Stalinizm
Okres od powstania Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (właściwie od wchłonięcia przez Polską Partię Robotniczą pozostałości po Polskiej Partii Socjalistycznej) w grudniu 1948 roku do 1956 roku jest określany mianem stalinizmu. Doszło wtedy do konsolidacji komunistycznej dyktatury w Polsce poddanej całkowicie woli Moskwy. Sam Józef Wissarionowicz Dżugaszwili (zwany Stalinem), jeden z największych tyranów i masowych morderców w dziejach ludzkości, kierował bezpośrednio tylko Związkiem Sowieckim. Jednak po 1945 roku tzw. kraje demokracji ludowej w Europie Środkowo-Wschodniej, stały się w istocie satelitami sowieckimi (co jest stosunkowo łagodnym określeniem). Stalin zmarł jak wiadomo 5 marca 1953 roku. Jednakże ustanowione bagnetami tzw. Armii Czerwonej (od 1946 roku występującej pod nazwą Armia Radziecka) reżimy totalitarne w krajach leżących na wschód od żelaznej kurtyny przetrwały jeszcze jakiś czas. Pojęcie żelaznej kurtyny wprowadził do dyskursu politycznego Winston Churchill w czasie swego przemówienia w Fulton w marcu 1946. Miała ona przebiegać według byłego brytyjskiego premiera od Szczecina nad Bałtykiem do Triestu nad Adriatykiem. Stalinizm Polsce i na Węgrzech runął już w 1956 roku, w Czechosłowacji w drugiej połowie lat sześćdziesiątych, a w Albanii zwanej ostatnim skansenem stalinizmu dopiero po śmierci Envera Hoxhy (1985 rok).
W naszym zainteresowaniu w tym krótkim szkicu będzie przede wszystkim wpływ komunistycznej tyranii z początku lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia na polską kulturę, a przede wszystkim jej twórców przez pryzmat „Życia Literackiego”. W zamierzeniu ówczesnych decydentów miało ono za zadanie nie tyle stworzenie warunków do wymiany myśli i doświadczeń przez artystów, ale przede wszystkim przekazywanie dyrektyw i opinii władzy w sprawie tego jaką sztukę i dla kogo tworzyć należy. Na początku pragnę zaznaczyć, że obraz twórców kultury (jeśli powstałe w tym okresie prace i dzieła do tego rodzaju stwierdzeń uprawniają) przedstawiony tutaj jest naturalnie niepełny bo opiera się tylko na dopuszczonych przez cenzurę tekstach i wypowiedziach. Czasem są niestety one zupełnie serwilistyczne. Z drugiej strony wielu pisarzy, poetów, publicystów pisało pamiętniki i dzienniki, gdzie umieszczali opinie i myśli, które obawiali się wyrażać publicznie (Maria Dąbrowska, Stefan Kisielewski, Paweł Jasienica i inni). Postaram się ukazać sposób tworzenia przez ówczesne pisma nowej świadomości społecznej. Oparta ona była całkowicie na tzw. materializmie dialektycznym w ujęciu Lenina i Stalina. Akcentowano ateizm i nienawiść do kapitalizmu, burżuazji, wyzyskiwaczy itp. (określanych wspólnym mianem wroga klasowego). Interpretowano dorobek nauki, kultury i sztuki poprzednich pokoleń w zwulgaryzowany sposób na swój użytek. Dzielono twórców całkowicie arbitralnie bez jakichkolwiek obiektywnych kryteriów na postępowych torujących drogę socjalizmowi i zacofanych. Tych ostatnich należało odrzucać i pokazywać jako przykład „ciemnoty”. Ze względów czasowych ograniczę się tylko do pierwszych dwóch lat działalności „Życia Literackiego”.
Za cezurę początkową przyjmuję moment ukazania się pierwszego numeru (luty 1951), za końcową numer z 15 marca 1953 roku. Choć jak wspomniałem śmierć sowieckiego dyktatora nie wiele początkowo nad Wisłą zmieniła, to w dalszej perspektywie czasowej doprowadziła do istotnych zmian w całym bloku wschodnim.
W naszym zainteresowaniu w tym krótkim szkicu będzie przede wszystkim wpływ komunistycznej tyranii z początku lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia na polską kulturę, a przede wszystkim jej twórców przez pryzmat „Życia Literackiego”. W zamierzeniu ówczesnych decydentów miało ono za zadanie nie tyle stworzenie warunków do wymiany myśli i doświadczeń przez artystów, ale przede wszystkim przekazywanie dyrektyw i opinii władzy w sprawie tego jaką sztukę i dla kogo tworzyć należy. Na początku pragnę zaznaczyć, że obraz twórców kultury (jeśli powstałe w tym okresie prace i dzieła do tego rodzaju stwierdzeń uprawniają) przedstawiony tutaj jest naturalnie niepełny bo opiera się tylko na dopuszczonych przez cenzurę tekstach i wypowiedziach. Czasem są niestety one zupełnie serwilistyczne. Z drugiej strony wielu pisarzy, poetów, publicystów pisało pamiętniki i dzienniki, gdzie umieszczali opinie i myśli, które obawiali się wyrażać publicznie (Maria Dąbrowska, Stefan Kisielewski, Paweł Jasienica i inni). Postaram się ukazać sposób tworzenia przez ówczesne pisma nowej świadomości społecznej. Oparta ona była całkowicie na tzw. materializmie dialektycznym w ujęciu Lenina i Stalina. Akcentowano ateizm i nienawiść do kapitalizmu, burżuazji, wyzyskiwaczy itp. (określanych wspólnym mianem wroga klasowego). Interpretowano dorobek nauki, kultury i sztuki poprzednich pokoleń w zwulgaryzowany sposób na swój użytek. Dzielono twórców całkowicie arbitralnie bez jakichkolwiek obiektywnych kryteriów na postępowych torujących drogę socjalizmowi i zacofanych. Tych ostatnich należało odrzucać i pokazywać jako przykład „ciemnoty”. Ze względów czasowych ograniczę się tylko do pierwszych dwóch lat działalności „Życia Literackiego”.
Za cezurę początkową przyjmuję moment ukazania się pierwszego numeru (luty 1951), za końcową numer z 15 marca 1953 roku. Choć jak wspomniałem śmierć sowieckiego dyktatora nie wiele początkowo nad Wisłą zmieniła, to w dalszej perspektywie czasowej doprowadziła do istotnych zmian w całym bloku wschodnim.
Sztuka w ZSRR w okresie socrealizmu
Nim przejdziemy do zasadniczego tematu naszych rozważań zastanówmy się na tym czym była sfera kultury dla komunistów. Zobaczmy jakie zadania wyznaczył jej Stalin, najpierw w ZSRR, a potem w całym sowieckim imperium. Pewna swoboda panująca w literaturze i innych dziedzinach sztuki w sowieckiej Rosji w latach dwudziestych została całkowicie wyeliminowana przez „chytrego Gruzina”. Kreml uznał, że głównym celem twórczości artystycznej ma być stworzenie ideału nowego człowieka tzw. radzieckiego. Miało to nastąpić przez gloryfikację robotników i ich pracy. Bowiem to oni zapewniają państwu i społeczeństwu dobrobyt, na którego straży stoi partia jako awangarda klasy robotniczej. Natomiast tzw. klasy pasożytnicze są likwidowane. Główne założenia tego nowego programu sformułował czołowy ideolog Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii bolszewików (WKPb) – Andriej Żdanow. Uważał on, że „rzeczywistość i historyczna prawdziwość utworów literackich muszą iść w parze z ideową przebudową i wychowaniem ludzi pracy w duchu socjalistycznym”.
Swoistym kuriozum jest wyznaczanie artystom tematów i obszaru zainteresowań. Nowa sztuka miała tworzyć bohatera typowego i ukazywać go w codziennej kolektywnej pracy dla dobra socjalizmu. Winna ona docierać do szerokich kręgów społecznych, dlatego wymagano od niej prostoty. Czasem ocierała się ona wręcz o prymitywizm. Naturalnie stosowano także represje wobec niepokornych twórców. Dobry przykład to Michaił Bułhakow, którego od zesłania uratowało to, że jeden z jego dramatów Dni Turbinów szczególnie przypadł do gustu Stalinowi. Natomiast jego najsłynniejsze dzieło Mistrz i Małgorzata, ukazało się drukiem dopiero ponad dwadzieścia lat po jego śmierci. Takie pojmowanie sztuki znane jako socrealizm zostało formalnie przypieczętowane w 1934 roku. Odbył się wtedy I Wszechzwiązkowy Zjazd Pisarzy Radzieckich. Na jego wzór odbywały się porem podobne odgórnie kierowane, choć formalnie dobrowolne spotkania malarzy, filmowców itp. Powołał on do istnienia Związek Pisarzy Radzieckich (SSSR), który przejął pełną kontrolę nad tym co i jak się pisze. Publiczna działalność pisarska poza nim nie była w ogóle możliwa.
Z góry ustalono kanon postępowych pisarzy (Maksym Gorki, Włodzimierz Majakowski), których stawiano za wzór. Z czasem pojawili się pisarze młodszego pokolenia, także hołubieni przez Kreml. Stosowano do tego przyznawanie tzw. nagród leninowskiej i stalinowskiej. Jej odpowiednikiem w komunistycznej Polsce była Państwowa Nagroda Literacka. Szczególnie były promowane tzw. produkcyjniaki, gdzie równie ważny co fabuła był opis techniczny urządzeń fabrycznych. Wzorem dla tego rodzaju twórczości był Nikołaj Ostrowski (Jak hartowała się stal z 1935 roku), który stał się punktem odniesienia dla sowieckiej literatury aż do połowy lat pięćdziesiątych. Można tu wymienić nazwiska Wiktora Niekrasowa, Aleksandra Fadiejewa, Siemiona Babajewskiego, Wiery Panowej itp. Można jeszcze dodać, że po 1945 roku pojawił się w ramach socrealizmu wątek tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej z faszystowskimi Niemcami (Niekrasow, Borys Polewoj). Po tej krótkiej charakterystyce sowieckiego wzorca przechodzimy do polskiej kultury, a szczególnie twórczości literackiej.
Sowietyzacja polskiej kultury
Przeszczepianie na grunt polski obcego ciała jakim był socrealizm przebiegało stopniowo, ale konsekwentnie w latach 1947-1949. Punktem zwrotnym było stłumienie przez komunistów resztek opozycji - złamanie PSL-u i ucieczka Mikołajczyka za granicę jesienią 1947 roku. Następnie rozpoczęto forsowanie nowych zasad tworzenia w sztuce. Za symboliczny początek zaangażowania ówczesnej władzy w promowanie socrealizmu w naszym kraju można uznać przemówienie Bolesława Bieruta na otwarciu rozgłośni polskiego radia we Wrocławiu 16 listopada 1947 roku. Uznał on istniejące wówczas „upośledzenie kulturalne” mas za wynik niekorzystnych czynników ekonomicznych (bieda, bezrobocie). Były one według niego „ponurą spuścizną ustroju społecznego, który dbał tylko o wysoką stopę życiową warstw uprzywilejowanych i pasożytniczych”. Ustrój ten, kapitalizm, doprowadził do „wyniszczenia nie tylko wielowiekowego dorobku kultury, ale i samego człowieka”. Bierut, przed objęciem władzy w naszym kraju był dobrze opłacanym agentem sowieckiego wywiadu i Kominternu. Dlatego, twierdził dalej, w obecnym czasie budowy socjalizmu, każdy artysta musi „zdawać sobie przede wszystkim sprawę, że podstawowym źródłem jego twórczości jest ciężka praca robotnika i chłopa. Codzienny mozolny wysiłek ludu pracującego, który go żywi i karmi, wobec którego jest on moralnie zobowiązany. Obowiązkiem twórcy, kształtującego duchową dziedzinę życia narodu jest wczuć się w tętno pracy mas. Twórczość oderwana od tego celu, sztuka dla sztuki, wynika z pobudek aspołecznych”.
Już fakt samozwańczego uważania się za autorytet w dziedzinie kultury był absurdalny. Uderza także zupełne odrzucenie podstawowego fundamentu wszelkiej twórczości – mianowicie wolności artystycznej. Zamiast tego twórcy mają określony obowiązek. Mianowicie rejestrowanie budowy podstaw socjalizmu poprzez pryzmat robotnika. W przeciwnym razie będą uznani za wykluczonych ze społeczeństwa. Należy odrzucić metody i tematykę tzw. twórczości burżuazyjnej, a zwrócić się w stronę prostego człowieka. Potrzeby duchowe mas ludowych stoją według niego w sensie moralnym wyżej od aspiracji „pasożytów”. Tym ostatnim zależy rzekomo na tym, aby „pornograficzną produkcją brukową usiłować zatruć świadomość ludzi pracy”. Warto tu dodać, że prawdziwą moralność Bieruta i jego zamiłowanie do luksusu i kochanek pokazał już w 1954 roku Józef Światło. Obecnie twórczość ma zostać „uspołeczniona” niczym zakład pracy lub posiadłość ziemska wydarta przez komunistom ich prawowitym właścicielom. By to osiągnąć w „dziedzinie twórczości kulturalnej niezbędne są elementy planu i kontroli społecznej”. Poza tym eufemizmem kryje się aparat cenzury i represji wobec tych którzy się nie podporządkują. Na wzór planu produkcji należy ustalić co jak i kiedy należy pisać. To czysty absurd.
Wytyczne prezydenta RP (bo taki tytuł przyznał Bierutowi marionetkowy Sejm) nie pozostały bez echa. Ponad rok później zrealizowano je podczas tzw. IV Zjazdu Związku Zawodowego Literatów Polskich we Wrocławiu w styczniu 1949 roku. Nie przypadkiem tego rodzaju imprezy były organizowane na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Na wzór sowiecki powołano tam nowy Związek Literatów Polskich (ZLP). Jego pierwszym prezesem został Leon Kruczkowski, znany ze swych skrajnie lewicowych, wręcz komunizujących poglądów już w okresie międzywojennym. Reprezentantem władz na tym zgromadzeniu był wiceminister kultury i sztuki – Włodzimierz Sokorski (postać dość ponura). W swym referacie stwierdził min.: „sztuka naszego kraju, sztuka naszej epoki wyrastająca z dziedzictwa przeszłości, winna to dziedzictwo w nowej twórczej postaci przewartościować .Wzbogacić je nową treścią i nowym życiem naszej walki i naszej prawdy”. Ostatecznym wyznacznikiem wartości twórcy i jego dzieła jest zatem walka o „naszą” prawdę. Myślę, że bardziej dobitnie nie można już zaprzeczyć wolności sztuki.
Sokorski w swych enuncjacjach bez przerwy podpiera się cytatami z Lenina lub jego poglądami. Szczególnie nas Polaków boli gdy interpretuje twórczość Mickiewicza jako „odzwierciedlenie klasowych przeciwieństw naszego kraju”. Dodaje, że właśnie Włodzimierz Iljicz powiedział to o naszym wieszczu i dlatego warto poznawać jego twórczość.
To charakterystyczne, bo sztuka sowiecka będzie pokazywana jako niedościgniony wzór, do którego nasza winna się zbliżać. Wybierano sobie określonych twórców, lub tylko postępowe wątki u nich występujące. Niestety w tym niszczeniu narodowego dziedzictwa uczestniczyło wielu znaczących artystów, oczywiście z różnych powodów. Wśród osób czynnie wspierających piórem system komunistyczny w Polsce można wymienić między innymi: Juliana Przybosia, Juliana Tuwima, Zofię Nałkowską, Mieczysława Jasturna, Adama Ważyka, Jerzego Andrzejewskiego, Jerzego Putramenta, Mariana i Kazimierza Brandysów, Wisławę Szymborską, Sławomira Mrożka, Andrzeja Kijowskiego, a z młodszego pokolenia Wiktora Woroszylskiego, Tadeusza Borowskiego, Tadeusz Konwickiego. Natomiast związani wyłącznie z okresem socrealizmu i dziś już zapomniani byli twórcy produkcyjniaków: Jerzego Pytlakowski, Jana Wilczek, Witold Zalewski, Mieczysław Kowalewski.
Oczywiście pobudki skłaniające tych ludzi do zaangażowania się w nową rzeczywistość społeczno-polityczną, były różnorakie. Część z nich zawsze była zawiązana z ruchem komunistycznym (także przed 1939 rokiem) jak Kruczkowski. Inni spędzili lata 1939-45 w ZSRR (Jasturn). Jeszcze inni spędzili wojnę na zachodzie, a potem wrócili, (Tuwim). Byli też tacy, którzy brali nawet udział w antysowieckiej partyzantce (Konwicki).
Spektrum było zatem duże, niejednakowy był także stopień wspierania reżimu. Niektórzy firmowali swymi nazwiskami tylko duże inicjatywy polityczne jak np. Kongres Obrońców Pokoju we Wrocławiu w 1948 roku. Podpisywali też Apel Sztokholmski przeciw broni jądrowej. W pierwszym numerze „Życia Literackiego” Nałkowska zamieściła apel o pokój, pełen ogólnikowych deklaracji pacyfistycznych. Natomiast w 3 numerze Andrzejewski zamieścił tekst Fałszerze ziejący nienawiścią do zachodu i kapitalizmu. Pisał w nim „cienie norymberskich wisielców spoglądają dzisiaj na świat żywymi oczami Trumana i Mac Arthura. Dłonie oprawców z Oświęcimia i Dachau, Buchenwaldu i Majdanku, zastąpione zostały w dalekiej Korei rękoma amerykańskich barbarzyńców, z których niejeden nie śnił może nawet przed kilkoma laty, że zajmie miejsce tych, z którymi w imię wolności i demokracji walczył w Afryce, Normandii i we Włoszech”. Myślę, że widać tutaj wyraźną różnicę.
Po 1949 roku powstał szereg pism kulturalno-literackich. Głównym ich zadaniem w zamierzeniu władz było szerzenie w środowisku artystycznym ideologii marksizmu-leninizmu i wiodącej roli partii. Chodziło także o szerzenie zasad socrealizmu oraz gloryfikację dokonań sztuki radzieckiej jako przykład dla innych krajów demokracji ludowej. Najważniejsze tytuły to : „Nowa Kultura” wydawana w Warszawie od 1950 roku, „Przegląd Kulturalny” od 1952 roku również w Warszawie, oraz „Życie Literackie” w Krakowie.
„Życie Literackie” w Krakowie 1951-1953
Życie Literackie zaczęło wychodzić w lutym1951 roku. Zastąpiło wychodzący w latach 1947-1950 dodatek do „Dziennika Polskiego” pt. tytułem „Dziennik Literacki”. Redaktorem naczelnym nowego tygodnika został początkowo Henryk Markiewicz, historyk literatury związany z Uniwersytetem Jagiellońskim. Jednak po roku zastąpił go parający się literaturą działacz komunistyczny z terenu Miechowa – Władysław Machejek(kierował redakcją do 1989 roku). Był on w późniejszym okresie także członkiem Egzekutywy KW PZPR w Krakowie i posłem na Sejm PRL. Pozwolę sobie na nieco dłuższy cytat, w którym redakcja wyraziła swoje zapatrywanie na cel powołania nowego pisma. Napisano wtedy: „Pismo, które bierzesz Czytelniku do ręki zamierza być cząstkowym bodaj odzwierciedleniem literackim i artystycznym wielkich przemian, których jesteśmy uczestnikami i świadkami: losy postaci powieściowych, konflikty dramatyczne, reportażowy obraz mają pokazać, jak obleka się w rzeczywistość Plan Sześcioletni, jak rosną w Polsce fundamenty socjalizmu i rosną ich budowniczowie”. Tak postawione zadania przed pismem z dziedziny kultury zdumiewają. Najważniejsze jest przedstawienie przebiegu realizacji planu gospodarczego wykonywanego w systemie nakazowo-rozdzielczym. Wszystkie elementy tygodnika winny się odnosić do tego założenia i pokazywać jak rośnie w naszym kraju socjalizm. Literatura i sztuka ukazywana na jego łamach ma być odbiciem procesów społeczno-gospodarczych. Nie chodzi o pokazanie inwencji twórczej. Redakcja mimo to pisze, że „twórczość artystyczna stanowić będzie trzon zawartości naszego pisma”. Ma ono także szeroko informować o osiągnięciach artystycznych w ZSRR i krajach demokracji ludowej. Ważne zadanie to także „kształtowanie świadomości socjalistycznej robotnika”. Warto zwrócić uwagę na to, że takie postawienie sprawy de facto czyni twórczość pasem transmisyjnym partii do mas. Wyklucza to poruszanie tematów nie związanych z budownictwem socjalistycznym, chyba że pokazują one słabość i zacofanie sztuki zachodu.
Z tak zarysowanymi zadaniami nowej sztuki współgra zamieszczony w pierwszym numerze tekst programowy Jerzego Putramenta. Był on jednym z najbardziej gorących piewców rządów PZPR w Polsce. Wytyka on w nim części artystów to, że nie rozumieją tak naprawdę czym jest socrealizm. Jego zdaniem spłycają go, wulgaryzują, nie pokazują indywidualnych cech i zbytnią wagę przywiązują do opisów technicznych. Główne zalecenia jakie dawał sprowadzały się do 4 punktów. Socrealizm ma być stronniczy w przeciwieństwie do „fałszywego obiektywizmu mieszczańskiego”. Należy przyjąć materializm jako „jedyną naukową postawę widzenia świata”. Poza tym ważne jest ujęcie życia w dynamicznym rozwoju, typowość przedstawianych postaci i wydarzeń z zachowaniem ich indywidualizacji (ciekawe jak to pogodzić). Należy się także skupić na pozytywnym bohaterze socjalistycznym. To oznaczało zburzenie dotychczasowych fundamentów historii i krytyki sztuki.
Jeśli chodzi o zawartość „Życia Literackiego” w interesującym nas przedziale czasu to przedstawiała się ona następująco. W każdym numerze zamieszczano teksty publicystyczne. Pojawiały się także rozważania dotyczące teorii literatury, a także opowiadania, fragmenty powieści i wiersze. Zamieszczano także odpowiednio „opracowane” ideologicznie recenzje i ogłoszenia oraz przegląd prasy. Nie ma oczywiście sensu analizowanie każdego tekstu osobno. Można jednak pokazać pewne tendencje, które wyraźnie wysuwają się na plan pierwszy. W prezentowanej tu prozie stosowano zazwyczaj następujący schemat. Aktywiści związani z partią pomagają ludziom i uświadamiają ich klasowo. Przeszkadza im jednak wróg, którym był bogaty chłop, były właściciel fabryki, duchowny. Dobrym tego przykładem jest opowiadanie Mariana Brandysa Dwie drogi. Dotyczy ono budowy nowoczesnej drogi na wiejskich terenach powiatu krakowskiego. Do wsi przybywa inżynier, który opowiada o nowych perspektywach. Zachęca on młodych ludzi do pomocy w stawianiu palików potrzebnych do budowy. Jednak ich dzieło niszczą starzy i bogaci chłopi, mimo to droga powstanie na przekór przeszkodom. Tematykę walki z kułactwem (bogaci chłopi) podejmował także często Machejek (opowiadanie Studnia). Opisywano także trudności związane z elektryfikacją kraju - Jerzy Bober Zanim popłynie prąd. Piętnowano przy tym schematyzm i formalizm kultury zachodniej, oraz jej obumieranie. Nie poruszano tematyki literatury i sztuki, państw kapitalistycznych. Robiono wyjątki tylko dla tych twórców, których uważano za postępowych. Można tu wymienić Vittorio de Sica, włoskiego reżysera (min. Złodzieje rowerów) pokazującego życie uboższych warstw społeczeństwa i robotników.
Szeroko propagowano sztukę sowiecką (cykl artykułów Flaszena o Polewoju, Babijewskim Niekrasowie itp.). Swoiście także w duchu postępu i walki klas przedstawiano twórczość wybitnych Polaków. Dopuszczano się licznych niedomówień i zakłamań. Można tu wspomnieć artykuły Stefana Żółkiewskiego o Mickiewiczu. Akcentował on w nich jego zażyłość z ludem białoruskim i związki z nastawionymi rewolucyjnie środowiskami rosyjskimi. Bardzo istotną rolę grała także publicystyka, której głównym celem było ukazywanie zagrożeń, a także wyśmiewanie i wyszydzanie tzw. wrogów socjalizmu.
Już od początku pismo było szczególnie negatywnie nastawione do Kościoła Katolickiego. W artykule „Konfrontacje wolbromskie” Jerzy Lovell opisał sprawę zabójstwa pewnego chłopca i milicjanta w Wolbromiu. Oskarżał o sprawstwo tych zbrodni „leśne bandy” i księży Zbigniewa Gadomskiego i Piotra Oborskiego (skazanych potem w głośnym procesie w Krakowie w styczniu 1950). Autor nie ukrywał swej zoologicznej nienawiści wobec duchownych. Używał w swym teście takich podtytułów jak ”gdyby żył miałby teraz 15 lat” i „piąte przykazanie”. Rozróżniał przy tym prawdziwych księży związanych z Paxem i ruchem księży patriotów od tych, którzy „odprawiają ponure modły za morderców i wrogów ludu”. Z prawdziwa pasją opisywano na początku 1953 roku proces kurii krakowskiej(min. ksiądz Lelito), który był zemstą na zmarłym w 1951 roku kardynale Sapieże. W związku z tą sprawą Odział ZLP przyjął 3 lutego 1953 roku, tzw. Apel Krakowski. Został on w całości opublikowany w „Życiu Literackim”. Pisano w nim min., że ostatnio „toczył się proces grupy szpiegów amerykańskich powiązanych z krakowską Kurią Metropolitalną”. Wyrażano tam także „bezwzględne potępienie zdrajców ojczyzny”. Potępiono także kościelnych dostojników działających za „amerykańskie pieniądze”. Pod tym absurdalnym dokumentem złożyli podpisy min. Wisława Szymborska, Jalu Kurek, Andrzej Kijowski, Henryk Markiewicz, Sławomir Mrożek, Julian Przyboś. Celebrowano także wszelkie jubileusze i uroczystości związane z rewolucją bolszewicką, ZSRR.
Szczególny w swej wymowie ideologicznej, ale także jeśli chodzi o szatę graficzną był pierwszy numer „Życia Literackiego” po śmierci Stalina, noszący datę 15 marca 1953 roku.
Jego okładka z czarną obwolutą i wielkim zdjęciem zmarłego ze znajdującym się nad nim napisem: „Przestało Bić Serce Wodza Ludzkości Wielkiego Stalina” już zapowiadała czego można się spodziewać w środku. Sam fakt umieszczenia wizerunku zmarłej osoby na pierwszej stronie gazety jest stosunkowo rzadko stosowany. Jednak dla Polaków szokujące było, jakie „zasługi” dla Polaków i innych narodów prześladowanych przez Sowiety miał ten krwawy dyktator. Widać, że o jakiejkolwiek swobodzie wydawanych wówczas w Polsce pism nie mogło być mowy. Jeśli redakcja z chęcią przyjmowała takie nakazy, tym gorzej to o niej i jej poczuciu polskości świadczy. Poświęcony Stalinowi numer zawierał poza tym odezwy Komitetów Centralnych Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczeji Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego.. Jak na tygodnik poświęcony sztuce jest takie postępowanie dość rzadko, jeśli w ogóle spotykane. Została tam także zamieszczona haniebna w swej wymowie dla narodu polskiego „Uchwała Rady Państwa i Rady Ministrów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej z dnia 7 marca 1953 roku o uczczeniu pamięci Józefa Stalina”. Owo „uczczenie” polegało na nadaniu Katowicom nazwy Stalinogród, a Pałacowi Kultury i Nauki w Warszawie imienia Stalina. Tekst ten moim zdaniem najlepiej pokazuje, że ówczesna Polska pozostawała pod sowiecką okupacją. We wspomnianym numerze zamieszczono także relację z pogrzebu Stalina, oraz liczne teksty będące pochwałami na jego cześć ocierającymi się o apoteozę. Już same tytuły takiej okolicznościowej publicystyki mówią same za siebie. Można tu wymienić artykuły: Henryka Markiewicza Nauczyciel pisarzy i Kazimierza Wyki Wkład Stalina w poznanie sztuki. Były tam także wiersze, które w sposób niegodny osoby obdarzonej mianem twórcy wychwalały „wodza ludzkości”. Były to utwory min. Wisławy Szymborskiej. W wierszu Ten dzień, autorka pisała min. „Oto partia - ludzkości wzrok, Oto partia – siła ludów i sumienie, Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie Jego partia rozgarnia mrok”) Jerzy Putrament zamieścił wiersz Dziewiąty marca, z okazji pogrzebu Stalina. To, że w podobny sposób pisały inne ówczesne gazety, w niczym nie usprawiedliwia wiernopoddańczych tyrad na rzecz sowieckiego tyrana.
Przedstawiliśmy tylko pobieżny zarys tematyki „Życia Literackiego” z lat 1951-1953. Jest to na pewno kwestia interesująca i czekająca na swego badacza. Okres stalinowski był dla polskiej literatury i w ogóle sztuki czasem marazmu i podporządkowania totalitarnej ideologii marksizmu-leninizmu. Część twórców ze strachu, konformizmu, lub chęci dostatniego życia pisała na zamówienie władz, część czyniła to z powodu swych przekonań. Lata 1951-53 gdy poniewierano tradycję narodową Polski, podporządkowanej ZSRR, nie przyniosły dzieł wybitnych i ponadczasowych. Myślę, że najlepiej polski stalinizm scharakteryzowała w swoich dziennikach Maria Dąbrowska. Napisała ona min. „ Polska jest sowietyzowana, a nade wszystko – rusyfikowana w takim tempie, że nawet ja, co nie miałam złudzeń i wszystkiego tego się spodziewałam, jestem przerażona. Radio od rana do nocy zieje moskiewszczyzną. (…) Polska znikła. Mówi się tylko o Rosji (…) coraz wyraźniej widać, że idzie o to, żeby splugawić Polakom wszystko, co polskie. Nawet Rejtan nie byłby dziś możliwy. Nie pozwolono by mu odjechać do domu po jego zrozpaczonym proteście – zrobiono by z nim proces pokazowy z przyznaniem się do szpiegostwa. (…) Rosja działa jak żrący kwas przetrawiający duszę narodu i zmieniający jej organiczny skład w amalgamat nie do poznania i w dodatku cuchnący”. Oby podobne czasy nigdy już nie wróciły. Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jeden obszerny cytat pokazujący jakim językiem nienawiści oraz zohydzenia „wroga klasowego” posługiwało się w omawianym okresie „Życie Literackie”. Pochodzi on z artykułu pt. „W lochach małego Watykanu” Macieja Słomczyńskiego zamieszczonego w numerze 56 „Życia Literackiego” z 8 lutego 1953 roku. Oto wspomniany cytat (szerszy kontekst dotyczy tego co znaleziono podczas rewizji Pałacu Arcybiskupów Krakowskich przy ul. Franciszkańskiej 3): „I wreszcie czwarty loch jak nadrealistyczna wizja szalonego malarza zamknięta nocą w antykwariacie. Olbrzymia głowa bizona, dziesiątki sięgających sufitu kłów słoniowych, pękate butelki wina poukładane równo jak pociski w słomianych opakowaniach, w kącie rozmodlona twarz jakiegoś świętego w złotych ramach, obok wąsate oblicze któregoś z J.W. Potockich, a pośród tego beczki z kiszonymi ogórkami i kapustą !!! A obok butelek skóry lamparcie i skrzynia pełna bizunów, pejczy, knutów i rozmaitych innych przyrządów służących do bicia. Do bicia zwierząt? Ależ nie! Do bicia ludzi. Do bicia zwierząt nie używało się przecież dyscyplin i kańczugów zakończonych żelaznymi kulkami. Zwierzę to stworzenie boże i nie wolno go katować. Anutka Potocka pisze wyraźnie w swoim dzienniczku, że przemawiają krówki i osiołki w noc Bożego Narodzenia” (piętnastoletnia dziewczyna, tiull). Co innego chłopi pańszczyźniani: niechby się ośmielili przemówić, wtedy przemówią głośniej od nich żelazne kółeczka batogów i oduczą ich raz dwa szemrania, żeby ten dziedziczny osioł – Anutka, która nawet w noc Bożego Narodzenia nie napisze dwóch rozsądnych słów, mogła dalej pleść swoje banialuki”. Nigdy chyba w historii Polski artyści i dziennikarze nie upadli tak nisko jak w okresie stalinizmu, to przestroga dla nas wszystkich.