Historia Swiata - inny portal historyczny!

Wydarzenia, eseje, recenzje ksiazek, wywiady.



Heloiza – obraz kobiety w listach Piotra Abelarda
  • 2010.03.26
  • typ: artykuł
  • Natalia Szumska
zdjecie

WSTĘP

 

Zagadnienie, którego dotyczy niniejsze opracowanie, a więc obraz kobiety w listach Piotra Abelarda, dotyczy dość szczególnej cechy średniowiecza. Jest to mianowicie kwestia maskulinizacji, tak szeroko rozpropagowanej we współczesnych studiach odnoszących się społeczeństwa tej epoki. Nie da się jednak zaprzeczyć ogromnej roli, jaką odgrywały kobiety w dziejach średniowiecza. Wszyscy mężczyźni mieli bowiem oczywiści matki, niektórzy także córki, o które się troszczyli; wielu miało również żony, które dzieliły z nimi ich trudy, a niejednokrotnie przejmowały wszystkie obowiązki mężów, w czasie ich nieobecności. Z uwagi na pewną jednostronność źródeł, badacze dziejów kobiet w średniowieczu napotykają liczne trudności. Zarówno źródła o charakterze normatywnym, jak i literatura piękna i pamiętnikarstwo, eksponują raczej ekscesy niż monotonię uczciwego i przykładnego życia rodzinnego. Dlatego też wnioski, jakie czytelnik spotka w czasie lektury jej pracy, nie mogą być uogólniane na całość społeczeństwa. Powodem takiego stanu rzeczy jest również fakt, że relacja Piotra Abelarda i jego uczennicy, następnie kochanki i żony, Heloizy, była relacją szczególną, wymykającą się poza stereotypy dotyczące ludzi średniowiecza.

Piotr Abelard urodził się urodził się we wsi Le Pallet w hrabstwie Nantes w 1079 roku. Mimo, że pochodził z rodziny rycerskiej (jego ojciec, Berengar, był właścicielem małego majątku niewielkiego zamku seniorów Pallet), postanowił porzucić karierę rycerską i poświęcić życie nauce. Głównym przedmiotem jego zainteresowań i naukowych ambicji była, zgodnie z duchem czasów, logika. Początkowe studia logiczne odbywał najpierw pod kierunkiem Roscelina z Compiegne, a następnie po przeprowadzce do Paryża – Wilhelma z Champeaux. Na skutek konfliktu z drugim nauczycielem, około 1140 roku prowadził już własną szkołę, najpierw w Melun, następnie w Corbeil, a także przez krótki czas na Górze Świętej Genowefy. Około 1113 roku, będąc już sławnym nauczycielem, otrzymuje katedrę i stanowisko kierownika w katedralnej szkole Notre – Dame. W tym czasie kanonik paryski, Fulbert, zaproponował mu udzielanie prywatnych lekcji jego siostrzenicy Heloizie, w zamian za kwaterę w jego domu. W tym miejscu rozpoczyna się najbardziej obfitujący w wydarzenia okres dla około 40-letniego filozofa i kilkunastoletniej dziewczyny. Klasztorne wykształcenie uczennicy Abelarda z pewnością było imponujące, a chłonność intelektualna jej giętkiego umysłu, inspirowana twórczą atmosferą Paryża, musiała być tym mocniej zadziwiająca, że była kobietą. Nie ulega wątpliwości, że plan zdobycia jej serca i ciała był posunięciem zgodnym z prawami logiki. Filozof otwarcie nazwał się później zgłodniałym wilkiem, który z zimnym wyrachowaniem i przemyślną strategią stara się uwieść swoją uczennicę. Przez kilka miesięcy z powodzeniem utrzymywali swój związek w tajemnicy. Kiedy jednak odkryto ich sekret, rozwścieczony Fulbert, widząc, że wszystkie jego plany obracają się w niwecz, rozkazał Abelardowi natychmiast opuścić dom. Od tej pory jedynym sposobem kontaktowania się kochanków była potajemna korespondencja. Niebawem w jednym z listów Heloiza doniosła Abelardowi, iż nosi w swym łonie jego dziecko. Przy pierwszej nadarzającej się sposobności - nocą, pod nieobecność Fulberta - porwał Heloizę i zawiózł do rodzinnej Bretanii, gdzie oddał ją pod opiekę swojej siostry, aż do momentu rozwiązania. Chłopcu, który przyszedł na świat, nadali imię Astrolabiusz (łac. "chwytający gwiazdy"). Za zgodą Fulberta, potajemnie zawarli związek małżeński. Obył się bez większych ceremonii i rozgłosu, ponieważ groziłoby to utratą jego sławy jako naukowca. Po pierwsze, w momencie małżeństwa mógł bowiem stracić możliwość nauczania, przede wszystkim jednak ich związek utrzymywano w tajemnicy z względu na wyznawane przez Abelarda poglądy. Uważał bowiem, ze posiadanie żony wykluczyłoby go na dobre z grona poważanych filozofów.

Dalsze wypadki potoczyły się już błyskawicznie – dla oddalenia od siebie podejrzeń, wysłał Heloizę do klasztoru Argenteuil, sam zaś ukrył się w klasztorze Świętego Dionizego, gdzie aktem zemsty opiekuna Heloizy, został podstępnie wykastrowany. Po tym wydarzeniu, schronił się w słynnym klasztorze Benedyktynów w Saint-Denis, gdzie złożył śluby wieczyste. Kategorycznie zażądał również od Heloizy, by uczyniła to samo. Zastosowała się więc do woli męża, i ponieważ chciała dzielić jego niedolę, została zakonnicą benedyktynką w klasztorze oddalonym od jego samotni zaledwie o kilka kilometrów. Mimo przestrzennej bliskości, przez kilkanaście lat, nie mieli jednak ze sobą żadnego kontaktu. Kiedy w rezultacie konfliktów między duchowieństwem, zakon Heloizy w 1131 roku, został rozwiązany i siostry zostały bez domu, Abelard natychmiast pospieszył im z pomocą. U miejscowego biskupa wyjednał pozwolenie na przekazanie Heloizie oraz owym zakonnicom, które chciałyby z nią zamieszkać, część swojej posiadłości na własność. W ten sposób powstał zakon Le Paradet (Parakleta), którego ksenią została siostra Heloiza.

 

Dopiero po kilkunastu latach od początku rozłąki, rozpoczęła się wymiana korespondencji pomiędzy dawnymi kochankami i małżonkami. Początek jej dała Heloiza, donosząc Abelardowi w swym pierwszym liście, że widziała egzemplarz jego pamiętników noszących tytuł "Historia moich niedoli", ganiąc go tym samym za nieutrzymywanie z nią kontaktu. Tak rozpoczęła się wymiana jednej z najsłynniejszych w dziejach korespondencji miłosnej, która stała się przedmiotem analizy niniejszej pracy.

Na wstępie, pragnę zaznaczyć, że mimo istnienia pewnej ilości opracowań zarówno na temat dziejów Abelarda i Heloizy, jak i ogólnie pojętej pozycji kobiet w średniowieczu, rozważania swoje oprę raczej na własnych spostrzeżeniach i przemyśleniach. Z korespondencji tej dwójki, wyłania się specyficzny obraz kobiety, naznaczony piętnem czasów, w których przyszło im żyć oraz osobistymi przekonaniami Abelarda. Postaram się udowodnić, że obraz ten znacznie wyprzedza poglądy epoki.

 

CIAŁO I ZMYSŁY

 

 

Ze średniowiecznym pojmowaniem istoty ciała ludzkiego, związany jest pewien paradoks. Z jednej bowiem strony, ciągle próbowano je kiełznać i kontrolować, z drugiej zaś - gloryfikować, co wiązało się z nabożnym szacunkiem do ciała cierpiącego Chrystusa. Na pierwszy rzut oka, średniowiecze jest więc epoką uznającą ciało za wiezienie i truciznę duszy, o czym mogą świadczyć zjawiska takie jak diabolizacja kobiety, kontrola nad seksualnością, deprecjacja pracy ręcznej, homoseksualizm początkowo tępiony, następnie tolerowany, a w końcu zakazany; przygana dla śmiechu, potępienie maski, szminki i przebrania, czy utożsamianie łakomstwa z rozpustą.

 

Sam Piotr Abelard nie pisze zbyt wiele na temat ciała, jego pragnień, czy zmysłowości człowieka. Jednak jak łatwo się domyślić, to właśnie ciało i zmysły były źródłem jego tragedii. W liście do Heloizy pisał: "Moja miłość, która uwikłała nas dwoje w grzechy, nie była to miłość, ale namiętność, tak o tym szczerze trzeba powiedzieć. Nasycałem z Tobą tylko swą rządzę, i to było wszystko, nic więcej, co nazywało się miłością". W liście do przyjaciela z kolei zanotował także, że "uległ chorobie zmysłowości i pychy". To krytyczne podejście do samego siebie i swoich win, ma być dla niego wyzwoleniem od grzechów, rodzajem duchowej pokuty, która z kolei może upoważnić go do dawania innym rad w dziedzinie, w której on sam zgrzeszył. Napisał więc do przyjaciela: "Strzeż się, abyś nie stawiał rozkoszy nad służbę Bożą. Nie daj się w zaślepieniu pochłonąć zmysłowej Charybdzie. Nie zatracaj doszczętnie poczucia honoru i nie brnij coraz dalej bez możliwości odwrotu! Jeżeli nie bojaźń i należne uszanowanie dla Boga, przynajmniej niech poczucie przyzwoitości poskromi Twoją namiętność".

 

Brak natomiast w jego wypowiedziach odwołań do zmysłowości kobiet. Jedynie może we fragmentach odwołujących się do organizacji żeńskich zakonów, zawarł spostrzeżenia i wytyczne na temat cnotliwości i konieczności zachowania czystości. Jednak ponieważ stanowią one jedne z przymiotów kobiet, omówię je w następnym rozdziale.

 

Warto także zasygnalizować podejście Abelarda do wyglądu ciała kobiety. Należy stwierdzić, że niewiele miejsca poświęca on w swej twórczości temu zagadnieniu. Nie wychwala cech zewnętrznego piękna Heloizy, piszę natomiast, że: "Jeżeli nawet pod względem urody była nie najpiękniejsza, za to przez bogactwo swej wiedzy nie miała równej". Tymczasem z innego źródła wiadomo, że wybranka filozofa była istotnie piękna. Na podstawie analiz szkieletu, przeprowadzonych najpierw w 1780, a następnie w 1792 roku, wywnioskowano, iż była kobietą wysoką, o niemalże idealnych proporcjach ciała, z zaokrąglonym czołem, ze śnieżnobiałymi zębami. Z powodu braku innych opisów, a także portretów współczesnych jej życiu, czy to w postaci rzeźb czy obrazów, nie znamy innych szczegółów. Możemy się jedynie domyślać, że Heloiza ucieleśniała ówczesny ideał niewieściej piękności, który zakładał posiadanie blond, miękkich jak jedwab, lśniących włosów, mlecznobiałego czoła, ciemnych brwi, oczu jak gwiazdy, łona porównywanego do kości słoniowej lub śniegu, dźwięcznego głosu. Inaczej mówiąc, średniowieczna kobieta była prawdopodobnie "banalnie piękna wedle ściśle określonych kanonów, a więc zawsze taka sama".

 

Pozorny bądź prawdziwy brak zainteresowania Abelarda wyglądem zewnętrznym kobiety, ma oczywiście za zadanie uwydatnienie jej walorów duchowych, o których mowa będzie w następnym rozdziale.

 

PRZYMIOTY DUCHOWE KOBIET

 

Wśród zalet ducha kobiet, zasługujących na specjalne uznanie, znalazły się w listach Abelarda takie cechy jak zdolność do wielkich poświęceń, nadzwyczajna godność niewiast, ich pobożność i przywiązanie, odwaga, wytrwałość, wierność, czystość, brak skłonności do oczerniania, trzeźwość, doskonała cnota, co w sumie wszystko można nazwać jednym określeniem – "urodą duszy". Nic przecież dziwnego w tym, że potrafił wymienić aż tak wiele zalet kobiecego charakteru, skoro jego wybranka odznaczała się większością, jeśli nie wszystkimi, z nich. Wszyscy ludzie bowiem, z którymi Heloiza miała styczność, nie potrafili nie doceniać jej cnót – biskupi podobno traktowali ją jak córkę, opaci - jak siostrę, ludzie świeccy – jak matkę. Podziwiano jej pobożność, roztropność i anielską wręcz cierpliwość w znoszeniu swego, niełatwego przecież życia.

 

Abelard nie poprzestał oczywiście na wymienieniu przymiotów charakteru, bardzo często podkreślał również szczególną pozycję kobiet u Boga, która stanowi niejako konsekwencję posiadania przez nie tych cech. Pisał: "(…) jaka nadzwyczajna musi być godność kobiety, jeżeli samym tylko kobietom pozwolił Pan namaszczać swoje nogi i głowę!". Niejako tłumacząc tę szczególną relację pomiędzy Chrystusem a kobietami, stwierdził dalej, że "nie żadna wysoka ranga i stanowisko, ale pobożność i przywiązanie dalą jej prawo do tego (…) niezłomna w niej wiara, jaki niewysłowiony promień miłości (…)". O szczególnych względach dla niewiast świadczyła także, według Abelarda, mnogość cudów, jakie "wymodlone" mogły zostać tylko dzięki kobietom. Powołując się na staro- i nowotestamentowe historie dotyczące wskrzeszenia synów braci i mężów pobożnych niewiast, filozof zwrócił uwagę Heloizy na fakt, że "(…) największe cuda zmartwychwstania zostały wyłącznie albo w przeważającej części okazane kobietom, ze były zdziałana dla nich lub na nich".

 

Szczególne znaczenie tych pozytywnych, a niejednokrotnie nawet charyzmatycznych cech charakteru kobiet, rośnie tym więcej, że w niektórych aspektach niewiasty przewyższają swych silniejszych ojców, braci czy mężów. Piotr Abelard zwraca uwagę zwłaszcza na cechę "doskonałej cnoty", która rzadkością u mężczyzn, często spotykana jest u kobiet, które "(…) tak daleko posuwały swoją gorliwość o zachowanie dostojeństwa czystości, że nie wahały się targnąć na własne życie, byleby tylko nie utracić ślubowanej Bogu czystości, ale przyjść jako dziewice do dziewiczego Oblubieńca".

 

W tym miejscu trzeba podkreślić oczywiste znaczenie postawy Heloizy dla poglądów Abelarda na temat rozlicznych cnót przypisywanych w większości przypadków tylko kobietom. Na szczególną uwagę zasługuje tu ogromne poczucie odpowiedzialności siostrzenicy Fulberta. Decydując się na konkubinat z Bretończykiem, odrzucając jego zaręczyny, czy wyrażając w końcu zgodę na małżeństwo, Heloiza decyduje się ponosić odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny i wynikłe z nich konsekwencje. Wreszcie, po złożeniu ślubów zakonnych, całym sercem i uwagą, stara się je wypełniać, mimo ciągłej tęsknoty za Piotrem, a zarazem poczuciem winy za jego kalectwo. Ta odpowiedzialność jednak, nie wynikała przecież z osobistego wyboru drogi życiowej przez Heloizę. W zakonie znalazła się bowiem z pozareligijnych powodów, a jedynie na rozkaz Abelarda. Przez cały czas trwania ich „duchowego związku” ponosiła takie same, jeśli nie większe niż sam Piotr, konsekwencje jego decyzji i postępowania. Za dobre podsumowanie niech posłużą słowa Etienne’a Gilsona: "Abelard uzyskał od Heloizy wszystko, z wyjątkiem jednego: by udawała, że kocha Boga choć trochę więcej niż jego".

 

MAŁŻEŃSTWO I RODZINA

 

 

Rodzina - podstawowa jednostka społeczna w średniowieczu, to grupa, w której kobieta miała bardzo wyraźnie określony status. Była żoną, matką lub córką, a każda z tych ról pociągała za sobą inne prawa i obowiązki. Podczas badania średniowiecznych relacji rodzinnych, łatwo popełnić pewne anachronizmy. Istnieje bowiem przeświadczenie o niezmiennych celach, formach i funkcjach małżeństwa oraz rodziny, takich jak zaspokojenie potrzeb seksualnych, prokreacja, wychowywanie dzieci, wspólne gospodarowanie i wzajemna pomoc i opieka. Tymczasem wszystkie te właściwości ulegają ciągłym przemianom i nie wolno zbytnio ich uogólniać.

 

Jak powszechnie wiadomo, małżeństwo zostało przez Kościół zaliczone w poczet sakramentów. Jest jednak sakramentem tym bardziej szczególnym, że bodaj jedynym, którego udzielają sobie sami małżonkowie. Za dopuszczalne uważano oczywiście tylko stosunki seksualne w ramach legalnego, to znaczy zawartego przy udziale Kościoła, związku. Mimo to, Kościół popierał także małżeństwa niespełnione, czyli takie, w których małżonkowie świadomie i dobrowolnie powstrzymywali się od współżycia. Istniały także znaczne obostrzenia w stosunku do funkcjonowania związków małżeńskich, w znacznej mierze regulowało bowiem ich pożycie.

 

Jedną z bardziej charakterystycznych cech średniowiecznych małżeństw była rezygnacja z miłości namiętnej. Bo przecież jeżeli pomiędzy małżonkami pojawia się miłość namiętna, pełna, cielesna – a nie tylko miłość duchowa – to popycha ona ku nadmiernej rozkoszy, jest zatem postrzegana w kategoriach grzechu.

 

W swoich listach do Heloizy, Abelard niejednokrotnie zwracał uwagę na połączenie i jedność dusz kochanków, którymi się stali, co doprowadziło ich (jeśli nie poczęte dziecko) do stanięcia na ślubnym kobiercu. Pisał: "(…) najpierw złączył nas wspólny dom, potem zjednoczyły się serca". Obecność tej duchowej wspólnoty w małżeństwie wydaje się być jego zdaniem nieodzowna, a służyć jej ma zrównanie kobiet i mężczyzn, nie tylko w sakramencie duchowieństwa.

 

Oczywiście jednak w średniowiecznym związku małżeńskim, nieodzowny był element wyższości męża nad żoną, jego zwierzchnictwa, czy nawet posiadania żony na własność, czemu wyraz daje sam Abelard wyrażając zdanie, że złączył się z Heloizą w świętym związku małżeńskim, gdy chciał, by jego wybranka "bez granic przez niego kochana, pozostała na zawsze jego własnością".

 

Brak jest pełnej jasności co do tego, jak układały się w średniowieczu stosunki pomiędzy rodzicami a dziećmi. Istnieją jednak pewne przesłanki co do tego, że dziecko traktowano jako "małego dorosłego". Z tego też powodu, zainteresowanie jego losami jest nieporównywalnie mniejsze w stosunku do sytuacji obecnej. Ze względu na dużą ilość narodzin dzieci, zaczęto interesować się sposobami kontroli urodzin, działając zgodnie z łacińska zasadą – "jeśli nie możesz być dobry, bądź ostrożny" (co polecał także Abelard swojemu synowi). Niektórzy badacze twierdzą nawet, że wysoka rozrodczość przy równoczesnej dość znacznej śmiertelności niemowląt i dzieci, mogła stanowić czynnik powstrzymujący rodziców przed zbytnim emocjonalnym zaangażowaniem w wychowanie dziecka, którego szanse przeżycia nie były wysokie. Czy jednak może to tłumaczyć pozostawienie Astrolabiusza (imię nadała mu Heloiza), syna Abelarda i Heloizy, poza sferą ich miłości? Mimo wzniosłych ideałów i filozofii sławnego Bretończyka, a także jego żony, temat ich syna skrupulatnie był pomijany w wymienianej przez nich korespondencji. Z tego też względu niewiele wiemy o jego losach. Prawdopodobnie urodził się i oddzielony od rodziców wychowywał w Bretanii. Później matka poleca go Piotrowi Wielebnemu, opatowi Cluny i prosi o prebendę dla niego w diecezji paryskiej. Zaginęły wszelkie dalsze ślady jego istnienia i działalności. Przypuszcza się tylko, że francuski filozof Cousin, natknął się przypadkowo na jego ślad w klasztorze w Hauterive (kanton Fryburg), ponieważ w analizowanych przez niego dokumentach klasztornych, wśród danych opatów, znalazło się (tak rzadkie przecież) imię Astrolabiusza. Wszystko pozostaje jednak jedynie w sferze przypuszczeń.

 

MĄDROŚĆ I WYKSZTAŁCENIE KOBIET

 

 

Jednym z istotniejszych tematów występujących w listach Abelarda, jest kwestia umiłowania mądrości, wiedzy oraz kultury literackiej przez kobiety. Trzeba jednakże na wstępie podkreślić, że sama Heloiza była osobą powszechnie znaną i podziwianą, zanim jeszcze została uczennicą, a później także kochanką tego filozofa. Jej zapał do zagłębiania się w tajniki nauki (bardziej zrozumiały gdyby swą przyszłość od początku łączyła ze stanem duchownym) wychwalał sam Abelard, pisząc w liście do przyjaciela, iż jej wiedza i literacka kultura "tym piękniejszą była ozdobą, zwłaszcza dla niej jako młodej panienki, i czyniła ją sławną na całe królestwo". Piotr Czcigodny także przypomni to później ksieni Parakletu, jak wielka otaczała ją sława od młodości. Napisze do niej: "Słyszałem w tym czasie, jak mówiono o bardzo rzadkim zjawisku, że jest taka młoda kobieta, która choć wcale jeszcze nie wyzwolona ze światowych więzów, wszystkie swe siły i całą duszę poświęca zdobywaniu, świeckiej co prawda, mądrości. Przy tym żadne powaby i próżność świata, żadne rozrywki i przyjemności nie mogą jej odciągnąć od tego pożytecznego postanowienia i chęci uczenia się sztuk wyzwolonych".

 

Należy podkreślić, że wykształcenie Heloiza zawdzięczała głównie staraniom swego wuja – Fulberta, szkole klasztornej w Arguentil, a dopiero w ostatniej kolejności wpływom nauczyciela i kochanka. Była zaznajomiona z zagadnieniami siedmiu sztuk wyzwolonych, studiowała więc gramatyką, retorykę, dialektykę (trivium), a także arytmetykę, geometrię, muzykę oraz astronomię (quadrivium). Zaznajomiona była z twórczością autorów łacińskich – Owidiuszem, Lukanem, Seneką, czy Wergiliuszem, a także greckimi – Sokratesem i Pitagorasem. Nieobce były jej również zagadnienia z dziedziny teologii, bowiem w swej korespondencji z Abelardem odwoływała się często do Pisma Świętego, czy dzieł Ojców Kościoła. Przewyższała tym samym pod niektórymi względami, niektórych wykształconych mężczyzn, w tym nawet samego Abelarda: "władała biegle łaciną, greką i hebrajskim, podczas gdy jej mistrz mógł się chlubić jedynie dobrą znajomością języka Wergiliusza, grekę i hebrajski opanował zaś na tyle, by zrozumieć sens niektórych ustępów Pisma Świętego".

 

Zalet wykształcenia Heloizy, nie przekłada Abelard na uogólnienia dotyczące wszystkich czy też większości kobiet. Wielokrotnie natomiast daje wyraz podziwu dla zalet wykształcenia swej uczennicy, zwłaszcza ze względu na fakt, że tak rzadko występują one u niewiast. Wykształcone kobiety można było co prawda dość często spotkać w klasztorach, czy w środowiskach dworskich, ale w Paryżu wśród młodych kleryków, młodziutka, wykształcona dziewczyna była już nie tylko rzadkością, ale nawet sensacją.

 

Wydaje się nawet, że Abelard, sam prawdopodobnie bardziej niż do czegokolwiek, przywiązany do wykształcenia, będzie właśnie je cenił najbardziej w swojej wybrance. Oto – myślał zapewne Abelard - spotkał wreszcie kobietę dostatecznie wykształconą, która potrafi docenić jego twórczy umysł. Przez cały czas wymiany korespondencji między nimi, przyjmując pozę wielkiego znawcy, wyjaśniał, pouczał i dalej edukował Heloizę. Nie oznacza to jednak, że nie widział w niej godnego siebie dysputanta. Wręcz przeciwnie, dialog między nimi będzie niejednokrotnie przyjmował formę ostrej dyskusji, ponieważ postawa życiowa i filozoficzna siostrzenicy Fulberta, mimo że w niemałym stopniu kształtowana dzięki mistrzowi i kochankowi, znacznie różniła się od jego nauk. W żadnym jednak momencie, Abelard nie krytykował myślenia ani argumentacji Heloizy, uznając ją, w pewnym sensie, za godnego siebie partnera dysput.

 

Czasem jednak, w sposób niezwykle zręczny, dawał jej do zrozumienia, że przewyższa ją umysłem w pewnych dziedzinach, że stoi mimo wszystko ponad nią. Pisał: "Jeżeli od czasu naszego nawrócenia do Boga nie zwróciłem się jeszcze ani razu , droga Heloizo, do Ciebie w liście ze słowami pociechy ani zachęty, przyczyną tego, wierz mi, nie jest moja oziębłość, lecz Twoja mądrość, do której mam największe zaufanie. Byłem przekonany, że po prostu nie potrzebujesz tego rodzaju pocieszeń, lecz sama łaska Boża udziela Ci wszystkich koniecznych środków, także i błądzących możesz oświecać (…)". Ujawnił w tym miejscu to, co prawdopodobnie stanowiło przyczynę jego sukcesów na polu nauczania, a mianowicie zwracając się do dobrego ucznia, po którym może spodziewać się określonych zachowań, odwołał się do jego najlepszych cech, wyrażając nie tyle naganę, co zachętę.

 

Wiele jest dziedzin, w których Abelard widział możliwość wykształcenia kobiet. Przede wszystkim oczywiście były to umiejętności praktyczne, przydatne wszystkim niewiastom, niezależnie od statusu społecznego. Oprócz nich jednakże, widzi dla niektórych możliwości kształcenia się w podstawach literatury, teologii, filozofii, czy nawet medycyny. Postuluje przy tym (a dotyczy to szczególnie życia zakonnego), że nabycie odpowiednich umiejętności w wymienionych dziedzinach sprawi, że "nie będzie potrzeby sprowadzania do konwentu mężczyzn".

 

WYŻSZOŚCI MĘŻCZYZNY - OPIEKUNA NAD SŁABĄ KOBIETĄ

 

 

Poglądy Kościoła, szczególnie te pochodzące ze Starego Testamentu, kształtowały w średniowieczu stosunek społeczeństwa do kobiet. To przecież Ewa, za namową węża, w nieposłuszeństwie mężowi, popełniła pierwszy w dziejach ludzkości grzech, który stał się podstawą do wypędzenia ludzi z raju. Z tego weźmie się później przekonanie o rzekomym połączeniu kobiety z siłami zła. Średniowieczne koncepcje społeczeństwa niejednokrotnie opierały się na mizoginizmie oraz wynikającej z niego gloryfikacji przedstawicieli płci męskiej. Dość skrajne stanowisko dotyczące znacznego zróżnicowania statusu mężczyzn i kobiet, przedstawia Frances Beer, twierdząc, że średniowieczna kobieta "jest z natury słaba, cięży na niej jakaś ułomność; jednocześnie jednak moc, jaka w niej tkwi, zwłaszcza jeśli ma ona wymiar seksualny, jest bezwzględnie negatywna i stanowi aktywne zagrożenie dla mężczyzn".

 

U Abelarda kwestia ta przedstawiała się zgoła inaczej. Był on orędownikiem znacznego zbliżenia (choć nie równości) praw i obowiązków kobiet i mężczyzn. Był nawet zwolennikiem zrównania kobiet i mężczyzn w stanie kapłańskim. Powołując się na historię córek starotestamentowego Aarona, wysuwa wniosek, iż "nawet jeżeli chodzi o stan kapłański, nie czyniono różnicy między mężczyzną i kobietą. To w każdym razie jest pewne, że kobiety zostały zrównane z mężczyznami przez wspólne tytuły, kiedy je nazywamy diakonisami, jak mężczyzn diakonami, jakbyśmy jednych i drugich mieli uznawać za odpowiedniki lewitów i lewitek". Jednak na zrealizowanie tej koncepcji, było (i jest) dla świata zdecydowanie zbyt wcześnie.

 

Piotr Abelard niezaprzeczalnie, był dzieckiem swojej epoki i nie tworzył aż tak rewolucyjnych koncepcji, które mogłyby obalić obowiązujący ład społeczny. Obok wzniosłych postulatów równości płci, a czasem nawet i wyższości płci żeńskiej nad męską, bardzo często podkreślał także słabość kobiecej natury. Pisał na przykład: "Im (…) słabsza jest natura u kobiet, tym więcej są wzruszające i łatwiej budzą politowanie w trudnych sytuacjach życiowych i sama ich cnota jest milsza Bogu i ludziom". Podobnie w następnym liście stwierdził, że: "Im słabsza jest natura kobieca, ty milsza jest Bogu i tym doskonalsza jej cnota". Innym razem z kolei zaznacza, że "uczynki pobożnych kobiet i tak wielka wytrwałość ich słabej natury w sprawach Boskich są ostrą naganą dla kapłanów i duchownych za ich niedbalstwo i mają pobudzać ich do płaczu i skruchy". Również wykorzystując metaforę Kościoła jako organizmu Chrystusa, zawiera tę kategorię rozważań. Pisze bowiem, że kobiety pełnią w tym ciele rolę skóry, mężczyźni natomiast – ciała, tłumacząc to tym, że: "(….) są z natury silniejsi od kobiet pod względem ducha i ciała. Dlatego nie bez racji ciało, które bliższe jest kości, symbolizuje naturę mężczyzn, skóra – słabszą naturę kobiet. W każdym jednak zdaniu sygnalizującym słabość tak charakterystyczną dla niewieściej natury, wyraźnie dawał Heloizie odczuć, że traktuje tę cechę raczej jako zaletę. Jest ona bowiem niejako kluczem do uzyskania bożej przychylności i błogosławieństwa.

 

Mężczyzna według Abelarda natomiast, charakteryzuje się istotnie większą siłą zarówno ciała, jak i ducha. Jaka jest więc jego rola? W oczach większości kleryków i laików, mężczyzna jest posiadaczem lub też nawet dzierżawcą kobiety. Jest to jednak dość skrajne ujęcie tej kwestii. Nie ulega wątpliwości, że mężczyzna przede wszystkim ma być postacią dominującą, ale także przewodnikiem i facylitatorem, nie tylko obiektywnym sędzią grzechów, ale także łagodnym doradcą. Kluczowa wydaje się także być kwestia oparcia, jakim powinien być dla kobiety z racji mocniejszych cech ciała i charakteru. Oddajmy więc głos samemu Abelardowi, który pisze do Heloizy, że "słaba natura kobiet wymaga pomocy i wsparcia silniejszego ramienia mężczyzny (…) i dlatego (…) mężczyzna ma być zwierzchnikiem i opiekunem kobiety". Z tą właśnie prawidłowością, wiąże autor fakt (i konieczność) budowania klasztorów męskich w pobliżu żeńskich – oraz odwrotnie. Bowiem "w klasztorach żeńskich ściślej przestrzega się reguł zakonnych, jeżeli tam żądzą i opiekują się mniszkami mężczyźni ze stanu duchownego, i kiedy wspólny pasterz czuwa i nad owcami, i nad baranami, tak, że (…) mężczyzna (…) ma zawsze być głową kobiety, podobnie jak głową mężczyzny jest Chrystus, a Bóg – Chrystusa". Nie ulega w takiej razie wątpliwości także fakt sprawowania nadzoru nad słabszymi kobietami, choć jego obecność Abelard wyprowadza raczej z konieczności poprowadzenia niewiast właściwą drogą, niż jak to tłumaczy Frances Beer z faktu, ze kobiety są według mężczyzn niebezpieczne dla siebie i otoczenia.

 

KOBIETA BOGU POŚWIĘCONA

 

Bezsprzecznie najczęściej, ze zrozumiałych powodów, podejmowanym przez Piotra Abelarda tematem, jest kwestia kobiet poświęconych Bogu, a więc tych, które wybrały (lub jak w przypadku Heloizy, zostało im to narzucone) stan duchowny.

 

Na przełomie XI i XII wieku liczba klasztorów żeńskich bardzo wzrosła. Schronienia te stają się coraz bardziej potrzebne. Ścisła kontrola rodu nad zawieraniem małżeństw przez mężczyzn, postępy reformy kościelnej, która wyrzucała na bruk księżne konkubiny, czyniły koniecznym tworzenie instytucji, w których "nadwyżka" panien mogłaby znaleźć schronienie. Oczywiście nie każda kobieta mogła bez przeszkód wstąpić do klasztoru. O wiele bardziej niż w klasztorach przeznaczonych dla mężczyzn, decydowało tu pochodzenie i majątek. Znaczna część klasztorów była zarezerwowana wyłącznie dla szlachty, zwłaszcza fundacje kanoniczek o niezbyt surowej regule, dopuszczającej posiadanie osobistej własności, służby, a nawet pozwalającej na wystąpienie z klasztoru. Jak łatwo zauważyć, to przynależność do warstwy społecznej decydowała o możliwości wstąpienia do wspólnoty. Pierwsze zakony fundowane były przez królów bądź możnych dla ich własnych krewnych i tych osób spoza rodziny, które posiadały podobny status.

Rozmaite były także z powody wstępowania do wspólnot zakonnych. Powołanie, przyczyna najbardziej chyba oczywista, wcale nie była najczęstszą. Nierzadko zdarzało się tak, że przeważały względy z powołaniem niemające nic, lub niewiele wspólnego (np. sytuacja rodzinna), jak to miało miejsce w przypadku Heloizy. Abelard, próbując przeczyć wszelkim pogłoskom o tym, że zawarł z siostrzenicą Fulberta związek małżeński, umieszcza ją w klasztorze w Argenteuil, w którym spędziła dzieciństwo "za jej zgodą na jego rozkaz". Spędziła w stanie duchownym prawie 35 następnych lat swojego życia. Kiedy została ksienią Parakletu, na jej wyraźną prośbę, uczony Abelard zaczął dawać jej i jej podopiecznym rady i wskazania dotyczące prowadzenia klasztoru, czy też ogólnie pojętego duchowieństwa kobiet. Dlatego też listy zawierają kwintesencję jego poglądów na temat kobiet-mniszek.

Swym zwyczajem odwołuje się przede wszystkim do nauk ojców Kościoła i podaje, że "troskliwą i czułą opieką, (…), serdeczną przyjaźnią zawsze otaczali święci nauczyciele Kościoła poświęcone Bogu kobiety, czerpiąc do tego natchnienie z przykładu samego Chrystusa i apostołów (…), okazywali oni szczere i żywe zainteresowanie dla ich pobożności, że ją pielęgnowali, a przez różne nauki i święte zachęty starali się o to, aby ją w nich bardziej oświecić i spotęgować". On sam, wzorem tych nobliwych mężów (choć na prośbę Heloizy), starał się wyłożyć im podstawowe zasady, jakie powinny rządzić w ich zgromadzeniu i dopasowuje do potrzeb i specyfiki życia duchowego parakleckich niewiast, regułę świętego Benedykta.

 

Porządkując i niejako na nowo stwarzając regułę ich zakonu, Abelard, wyróżnia trzy zasadnicze elementy istoty życia zakonnego, a mianowicie czystość, ubóstwo oraz milczenie. Następnie dokładnie analizuje każdy z nich, dając adresatką konkretne wytyczne w danych kwestiach. Dalej, ustala podział obowiązków pomiędzy siedem należących do zgromadzenia, kobiet, które nazwa siostrami funkcyjnymi. Pieczę nad wszystkim sprawować ma siostra przełożona, której wszystkie inne siostry mają być posłuszne niczym wodzowi z wojsku. Za nadzór nad środkami finansowymi oraz pieczę nad kaplicą, odpowiedzialna była siostra zakrystianka; siostra kantorka ma pod opieką chór oraz odpowiada za porządek nabożeństw; opieka nad chorymi należy do siostry infirmerki; do siostry westiarki należą wszelkie obowiązki związane z przygotowywaniem odzieży oraz obuwia; siostra szafarka zarządza wszystkim, co należy do wyżywienia klasztoru; siostra odźwierna natomiast ma za zadanie przyjmować gości oraz wszystkich innych przybyszów. Obowiązki każdej z nich także są ściśle i drobiazgowo określone, co ma na celu przygotowanie ich na każdą możliwą indywidualność. Wybór sióstr funkcyjnych (poza siostrą kantorką) ma się odbywać spośród grona wszystkich członkiń wspólnoty, które nie zajmują się naukami, aby "te, które okażą w tym kierunku zdolności, mogły się swobodnie poświęcać nauce". Zdaniem tym, jak również późniejszymi wywodami, dał wyraz zachęty do gorliwości w kształceniu tych zakonnic, które zdają się być do tego w jakiś sposób predestynowane. Dopinguje je do studiowania pism Ojców Kościoła, Biblii, a także nauki jak największej ilości obcych języków, przy czym ma tu na myśli oczywiście języki biblijne.

 

Także w kwestii pisania reguły dla Parakletu, Abelard nie zapomniał o słabości niewiast. Przewidywał więc również istnienie klasztoru męskiego, którego mnisi i konwersi dbaliby o potrzeby mniszek, odprawiali nabożeństwa i pomagali w pracy fizycznej. Określił przy tym zakres ich wzajemnych praw i obowiązków, ale także zakazy i kary przewidziane za ich łamanie.

 

Łatwo zatem zauważyć z jaką powagą i gorliwością traktował powierzone mu zadanie. Wykazał się także niespotykanym jak na owe czasy zrozumieniem na przykład dla odmienności organizmów kobiecych. Warto jednak podkreślić, że nie stawiał z tego powodu kobiet na mniej uprzywilejowanej pozycji w stosunku do mężczyzn, wychodząc z założenia, że wspomniana odmienność nie przekreśla znaku równości w oczach Boga pomiędzy przedstawicielami obydwu płci.

 

ZAKOŃCZENIE

 

W podsumowaniu moich rozważań na temat obrazu kobiety wyłaniającego się z listów Piotra Abelarda, pragnę jeszcze raz podkreślić fakt, iż mimo swych niejednokrotnie rewolucyjnych poglądów, człowiek ten wyrósł z ideałów własnej epoki. Prawdą jest, że choć jego przekonania dalekie byłyby od dzisiejszych postulatów feministycznych, postępowością znacznie wyprzedzały swoje czasy.

 

Dla ratowania swej kariery i wizerunku w oczach uczniów, mógł Heloizę porzucić po tym, kiedy ich romans zakończył się ciążą i ogromnym gniewem Fulberta, jak zrobiłoby zapewne większość mężczyzn mu współczesnych. Nikt by się wówczas o tym nie dowiedział, a jego imię i sława nie zostałyby okryte hańbą. Zdecydował jednak inaczej i na swój, nieudolny nieraz, sposób próbował przejąć na siebie odpowiedzialność i ponieść wszelkie konsekwencje popełnionych grzechów. Niemalże natychmiast przyjął surową pokutę przyjętą od Boga (wykastrowanie) i poddając się woli Bożej, bardzo szczerze pragnął zadośćuczynić nie tylko winy wobec Boga, ale także wobec Heloizy i Fulberta.

 

Niewątpliwe jest także, że tak wielka sława, jaka rozgłosiła jego imię wśród późniejszych generacji, była wynikiem tego, że był bohaterem dziejów niezrównanej miłości. I właśnie to będzie, obok umiłowania mądrości (a może nawet i ponad to) stanowiło dla nas sens jego życia. Przy czym, jak pisze Regine Pernoud, "oznacza to, że swoją wielkość Abelard zawdzięcza Heloizie".


Tagi: Abelard, Helioza, miłość, Fulber, listy, obraz koniety, klasztor Saint-Denis
Komentarze
Brak komentarzy
Dodaj komentarz
Newsy
Konferencja "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920"
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ zaprasza na III Ogólnopolską Konferencję Naukową Historyków Nowożytników: "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920" Kraków 27-30 V 2010 r.
II Ogólnopolska Konferencja Naukowa Historii Starożytnej
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ ma przyjemność zaprosić na II Konferencję Naukową Historii Starożytnej. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji będą "Formy kultu w starożytności".


Historia
Zapraszamy do korzystania z naszego portalu! Nadsyłajcie informacje o organizowanych przez Was debatach, panelach dyskusyjnych i ciekawych wykładach.
Nadsyłajcie teksty!