której należało dokładnie wypełniać, ściśle przestrzegano także długich postów. Do sprawy grzechów podchodzono z beztroską: wystarczyło tylko żałować, a grzech zostawał odpuszczony, przy czym np. cudzołóstwa i lichwy nie uważano za grzech. Człowiek, który pobożnie żegnał się przed ikonami i całował je, nosił na szyi krzyżyk, dawał pieniądze klasztorom, a w chwili śmierci trzymał w ręku kartkę z modlitwą, określaną złośliwie przez Polaków jako list polecający kuma, szczerego Rusina, do świętego Piotra, mógł być pewien zbawienia.
Moskiewskie kobiety
Cudzoziemców zadziwiała sytuacja moskiewskich kobiet. Spędzały one życie w zamknięciu, w specjalnej, przeznaczonej dla nich części najpierw rodzinnego, a potem mężowskiego domu. Małżeństwa były aranżowane przez ojców młodej pary, przy czym surowo przestrzegano zwyczaju, zgodnie z którym narzeczeni po raz pierwszy widzieli się dopiero w dniu ślubu. Od tej chwili kobieta pozostawała pod władzą męża, który był panem jej życia i śmierci, przysługiwało mu prawo kierowania postępowaniem żony i karania jej, gdyby nie postępowała tak, jak należy. Społecznie akceptowaną formą kary było bicie, uważano wręcz, że bez knuta nie ma prawdziwej miłości małżeńskiej (żony wasze zmuszacie knutem, aby was kochały, stwierdza pewien goszczący w Rosji Anglik w powieści Aleksego Tołstoja ,,Piotr Pierwszy”), choć zaznaczano, że nie należy żonie wyrządzić niodwracalnej krzywdy fizycznej. Mąż miał obowiązek zapewnić jej wygody, dbać o jej stroje i biżuterię, rosyjskie kobiety przepadały bowiem za ozdobami. Publiczne ukazywanie się kobiet nie było mile widziane, chyba że udawały się do cerkwi. Kiedy do domu przybywali goście, żona gospodarza nie ukazywała się (Pasek pisze: Dno mi piękną stancyją u Moskala dostatniego. Gospodarz sam tylko sporządza, uwija się, gospodyniej nie obaczysz. Mieszkałem tam cztery dni, póko posłowie nie nadjechali, a gospodyniej nie widziałem, bo tam oni żony tak chowają, że jej słońce nie dojdzie; wielką niewolę cierpią żony i ustawiczne więzienie), mężczyzna przedstawiał żonę jedynie najbliższym przyjaciołom.
Spośród cech charakteru narodowego cudzoziemców uderzało społeczne przyzwolenie na kłamstwa i oszustwa, chełpliwość i powszechna nieufność. Z tropu zbijała tzw. odpowiedź moskiewska, która zaskakująco udzielała odpowiedzi na pytanie – pewien polski szlachcic, przebywający w Moskwie w orszaku Dymitra Samozwańca zapytał swojego znajomego, okaleczonego bojara, gdzie stracił oko, na co usłyszał: Przy nosie. Jednocześnie Rosjanie, sami kłamiąc i nie dotrzymując obietnic, wymagali od cudzoziemców uczciwości i bardzo się oburzali, gdy któryś z nich nie sprostał tym wymogom.
,,Moskwa białoramienna”
Spośród ówczesnych miast uwagę obcych przybyszów przyciągała Moskwa, stanowiąca miasto olbrzymie, ale niezbyt ludne, składające się z kilku dzielnic, przetykane licznymi sadami i pustymi placami. Uchodziła za miasto stosunkowo bezpieczne (może dlatego, że po zapadnięciu ciemności nie wolno było w nim spacerować bez ważnego powodu i bez światła; każdy, kto nie sprostał tym wymaganiom, był uważany za przestępcę), ale istniały w niej zakamarki, w które lepiej było się nie zapuszczać – szczególnie złą sławą cieszyła się ulica Nieglinna, biegnąca paradoksalnie obok samych murów Kremla. Nie znano zabudowy typu rzędu domów przy ulicy, wielkie bojarskie dwory były ogrodzone i zajmowały sporo miejsca. Domy mieszkalne budowano wyłącznie z drewna okrągłego, nieociosanego, a szpary zatykano mchem. Izby zazwyczaj były czarne, bez obić, z niskimi drzwiami i małymi oknami, a centralne miejsce zajmował piec. W takich mieszkaniach panowało przyjemne ciepło w zimie i nieznośna duchota latem. W mieście znajdowało się mnóstwo łaźni, zarówno publicznych, jak i prywatnych, z których ku zgorszeniu cudzoziemców korzystali jednocześnie przedstawiciele obu płci. Nie znano bruku, ulice moszczono sianem.
Moda, kuchnia i rozrywki ,,a la Moscou”
Ubiór moskiewski cechował się obszernością i nie mógł w żadnym razie uwydatniać kształtów ciała. Mężczyźni nosili długie do kolan koszule przewiązane sznurem (absolutnie konieczny element garderoby!), bojarzy zakładali obszerne, długie do ziemi kaftany i wysokie czapki. Każdy mężczyzna musiał obowiązkowo nosić brodę, bez której, jak wierzono, w raj nie wpuszczą. Kobiety zakładały tzw. sarafany, czyli długie suknie o prostym kroju i na ramiączkach, pod które wkładały koszule lub w spódnicę i wykładaną na nią koszulę, do tego obowiązkowo nakrycie głowy. Rosjanki lubowały się w biżuterii (długie nawet do ramion kolczyki, naszyjniki i pierścionki) oraz w makijażu, do którego wykorzystywały produkty naturalne, takie jak mąka czy buraki. Jak pisze Samuel Maskiewicz: Bielidła białe głowy zażywają w pospolitości i nie wynidzie do ludzi nie ubieliwszy się, za grzech śmiertelny mając i wstyd haniebny. Obie płcie z upodobaniem nosiły futra, z których najwięcej ceniono sobolowe, a najmniej wilcze.
Ówczesna kuchnia zazwyczaj budziła uznanie przybyszów. W dużej ilości spożywano ryby (bieługi, łososie, jesiotry) i kawior, z mięs ceniono mięso łabędzia, kaczki, gęsi, kury, żurawia, łosia, zająca, barana, dzika. Uwielbiano wszelkiego rodzaju ciasta, kołacze, pierogi, pasztety, bliny, słodycze i powidła. Z przypraw stosowano obficie cebulę i czosnek. Cudzoziemców uderzało jednak niechlujstwo jedzenia; zazwyczaj nie używano noży i widelców, potrawy nabierano ze wspólnej misy garściami, a ogryzione kości rzucano pod stół lub z powrotem do misy. Spośród napojów wyróżniało się piwo, miody, kwas chlebowy i oczywiście wódka.
Rozrywki nie były zbyt wyszukane. Wielką popularnością cieszyły się bójki na pięści i walka z niedźwiedziem oraz oglądanie błaznów i kuglarzy. Taniec nie miał dobrej opinii: Na tańce nasze tak mówią-chodzić po izbie, szukać, czego nie zgubił, szalonym się czynić to rzecz nieuczciwa . Ze względu na nieobecność kobiet w życiu publicznym rozrywki często przybierały grubiański charakter, a wielką popularnością cieszyły się uczty z udziałem prostytutek, w czasie których pito na umór i śpiewano nieprzyzwoite piosenki, a nawet oglądano pokazy ówczesnego striptizu. Ze szlachetnych form spędzania wolnego czasu wyróżniało się upodobanie do gry w szachy.
Opisanie całego bogactwa życia rosyjskiego w latach 1520-1670 w krótkim artykule jest oczywiście rzeczą niemożliwą, jeśli jednak tekst ten choć odrobinę je przybliżył, to można uznać, że udało mu się osiągnąć zamierzony cel.