Historia Swiata - inny portal historyczny!

Wydarzenia, eseje, recenzje ksiazek, wywiady.



Polacy w dobie stalinizmu
  • 2010.05.02
  • typ: artykuł
  • Artur Goszczyński
zdjecie


Stalinizm można scharakteryzować jako system opierający się na upaństwowieniu gospodarki, przejęciu za pomocą przemocy kontroli nad życiem społecznym oraz zmonopolizowaniu władzy w rękach jednej partii. Rozciągnięcie systemu władzy stalinowskiej na ziemiach polskich było skutkiem ostatecznych rozstrzygnięć II Wojny Światowej. Wkroczenie na ziemie polskie Armii Czerwonej dało polskim komunistom możliwość zdobycia władzy, na co bez poparcia wojsk ZSRR mieliby niewielkie szanse. Propaganda komunistyczna kierowała swe hasła głównie do dwóch grób społecznych: chłopów i robotników. W pierwszej części poniższego artykuły chciałbym przedstawić sytuację odbiorców owej propagandy w czasach stalinizmu, druga część jest natomiast poświęcona kultowi Stalina – sztucznemu tworowi, który został zaszczepiony polskiemu społeczeństwu w pierwszych latach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Bazę dla powstania artykułu stanowiły prace: Dariusza Jarosza „Polacy a stalinizm 1948-1956”, Roberta Kupieckiego „Natchnienie milionów: kult Józefa Stalina w Polsce 1944-1956”, oraz materiały dostępne na stronach internetowych.


Chłopi


Jednym z podstawowych z podstawowych celów partii komunistycznych była kolektywizacja rolnictwa. Starano się wywierać nacisk na chłopów aby przystępowali do spółdzielni rolnych. Jednym ze sposobów była sprawa dostaw obowiązkowych. Po usankcjonowaniu odpowiednimi ustawami chłopów zobowiązano do odstępowania państwu niektórych towarów. Początkowo ustawa dotyczyła zboża i ziemniaków, następnie objęto nią także dostawy mleka i zwierząt rzeźnych. Taka polityka nie pozwalała na specjalizację gospodarstw rolnych przez co chłopi nie mogli się skoncentrować na konkretnej uprawie bądź hodowli. Aby spełnić obowiązek dostaw musieli prowadzić gospodarkę pod kątem towarów, które mieli oddać państwu. Dostawy obowiązkowe były do tego stopnia niewygodne dla chłopów, że często uważali je za bardziej uciążliwe od kontyngentu z okresu okupacji, porównywano je niekiedy do renty feudalnej. Wobec chłopów nie wywiązujących się z dostaw stosowano sankcje prawne, zakładając przeciwko nim postępowania sądowe, nakładając kary grzywny, bądź wywieszano w miejscach publicznych ich personalia. W latach 1952 – 1955 za uchylanie się od dostaw obowiązkowych ukarano ponad 500 tys. osób. W latach 1949-1955 przeprowadzono w lokalnych strukturach państwowych i samorządowych czystkę w oparciu między innymi o stosunek do dostaw obowiązkowych. Osoba nie wyrażająca entuzjazmu wobec tej idei była usuwana ze stanowiska i częstokroć podlegała represjom. Czystka ta dotknęła ponad 30 tys. osób.


Po spełnieniu obowiązku dostaw chłopi aby zarobić na uprawie bądź hodowli starali się zbywać produkowane przez siebie towary na wolnym rynku, w wielu jednak przypadkach mieszkańcy wsi byli zmuszeni do „obchodzenia” prawa. Zaspokojenie zapotrzebowania na mięso utrudnione było obłożeniem uboju koniecznością posiadania odpowiedniego pozwolenia. Przepis ten omijano przekupując sołtysa, aby wydał pozwolenie na ubój na potrzeby własne, po czym dochodzono do porozumienia z sąsiadem, któremu odsprzedawano „ćwiartkę” świni, przy czym miał on się odwdzięczyć tym samym po uboju własnego zwierzęcia. Część towarów starano się sprzedawać miejscowym spekulantom sprzedającym wiejskie towary do miast, gdzie notorycznie brakowało żywności. Żyjący na wsi w czasach stalinowskich wykształcili o perfekcji sposoby na nie do końca legalne zdobycie pieniędzy bądź niezbędnych towarów. Przykładowo, skupowano zboże na terenie gminy, mielono je w okolicznym młynie, po czym z ogromnym zyskiem sprzedawano mąkę w najbliższym mieście. Często wymieniano towar za towar. Górnik pobierający z kopalnianego składu węgiel opałowy wymieniał go z rolnikiem w zamian za np. produkty zbożowe. Proceder nielegalnego zbytu wiejskich towarów był na tyle rozwinięty, że w poszukiwaniu nielegalnych towarów przeszukiwano zmierzające do miasta chłopskie furmanki.


Chłopi w ogromnej większości obawiali się kolektywizacji. Nie wiedzieli jak będzie wyglądać ich życie po przystąpieniu do spółdzielni. Zarzucali także niegospodarność majątkom państwowym. Wobec widma rychłej kolektywizacji chłopi stracili motywację do uprawy ziemi, zaprzestano modernizacji gospodarstw, zaniedbywano prace polowe, co wynikało z przekonania, że zarówno plony jak i narzędzia zostaną przejęte przez spółdzielnie. Opór wzbudzał także fakt odbierania ojcowizny, nawet pomimo propozycji przejęcia w ramach rekompensaty lepszych gruntów, chłopi nie chcieli odstąpić swojej ziemi spółdzielniom. Z tego względu częściej kolektywizowali się chłopi na Ziemiach Odzyskanych, którzy nie czuli się jeszcze przywiązani do ziemi. Niechęć chłopów wywoływały także maszyny rolnicze powszechnie używane w spółdzielniach rolnych, głównie traktory. Traktor burzył wcześniejsze przekonania chłopów co do uprawy ziemi. Uważano, że po uprawie z wykorzystaniem tej maszyny nic nie urośnie, a nawet jeśli to Państwowy Ośrodek Maszynowy przejmie wszystkie plony tytułem zapłaty za pracę traktora. Zdarzało się, że dla zatrzymania pracy traktora chłopi kładli się pod koła maszyny. Nasilało się zjawisko alkoholizmu – chłop wolał przepić swój majątek niż oddać go w obce ręce.

Opór chłopów przeciwko kolektywizacji przybierał różne formy. Występowano przeciwko spółdzielniom na różnego rodzaju zebraniach mających zachęcać do przystępowania do nich. Odmawiano przyjęcia i podpisywania zobowiązań dotyczących dostaw obowiązkowych tłumacząc to niezadowoleniem z przydzielonych im gruntów oraz obawą, że ich popisy zostaną uznane za zgodę na przystąpienie do spółdzielni. Chłopi z czasem nabrali obawy przed przyjezdnymi z miasta, nawet jeśli nie poruszali oni sprawy upaństwowienia. Jeden z ówczesnych urzędników partyjnych zanotował w swoim pamiętniku sytuację w której pewna kobieta na widok „miejskich agitatorów” uklęknęła przed wyciętym z gazety zdjęciem Stalina, po czym zaczęła głośno mówić: „Kochany Stalinie! Ty dałeś nam ziemię, a te skurwysyny chcą nam ją odebrać”. Z największą wrogością występowano przeciwko organizatorom spółdzielni, ale także i członkowie kolektywów narażeni byli na wrogość ze strony współmieszkańców.


Władza prócz kolektywizacji rolnictwa dążyła także do rewolucji kulturalnej na wsi, która miała wydobyć chłopów z wielowiekowego zacofania. Powstawało w tym czasie dużo instytucji kulturalnych – świetlic, które pomagać miały w krzewieniu socjalizmu. Świetlice były jednak często wykorzystywane do innych celów przez co nie zadowalały swym działaniem oświatowym. Starano się zwalczać powszechny na ówczesnej wsi analfabetyzm, chłopi jednak tradycyjnie niechętni dla wszelkich nowości pojawiających się w ich życiu także na kursy pisania i czytania uczęszczali niechętnie. Zdarzały się przypadki, doprowadzania chłopów siłą na owe zajęcia. Czytać i pisać ostatecznie nauczyło się nieco ponad milion mieszkańców. Dla propagowania wśród chłopów czytelnictwa zmuszano ich do zakupu książek pod groźbą nie sprzedania im innych towarów takich jak np. węgiel. Chłopi czytali najczęściej lektury, powieści Ignacego Józefa Kraszewskiego, bądź literaturę radziecką (częściej niż współczesną polską), a także prasę. Wpłynąć na chłopów starano się także za pośrednictwem filmu, budując wiejskie kina. Mieszkańcy wsi nie rozumieli jednak języka filmowego opartego na wrażeniach wzrokowych. Kino przyciągało głównie młodzież, wśród której największą popularnością cieszyły się bajki. Z wynalazków techniki najchętniej korzystano na wsi z radioodbiorników, które zaczęły się tam w ówczesnym czasie upowszechniać. Chętnie słuchano audycji radiowych, często wyśmiewając te z nich, które niosły ładunek ideologiczny bądź prezentowały dorobek gospodarczy kraju, który poddawano w wątpliwość. Trudno się dziwić takiemu podejściu skoro ówczesne audycje radiowe skierowane do rolników przekazywały im rewelacje w myśl których krowa w Związku Radzieckim daje 15000 litrów mleka rocznie, podczas gdy w Polsce tylko 6000 l.


Na VII plenum KC PZPR zmniejszono dotacje dla spółdzielni rolnych i zezwolono na rozwiązanie kolektywów „bez przyszłości” co w krótkim czasie spowodowało rozpad większości ze spółdzielni. Podczas tego plenum zrewidowano także oficjalne stanowisko w sprawie najbardziej prześladowanej grupy chłopów, właścicieli średniozamożnych gospodarstw – kułaków . Jako kułaków uznano jedynie właścicieli, którzy korzystają z pracy cudzych rąk. Z dniem 1 stycznia 1972 r. zniesiono dostawy obowiązkowe oraz zezwolono chłopom na powiększenie areału swoich gospodarstw do 15 ha.


Robotnicy


Propaganda komunistyczna przedstawiała robotników jako najbardziej uświadomioną grupę społeczną, stanowiącą awangardę przemian socjalistycznych. Większość robotników zatrudniano w przemyśle państwowym
.
Robotników mobilizowano do jak najwydajniejszej pracy. Służyły temu kary jak np. nagana bądź potrącenie z pensji za nieusprawiedliwione opuszczenie dnia pracy lub nie wypełnienie norm. Do pracy mobilizowano także poprzez współzawodnictwo, które zainicjowano w przemyśle włókienniczym, już w 1945 r. Od 1947 r. współzawodnictwo w zakładach pracy było rozwinięte na szeroką skalę. W VII 1947 r. rębacz kopalni „Jadwiga” w Zabrzu Wincenty Pstrowski rzucił hasło „kto wyrąbie więcej niż ja?” co rozpoczęło ruch współzawodnictwa w górnictwie. Głównym organizatorem współzawodnictwa w zakładach pracy od 1948 r. była Centralna Rada Związków Zawodowych. W zakładach rywalizowano o tytuł najlepszego w zawodzie i najlepszej brygady. Starano się stworzyć z przodowników pracy elitę robotniczą na wzór radzieckich stachanowców.

Efekty współzawodnictwa pracy nie były do końca satysfakcjonujące dla decydentów politycznych tego ruchu. Ponadto odbiegało ono od ustalonego wzorca. Kierownictwo zakładów wypłacało sobie jako premie fundusze przeznaczone na współzawodnictwo. Zwlekano natomiast z wypłacaniem premii zakładowym przodownikom. Ruch wywoływał niezadowolenie robotników. Coraz lepsze osiągnięcia przodowników pracy wpływały na podnoszenie norm w zakładach. To z kolei zmuszało robotników do pracy powyżej 8 godzin dziennie. Sprzeciwiający się pracy w nadgodzinach często byli szykanowani, zdarzano się, że zabierano robotnikom przepustki przez co zmuszano ich do pozostania w miejscu pracy.

Ciężkie warunki pracy odbijały się widocznie na zdrowiu robotników, ok. 94 % chorób zawodowych spowodowane było zatruciami przemysłowymi i temu podobnymi schorzeniami nabytymi podczas pracy. Robotnicy często zapadali na anemię oraz gruźlicę. Zdarzały się także przypadki chorób psychicznych wywołanych najczęściej działaniem dwusiarczku węgla. Ponadto złe warunki pracy oraz częsty brak kwalifikacji pracowników często powodowały wypadki.


Robotnicy, którzy przenieśli się do pracy w zakładzie np. ze wsi bądź z innego miasta mieszkali w hotelach robotniczych, częstokroć oddalonych kilka kilometrów od miejsca pracy. Warunki w nich panujące pozostawiały wiele do życzenia. Hotele nie posiadały ogrzewania oraz ubikacji, do tego w pokojach mieszkała zbyt duża liczba osób. Były one pełne brudu, za który odpowiedzialność ponoszą w ogromnej większości sami robotnicy, którzy np. kładli się do łóżek w przemoczonych ubraniach i brudnych butach. Słomę w siennikach wymieniano zazwyczaj raz do roku przez co pokoje były zarobaczone. W mieszkaniach panowała wilgoć, przez co ściany pokrywał grzyb. Sprzęty mające służyć całej społeczności dewastowano (wybijanie szyb) bądź przywłaszczano je sobie (wykręcanie żarówek).


Robotnicza pensja często nie wystarczała na zaspokojenie podstawowych potrzeb, ledwo wystarczało na żywność. Starano się więc pomagać robotnikom za pomocą kas zapomogowo-pożyczkowych organizowanych przez związki zawodowe, których podstawę finansową stanowiło wpisowe w wysokości 0,25% miesięcznego uposażenia brutto, dotacja państwa oraz składki stanowiąco 0,5% - 1% miesięcznej pensji brutto. Pomimo licznych nadużyć kasy w latach 1949-1951 udzielił pożyczek na wysokość ponad 525 mln. zł. i zapomóg na ponad 150 mln. zł.

Kult Stalina

Za początek kultu Józefa Stalina w ZSRR uznaje się dzień jego 50 urodzin – 18 grudnia 1929, aczkolwiek już wcześniej jego osoba wywoływała entuzjazm mas. Pomimo silnego zakorzenienia kultu Stalina w ZSRR i światowym ruchu komunistycznym miał on początkowo znaczenie jedynie lokalne, do tego wielka czystka oraz pakt Ribbentrop – Mołotow poważnie osłabiły wiarę mas w swego wodza. Nagłe rozprzestrzenianie kultu Stalina nastąpiło wraz z radziecką ekspansją terytorialną po 21 czerwca 1941 r.

Polacy zupełnie inaczej postrzegali towarzysza Stalina niż obywatele państw zachodnich, dla których „Wujek Joe” był przede wszystkim sojusznikiem w walce z nazistami. Społeczeństwo polskie po 123 latach zaborów podchodziło niechętnie do wszystkiego co rosyjskie, w szczególności do idei ze wschodu przed którymi broniono Rzeczpospolitej w latach 1919-1920. Lenin i Stalin jawili się mieszkańcom Rzeczpospolitej jako symbole wszelkiego zła. Stosunek Polaków do wodza Związku Radzieckiego najdobitniej przedstawił marszałek Józef Piłsudski, który w rozmowie z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Anthonym Edenem nazwał Stalina „bandytą”.

Pierwsze próby zaszczepienie kultu radzieckiego przywódcy na ziemiach polskich pojawiły się wraz z przekroczeniem Bugu przez Armię Czerwoną. Powszechnie wznoszono wiwaty na cześć Stalina, wywieszano jego portrety w miejscach publicznych. Starano się przekonać społeczeństwo o gorącej przyjaźni jaką Stalin miał żywic do narodu polskiego. Dowodem tego miały być starania radzieckiego przywódcy o ustanowienie zachodniej granicy Polski na Odrze jakie podejmował na konferencji w Poczdamie, pomoc zbożowa dla Polski w wysokości 200 000 ton ziarna, oraz pomoc dla wojska polskiego w postaci dostaw broni za które nie żądał zapłaty. Budowa kultu przywódcy na wzór Związku Radzieckiego w pierwszych latach PRL nie była możliwa ze względu na powody kamuflażowe, brak poparcia społecznego dla komu

nistycznej władzy oraz konieczność skupienia się na walce z opozycją i budowie rządów. Upowszechnianie kultu Stalina w Polsce nastąpiło po referendum 1946 r., a oficjalnie nań przyzwolono podczas kongresu zjednoczeniowego ruchu robotniczego w 1948 r. kiedy Bolesław Bierut w przemówieniu otwierającym pozdrawiał Stalina, po czym wiwatowano jego imię. Portret generalissimusa był najbardziej eksponowaną rzeczą w lokalach partyjnych, w szczególności w gabinetach I i II sekretarza oraz salach konferencyjnych.


Rozwijający się kult radzieckiego wodza z czasem ogarniał także umysły zwykłych ludzi. Nie był to co prawda twór przystosowany do polskich realiów, aczkolwiek zapełniał pewną lukę powstałą po śmierci Józefa Piłsudskiego i Władysława Sikorskiego. Pomocy Stalina doszukiwano się w wielu aspektach codziennego życia począwszy od przekonania o przedterminowym wykonaniu planu dzięki przeczytaniu jego artykułów, a zakończywszy na przypisywaniu mu zwiększenia liczby litrów mleka dawanych przez krowę. Myśl Stalina była łatwo dostępna dla przeciętnego człowieka ze względu na fakt, iż książki jego autorstwa były dużo tańsze od innych.

Jak bardzo zmienił się stosunek Polaków do radzieckiego wodza można zaobserwować na podstawie podejścia społeczeństwa do obchodów 70 rocznicy jego urodzin. Najbardziej gorliwie do ich obchodów urodzin podchodzili rzecz jasna przedstawiciele aparatu partyjnego. Powołano specjalnie na tą okazję komitet urodzinowy pod przewodnictwem Bolesława Bieruta. Rocznicę postanowiono uczcić przez wmurowanie u wylotu Ogrodu Saskiego w Warszawie kamienia węgielnego pod pomnik przyjaźni polsko-radzieckiej, a także wysłanie do Moskwy specjalnej delegacji oraz pociągu z darami (12 wagonów) od społeczeństwa polskiego na tamtejsze obchody 70-lecia przywódcy. Oprócz oficjalnych życzeń powinszowania Stalinowi składali także zwykli ludzie śląc do Moskwy z tej okazji masy różnego rodzaju listów, kartek i pocztówek, których liczbę Jerzy Bogusz (autor raportu w tej sprawie dla Biura Politycznego) szacował na 563 340. Ogólny entuzjazm związany z obchodami rocznicy stymulował robotników do przekraczania norm. Powstało także wiele okolicznościowych wierszy o Stalinie, które zawarto w specjalnie wydanym na tą okazję tomiku poezji.

Stalin stał się z czasem wszechobecny w życiu Polaków. Zdarzało się nawet, że podczas śpiewania kolędy „Dzisiaj w Betlejem” zastępowano słowa zwrotki „…i Józef stary i Józef stary” na „… i Józef Stalin i Józef Stalin”. Wizerunki radzieckiego przywódcy stały się także przedmiotem pewnej mody. Bywało, że niektóre osoby posiadanie „zwykłego” portretu Stalina uważały za banalne, należało natomiast posiadać jego stylizowaną fotografię z fajką. Do powszechnego zwyczaju weszło także wznoszenie toastów za zdrowie Stalina.

Jak bardzo społeczeństwo przywiązało się do tej postaci zaobserwować było można 5 Marca 1953 – w dniu śmierci generalissimusa. Komitet Centralny polecił żałobną dekorację miast, osiedli, wsi, zakładów itp. Flagi narodowe zostały opuszczone do połowy masztu oraz ustawiano w widocznych miejscach portrety Stalina. Żałobną dekorację wieńczyło hasło „Nieśmiertelne imię Stalina zawsze będzie żyć w sercach narodu polskiego i całej postępowej ludzkości”. Nakazano organizację zgromadzeń żałobnych w zakładach pracy na których imię radzieckiego wodza czczono powstaniem z miejsc i minutą ciszy. Podczas zgromadzeń wystosowywano depeszę kondolencyjną do ambasady ZSRR po czym kończono zebranie odśpiewaniem Międzynarodówki. Podczas zebrań panował nastrój smutku, wiele osób nie mogło powstrzymać łez.

7 marca 1953 r. decyzją Rady Państwa i Rady Ministrów PRL postanowiono przemianować nazwę miasta Katowice na Stalinogród, natomiast nazwę województwa katowickiego zmienić na stalinogrodzkie, ponadto budowanemu w Warszawie Pałacowi Kultury i Nauki zdecydowano się nadać imię Józefa Stalina. Decyzja o przemianowaniu nazwy Katowic miała być oddolną inicjatywą wysuniętą przez tamtejsze władze, faktycznie jednak zapadła ona w Warszawie, a jej autorem był Bolesław Bierut. Wynikało to z potrzeby chwili, wszak pierwotnie Stalinogrodem miała zostać Częstochowa, odstąpiono jednak od tego pomysłu po uświadomieniu sobie faktu, że pielgrzymki po zmianie nazwy Częstochowy odbywały by się do Matki Boskiej stalinogrodzkiej.

Przedstawione wyżej postawy nie obejmują oczywiście całego społeczeństwa. Zdarzały się oczywiście osoby podchodzące krytycznie do kultu towarzysza Stalina. Jako przykład takiej postawy warto wspomnieć o redakcji Tygodnika Powszechnego, która nie przyczyniała się do propagowania kultu radzieckiego wodza. Po śmierci Stalina redakcja odmówiła opublikowania panegiryku, który ukazywał się wówczas na pierwszej stronie każdej z gazet wydawanych w PRL. Ten akt protestu spowodował likwidację Tygodnika Powszechnego. Inną formą okazywania sprzeciwu przejawiały się choćby poprzez tworzenie napisów na murach krytykujących Stalina, komunizm i ZSRR. Krążyło także wiele dowcipów na temat Stalina z których jeden chciałbym przytoczyć na zakończenie tego artykułu: „Stalina po śmierci nie wpuszczono do nieba, Św. Piotr wysłał go do piekła. Tam przyjęto go jako długo oczekiwanego gościa honorowego. Tydzień później stanął diabeł przed wrotami do nieba i poprosił św. Piotra jako uciekinier polityczny o azyl.


Tagi: polacy, stalinizm, Dżugaszwili, Stalin
Komentarze
  • 2010.08.06
  • Pracujesz w IPN?
Pierwsze powojenne dni, to były dni Rzeczypospolitej Polskiej, bowiem do roku 1952 właśnie taką nazwę nosiło państwo polskie. Nazwa PRL nie była niczym nowym, po odzyskaniu niepodległości w 1918, oficjalna nazwa państwa budziła potężne spory i kontrowersje, poza nazwą przyjętą były jeszcze propozycje Republika Polska i Ludowa Rzeczpospolita Polska (tę nazwę popierało PPS, stronnictwa, chłopskie wielu ludzi Piłsudskiego, w tym Rydz Śmigły, to oczywiście zaraz po I-szej wojnie). Teza, że kolektywizacja była głównym celem władz po zakończeniu II-ej wojny światowej, nadaje się do podręcznika dla forumowych agitatorów z PiS-owskiej młodzieżówki. Tymczasem władza wzięła się za rozwiązywanie dwóch znacznie ważniejszych spraw. Po pierwsze odbudowa kraju, który przed wojną biedny i zacofany, został jeszcze zniszczony w czasie wojny na bezprecedensową skalę. Zostały dwa większe ośrodki miejskie Łódź i Kraków uratowany przed zniszczeniem dzięki brawurowemu atakowi armii marszałka Koniewa. Drugą sprawą życia i śmierci było zagospodarowanie ziem zachodnich, można powiedzieć, że pół Polski trzeba było przeprowadzić na nowe ziemie, także zdewastowane w trakcie działań wojennych. W gruzach leżały Gdańsk, Wrocław, Poznań, Kołobrzeg, Opole. Ruszyła odbudowa Warszawy. Dodam jeszcze jedno. Przedwojenna Polska nie osiągnęła do wybuchu wojny poziomu PKB z roku 1913 (z trzech zaborów), tymczasem PRL osiągnął poziom z 1939 roku już w 1951, a cztery lata później przekroczył PKB z roku 1913. O ile odbudowy wymagały zrujnowane miasta, to o odbudowie przemysłu trudno mówić, odbudować można coś co było i zostało zniszczone, a uprzemysłowienie II RP było jednym z najniższych jeśli nie najniższym w Europie, właściwie jedynie Górny Śląsk odzyskany z resztą bez poważniejszych zniszczeń napędzał całą machinę. Przeprowadzono reformę rolną, która uchwalona w roku 1921, została w II RP wykonana w (7%), znacjonalizowano przemysł, ten należący do krajów sprzymierzonych np. USA, Francji, Anglii został spłacony, Niemiecki przejęty bez odszkodowań, piszesz nieprawdę, że kult Stalina zaczął się po referendum w 1946 roku. Dawno większej bzdury nie czytałem, obejrzyj sobie kroniki z tamtych lat, zobaczysz Bieruta służacego do mszy, przedwojenny ceremoniał wojskowy, wersję socjalizmu, która więcej miała wspólnego z NEP niż ze stalinizmem. Masz rację co do tego, że Polska wieś miała wielowiekowe zapóźnienia, dokładnie tak było, poza obszarem zaboru pruskiego polska wieś była biedna, ciemna, głodna i zdemoralizowana. Paradoksalnie II RP zwłaszcza po zamachu majowym nie tylko nie dążyła do rozwoju wsi, ale nakładała na wieś jeszcze większe obciążenia, doprowadzając do głodu i masowej emigracji, nawet kiepsko opłacany robotnik żyjący w miejskiej biedzie, w porównaniu do kilkumorgowego chłopa mógł się uważać za szczęściarza. Jeśli piszesz o oporze na wsi, to opór przeciwko komunistom owszem istniał, ale był niczym wobec przedwojennych strajków chłopskich, starć z Policją i zabitymi liczonymi w setkach. Przedwojenna wieś była przeludniona, nie było po co iść do miast bo nie było w nich pracy. Życie w skrajnych warunkach sanitarnych, analfabetyzm, brak jakichkolwiek perspektyw, szalejące epidemie tyfusu i gruźlicy zabiły więcej ludzi niż bezpieka przez całą komunę to był obraz wsi w II RP. Uczepiłeś się tej kolektywizacji, tylko pominąłeś reformę rolną, która wbrew obecnej propagandzie nie była wcale darmową parcelacją ziemi, chłopi w dość dogodnych ratach (lub w płodach rolnych) spłacali otrzymaną ziemię, również byłych obszarników władze Polski Ludowej potraktowały w sposób, którego ziemianie rosyjscy, czy francuscy mogliby im pozazdrościć gdyby przeżyli tamtejsze reformy rolne. Właściciel ziemski podlegający wywłaszczeniu, otrzymywał ziemię i dom (często inny dworek min. 50 km. od przedwojennego miejsca zamieszkania, czas przez który zarządzał swoimi dobrami (choć mało który robił to osobiście) uznano do stażu pracy i od momentu wywłaszczenia wypłacano dożywotnio równowartość pensji urzędniczej. Dzięki temu przedwojenna "elita" nie musiała kalać się uczciwą pracą, mogła siedzieć w domach słuchać faszystów w Radiu Madryt i kląć na komunę. Był to prawdziwy gest, który dowodził, że komuniści wcale nie byli aż takimi potworami jak dzisiaj propaganda ich przedstawia. Nie wolno zapomnieć, że źródła pochodzenia majątku przedwojennego ziemiaństwa był bardziej haniebne niż wczesnokapitalistyczny wyzysk robotnika na którym dorabiali się ówcześni fabrykanci. Do roku 1863 polscy chłopi byli nie tyle wyzyskiwani co stanowili żywy inwentarz w majątkach panów. Panowie mieli szczęście, że reforma nastąpiła w warunkach rządów narzuconych z zewnątrz oderwanych od miejscowych krzywd i emocji. Gdyby reformę rolną robił Jakub Szela, to dla rodowych darmozjadów skończyłaby się ona tak jak dla ich rosyjskich, francuskich, a dawniej ukraińskich pobratymców. Kult stalina zaczął się w roku 1948, wtedy też rozkręcać się zaczęła zimna wojna. Nikt nas nie pytał o to po której stronie chcemy być. Z resztą byliśmy w tej sprawie podzieleni, podobnie z resztą jak przez cały okres PRL. Nie pytano z resztą nikogo, ani żadnego kraju o zdanie, Grecja i Grecy chcieli być w naszym obozie, ale gdy spróbowali zmienić obóz to dostali rządy brutalnych skurwysynów w mundurach. Nie wiem skąd wziąłeś te informacje o tym kulcie religijnym wobec Stalina, przytocz jakieś źródło, bo wg mnie jest to kolejna bzdura z podręcznika młodzieżowca PiS, albo propagandzisty GW. Wracając do wsi, po reformie rolnej powstały PGR-y, Można się zastanawiać dlaczego chłopi pochodzący z kresów wschodnich po przyjeździe na ziemie zachodnie nie chcieli brać gospodarstw i zostać rolnikami indywidualnymi, a zamiast tego woleli nędzne etaty w PGR. Na pewno nie było to spowodowane strachem, przed Niemcami, bo akurat ci chłopi z Niemcami mieli niewiele doczynienia. Powód był zupełnie inny, ten sam z którego większość murzynów w USA po zniesieniu niewolnictwa nie została farmerami, a wolała nedzę i głód w mieście. Polska wieś paradoksalnie odżyła za okupacji hitlerowskiej kiedy skoczyły ceny żywności i mimo tego, że na kontyngent trzeba było oddać sporą część zbiorów, resztę sprzedawano z przebiciem na czarnym rynku, można było również pędzić bimber.
  • 2010.08.06
  • PRL to najlepszy okres w historii dla polskiej wsi
Po wojnie obowiązywały kontyngenty, czyli obowiązkowe dostawy w zależności o wielkości gospodarstwa. Mimo zbieżności nazw oznaczało to zupełnie co innego niż kontyngenty nakładane przez Niemców na gminy. Obowiązkowe dostawy polegały na tym, że w zależności od wielkości gospodarstwa pewną część produktów rolnych (znaczną) trzeba było dostarczyć do państwowego punktu skupu, oczywiście za dostarczone produkty dostawało się pieniądze, ale wg państwowych stawek, znacznie niższych od cen jakie można było uzyskać za te same produkty na wolnym rynku. Chłopi psioczyli na te dostawy, ale żaden przy zdrowych zmysłach nie powiedziałby, że przed wojną było mu lepiej. Przede wszystkim nawet te mocno zaniżone ceny skupu, zapewniały lepszą rentowność produkcji niż jak najbardziej wolny rynek przed II-gą wojną światową. Oprócz tego zniesiono przedwojenny podatek rolny, który wprowadzony przez rządy pomajowe doprowadzał chłopów do desperacji. Tamten podatek pobierano wyłącznie w gotówce, o którą było na wsi bardzo trudno wobec całkowitego braku pracy poza rolnictwem, niskiej rentowności produkcji rolnej i małego areału upraw. W II RP polityka rządów pomajowych zachwiała regułami rynkowymi w odniesieniu do rolnictwa, o ile przemysł na spadek popytu reagował zmniejszaniem produkcji, redukcją zatrudnienia i kartelizacją, to chłopi aby zapłacić podatek rolny (o stałej wysokości niezależnie od dochodu), musieli produkować i sprzedawać ile tylko dało się wycisnąć z niewielkiego gospodarstwa, chociaż ceny uzyskiwane na rynku były grubo poniżej opłacalności produkcji. Komuniści rozdali chłopom ziemię, zlikwidowali podatek rolny, wprowadzili obowiązkowe dostawy. Polski chłop zawsze był niezadowolony i w zasadzie słusznie, bowiem przez stulecia polskiej historii został przez elitę swojego narodu strącony z roli trzeciego stanu do roli niewolnika. W II RP państwo było jego największym wrogiem, okradało z oszczędności (w połowie lat dwudziestych wieś miała jeszcze trochę oszczędności z okresu zaborów), odbierało ich dzieciom jakąkolwiek szansę na awans społeczny. A w II RP na wsi mieszkało 2/ 3 obywateli państwa. II RP pobierała od chłopów drakońskie podatki i był to element redystrybucji dochodów od najbiedniejszych do bogatych. Za pieniądze z chłopskich podatków nie elektryfikowano wsi, wieś nie dostała ani służby zdrowia, ani oświaty na poziomie choćby zbliżonym do tego z biedniejszych miast, również inwestycje w infrastrukturę na polskiej prowincji były żadne, jeśli już to budowano infrastrukturę w Warszawie, kupowano w Anglii okręty wojenne nie wiadomo po co, a przede wszystki sowicie wynagradzano administrację państwową, z armią i korpusem oficerskim na czele, nie żałowano na pensje dla grantatowych policjantów, którzy tłumili protesty chłopskie i często o wiele brutalniej niż czyniły to policje państw zaborczych. W Polsce Ludowej zanim jeszcze wieś mimo kontyngentów nie tylko nie traciła, ale ponownie zaczęła gromadzić oszczędności, otrzymała możliwości awansu, edukacji, (punkty za pochodzenie były jak najbardziej uzasadnione), otrzymała służbę zdrowia, elektryczność, drogi. Co do kolektywizacji to nie było tak, że powstrzymana została oporem chłopskim, w tej sprawie mocno podzielona była sama PZPR. Nie było uniwersalnego modelu takich spółdzielni. Rezultaty też były różne. W PRL pozostawiono prywatne rolnictwo niemal nietknięte, w NRD i w Czechosłowacji niemal całą ziemię skolektywizowano i tak jak się okazało spółdzielnie rolnicze funkcjonowały świetnie i nie było tam znanego z Polski i ZSRR chronicznego niedoboru żywności w sklepach. Kołochozy, czy spółdzielnie rolnicze pojawiły się w Polsce już przed wojną i stanowiły one najlepszą i najnowocześniejszą część rolnictwa, w odróżnieniu od magnackich latyfundiów były jak najbardziej rentowne, chociaż ze strony państwa mogły liczyć co najwyżej na szykany. Swoją konkurencyjność przedwoijenne spółdzielnie opierały na innowacyjności, a nie na półniewolniczej sile roboczej i kompaniach karnych Korpusu Ochrony Pogranicza. Nie wiadomo jak skończyłaby się kolektywizacja, faktem jest, że chłopi którzy dopiero otrzymali ziemię z reformy rolnej nie chcieli słyszeć o żadnym zrzeszaniu się w spółdzielnie, a władza nie chciała narażać się grupie społecznej w której miała wówczas spore poparcie. A jak to było z tymi kułakami. To akurat proste, rozkułaczanie nie miało nic wspólnego z kolektywizacją, to były zupełnie dwa inne problemy. Przedwojenny głód ziemi sprawił, że przy reformie rolnej chłopi starali się brać tyle ziemi ile się dało, starali się też zaoszczędzić każdy grosz na to by dokupić ziemi, tym bardziej, że ziemia stała się tańsza. Przedwojenna wieś była przeludniona z powodu bezrobocia w miastach, brakowało jej wszystkiego, poza rękami do pracy. Powiększanie areału traktowano jako inwestycję w dzieci, które po wojennej zapaści zaczęły się rodzić w tempie dzisiaj niewyobrażalnym. Dla przedwojennego chłopa możliwość obdzielenia ziemią wszystkich swoich dzieci była celem całego życia, ciężkiej harówy i wyrzeczeń, tymczasem przyszedł PRL i nagle okazało się, że w miastach jest praca, dla wszystkich chętnych. Dziadek opowiadał mi jak wyglądały te czasy, gdy razem z bratem poszli do pracy i przynieśli pierwsze wypłaty, ich matka (moja prababka) zasłabła bo nigdy w życiu tylu pieniędzy nie widziała na oczy. Człowiek przyzwyczaja się do dobrego, a życie na wsi i praca w rolnictwie była, jest i pewnie długo jeszcze będzie najcięższą i najbardziej otępiającą pracą fizyczną, (chociaż mając do wyboru pracę w polu, a w Carrefourze chyba wybrałbym pole), w ciągu 10 lat od reformy rolnej, pojawili się nowi obszarnicy, nie tacy sami jak ci przedwojenni, dorobieni przede wszystkim własną ciężką pracą, no i solidnie wsparci przez państwo, władze zareagowały w momencie gdy chłopi, którzy nabrali więcej ziemi niż byli w stanie uprawiać zaczęli zatrudniać parobków. Celem reformy rolnej była likwidacja wyzysku i nędzy na wsi, likwidacja próżniaczej klasy obszarników, a nie wymiana jej składu z Radziwiłów na Pawlaków i Kargulów. Wtedy zaczęły się naciski na kolektywizację, ale ostatecznie przyjęto inne rozwiązanie, nie było rozkułaczania takiego jak w ZSRR, robionego przy pomocy NKWD, po prostu dla gospodarstw przekraczających określony obszar (w zależności od rodzaju upraw i regionu kraju) podniesiono i to znacznie wysokość obowiązkowych dostaw, tworząc zachętę do odsprzedania gromadzonych nadwyżek gruntów. Po roku 1956 zrezygnowano z kolektywizacji definitywnie, ale obowiązkowe dostawy przetrwały, aż do czasów Gierka, gdy chłopi otrzymali po raz pierwszy w Polsce system emerytalny, co dzisiaj szczególnie boli rządzących neoliberałów i faszystowską prawicę, siły którym marzy się powrót stosunków społecznych z II RP.
  • 2011.08.17
  • ixWQZHLAfMSVE
viagra 75010 cialis 64338
  • 2011.08.17
  • ihpAODwQMn
  • 2011.08.19
  • rUsmIWGK
  • 2011.08.20
  • LCxEtByOXneuaNoKC
  • 2011.08.22
  • uAbHmsQVk
  • 2011.08.22
  • bJrvACYkPDqersrIw
  • 2011.08.23
  • WFPjUQNumWgvlnoKxe
  • 2011.08.23
  • eWLsAAjxzsBBszRTR
  • 2011.08.23
  • icwsLcIZbYsaKcpdmK
  • 2011.08.24
  • CUuYPlCfqUBCmrRjt
  • 2011.08.27
  • ZnSUDHMeaDMUaDv
  • 2011.08.28
  • FBgcUzVthaXu
  • 2011.09.04
  • hOTNtvYvN
Dodaj komentarz
Newsy
Konferencja "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920"
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ zaprasza na III Ogólnopolską Konferencję Naukową Historyków Nowożytników: "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920" Kraków 27-30 V 2010 r.
II Ogólnopolska Konferencja Naukowa Historii Starożytnej
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ ma przyjemność zaprosić na II Konferencję Naukową Historii Starożytnej. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji będą "Formy kultu w starożytności".


Historia
Zapraszamy do korzystania z naszego portalu! Nadsyłajcie informacje o organizowanych przez Was debatach, panelach dyskusyjnych i ciekawych wykładach.
Nadsyłajcie teksty!