Rok 1942 zdaje się dziś przełomowym w dziejach zarówno II wojny światowej, jak i samego terenu Generalnego Gubernatorstwa, utworzonego z części ziem byłej II Rzeczypospolitej. Po dotychczasowych sukcesach III Rzeszy sytuacja zaczęła się zmieniać. Dla nakreślenia przyczyn zmiany polityki wewnętrznej Niemców podam jedynie kilka istotnych dla ich pozycji wydarzeń. Klęski na frontach, w tym niepowodzenia pod El-Alamein oraz pod Stalingradem rozpoczęły zupełnie nowy rozdział w historii tego konfliktu. Od tej pory wojska Hitlera będą się już tylko wycofywać w Afryce, zaś na terenie ZSRR czekać je będzie załamanie kontrofensywy i porażka pod Kurskiem. Wobec takich wypadków oczywistym jest zróżnicowanie polityki prowadzonej wobec państw okupowanych, w tym wypadku omawianej „Polski”, ściślej rzecz ujmując GG, a właściwie miasta Warszawy.
Rok ten, wreszcie, jednoznacznie kojarzyć się powinien z akcją scaleniową podziemnych organizacji cywilnych i wojskowych i utworzeniem z większości z nich organu zwanego Armią Krajową, na czele którego stanął początkowo gen. Stefan Rowecki „Grot”. W związku z tym wzmacniano także wydajność bojową konspiracyjnej siatki oddziałów a także starano się rozszerzać zasięg ich działań. Hasła biernego oporu, stosowane dotychczas zaczęto zastępować aktywnością w polu walki z okupantem. Nieuniknionym rezultatem tych przedsięwzięć okazało się analogiczne wzmocnienie represji niemieckich i wzmożenie terroru i tak już napawającego byłą polską stolicę strachem.
SZKOLENIA
Zważywszy na intensyfikację działań zbrojnych na terenie zarówno samego miasta jak i jego okolic, należało odpowiednio przygotować żołnierzy podziemnej armii do jak najwydajniejszej pracy. Dlatego też duży nacisk położono na aranżowanie turnusów szkoleniowych, ćwiczeń terenowych i różnego rodzaju praktyk, związanych nie tylko z wykorzystaniem i konserwacją broni, ale także na przykład z prowadzeniem pojazdów oraz obsługą urządzeń łącznościowych ( telefony, radiostacje). Kursy trwały nieraz nawet i kilka miesięcy i obejmowały szkolenia zarówno z zakresu praktyk jak i teorii. Zasługującym na wyróżnienie jest szkolenie motorowe, organizowane wówczas pod kryptonimem „Iskra” przez por. Czesława Sitarza. To właśnie ono, odbywające się na Żoliborzu, uniknęło tzw. „wpadki” i skutecznie przez cały okres istnienia przygotowywało do walki i doskonaliło umiejętności prowadzenia pojazdów.
Nieco inaczej działały kursy, którym przewodniczył Zbigniew Sujkowski, a które były nastawione na akcje dywersyjne. Oprócz powyższych, skupiano się na nich także na obsługiwaniu sprzętu saperskiego oraz wykładano teorie chemii i geologii, tak bardzo przydatnych w tej dziedzinie podczas układania planów.
BROŃ
Jednakże do wykorzystania nabytych zdolności niezbędne były materiały wybuchowe i broń, zaś tych po roku 1939 nie było wystarczająco dużo. Z tego powodu priorytet nadano organizacji i gromadzeniu tego typu przedmiotów. Ich ilość powiększano na kilka sposobów- poprzez zrzuty angielskie, odnajdywanie tych zakopanych po zakończeniu wojny obronnej, rozbrajanie, lub zakup od Niemców, lub też samodzielną produkcję. Ta ostatnia stała się jednym z najważniejszych źródeł dostaw.
Najsłynniejszym chyba wynalazkiem polskich konstruktorów były granaty ręczne zwane filipinkami i sidolówkami. Oba wypełniane były materiałem wybuchowym sporządzanym na bazie chloranu potasu- szedytem ( jednym z najpopularniejszych wówczas, produkowanym konspiracyjnie; przyczyną była łatwa dostępność składników). Uzyskiwaniem go zajętych było wówczas ponad 20 punktów na terenie samego miasta.
Dodatkowo zorganizowano przy ul. Leszno fabrykę, w której wytwarzano lufy do pistoletów typu VIS (których to luf ze względów bezpieczeństwa Niemcy zakazali wytwarzać na terenie GG).
Ponadto zajmowano się tam także montowaniem Stenów i Błyskawic.
AKCJE ZBROJNE
W naturalnej konsekwencji do wzmagającego się okrucieństwa hitlerowców, coraz prężniej organizujące się podziemie odpierało akty bestialstwa poprzez szeroko zakrojone akcje odwetowe, wyroki śmierci na funkcjonariuszach Gestapo, SS, urzędników administracyjnych itp. Warto dodać, że przygotowanie takich zbrojnych aktów wymagało wielogodzinnych ustaleń, uzyskania zgody z Londynu a także odpowiedniego przećwiczenia planu w terenie. Samą akcję poprzedzało dokładne rozeznanie terenu, długotrwałe śledzenie „celu” oraz eliminacja wszelkich czynników mogących obniżyć skuteczność. Tym trudniej było, im ważniejsza osoba miała paść ofiarą zamachu, bowiem wyżej postawieni osobnicy rzadko poruszali się po ulicach samodzielnie, zazwyczaj korzystali z samochodów i otaczali się większym gronem towarzyszy. Niejednokrotnie plany kończyły się odwołaniem ich w ostatniej chwili, bądź niepowodzeniem i stratami własnymi. Zazwyczaj nawet w przypadku sukcesu na ludność spadały szybkie represje.
Mimo tego starano się eliminować jednostki szczególnie niebezpieczne dla otoczenia tj. ludności Warszawy i jeńców hitlerowskich więzień. Tak więc w maju 1943roku zginęli dwaj gestapowcy : Herbert Schulz i Ewald Lange, we wrześniu zastępca komendanta Pawiaka- Franz Burkl i komendant Ernst Weffels. W niedługim czasie dowództwo Komendy Głównej AK przygotowało w ramach akcji „Główki“ listę około 100 nazwisk hitlerowców skazanych wyrokiem sądów na śmierć.
Skoro jesteśmy przy sądach to, rzecz ważna, działały one w dwóch pionach- cywilnym i wojskowym i stanowiły odpowiednik sądów państwowych, mających prawo wydawania prawomocnych wyroków. Jako pierwsze powołano sądy wojskowe, mające zajmować się kwestiami zdrady, szpiegostwa i donosicielstwa. Dopiero w 1942 roku wyodrębniono Cywilne Sądy Specjalne, które karać miały za kolaborację, bandytyzm i zbrodnie przeciwko narodowi. W ciągu dwóch lat wydano w obu z nich ponad 250 wyroków, z czego wykonano około 200. Oczywiście nie zawsze skazywano na śmierć. W przypadku lżejszych przewinień karą mogła być infamia ogłaszana w prasie konspiracyjnej. Popularne było np. golenie głów kobietom za zbyt poufałe kontakty z Niemcami.
Jednym z najsłynniejszych zamachów jest ten, zorganizowany w 1944 roku na Franza Kutscherę, Gruppenfuhrera SS, dowódcę policji i SS w dystrykcie warszawskim, odpowiedzialnego za publiczne uliczne egzekucje. W akcji wzięło udział 9 mężczyzn i 3 kobiety. Niemiec został zabity, ale poniesiono także straty własne, zginął między innymi dowódca natarcia Bronisław Pietraszewicz „Lot”. Co prawda w następstwie tego czynu rozstrzelano 100 polskich zakładników, jednak, była to jedna z ostatnich takich egzekucji. Organizowano jeszcze kolejny zamach na Ludwiga Fischera w styczniu 1944 roku, jednak zakończony niepowodzeniem.
Skuteczne okazywały się natomiast akcje przeciwko mniejszym urzędnikom niemieckim i kolaborantom. Ofiarami plutonów egzekucyjnych padali brutalni strażnicy więzienni, przesłuchujący, członkowie policji 'granatowej' itd. Udało się pozbyć m. in. Otto Schultza i Augusta Lange, Hedwigi Podchorodeckiej, Antoniny Narewskiej.
W sierpniu 1942roku zlikwidowano bardzo groźnego człowieka istniejącego pod dwojakim nazwiskiem: Szweycer Henryk, bądź Hammer – Baczewski Józef, zaś posługującego się pseudonimem „Wujek”. Postać o tyle ciekawa i niebezpieczna, że służąca bezpośrednio Abwehrze. Pod osłoną i na polecenie niemieckie zorganizował pseudokonspiracyjną siatkę, znaną także jako Nadwywiad Rządu Londyńskiego, której zadaniem było przechwytywanie grypsów z Pawiaka i dostarczanie ich Gestapo. Zastrzelili go żołnierze oddziału „Wapiennik”, dowodzeni przez Leszka Kowalewskiego „Tomasz”, „Twardy”.
W roku następnym zastrzelono także oficera policji 'granatowej' Romana Święcickiego i wachmajsterkę z Pawiaka Sabinę Bykowską W wyniku akcji „Topiel”, prowadzonej na przełomie 1943/4 roku wykonano wyroki na ponad 30 konfidentach i kolaborantach. W czerwcu 1944 roku zlikwidowano także Eugeniusza Świerczewskiego, bezpośredniego sprawcę aresztowania Grota-Roweckiego. Śmiercią karano także wszelkiego rodzaju szmalcowników, grożących Żydom, bądź obywatelom ich ukrywających.
Oprócz zwalczania jednostek, prowadzono także działania przeciwko większym grupom ludności. Mam na myśli akcje masowe przeciwko Niemcom i kolaborantom. Polegały one na atakowaniu kawiarni i restauracji i sklepów przeznaczonych tylko dla wybranych części społeczeństwa, takim jak Cafe- Club, Mitropa, Bar Podlaski itp. Podobnie czyniono względem teatrów i kin, w których prezentowano proniemiecki repertuar. Do wnętrz takich lokali niejednokrotnie rozpylano trujące gazy, tłuczono szyby, dewastowano wystawy czy też obrzucano prawdziwymi granatami. Bywało, że w ten sam sposób postępowano wobec tramwajów z numerem „0” ( „Nur fur Deutsche”) lub policyjnych samochodów przeznaczonych do eskortowania ofiar ulicznych łapanek.
Jednakże, co ciekawe akcje zbrojne organizowano nie tylko po to, by zadać realne szkody Niemcom poprzez uszczuplenie ich sił w GG. Starano się także pozyskiwać fundusze na działalność podziemia, zaś do tego uciekano się poprzez napady na transporty bankowe bądź same bankowe kasy. Najbardziej efektowną z takich akcji była ta o kryptonimie „Góral”z zimy 1943 roku, kiedy przechwycono pieniądze przewożone z Banku Emisyjnego, w sumie około 105 milionów złotych. Sumy tej nigdy nie udało się odzyskać, zaś sam fakt utraty jej przez III Rzeszę napawał obywateli dumą i prowokował kpiny wśród warszawiaków.
Ostatnią z form, którą w tym dziale chciałam omówić są akcje w celu odbicia więźniów. Część z nich doprowadziła do uwolnienia pewnej liczby z nich, m. in. 29.04, 11.06, 29.06.1944 roku z oddziału więziennego Szpitala Jana Bożego. Inne zakończyły się niepowodzeniem (19/20.07.1944 roku) i wywołaniem bezcelowego już buntu na Pawiaku i w rezultacie doprowadziły do masowych egzekucji na organizatorach.
Bodaj najbardziej znaną z podobnych akcji jest ta pod Arsenałem, w wyniku której odbito Jana Bytnara i przewożonych z nim towarzyszy cel. Znacząca wiele dla ówczesnych mieszkańców miasta, dla samych zainteresowanych skończyła swoją rolę dość szybko, gdyż niedługo po niej zmarli z ran zarówno odbity „Rudy”, jak i Aleksy Dawidowski „Alek", jeden z uczestników i koordynatorów.
WYWIAD
Do wykonywania opisanych powyżej planów niezbędne było dokładne rozeznanie, którym zajmował się II Oddział KG AK odpowiedzialny za wywiad i kontrwywiad, a na czele którego stanął ppłk Marian Drobik. Działalność osób zaangażowanych w pracę tej jednostki rozwijała się w 3 zasadniczych kierunkach- rozpracowywano sytuację na froncie wschodnim, w III Rzeszy i Generalnym Gubernatorstwie. Do tego celu utworzono specjalne siatki agentów, rozsianych po całym kraju i ściśle ze sobą współpracujących. W Warszawie umiejscowiono centralę a przy tym Biuro Studiów Wojskowych pod wodzą kpt. Franciszka Hermana, który wraz ze swoim zespołem doglądał i opracowywał materiały dotyczące kwestii wojskowych. To właśnie wywiad AK wykrył niemiecki plan ataku na ZSRR - „Barbarossa” a także przewidział jego czas na czerwiec 1941roku. Ponadto tutaj odkryto tajemnicę broni V-1 i V-2, prowadząc kolejno śledztwo w ośrodkach Peenemunde i poligonie Pustków- Blizna. Następnie informacje te przekazano do Londynu.
Jeśli chodzi o działalność wewnątrz miasta to koncentrowano się głównie na umieszczaniu „wtyczek” w miejscach szczególnie ważnych i niebezpiecznych dla społeczeństwa, tak więc priorytetem oznakowane były więzienie Pawiak, jego żeński oddział- Serbia, więzienie przy ul. Daniłowiczowskiej, siedziba policji bezpieczeństwa i więzienie Gestapo na Alei Szucha. Pełniły one tam funkcje strażników, sprzątaczek, pielęgniarzy czy też po prostu bywali tam od czasu do czasu np. z powodu zaopatrywania funkcjonariuszy niemieckich w różnego rodzaju produkty. Poza przekazywaniem wiadomości o stanie śledztw, planach czy sytuacji osób więzionych, przenosiły też grypsy. Poza tym obsadzano „czujkami” różnego rodzaju urzędy administracyjne, zakłady niemieckie, kawiarnie, tramwaje, lub też posyłano ludzi do rozpracowywania poszczególnych jednostek. Zdarzało się także, ze pozorowano współpracę, podając się za Volksdeutschów i Reichsdeutschów, co pozwalało na szerszy i swobodniejszy dostęp do danych na temat wroga.
LEGALIZACJA
Do wypełniania celów walki konspiracyjnej niezbędne było zarówno ukrywanie zagrożonych
„wpadką” ludzi, jak i częste zmiany nazwisk i miejsc zamieszkania a co za tym idzie także i dokumentów. Z tego właśnie powodu szybko okazało się wręcz niezbędne zorganizowanie sprawnie działającej komórki legalizacyjnej, w której produkowano by kennkarty, ausweisy, arbeitskarty, zaświadczenia, przepustki czy paszporty. Na czele ustanowiono inż. Stanisława Jankowskiego „Agatona”, zaś samej komórce nadano kryptonim „Park”. Podlegała ona pod Oddział I ( Organizacyjny) Komendy Głównej AK. W przeciągu całej okupacji ludziom z tego środowiska udało się skompletować prawie 200 różnych wzorów dokumentów i ok. 1000 pieczęci cywilnych i wojskowych instytucji hitlerowskich, zaś wydawane dokumenty pozwoliły na uratowanie wielu ludzi. Dzięki nim ewakuowano z getta Żydów i ukrywano ich po aryjskiej stronie, zatajano istnienie poszukiwanych przez Niemców członków organizacji konspiracyjnych, ukrywano rannych partyzantów w szpitalach czy też uzyskiwano możliwość poruszania się po mieście po godzinie policyjnej i unikania organizowanych za dnia łapanek.
PRASA KONSPIRACYJNA I KOLPORTAŻ
Wobec zakazu używania odbiorników radiowych i słuchania audycji aliantów ludność pozornie skazana została na wiadomości kształtowane przez niemiecką propagandę. Szybko pojawiały się tytuły czasopism powoływanych pod komendą Rzeszy. Do najpopularniejszych należały Nowy Kurier Warszawski i Goniec Krakowski. Naturalną reakcją polskiego podziemia okazało się przygotowanie polskiej prasy konspiracyjnej, dementującej wieści przekazywane przez „gadzinówki”. Początkowo nakład był niewielki, gazety proste w formie i treści. Często składały się z niewielu stron, przepisywane były na maszynach bądź odbijane na powielaczach. Z biegiem czasu obserwuje się doskonalenie techniki drukarskiej i rozprowadzanie większej liczby zarówno tytułów jak i egzemplarzy. Co ciekawe, zmienia się także zawartość owych publikacji. W pierwszych miesiącach czytać w nich można było jedynie sporządzone na prędce informacje uzyskane z zakazanego zresztą odsłuchu radiowego, opatrzone z reguły lakonicznym komentarzem. Wkrótce zaś, pojemność polskich gazet rozrosła się do tego stopnia, że pełno w nich było artykułów teoretycznych, programowych, politycznych (zarówno o sytuacji w ówczesnej Europie jak i kraju) .W latach 1942-1944 ogromna liczba warszawskich organizacji konspiracyjnych dysponowała własnymi drukarniami, zaś w niektórych z nich można było wydawać pisma zaopatrzone w ilustracje. Warszawa zresztą plasuje się na szczycie drabiny wyznaczającej aktywność wydawniczą w okupowanej Polsce. Prowadzono, obok dzienników, produkcję także periodyków specjalistycznych przeznaczonych dla kobiet czy młodzieży; tych szkoleniowych, literackich, satyrycznych. Najpopularniejszy był „Biuletyn Informacyjny” wydawany co tydzień ( w czasie Powstania Warszawskiego codziennie), jako organ centralny Komendy Głównej Armii Krajowej.
Przeciwdziałanie odcięciu od bieżących informacji musiało prowokować budowanie trwałej sieci drukarni na terenie całego GG. W mieście liderem były Tajne Wojskowe Zakłady Wydawnicze podporządkowane właśnie AK, jako wydział Biura Informacji i Propagandy. To tutaj po raz pierwszy wydano np. „Kamienie na szaniec” A. Kamińskiego, czy „Dywizjon 303” A. Fiedlera. Tajne drukarnie papier, którego potrzebowały w ogromnych ilościach zdobywały w różnoraki sposób- poprzez kradzież z legalnych zakładów poligraficznych w służbie Niemcom, lub też bezpośrednio z transportów kolejowych. Część pozyskiwano po prostu z fabryk takich jak ta w Mirkowie koło Warszawy.
W zakładach tych, ukrytych zawsze pod przykrywką istnienia w ich miejscu sklepów, barów bądź innych legalnych interesów, a mieszczących się zazwyczaj w podziemiach i piwnicach, pracowali nie tylko zawodowi dziennikarze, ale też ludzie, którzy dopiero w czasie wojny przyłączyli się do tego rodzaju pracy. Niezastąpioną rolę odgrywały oczywiście osoby zajmujące się kolportażem, w tym głównie łączniczki i harcerze. W związku z nie zawsze (szczególnie w pierwszym okresie istnienia) niewystarczającym nakładem pisma czytane były przez kilka- kilkanaście osób i przekazywane dalej.
AKCJA „N”
Ogromne znaczenie odegrała tu także tzw. akcja „N”, która zakładała prowadzenie wojny psychologicznej z okupantem poprzez szerzenie nieprawdziwych (często) i niepokojących Niemców wiadomości. Uciekano się do różnorakich metod począwszy od drukowania pism pochodzących od rzekomo istniejących grup narodowości niemieckiej o nastawieniu antyhitlerowskim, poprzez rozprzestrzenianie „ich” ulotek, manifestów i afiszy a skończywszy na rozsyłaniu do urzędników i volksdeutschów wezwań i rozporządzeń opatrzonych pieczęciami i podpisami samych najwyższych władz. Powodowało to dezorientację i nierzadko panikę wśród adresatów tego typu działań. Jednym z bardziej spektakularnych wyczynów było zamieszczenie obwieszczenia 2.02.1944 roku dotyczącego kolejności w jakiej miano ewakuować Niemców z Warszawy, a podpisane przez Wyższego Dowódcę SS i Policji- Koppego.
Podczas lat działalności w ramach tego przedsięwzięcia zdołano utworzyć kilka niezależnych od siebie fikcyjnych stronnictw oportunistycznych względem oficjalnych władz w Rzeszy, rozpropagować tysiące ulotek i wydać sporą liczbę gazet głoszących informacje destabilizujące postawę obywateli niemieckich. Ponadto zajmowano się także walką słowną prowadzoną na murach miasta, połączoną zresztą częściowo z tzw. "Małym Sabotażem", o którym wspomnę później.
Istotnym punktem tej działalności było także kilkakrotne wydawanie podrobionych dodatków do prasy gadzinowej. Stało się to m. in. 21.03.1943 roku i 5.05.1944 roku. Informacje ze strony Podziemia umieszczane były w nich drobnym drukiem pod rzucającą się w oczy wiadomością, jaka powinna się była znaleźć w piśmie oficjalnym. Podobny charakter miało także stemplowanie nakładu „Nowego Kuriera Warszawskiego” czerwoną pieczęcią z napisem: „Panu Prezydentowi Rzeczypospolitej i Naczelnemu Wodzowi w dniu Imienin- Polska Walcząca”czy też „Niech żyją Polskie Siły Zbrojne!”.
ŁĄCZNOŚĆ
Jak już nieco wyżej wspomniałam, ogromną rolę informacyjną odgrywały łączniczki i kurierki/kurierzy, jednak oprócz rozpowszechniania tajnej prasy mieli oni także za zadanie dostarczać rozkazy i wiadomości od dowódców do niższych szczebli. Przenosiły broń, powiadamiały o terminach spotkań, ćwiczeń terenowych, akcji zbrojnych, dostarczały dane do komórek legalizacyjnych, aranżowały rozmowy pomiędzy członkami podziemia i uczestniczyły czynnie podczas akcji zbrojnych, pozwalając na kontaktowanie się pomiędzy dowódcą a żołnierzem, dając znaki rozpoznawcze i alarmujące oraz zbierając broń tuż po wykonaniu zadania.
To one też zgłaszały potrzebę zorganizowania „czystych lokali” dla ukrywających się, przestrzegały o tzw. „kotłach” i „spaleniu mieszkań”, które były wykrywane przez okupanta. One wreszcie dostarczały meldunki i raporty i współpracowały przy przekazywaniu informacji do Londynu za pomocą radiostacji nadawczych i radiotelegrafów. Na czele łączności radiowej AK stał płk Józef Srebrzyński, zaś konspiracyjnej – Jadwiga Karasiówna.
SABOTAŻ
Bardzo rozpowszechnioną formą walki był także sabotaż prowadzony w zakładach, zazwyczaj zbrojeniowych, które produkowały dla Rzeszy. Tę formę sprzeciwu stosowano jednak tylko w miejscach, które nie oddziaływały bezpośrednio na społeczeństwo miast, tj. unikano sabotowania w elektrowniach, komunikacji miejskiej, wodociągach itp. Robotnicy w myśl haseł wypisywanych na murach pod rysunkiem żółwia („Pracuj powoli”) skutecznie obniżali produktywność i wydajność fabryk. Starano się pogarszać jakość wyrobów, zwalniać tempo ich wytwarzania, czy wręcz wypuszczać na rynek wadliwy sprzęt. Warto zauważyć, że taki opór był bardzo niebezpieczny i mógł wprowadzać atmosferę niepewności i przeciwdziałania także wśród samych pracowników, bowiem pierwszymi odpowiedzialnymi za szkody wyrządzone niemieckim koncernom byli właśnie ci, w nich zatrudnieni. Innymi formami mogło być także nieodpowiadanie na niemieckie wezwania ogłaszane na afiszach, bojkotowanie parad i świąt organizowanych przez okupantów, niedbałe wykonywanie poleceń itp.
MAŁY SABOTAŻ
Z czasem wyodrębnił się odmienny dział powyższego a jednocześnie współpracujący z komórką propagandy - mały sabotaż. Początkowo reprezentował go tzw. PLAN ( Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa) , który jednak w 1940 roku został rozpracowany i rozbity. Zadania przejęła stworzona przez Aleksandra Kamińskiego organizacja „Wawer” (współdziałająca z podobną, pozawarszawską o nazwie „Palmiry” Kazimierza Gorzkowskiego [wkrótce połączone]). Podlegała ona Komendzie Głównej ZWZ-AK i oparta była o strukturę Szarych Szeregów. Członkami byli ludzie ze środowisk harcerskich, którym nie było wolno brać udziału np. w akcjach likwidacyjnych. Założeniem jednostki była działalność wychowawcza i psychologiczna nie dążąca do trwałego i poważnego naruszenia zdrowia bądź życia. Wymierzona była zarówno w okupantów jak i kolaborantów ( volksdeutschów, kobiety związane z Niemcami, a także innych obywateli, którzy pozwalali wciągnąć się w machinę niemieckiej propagandy i zanadto byli okupantowi przyjaźni).
Starano się temu zapobiegać a akcje te były nad wyraz skuteczne. Uciekano się do ogromnej liczby metod i docierano do wielu „odbiorców”. Oprócz atakowania i ostrzegania – „nawracano” tych Polaków, którzy nie do końca przestrzegali zarządzeń Kierownictwa Walki Cywilnej oraz podnoszono na duchu resztę ludności, która utwierdzana była w przekonaniu, że istnieją grupy oporu.
Najpopularniejsze było pisanie na murach antyniemieckich napisów i symboli. Rysowano kotwice Polski Walczącej, żółwie sabotażowe, zwycięski litery „V” (pojedynczo, bądź wewnątrz napisów, np. „GrunVald” ). Przywoływano historyczne klęski Niemców, jak ta z 1410 czy 1918 roku ( słynna akcja z 1943 roku, kiedy to wypisywano na murach „Oktober”, nawiązując do klęski Państw Osi w czasie I wojny światowej). Doprowadzało to do swoistych pojedynków pomiędzy stronami, kiedy do takiego napisy Niemcy dodawali „26 [Oktober] vier Jahre des GG” (26.10 cztery lata GG), na co z kolei Polacy odpowiadali „i ani dnia dłużej”. Podobnie działo się ze sloganami ogłoszeniowymi „Detschland siegt in allen Fronten” („Niemcy zwyciężają na wszystkich frontach”), w których wyraz „siegt” przeinaczano na „liegt”(„leżą”), zaś apele „Jedźcie z nami do Niemiec” zmieniano na „Jedźcie sami do Niemiec”
Na murach wyrażano złość i nienawiść, groźby i zapowiedzi rychłego odwetu, pojawiały się hasła „Pawiak pomścimy”, „Palmiry pomścimy”, „Detschland verlort” („Niemcy przegrają”), „Tylko świnie siedzą w kinie”, „Hitler kaput”.
Oprócz tego zajmowano się także kolportażem ulotek propagandowych i rozlepianiem takich naklejek. Wraz z nimi roznoszono gazety (takie jak w akcji „N”) i rozwieszano propagandowe plakaty. Udało się także zorganizować podziemne wydania dodatku specjalnego do Nowego Kuriera Warszawskiego, zaś innym razem serie zdobytych numerów opatrzono propolskimi stemplami.
Ciekawą inicjatywą było dwukrotne podłączenie się do tzw. „szczekaczek” (megafonów miejskich, przez które Niemcy głosili korzystne dla nich wieści). Miało to miejsce 3.05 i 31.07.1943 roku, w obu przypadkach audycja trwała ok. 15 min. Za pierwszym razem, z okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji, na placu Wilsona na Żoliborzu wspólnie odśpiewano Rotę a następnie po słowach „Polska żyje!”, „W górę serca! Polska jedna, wielka, potężna, zwycięska!” wspólnie odsłuchano Mazurka Dąbrowskiego. W drugiej sytuacji w kilku głośnikach Śródmieścia rozbrzmiał marsz generalski i hymn narodowy. Obie wzbudziły entuzjazm tłumu i zebrały wokół spore grupy słuchaczy, napawając nadzieją i jednocześnie kpiąc sobie z niemieckich sił. Już sam fakt włączenia się do systemów nagłaśniających dawał do zrozumienia możliwości i determinację Polaków, wobec niedopracowanych niemieckich systemów.
Konspiratorzy znaleźli także inne drogi walki z okupantem. Na ogromną skalę rozpoczęło się zrywanie plakatów, obwieszczeń i hitlerowskich flag. Co odważniejsi umieszczali w ich miejscu biało- czerwone flagi, inni (dosłownie) wieszali przygotowane wcześniej kukły Hitlera (pierwszy raz w 1944 roku ). Symbole narodowe pojawiały się zazwyczaj z okazji polskich świąt i zawsze umieszczano je na tyle wysoko, że chcący je zdjąć mieli z tym spore kłopoty.
Wreszcie, o czym nie można zapomnieć to właśnie mały sabotaż zajmował się przywoływaniem do porządku obywateli miasta. Atakowano wystawy sklepowe i witryny zakładów, np. fotograficznych, które jawnie sympatyzowały z Niemcami- obsługując tylko ich, albo np. wieszając na widoku zdjęcia. Celem akcji padały też zakłady bądź mieszkania volksdeutschów. Dobry skutek przynosiły listy- ostrzeżenia i tłuczenie szyb takich lokali.
W podobny sposób postępowano z kawiarniami, restauracjami i kinami oraz teatrami, z których pierwsze mogły być stworzone wyłącznie dla Niemców, zaś drugie prezentowały kontrolowany przez hitlerowców repertuar. W takich momentach albo bojkotowano bywanie w tego typu miejscach, albo próbowano uczynić je niekomfortowym. Znane są przypadki rozpylania do wnętrz środków łzawiących, lub powodujących nieznośny odór, czy też torsje u osób, które go wdychały.
Obok tego wszystkiego członkowie Wawra piętnowali także kobiety, które w zbytni sposób spoufalały się z Niemcami. Takim osobom golono głowy, bądź oblewano ich odzież żrącymi substancjami.
DYWERSJA
Z sabotażem dość ściśle wiązała się dywersja, jako działalność nastająca bezpośrednio na dobro III Rzeszy. Zazwyczaj jest ona kojarzona z uszkadzaniem transportów niemieckich, wykolejaniem pociągów, wysadzaniem wagonów i całych fragmentów linii kolejowych. Faktycznie jedną z pierwszych tego typu akcji była ta zwana „Wieńcem”, a przeprowadzona została 7/8.10.1942 roku. Polegała ona na wysadzeniu przez oddziały saperskie OW AK torów biegnących wokół Warszawy. Atak przewidziano na 7 punktów trasy. Powiodła się a jej rezultatem było trwałe zniszczenie zarówno samych szyn jak i parowozów a ponadto zatrzymanie ruchu na tym obszarze na co najmniej kilkanaście godzin. Była ona największą i najbardziej zdezorganizowała plany niemieckie. Odbyła się bez strat własnych. Później powtarzały się podobne, bądź o mniejszym rozmiarze akty zbrojne. Starano się napadać także na samoloty niemieckie i konwoje samochodowe. W nocy 3/4.05.1944 roku zniszczono kilka samolotów transportowych przygotowanych na lotnisku bielańskim do dostarczenia zapasów na front wschodni.
W ramach tej działalności zawierały się także napady na niemieckie magazyny i fabryki. Podpalano budynki, w których przechowywano druki skarbowe, zaopatrzenie czy też materiały napędowe pojazdów.
AKCJA 'BURZA'
Ostatnią i najbardziej w rezultacie spektakularną okazała się tzw. akcja „Burza”, która zakładała działalność dywersyjną na tyłach wycofującej się przed Armią Czerwoną armii niemieckiej. Początkowo zresztą miała nie obejmować większych miast, żeby nie narazić na niebezpieczeństwo ich mieszkańców. W miarę rozwoju wydarzeń rozkazy jednak zmieniono, uznając wcześniejsze ich opanowanie za niezbędne dla przyjęcia armii sowieckiej już jako gospodarze polskiej ziemi. W jej ramach wybuchło więc Powstanie Warszawskie, które stało się jedną z najdłuższych miejskich bitew II wojny światowej, ku zaskoczeniu Niemców i wbrew przewidywaniom samych organizatorów, a którego istocie należałoby jednak poświęcić osobny artykuł.