W drugiej części pracy opisane zostaną losy Edwarda Gierka od momentu powrotu do kraju z Belgii, aż do chwili objęcia przez niego najważniejszego stanowiska w Polsce.
Gierek zastał ojczyznę, która była już całkowicie podporządkowana komunistom i ZSRR. Rok 1948, w którym powrócił do Polski, to kolejne ważne wydarzenie w jego życiu, ale to także bardzo istotna data w powojennej historii naszego kraju. W dniach 15-21 grudnia 1948 roku odbył się w Warszawie zjazd zjednoczeniowy PPR i PPS, w wyniku którego powstała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Jej powołanie odbywało się w ramach „unifikacji” z wielkim bratem zza wschodniej granicy. W ZSRR rządziła jedna partia – Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego, a u nas ciągle istniały dwa ugrupowania o charakterze robotniczym, z których to przecież PPS miała o wiele dłuższe tradycje, w tym tradycje jeszcze XIX-wieczne, tradycje piękne, bo niepodległościowe. Partia założona listopadzie 1892 roku w trakcie zjazdu socjalistów w Paryżu została po prostu wchłonięta przez PPR. Sytuacja w Polsce zmieniła się, politycy, ale też i zwyczajni ludzie musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Taka potrzeba spotkała również 35-letniego Edwarda Gierka, wzbudzającego już wtedy zainteresowanie jako człowiek związany z Zachodem, obyty w wielkim świecie, mimo, że w kraju nad Wisłą nie był jeszcze zbyt znany.
Początki działalności politycznej w Polsce
Edward Gierek, który ponownie zamieszkał w Zagórzu wstąpił do nowo powstałej PZPR. Jesienią 1949 roku wyjechał na dwa lata do Warszawy, aby zdobyć „odpowiednie wykształcenie”. Dzięki pomocy I sekretarza KW PZPR w Katowicach Ryszarda Strzeleckiego nie miał on większych problemów z uzyskaniem mieszkania w zrujnowanej po II wojnie światowej stolicy, co wówczas wcale nie było łatwe. Czego uczono w takiej partyjnej szkole? Oddajmy głos samemu Gierkowi: „Przede wszystkim podstaw marksizmu w jego stalinowskiej wersji. Biblią naszą był Krótki kurs WKP(b), ponadto uczono ekonomii politycznej socjalizmu, ale – co ciekawe – również filozofii, logiki, retoryki.” Można w tym miejscu zastanowić się ile przyszły przywódca Polski wyniósł z lekcji ekonomii politycznej, skoro w dziedzinie gospodarki popełniał tak fatalne błędy w latach siedemdziesiątych, nie biorąc pod uwagę na przykład zmieniających się rzeczywistej wartości pieniądza oraz trzykrotnie zamrażając ceny podstawowych produktów żywnościowych w sumie na 5 lat.
Po ukończeniu dwuletniego kursu w Warszawie Gierek pojechał z powrotem na Śląsk. W 1951 roku doszło do wydarzenia, które nasz bohater zapamiętał na całe życie. Rząd ustanowił ogromne plany wydobycia węgla, przez co górnicy musieli pracować godzinę dziennie dłużej, ich czas pracy wzrósł z siedmiu i pół do ośmiu i pół godziny. Spowodowało to strajki w znanej nam już kopalni „Kazimierz-Juliusz”, w której w 1917 roku zginął ojciec „budowniczego drugiej Polski”. Sytuacja stała się poważna, a do jej uspokojenia wyznaczono 38-letniego, mało znanego jeszcze wtedy Edwarda Gierka. Według jego relacji zadzwonił do niego sam Roman Zambrowski (1909-1977), wówczas członek Biura Politycznego KC PZPR, Biura Organizacyjnego KC oraz Rady Państwa, który miał się zwrócić do młodszego towarzysza słowami: „Słuchaj strajkują górnicy w twojej kopalni w "Kazimierzu" i innych sąsiednich zagłębiowskich kopalniach, jedź do nich i spróbuj się z nimi dogadać, bo inaczej będzie tragedia, a chcemy jej za wszelką cenę uniknąć […] W przyszłym miesiącu wybiorą cię na sekretarza Komitetu Wojewódzkiego, tylko przedtem zażegnaj te strajki”. Władze robiły co mogły, aby uniknąć pacyfikacji pod ziemią, nie wyobrażano sobie skutków takiego rozwiązania. Zgodnie z prośbą Zambrowskiego Gierek wraz z Marianem Czerwińskim udali się na dół kopalni, gdzie mieli przeprowadzać rozmowy z rozgoryczonymi górnikami. Liczono na doświadczenia Gierka, zdobyte podczas jego francuskiego etapu życia, w którym kilkakrotnie brał udział w strajkach. Dialog ze robotnikami rozpoczął Czerwiński, który jednak został przekrzyczany przez górników uzbrojonych w pały, łańcuchy i gaśnice. Do akcji wówczas miał wkroczyć nasz bohater. Oddajmy mu ponownie głos, ponieważ w Przerwanej dekadzie opisuje tamte wydarzenia w naprawdę bardzo interesujący sposób: „Wtedy ja zabrałem głos, ale natychmiast przerwali mi: "Czego tu chcesz sku…, do szybu z nim". Ja wtedy jak najtubalniejszym głosem ryknąłem: "Kogo wy chcecie wrzucić do szybu, mnie? Tu krwi moich ojców przelano już wiele, tu zginął mój ojciec, dziad, krewni, a wy teraz chcecie mnie wrzucać do szybu!" . Zrobiła się cisza, krzyknąłem więc: "Gierek się nazywam, są tutaj moi krewni, oni poświadczą, że mówię prawdę". Gdy już nie przerywali mi, mówiłem spokojniej: "Myślicie, że tylko wy potraficie organizować strajki, ja też organizowałem i dostałem za to w dupę – tak dosłownie powiedziałem – tylko, że organizowałem je przeciwko obcym, przeciwko kapitalistom, a za wasz strajk będziemy płacili my wszyscy". Mówiłem gwarą zagłębiowską, a byłem zdeterminowany, zdenerwowany, do tego musiałem być w tym swoim uniesieniu autentyczny, bo zaczęli mnie słuchać, zadawać pytania i tak po kilku godzinach perswazji i dyskusji zgodzili się wyjechać na powierzchnie.” Wydaje się mocno wątpliwe, aby górnicy przerwali strajk wyłącznie z powodu poruszenia wywołanego przemówieniem Gierka. Nie mniej zaprzestali oni swoich działań, podobnie jak ich koledzy z kopalni „Jowisz”, z którymi również rozmawiał przyszły I sekretarz KC PZPR. On sam mówił potem o sobie, że był „strażakiem” gaszącym strajki (warto sobie przypomnieć analogiczną w pewnym sensie sytuację w stoczniach w Szczecinie i Gdańsku na początku 1971 roku).
Gierek zgodnie z obietnicą Zambrowskiego doczekał się awansu. Kilka miesięcy po zakończeniu strajków w kopalniach zagłębiowskich odbyło się plenum KW PZPR w Katowicach na którym zadecydowano, że zastąpi on na stanowisku sekretarza organizacyjnego przebywającego wówczas w sanatorium w Czechosłowacji Walentego Kubicę. Kubica nie został o tym fakcie powiadomiony, o utracie stanowiska dowiedział się z gazet. Widać komuniści nie uznawali za konieczne jednego ze swoich towarzyszy o tym, że stracił posadę. W 1952 roku Gierek został sekretarzem ekonomicznym KW PZPR w Katowicach zastępując Waniołkę, który objął stanowisko ministra. 2 lata później wszedł już w skład Komitetu Centralnego PZPR zostając kierownikiem Wydziału Przemysłu Ciężkiego. Oznaczało to powrót do stolicy, a praca ograniczała mu kontakty z bliskimi, z którymi spotykał się przeważnie tylko w niedziele.
Rok 1956
12 marca 1956 zmarł I sekretarz KC PZPR Bolesław Bierut (1892-1956). Po śmierci towarzysza "Tomasza" lub „polskiego Stalina” jak go nazywano doszło do zmian w PZPR. Na jego pogrzeb przyjechał Nikita Chruszczow (1894-1971), coraz popularniejszy po wygłoszeniu w lutym na XX zjeździe KPZR swego słynnego tajnego referatu O kulcie jednostki. Mówiono, że przyjechał także dokonać wyboru następcy Bieruta. Został nim Edward Ochab (1906-1989). Powszechnie uważano jednak, że jest to kandydatura przejściowa, co potwierdziły wydarzenia kolejnych miesięcy
Zmian dokonano nie tylko na tym, najważniejszym stanowisku. Jeszcze w marcu 1956 doszło do VI plenum KC, podczas którego Edward Gierek został sekretarzem KC. Nasz bohater nie był z tego zadowolony i bronił się przed objęciem tego stanowiska. Mówił do towarzyszy: „Nigdy nie pracowałem na tak odpowiedzialnej pracy partyjnej. Ja jeszcze o jednej rzeczy chciałbym zakomunikować towarzyszom: ja mam problemy z pisaniem, z formułowaniem. […] Powiem uczciwie, że wolałbym być dobrym kierownikiem niż złym sekretarzem”. W tym czasie partia była już podzielona wewnętrznie na dwie zwalczające się frakcje – puławian i natolińczyków.
Kilka miesięcy później doszło do strajków w Poznaniu. Nie będę omawiał ich przyczyn ani przebiegu. Skupię się na roli Gierka, jaką odegrał w podczas poznańskiego czerwca. Jak już wspomniałem, w 1951 roku rozmawiał on z protestującymi górnikami w kopalni „Kazimierz-Juliusz”. Marian Czerwiński, ten sam, który pomagał mu w tamtych chwilach poinformował go o wydarzeniach poznańskich. Gierek udał się rano 29 czerwca w piątek do grodu Przemysława. Zastał zniszczone budynki użyteczności publicznej oraz tłumy protestujących, nie tylko robotników, ale często również innych mieszkańców miasta, w tym młodzieży i dzieci. W 1990 roku relacjonował to Rolickiemu: „Dojechałem już tylko do rogatek miasta, tam bowiem zatrzymała mnie pikieta strajkowa. Stamtąd więc pieszo poszedłem pod Komitet Wojewódzki, który był już zdemolowany, a po ulicach krążyły grupy młodych ludzi i robotników z biało-czerwonymi sztandarami. Na ulicy przypadkowo spotkałem błąkającego się Czerwińskiego i już wspólnie poszliśmy do Wojewódzkiej Rady Narodowej. Chciałem tam skorzystać z telefonu i Ochabowi przekazać, niejako na żywo, informacje o wydarzeniach. Już w gmachu WRN dowiedziałem się, że zdemolowana została Komenda MO, a także więzienie, a najaktywniejsi demonstranci grupują się pod Urzędem Bezpieczeństwa i tam może dojść lada chwila do strzelaniny. Gdy byłem w gabinecie przewodniczącego Wojewódzkiej Rady Narodowej, opuszczonym przez gospodarza, pojawiła się pikieta ze sztandarem. Przybyli szukali przewodniczącego. Niewątpliwie też zostałbym przez nich zrewidowany ze wszystkimi tego konsekwencjami, gdyby nie przytomność sekretarki, która schowała mnie i Czerwińskiego w pokoiku recepcyjnym”. Zadaniem Gierka zleconym przez Biuro Polityczne było opisanie poznańskiego czerwca, a następnie przedstawienie raportu władzom, co uczynił 7 lipca 1956. Gierek stanął na czele komisji, która miała analizować wydarzenia rozgrywające się w stolicy Wielkopolski. Przyszły I sekretarz KC PZPR podkreślał ekonomiczne przyczyny zajść. Wnioskowano, że stan gospodarczy kraju jest na tyle zły, iż podobne zajścia mogą mieć miejsce w innych zakładach pracy w różnych miastach. W naradzie, podczas której przedstawiono ów raport, brali udział pierwsi sekretarze. Część z nich, jak na przykład Władysław Kruczek z Rzeszowa, domagali się wzmocnienia aparatu przymusu. Kończący naradę Edward Ochab zapowiedział zdyscyplinowanie prasy wymieniając takie tytuły jak Po prostu, Świat, Przegląd Kulturalny czy nawet organ prasowy PZPR Trybunę Ludu.
Kryzys Polski trwał nadal, próbowano go zażegnać podczas VII plenum (18-28 lipca 1956). Omawiano w nim ponownie poznański czerwiec, zastanawiano się również jak polepszyć stosunki wewnątrz partii, w której ciągle trwał podział na puławian i natolińczyków, a zakończyć go mogła tylko jakaś wybitna jednostka. Takim człowiekiem okazał się wypuszczony 13 grudnia 1954 roku z więzienia w Miedzeszynie Władysław Gomułka (1905-1982). Początkowo wahał się którą frakcję poprzeć, ostatecznie postawił na puławian. W dniach 19-21 października 1956 odbyło się VIII plenum KC PZPR na którym wybrano go I sekretarzem partii. Tak zakończył się polski kryzys roku 1956. Zaczynał się nowy, kolejny rozdział historii PRL-u. Kilka miesięcy później rozpoczęła się także nowa epoka w karierze politycznej Edwarda Gierka.
Trzynastoletnie rządy „Edwarda Wielkiego” w Katowicach (1957 – 1970)
W marcu 1957 roku Gierek objął stanowisko I sekretarza KW w Katowicach. Była to funkcja ważna, ponieważ Śląsk co raz szybciej się rozwijał. To właśnie wtedy zaczął się rodzić mit Gierka jako „dobrego gospodarza” czy „technokraty”; nazywano go także często „Edwardem Wielkim”. Faktem jest, że pod jego rządami poziom życia Ślązaków rzeczywiście znacząco się podniósł, przez co już w I połowie lat sześćdziesiątych Górny Śląsk nazywano „polską Katangą”. Było to odwołanie do secesji jednej z prowincji Konga Belgijskiego, która, będąc znacznie bogatszą i lepiej uprzemysłowioną od pozostałych części kraju, chciała uniezależnić się od rządu centralnego w Kinszasie. Stwierdzając niewątpliwe sukcesy rządów Gierka w Katowicach nie sposób nie wspomnieć o jego bliskim w tym czasie współpracowniku, autentycznym Ślązaku, przewodniczącym Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej Jerzym Ziętku (1901-1985) o którym nasz bohater mówił: „ z nikim nie pracowało mi się tak skutecznie i bez zgrzytów”. To dzięki współpracy z Ziętkiem powstawały nowe linie autobusowe, sanatoria (Jaszowiec, Ustroń-Zawadzie i Zielony Śląsk), zabudowano wiele pustych placów, stwarzano miejsca pracy, również dla kobiet, które miały wcześniej problemy ze znalezieniem zatrudnienia, powstały także popularny do dziś katowicki „Spodek” (budowany w latach 1964-1971) oraz Uniwersytet Śląski w Katowicach (1968) ponieważ „jak można sobie wyobrazić rozbudowę i rozwój tak wielkiego regionu bez bardzo dobrze wykwalifikowanych kadr?” Podczas swego „trzynastoletniego panowania” w Katowicach Gierek poznawał także ludzi, którzy potem byli jego bliskimi współpracownikami. Były to takie osoby jak Edward Babich (ur. 1927), Zdzisław Grudzień (1924-1982), Maciej Szczepański (ur. 1928) czy Jan Szydlak (1925-1997). W późniejszym okresie nazywano ich „grupą śląską” lub „Ślązakami”.
Sukcesy „Edwarda Wielkiego” na Śląsku sprawiły, że był on co raz popularniejszy w kraju, co raz więcej osób widziało w nim następcę Gomułki, a jego rywalem miał być Mieczysław Moczar (1913-1986), stojący na czele tzw. „partyzantów”. Sam Gierek, który od III zjazdu PZPR w 1959 roku był również członkiem Biura Politycznego KC, nie mówił o tym głośno i deklarował lojalność I sekretarzowi KC PZPR. 14 marca 1968 roku, kiedy rozgrywały się wydarzenia, znane w naszej historii jako „Marzec’68” Gierek wygłosił słynne przemówienie, w którym solidaryzował się z władzami centralnymi i popierał je. Mówił wówczas: „Dzisiaj MO naszego województwa zatrzymała samochód, wiozący na Śląsk grupę warszawskich studentów, którzy jechali mącić spokojną śląską wodę […] Chcę z tego miejsca stwierdzić, że śląska woda nie była i nigdy nie będzie wodą na ich młyn. I jeśli poniektórzy będą nadal zawracać nurt naszego życia z obranej przez naród drogi, to śląska woda pogruchocze im kości”. Trzeba przyznać, że ostatnie słowa brzmią wyjątkowo złowrogo i można je interpretować jako zapowiedź możliwości użycia siły. Gierek mówił po latach do Janusza Rolickiego, że: „Był to zwrot czysto retoryczny. A dzięki temu u mnie, to znaczy na Śląsku, nie było żadnych ekscesów antysemickich. Nikt też z aktywu wojewódzkiego w tamtym roku nie wyemigrował za granicę i nie był do tego zmuszany”. Kilka dni później (19 marca 1968), doszło do nie zbyt przyjemnego dla naszego bohatera wydarzenia. Podczas wiecu w Sali Kongresowej zaczęto skandować nawzajem nazwiska Gomułki i Gierka, co mogło sugerować, że „Edward Wielki” przymierza się do sukcesji po towarzyszu Wiesławie. Gierek podejrzewał, że całą sytuację sprowokował wspomniany już Moczar, który miał chcieć w ten sposób skompromitować go w oczach I sekretarza.
"Grudzień 1970" - cała władza w rękach...Gierka
Po dojściu Gomułki do władzy cieszył się on dużym poparciem społecznym. Towarzysz "Wiesław" zakończył kryzys w partii, a społeczeństwo było zadowolone z powodu wzrostu poziomu swojego życia (większe o 10 % realne dochody). Szczęśliwe lata nie trwały jednak długo – w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych wzrost gospodarczy Polski wynosił 2 % rocznie, a w drugiej jej połowie już tylko 2% w okresie pięciu lat. Gomułka zażegnał kryzysowe sytuacje w latach 1966 (rywalizacja z Kościołem i jego obchodami 1000-lecia chrztu Polski) oraz 1968 (wystąpienia studenckie w Warszawie oraz na terenie całego kraju). Nie było mu dane jednak przezwyciężyć kolejnego kryzysu, który nastąpił w grudniu 1970 roku i w efekcie pozbawił go władzy.
Grudzień 1970 był kolejnym po Czerwcu 1956 „polskim miesiącem”. Tak samo jak wtedy jego przyczyny miały ekonomiczny charakter. Aby poprawić jakoś kondycję polskiej gospodarki, 30 października 1970 roku odbyło się nie protokołowane posiedzenie BP KC PZPR, na którym Bolesław Jaszczuk (1913-1980) ogłosił propozycje podwyżek cen podstawowych produktów żywnościowych – dżemy (36,2%), kasza jęczmienna (31%), mięso (17,6%), mąka (16,6%), makaron (15%) ryby i przetwory rybne (11,7%). W ramach odszkodowania potanieć miały artykuły gospodarstwa domowego, na przykład pralki, lodówki, telewizory, żarówki czy maszyny do szycia. Oficjalnym celem takiego działania miało być „zrównoważenie cen z kosztami produkcji”. Podwyżkę przyjęto, a 11 grudnia 1970 zadecydowano, że będzie ona obowiązywać już od niedzieli 13 grudnia. Rozgoryczenie społeczeństwa było ogromne ponieważ w tym czasie każda zmiana ceny dramatycznie odbijała się na domowych budżetach, ponadto wzrost nastąpił w okresie przedświątecznym, kiedy to w Polsce tradycyjnie robi się duże zakupy. Warto także pamiętać, że podwyżka cen została ogłoszona publicznie dopiero wieczorem 12 grudnia. Gomułka wygłosił wtedy przemówienie radiowo-telewizyjne, w którym poinformował ludzi o tych zmianach. Wielu Polaków dowiedziało się o nich dopiero następnego dnia podczas zakupów. To wszystko spowodowało, że już 14 grudnia zaczął się tzw. „krwawy tydzień”. Wybuchały strajki w Stoczniach w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie, protestowały także inne miasta, takie jak Elbląg, Słupsk, Warszawa, Wrocław, Kraków, Bydgoszcz, Wałbrzych czy Oświęcim. Nie będę w tej pracy przedstawiał przebiegu tych wydarzeń, jest to bowiem temat na kolejny referat. Przypomnę tylko, że w trakcie ich pacyfikacji używano przemocy, padały strzały. Prof. dr hab. Jerzy Eisler mówi, że w sumie w grudniu 1970 zginęło co najmniej 45 osób, a ponad 1100 zostało rannych (prawdopodobnie było ich jednak znacznie więcej ponieważ ci lżej ranni unikali pomocy tzw. „uspołecznionej służby zdrowia”, aby nie zapisywać się w księgach co mogło spowodować trafienie na listy SB.
To co się działo w Polsce zaniepokoiło naszego wschodniego sąsiada. 18 grudnia 1970 do Warszawy przyszedł list od KPZR, której działacze pisali, aby zażegnać kryzys „metodami politycznymi i ekonomicznymi”. Oznaczało to konieczność zmian na najwyższych stanowiskach państwowych. Rozpoczął się przewrót, w wyniku którego Edward Gierek zastąpił Gomułkę.
Właśnie temu zagadnieniu poświęcę teraz parę słów. W nocy z 18/19 grudnia 1970 roku do Katowic udali się wiceminister spraw wewnętrznych Franciszek Szlachcic (1920-1990) i szef Wydziału Administracyjnego KC Stanisław Kania (ur. 1927). Ich celem było namówienie Gierka, aby został następcą Gomułki. Gierek po początkowej odmowie i kilku godzinach negocjacji ostatecznie zgodził się objąć stanowisko I sekretarza KC PZPR. Polityczny los towarzysza "Wiesława" był już przesądzony. 19 grudnia przybył do niego jeden z najbliższych i najbardziej zaufanych współpracowników, członek Biura Politycznego Józef Tejchma (ur. 1927), który namawiał go do zrzeknięcia się władzy. Kilka godzin później Gomułka znalazł się w szpitalu z powodu problemów z sercem. Zły stan zdrowia faktycznie nie pozwalał mu dłużej rządzić krajem. Tego samego dnia zebrało się posiedzenie Biura Politycznego KC PZPR. Część jego członków – premier Józef Cyrankiewicz (1911-1989), Zenon Kliszko (1908-1989) i Ignacy Loga-Sowiński (1914-1992) bronili Gomułki i twierdzili, że nie powinien odchodzić ze stanowiska I sekretarza KC PZPR. Wtedy głos zabrał gen. Wojciech Jaruzelski (ur. 1923), który raczej nie udzielał się wcześniej w tego typu spotkaniach. Człowiek odpowiedzialny 11 lat później za wprowadzenie stanu wojennego mówił o wielkim niezadowoleniu społeczeństwa, z którego ewentualnym buntem może sobie nie poradzić nawet armia. Jego przemówienie przekonało Cyrankiewicza, Kliszkę i Logę-Sowińskiego do ustąpienia ze swojego stanowiska. Pierwszy z nich pojechał następnego dnia (20 grudnia) do szpitala aby odwiedzić towarzysza Wiesława; zapytał go o zdrowie, ale także poinformował o tym co się dzieje i poprosił o podpisanie rezygnacji z piastowania najważniejszego stanowiska państwowego. Gomułka nie odmówił. Jeszcze tego samego dnia odbyło się VII plenum KC PZPR, które dokonało wyboru nowego przywódcy kraju. Został nim oczywiście Edward Gierek o czym wieczorem poinformowano społeczeństwo. Rozpoczynała się nowa epoka zarówno w jego życiu, jak i w historii naszego kraju. Rozpoczynała się „dekada gierkowska”, jakże inna od pozostałych dekad w powojennej historii Polski.