"Prawdziwa historia musi być widziana z pewnej perspektywy dziejowej, byśmy mogli objąć całokształt faktów; musi być w niej zachowany ten naturalny koloryt danej epoki, muszą też być rozważone wszelkie porywy namiętności, troski lub radości narodów, ideały kierujące ich duchowością i wreszcie ścierające się wówczas zdania i zasady (...) Historyk zapomnieć musi o swych osobistych sympatiach lub antypatiach - bo inaczej nigdy nie wzniesie się na poziom historii, a najwspanialsze jego prace pozostaną tylko zamaskowanymi pamfletami.(...) A cóż dopiero dzieje się z prawdą gdy historia jest tendencyjnie zafałszowana, a podręczniki jej tak umyślnie układane, by rzucać na dane stosunki lub nawet całe okresy historyczne, pewne specyficzne światła lub cienie" (...)/Hr. Józef Tyszkiewicz
WSTĘP
Początek działalności hiszpańskiej inkwizycji datuje się na 1 listopada 1478 roku oraz 27 września 1480 roku, kiedy to na mocy dwóch bulli papieża Sykstusa IV wyznaczono pierwszych inkwizytorów, a prawo do ich mianowania i odwoływania przydzielono koronie hiszpańskiej. Inkwizycja jednakże, nie była w Hiszpanii zjawiskiem nowym. Już od pierwszej połowy XIII wieku funkcjonowały w Aragonii papieskie komisje dla inkwizytorów zaangażowanych w kampanię przeciwko langwedockim katarom. Kastylii natomiast, ze względu na wystarczająco efektywne zwalczanie herezji przez biskupów i sądy kościelne, istnienie inkwizycji wcześniej nie dotknęło.
Średniowieczne pokojowe współistnienie w Hiszpanii przedstawicieli trzech kultur i religii – chrześcijan, muzułmanów i żydów, u schyłku epoki zaczęło stawać się niemożliwym. Największe ofiary ponosili zazwyczaj żydzi, zarówno w sytuacji, gdy otwarcie wyznawali swą wiarę, jak i wtedy, gdy przywdziewali szaty „nowych chrześcijan”, stając się tzw. conversos, a więc nawróconymi. W marcu 1492 roku ogłoszono dekret nakazujący im opuszczenie kraju. Trudno określić jak wielu z nich zdecydowało się na przyjęcie chrztu, wiadomo natomiast, że polepszyła się sytuacja tych, którzy podjęli taką decyzję. Nie musieli już odtąd nosić specjalnie oznakowanych ubrań, ani mieszkać w gettach (juderti), żyli także w bardzo dobrych stosunkach z przedstawicielami wyższych warstw społecznych. To z kolei wzbudzało niepokój warstw niższych przekonanych, że conversos pozostawali nadal ukrytymi wyznawcami judaizmu, przez co profanowali tylko wiarę chrześcijańską. Oskarżano żydów nie tylko o potajemne wyznawanie dawnej wiary, ale także o to, że dzięki pozornej asymilacji ze społeczeństwem chrześcijańskim, wykorzystywali swe wpływy finansowe. Z nastrojów ludu, po podróży do Andaluzji, zdawała sobie sprawę królowa Izabela, dochodząc do wniosku, że rozwiązaniem problemów, byłoby odrodzenie inkwizycji, instytucji praktycznie już wtedy niedziałającej.
Tak mniej więcej przedstawiałyby się podstawowe przyczyny powołania tej instytucji niejako w jej nowym wymiarze. Nie dziwi zatem fakt, że działania pierwszych inkwizytorów wymierzony były przede wszystkim w środowisko conversos (ok. 90% rozpatrywanych przez trybunały spraw). Dopiero na dalszym planie wydają się znajdować sprawy dotyczące muzułmanów, protestantów, wygłaszanych przez ludzi opinii, czarów, przestępstw seksualnych, czy działań przeciwko inkwizycji.
ORGANIZACJA ŚWIĘTEJ INKWIZYCJI
Wypadałoby też powiedzieć kilka słów na temat samej organizacji tej instytucji. Zwięźle, choć dokładnie przedstawia ją Marcelin Defourneaux: „najwyższa rada inkwizycji, na czele której stoi inkwizytor generalny, mianowany przez króla, jest organem władzy królewskiej, jak inne rady (…) przydane osobie władcy, ale dzięki swojej funkcji duchownej uzyskała ona szczególną niezawisłość. Władzę sprawuje za pośrednictwem piętnastu "trybunałów", czyli inkwizycji miejscowych, złożonych z sędziów, z "konsulatorów i kwalifikatorów", których zadaniem jest ustalić kwalifikację teologiczną (zbłąkany, zagrożony herezją, heretyk itd.) przedstawionych im twierdzeń i wykroczeń przeciwko wierze, a wreszcie prokuratora, który podtrzymuje oskarżenie. Poza tym inkwizycja korzysta ze współpracy tzw. familiares, stanowiących coś w rodzaju ochotniczej policji (…) wielu bowiem chciało korzystać z przywilejów związanych z funkcjami inkwizytorskimi, wśród których najważniejszym było niepodleganie innym sądom, a także z prestiżu, jaki sobie w ten sposób zapewniali, a który był tym większy, że "dowody czystości krwi", wymagane przez Święte Oficjum, były w tym przypadku bardziej rygorystyczne”.
Finanse hiszpańskiej inkwizycji miały pochodzić głównie z konfiskowanych własności skazanych lub podejrzanych. Jednak oprócz konfiskat organizacja czerpała dochody z grzywien pobieranych na poczet bieżących wydatków, opłat pokutniczych, zarządzanych podczas autodafe, oraz tzw. "dyspens" lub "opłat zamiennych", kiedy to kara ulegała zamianie na ekwiwalent pieniężny. Ciągłe długi trybunałów wynikały po pierwsze z konieczności utrzymywania więźniów, spłacania ich długów i roszczeń niewinnych krewnych, po drugie zaś z faktu zbyt rozbudowanej szczególnie w XVI wieku biurokracji. Sposobem na rozwiązanie problemów związanych z długami, miał być dochód z inwestycji, czyli censos, który już w 1576 roku stanowił około 80% dochodu.
AUTODAFE
Wspomniałam już w poprzednim akapicie pojęcie "autodafe", wypadałoby się teraz omówić szerzej, gdyż zjawisko, które opisuje stanowiło podstawę działalności świętej inkwizycji. Był to pewnego rodzaju akt wiary, polegający zwykle na publicznym wykonaniu wyroku na osobie skazanej przez Święte Oficjum. Henry Kamen pisze: "Najbardziej zaskakującym ze wszystkich zniekształceń historii inkwizycji jest to, że autodafe często prezentuje się jako typowy element mentalności hiszpańskiej. Jednak fakty wskazują na coś zupełnie innego. Dalekie od odzwierciedlenia religijnych skłonności społeczeństwa, autodafe było rozmyślnie narzuconym rytuałem, który nie miał żadnych społecznych korzeni". Mylne jest także pojęcie, jakoby kulminacyjnym momentem tej uroczystości miało być spalenie na stosie. Najważniejszymi bowiem punktami była procesja, msza, kazanie podczas niej oraz „pojednanie się” grzeszników. Na większości autodafe, nie zapłonęła nawet najmniejsza iskra. Jeśli jednak orzeczono karę śmierci, wykonywano ją nie na miejscu całej uroczystości – czyli głównym placu miasta bądź rynku – ale na przedmieściach, bez splendoru głównej procesji, poi czym prochy rozrzucano po polu lub wrzucano do rzeki. Trzeba także zaznaczyć, że autodafe były ceremoniami rzadkimi, lecz jak pisze Marcelin Defourneaux: "(…) ich widowiskowy charakter i groza jaką siały w duszach ludzkich, przyczyniły się do nadania całemu życiu hiszpańskiemu szczególnego piętna".
WIĘZIENIA INKWIZYCJI
Kolejne mylne, choć powszechne przez wiele lat, poglądy na temat hiszpańskiej inkwizycji dotyczyły surowości warunków w jej więzieniach. Inkwizycja posiadała dwa rodzaje więzień: "tajne więzienie" (odpowiednik dzisiejszego aresztu śledczego) oraz "więzienie karne" (carcel de penitencia), gdzie osoby skazane odsiadywały karę "wiecznego więzienia" (nazwą tą opatrywano każdy orzeczony wyrok więzienia, a w XV i XVI wieku "wiecznym więzieniem" nazywano również obowiązek przebywania w domu krewnych lub nawet zakaz opuszczania miasta). Paradoksem jest fakt, iż więzienia "karne" były zwykle lżejsze niż areszt śledczy. Niektóre z nich były rzeczywiście ciemne i mokre (wymienia się Sewillę, Kordobę i Saragossę), większość jednak była znacznie lżejsza niż standardowe więzienia królewskie. Zdarzało się często, iż więźniowie osadzeni w więzieniach publicznych samooskarżali się przed Inkwizycją wyłącznie po to, by przeniesiono ich do owych "lochów Inkwizycji"!
Nic w tym zresztą dziwnego, skoro - w odróżnieniu od więzień królewskich - z reguły karmiono osadzonych regularnie wcale nie najgorzej (chleb, mięso, wino). Więźniowie posiadający własne środki mogli sobie ponadto sprowadzać posiłki z miasta (w tym owoce i słodycze). Choć brzmi to dla niektórych niewiarygodnie, jednym z obowiązków służby więziennej było czuwanie, aby aresztanci nie przejedli w ten sposób całego swojego majątku Ubodzy aresztanci dostawali "z urzędu" kapcie, koszule i kalesony, zaś ludzie należący do inteligencji zwykle mogli przechowywać w celi książki oraz przybory do pisania. Wszystkim więźniom zapewniano także opiekę lekarską.
Oczywiście nie oznacza to, że nie zdarzały się nieprawidłowości – wiemy, że w 1544 roku w Barcelonie ujawniono przypadki "dorabiania" przez obsługę więzienia na obcinaniu racji aresztantów, a w 1560 roku natomiast w Sewilli bunt więźniów został brutalnie stłumiony, Jednak sam fakt, iż znamy te przypadki świadczy, iż to nie one stanowiły normę.
Dochodziło tu zresztą do zabawnych paradoksów, kiedy to więzień przebywający w zwykłym państwowym więzieniu, zakonnik z Valladolid, wygłosił specjalnie kilka heretyckich poglądów, by móc zostać przeniesionym do cel inkwizycji.
TORTURY
Innym elementem działalność Świętego Oficjum, wokół którego narosło wiele legend i przesądów, było stosowanie przez trybunały, rzekomo wymyślnych tortur. Tymczasem tortury, pokłosie działalności inkwizycji średniowiecznej, nie były celem samym w sobie. Ich zastosowanie ograniczała nawet instrukcja z 1561 roku, gdzie czytamy, że ich zastosowanie powinno być zgodne z „sumieniem i wolą wyznaczonych sędziów, z prawem, rozsądkiem i dobrą wiarą. Inkwizytorzy powinni pilnie baczyć, czy skazanie na tortury jest usprawiedliwione i zgodne z precedensem”. Badania dowodzą, iż stosowano je raczej w ostateczności, częściej natomiast pokazywano przesłuchiwanym narzędzia tortur, by sam widok zmusił ich do złożenia zeznań. Podstawowa zasada podczas tortur mówiła o tym, iż nie można było stawiać oskarżonego w niebezpieczeństwie utraty życia lub całości członków, zabroniony także był praktycznie jakikolwiek rozlew krwi. Wymagana była również obecność samych inkwizytorów, przedstawiciela biskupa oraz sekretarza wiernie wszystko spisującego. Wbrew rozpowszechnionym opiniom, inkwizycja hiszpańska nie stosowała ani przypalania żelazem, ani innych wymyślnych sposobów. Dopuszczalne były w zasadzie tylko trzy metody: garrucha (podnoszenie przy pomocy liny przywiązanej do związanych na plecach rąk i gwałtowne opuszczanie); toca (kneblowanie w położeniu "do góry nogami" i podduszanie strumieniem wody - przepisy dopuszczały maksymalnie 15 litrów); potro (mocne krępowanie ramion sznurem i zaciskaniu go w ten sposób, aby wrzynał się w ręce).
Zeznania wydobyte na torturach traciły swą ważność, jeśli podsądny nie potwierdził ich w ciągu 24 godzin na sali sądowej. Przeczy to powszechnie przyjętej opinii, iż tortury miały na celu wymuszenie zeznań obciążających - stanowiły one raczej coś w rodzaju ordaliów, czy znanych z wcześniejszych procesów karnych, pojedynków sądowych.
PROCESY O CZARY
Kolejnym, budzącym od lat wątpliwości aspektem funkcjonowania hiszpańskiej inkwizycji były procesy o czary. Aż do roku 1576 istniała pewna dualność - magią zajmowała się zarówno inkwizycja, jak i sądy królewskie i biskupie. Co więcej, sądy inkwizycji były dużo mniej surowe od państwowych (zwykle kończyło się na publicznym odrzeczeniu, chłoście lub grzywnie, a w ciężkich przypadkach banicją lub więzieniem). W 1486 roku wyszła książka pt. „Młot na czarownice”, której autorami byli niemieccy inkwizytorzy Sprenger i Kramer, gdzie opisano praktyki rzekomych czarownic. Trudno powiedzieć na ile oddawała ona rzeczywistość ówczesnego satanizmu, niemniej stała się na długie lata szeroko rozpowszechnioną lekturą, mimo potępienia jej przez papieża Aleksandra VI. Jednak inkwizycja hiszpańska, jak pisze John Edwards: "była na tle reszty ówczesnych organów wymiaru sprawiedliwości – duchownych i świeckich – absolutnym wyjątkiem, ponieważ stała całkowicie na uboczu szalejącej we wczesnonowożytnej Europie "psychozy czarownic", której ofiarą padły tysiące ludzi, głównie kobiet, skazanych na stos bądź utopionych za rzekome poduszczanie mocy nieczystych przeciwko innym. (…) Bluźniercy i ludzie nie okazujący należytego szacunku Kościołowi i jego nauce mogli spodziewać się po inkwizycji hiszpańskiej dużo większej surowości, i to w zasadzie do samego końca istnienia tej instytucji. Pokątni uzdrowiciele – uzdrowicielki, ściślej rzecz biorąc, bo znacznie częściej od znachorów trafiały się różnego rodzaju zielarki, baby i znachorki – raczej padali ofiarą tępiących konkurencję, dyplomowanych przedstawicieli coraz bujniej kwitnącej profesji lekarskiej niż inkwizytorów”" Dla kontrastu, warto zaznaczyć, że w teoretycznie liberalnej religijnie Holandii, tzw. polowania na czarownice, pochłonęły znacznie więcej ofiar niż sławetne stosy hiszpańskiego trybunału.
"INDEKS KSIĄG ZAKAZANYCH"
Wyobrażenie społeczeństwa hiszpańskiego pogrążonego w ciemnocie i inercji z powodu działalności inkwizycji również stanowi część "czarnej legendy" narosłej wobec Oficjum. Ostatnim zagadnieniem, jakim chciałabym zająć się w niniejszej pracy, jest kwestia domniemanego złego wpływu działalności inkwizycji na kulturę i naukę, czego przyczyną miał być sławny już dziś "Indeks ksiąg zakazanych". W 1559 roku, kiedy to inkwizytorem generalnym był arcybiskup Sewilli, Fernando de Valdes, opublikowano pierwszy własny Index Librorum Prohibitorum. Zakazane zostały wszystkie pozycje, w których pochwalani są Żydzi i Maurowie, tłumaczenia Biblii, książki na temat magii, wszystkie dzieła niedostatecznie ułożone wobec religii. Wśród książek zakazanych później znajdują się dzieła takich autorów jak: Las Casa, Rabelaisa, Ockhama, Savonaroli, Dantego, Abelarda, Morusa, Grotiusa, Bacona, Kuplera i wielu innych. Indeks jednak, jak pokazują badania, posiadał mniejsze znaczenie niż mogłoby się wydawać. Po pierwsze, wielu z zawartych w nim tytułów nie było w ogóle dostępnych w kraju. Poza tym, jak zaznacza Henry Kamen: "(…) indeks był duży, kosztowny, trudno dostępny, nieuchronnie niedoskonały i nieaktualny". Poza tym, pozycja ta, niejednokrotnie ostro krytykowana przez księgarzy, nie zawierała bardzo wielu tytułów dostępnej Hiszpanom literatury pięknej i naukowej. Aż do połowy XVI wieku, inkwizycja ingerowała bezpośrednio jedynie w pewne teksty renesansowych sztuk teatralnych i dopiero po rozprzestrzenieniu się reformacji, Oficjum w większym stopniu starało się o utrzymanie kontroli nad kulturą. "Krótko mówiąc, podsumowuje Henry Kamen, inkwizycyjny nadzór na d literaturą wyglądał imponująco w teorii, znacznie gorzej jednak w praktyce". Co więcej, można by nawet zaryzykować stwierdzenie, iż było zupełnie odwrotnie niż się przypuszcza, a mianowicie to nie Oficjum powodowało zacofanie społeczeństwa, ale samo w sobie było produktem tego zacofania, jego uosobieniem. Choć argument ten wymagałby dalszych badań, na co jednak nie pozwala objętość niniejszej pracy, można by go uogólnić na inne aspekty działania inkwizycji w Hiszpanii.