Antiochia Syryjska, dawna stolica państwa Selukidów założona została około 300 roku przed Chr. W IV wieku po Chr. była miejscem barwnym, ciekawym i pełnym kontrastów. To trzecie pod względem wielkości – po Rzymie i Aleksandrii – miasto Imperium Rzymskiego, zamieszkiwali Grecy, Syryjczycy i Rzymianie, żydzi, chrześcijanie i poganie. Na wąskich uliczkach i placach targowych można było usłyszeć wszelkie języki wschodniego świata. Antiochia słynęła ze swojego bogactwa – luksus Antiocheński był wręcz przysłowiowy. W powszechnej opinii mieszkańcy tego kosmopolitycznego miasta uchodzili za ludzi cwanych, sprytnych i bezczelnych. Te ostatnią cechę zyskali między innymi za nieprzychylne przyjmowanie cesarzy. Wśród nich był i Julian Apostata, który napisał nawet pamflet (zachowany do naszych czasów) na owych mieszkańców. W tym bogatym i niesamowitym miejscu około roku 330 po Chr. urodził się Ammianus Marcellinus, przyszły wielki historyk i zwolennik wspomnianego Juliana. Żył w czasach niespokojnych, pełnych wojen domowych, uzurpatorów i klęsk Cesarstwa Rzymskiego. Na jego oczach upadała zachodnia część Imperium, jeszcze za jego życia Goci zmietli legiony pod Hadrianopolem, a kilka lat po jego śmierci pierwszy raz zdobyli i złupili Rzym.
Jako młody człowiek Ammianus nie próżnował. Musiał w Antiochii odebrać porządne wykształcenie, ponieważ znał obydwa języki (łacinę i grekę, a sugeruje się, że i podstawy perskiego), a jego dzieło przesycone jest czy to cytatami z klasycznych autorów (Homera, Cycerona), czy to expemplami (przykładami dobrych postaw, branymi z przeszłości). Zgodnie z tym, co napisał w swoim jedynym dziele – Dziejach rzymskich – wiemy, że urodził się w dobrej rodzinie, choć prawdopodobnie nie należącej do tych najbogatszych.
Gdy dorósł zaczął działać i ruszył w świat. W wieku dwudziestu kilku lat (około roku 350-353) został żołnierzem przybocznej gwardii cesarskiej, a przydzielono go do oddziału Ursycyna, który stał się drugą, po Julianie Apostacie, najbardziej pozytywną postacią dzieła Ammianusa. Gdy Ursycyn został wysłany do Galii w 355 r., aby pokonać próbującego sięgnąć po najwyższą władzę uzurpatora Sylwana, towarzyszący mu Ammianus mógł poznać przebywającego tam wtedy Juliana, przyszłego cesarza i głównego bohatera Dziejów rzymskich. Zadaniem Juliana było uporządkować Galię spustoszoną przez najazdy Germanów i powstrzymać barbarzyńców. Zakończone sukcesem działania pozwoliły Julianowi w 360 roku spróbować sięgnąć po władzę. Cesarzem był wtedy Konstancjusz II i gdy zdawało się, że dojdzie do wojny domowej między nim a Julianem, Konstancjusz niespodziewanie zmarł na łożu śmierci wyznaczając Juliana na następcę. W tym czasie Ursycyn, wobec rosnącego zagrożenia Perskiego, został wysłany na wschód. Tam w 359 r. upadła bohatersko broniona przez niego twierdza Amida. Wśród zamętu Ammianusowi udało się uciec i po wielu przygodach dotrzeć do Mityleny. Tam znalazł się również jego dowódca, który także cudem ocalił życie. Gdy Ursycyn oczekiwał przykrych konsekwencji upadku bronionej przez niego warowni i spodziewał się zgubnych skutków intryg dworskich, nowym cesarzem został Julian Apostata.
Nowy władca zaprowadził względny porządek w Imperium, na powrót przywrócił wiarę w pogańskie bóstwa (ówcześni cesarze to już chrześcijanie, stąd jego przydomek, który nadali mu późniejsi pisarze chrześcijańscy – apostata znaczy tyle, co odstępca). Mając świeżo w pamięci własne sukcesy w Galii, postanowił wyruszyć na Persję. Powodowany chęcią zdobycia sławy pogromcy Azji i pokonania groźnego wroga popełnił swój największy błąd. W 363 roku podjął wyprawę, w której zginał w niewyjaśnionych okolicznościach. Wziął w niej udział także nasz historyk, Ammianus. Konsekwencje tej wyprawy były opłakane. Następny cesarz – Jowian – zawarł z Persami haniebny traktat pokojowy myśląc raczej o zachowaniu własnej, lichej władzy, niż o prowadzaniu ciężkiej wojny. Dla polityki religijnej Juliana był to koniec. Żaden kolejny władca rzymski nie był już poganinem. Ammianus, po klęsce wyprawy, odszedł od wojaczki i polityki. Wiele podróżował, zwiedził wschodnią część Imperium. Ostatnie dwadzieścia lat spędził mieszkając w Rzymie. Tam napisał swoje Dzieje rzymskie.
Dzieło Ammianusa zachowało się do naszych czasów mniej więcej w połowie - przetrwały księgi od XIV do XXXI (ostatniej), które obejmowały lata 353-378. Nie zachowana część opisywała historię Rzymu od 96 roku, kiedy to na tronie zasiadł Nerwa. Nie trudno zauważyć, że najwięcej uwagi poświęcił historyk współczesnym mu czasom. Los podarował nam dostęp do tych właśnie ksiąg, w których Ammianus opisywał wydarzenia naocznie przez niego obserwowane, w których nierzadko sam brał udział. Dlatego ich wartość historyczna jest wysoka i niejednokrotnie wiemy o różnych faktach, osobach czy sprawach tylko z tego źródła.
Dzieje rzymskie są dziełem wyjątkowo charakterystycznym. Autor pozostawił na kartach znamiona swojego charakteru, swojej osobowości, nie tracąc przy tym obiektywizmu. Przedzierając się przez kolejne księgi można wyraźnie odczuć emocje towarzyszące ich powstawaniu. Czasy były niespokojne, kolejni cesarze okazywali się niegodnymi swego urzędu okrutnikami, armia składała się w większości z barbarzyńców. Władcy rzadko odwiedzali Wieczne Miasto będące teraz na uboczu wielkich wydarzeń, a narodu rzymskiego, raz zepchniętego na boczny tor, nie zastąpił żaden inny. Imperium Rzymskie powoli przeradzało się w wielką skorupę wypełniona próżnią. Dla różnych społeczności pod panowaniem rzymskim, cesarz i jego administracja byli tylko uciążliwym tworem zbierającym podatki i gwarantującym spokój. Do obowiązków biskupów czy zarządców miast należało bronienie interesów lokalnych przed interesami imperialnymi. Zarazem nie było narodu, który mógłby powiedzieć o sobie, że to jest jego państwo i jego cesarz. A gdy za władzą nie stoi nikt, nikt się z nią nie utożsamia, wystarczy niewielki kryzys, by upadła. Obcy niemal dla wszystkich cesarze, powoływani nie raz na peryferiach imperium, utrzymywali porządek za pomocą armii, która w większej części składała się z barbarzyńców. Pytanie, kiedy i dlaczego umarł naród rzymski warto by przestawić w osobnym tekście, a nie streszczać tutaj. Owa pusta w środku skorupa – imperium – wyglądała z zewnątrz pięknie, przeszłość miała bogatą i chwalebną, majestat ogromny. Lecz, gdy nadeszła godzina próby, okazało się, że poza przeszłością nie ma już nic. Wielkie Imperium Rzymskie rozpłynęło się tak, że nikt dobrze nie wiedział, kiedy i gdzie.
Ammianus Marcellinus żył w trakcie tych zmian, w trakcie procesu zanikania jego własnej cywilizacji. Był Grekiem, ale mimo to czuł się Rzymianinem – swoje dzieło napisał po łacinie. Będąc świadkiem wielu przykrych dla siebie i dla imperium wydarzeń często uciekał w przeszłość. Ilość pozytywnych przykładów (łacińskie exempla) wziętych z zamierzchłych czasów jest ogromna. Świadczy ona zarówno o dobrym wykształceniu historyka, jak i o jego pełnym krytycyzmu stosunku do rzeczywistości. Tęsknota za minionymi i lepszymi czasami, za prawymi obyczajami przodków (mores maiorum) była zawsze obecna w historiografii łacińskiej, ale u Ammianusa odczuwa się ją głębiej. To już nie tylko zwyczajne ludzkie poczucie sentymentu dla przeszłości, ale wyraz głębokiego kryzysu, jaki mógł obserwować i jaki odczuwał autor.
Warto pochylić się także nad religijnością Ammianusa. Ów Grek, żołnierz i historyk to zarazem poganin. Czasy, w których przyszło mu żyć, to czasy zwycięstwa chrześcijaństwa, końca starożytności – dlatego wydaje się, że jego wiara ma pewien wyraz sentymentu. Ammianus gorąco pragnął, aby współcześni mu ludzie postępowali tak, jak przodkowie. Królujące wtedy chrześcijaństwo było w tym kontekście nowością w kręgach władzy. W przeszłości wielcy cesarze, a już tym bardziej wielcy obywatele republiki, składali ofiary licznym bogom.
Opisując Dzieje rzymskie warto zwrócić uwagę na najważniejszą cechę tego działa, a mianowicie, obiektywizm. Pomimo tego, że Ammianus brał udział w wielu opisywanych wydarzeniach, pomimo tego, że znał i cenił wielu z opisywanych przez siebie ludzi, udało się mu zachować zdrowy dystans i nie przekłamywać wydarzeń. Główny bohater Dziejów – Julian Apostata – ukazany jest wyjątkowo pozytywnie, ale Ammianus nie unika krytykowania jego decyzji. Choć tłumaczy jak może sięgnięcie Juliana po tytuł cesarza i władzę (w tym czasie cesarzem był Konstancjusz II, więc Julian swoim działaniem ryzykował wybuch kolejnej wyniszczającej wojny domowej) to, gdy Apostata zakazał uczyć w szkołach nauczycielom gramatyki i retoryki wyznającym chrześcijaństwo (w 362 roku), historyk – mimo tego, że sam jest poganinem – określa to posunięcie jako „nieludzkie” i „zasługujące na wieczne milczenie”. Nawet jeśli o jakimś cesarzu historyk miał jednoznacznie złą opinię, to zawsze starał się ukazać jasne strony jego panowania.
Pisząc Dzieje rzymskie Ammianus wspiął się na wyżyny historycznego pisarstwa. Działo napisane jest wartkim i ciekawym językiem, a czyta się je jednym tchem. Przy tym wszystkim jest ono kompetentnym i bogatym źródłem historycznym. O Ammianusie mówi się, że to jedyny po Tacycie wielki historyk rzymski. I tak w istocie jest.
Tłumaczenie dzieła Ammianusa wydane zostało w serii Biblioteka Antyczna, którą stworzył i zainicjował świetny filolog klasyczny Jerzy Ciechanowicz. Tłumacz Dziejów rzymskich – Ignacy Lewandowski – przełożył je zgrabnie, poprawnie językowo, klarownie. Poza dobrym przekładem otrzymujemy także dzieło świetnie i wyjątkowo rzetelnie opracowane. Na początku jest rozbudowany wstęp, na końcu wiele mapek. Poza tym tekst pełen jest przypisów, które objaśniają wątpliwości. Przy każdym nowo pojawiającym się nazwisku jest przypis, w którym podane jest pełne imię danej postaci, krótki życiorys, różne ciekawe uwagi. Każde miejsce, w którym przekład jest niejasny (bądź to z przyczyn dziur w zachowanym rękopisie, bądź po prostu z zagmatwania języka) tłumacz zaznacza i podaje różne możliwości tłumaczenia, tak, że nie jesteśmy zdani tylko na jego interpretację. Zawsze, gdy Ammianus cytuje jakiegoś wcześniejszego mówcę czy poetę mamy podane dokładne źródło pochodzenie danego cytatu.
Przypisy opracowane są wyjątkowo porządnie, przy czym jest ich bardzo wiele (po kilka na każdej stronie), co ogromnie ułatwia odbiór tego obszernego dzieła.
Dzieje rzymskie wydane są w dwóch tomach, a to dlatego, że tekst działa liczy około ośmiuset stron. Z głębokim przekonaniem polecam tę pozycję, gdyż jest to dzieło interesujące, ciekawe i ważne, a przy tym świetnie wydane.