Historia Swiata - inny portal historyczny!

Wydarzenia, eseje, recenzje ksiazek, wywiady.



Próby zjednoczenia chrześcijaństwa wschodniego i zachodniego wobec zagrożenia tureckiego w XV wieku
  • 2010.01.17
  • typ: artykuł
  • Tomasz Prenzyna
zdjecie

Sytuacja Konstantynopola w przededniu upadku

Wraz z dniem 29 maja 1453 roku, Turcy osmańscy zdobyli stolicę Cesarstwa wschodniorzymskiego, Konstantynopol. Władztwo cesarza Konstantyna XI Dragazesa już od dłuższego czasu ulegało rozkładowi. Sąsiedztwo Turcji, w której od końca XIII wieku panują następcy Osmana I – twórcy Imperium Osmańskiego – powodowało stałe zagrożenie rychłego upadku państwa. Zwycięstwa Turków, odnoszone nad władcami chrześcijańskiej Europy, na pewno nie miały korzystnego wpływu na mieszkańców Konstantynopola. Sromotne porażki chrześcijan pod Adrianopolem (1365 r.), na Kosowym Polu (1389 r.), pod Nikopolis (1396 r.) czy wreszcie – pod Warną (1444 r.) nie mogły napawać optymizmem ówczesnego wschodniego cesarza, Jana VIII Paleologa. Coraz bardziej zaciskał się pierścień turecki wokół Konstantynopola. Upadek Serbii i Bułgarii niemalże bezpośrednio przed 1453 rokiem był jednym z ostatnich momentów istnienia Cesarstwa Wschodniego. Konstantynopol otrzymywał wprawdzie pomoc w walce z Saracenami z Zachodu, gdzie ciągle był żywy etos rycerstwa, który powodował organizowanie kolejnych wypraw przeciwko niewiernym. W większości wypadków jednak kończyły się one porażką, jak bitwa pod Nikopolis, którą uważa się za jedną z ostatnich antytureckich krucjat. Jedyną więc szansą na ocalenie resztek Cesarstwa była unia religijna między kościołem rzymskokatolickim a prawosławnym.

 

Unia liońska

Pierwsze poważne próby zjednoczenia obu Kościołów –wschodniego i zachodniego sięgają drugiej połowy XIII wieku – 1274 roku odbył się II sobór lioński, na którym właśnie próbowano tego dokonać. Chrześcijanie zachodni reprezentowali w Lyonie stronę silniejszą – mogli narzucać swoją wolę legatom prawosławnym, ponieważ cesarz Michał VIII Paleolog zwrócił się z prośbą o zawarcie unii w obawie przed Karolem I Andegaweńskim, próbującym restytuować Cesarstwo Łacińskie (1204-1261). Wiązało się to oczywiście z podporządkowaniem sobie Cesarstwa Wschodniego. Cesarz bizantyjski zdałby się tym samym na łaskę Rzymu. Papież, wykorzystując zaistniałą sytuację, narzucił warunki konieczne do zawarcia unii. Michał VIII uznał formułę filioque („Duch Święty pochodzi odwiecznie od Ojca i od Syna nie jako od dwóch odrębnych początków, ale jako od jednego początku”), a także supremację papieża nad całym chrześcijaństwem, siedem sakramentów oraz istnienie czyśćca. Unia nie została jednak pozytywnie przyjęta przez mieszkańców Bizancjum. Ci uważali, że zostali zdradzeni przez władcę, a ich wiara została zaprzedana. Jak podaje Oskar Halecki w swojej książce Od unii florenckiej do unii brzeskiej: „Jedną ze słabości tej wcześniejszej unii [liońskiej] był brak przygotowania przez gruntowne dyskusje teologiczne”. Dalej dowodzi on, że już parę lat po podpisaniu aktu unii została ona zerwana. Michał VIII nie doświadczył żadnych politycznych korzyści ze zjednoczenia, ponieważ żaden przedstawiciel mocarstw europejskich nie zjawił się wówczas w Lyonie. Absencja władców europejskich na soborze dawała im bowiem wolną rękę – z jednej strony mogli wspomóc Michała VIII, z drugiej jednak – brak akceptacji ustaleń soborowych nie związywał im rąk. Nietrwałość unii już podczas jej podpisywania potwierdził fakt, że Grecy stanowili jedyny naród prawosławny, który ją zaakceptował. Wobec tych faktów unia liońska musiała stać się efemerydą. Poważniejszych prób unifikacji zaprzestano na okres ponad stu sześćdziesięciu lat, jednak coraz gorsza sytuacja Bizancjum w XV wieku skłoniła cesarza Jana VIII Paleologa do podjęcia rozmów z katolikami.

 

Sobór w Bazylei, Ferrarze, Florencji

Końcem lipca 1431 roku zebrał się w Bazylei sobór powszechny, który po licznych problemach zakończył się we Florencji w roku 1449. Jednym z efektów soboru było podpisanie aktu unii florenckiej (6 VII), która po raz kolejny miała na celu zjednoczenie dwóch Kościołów. Można doszukać się analogii w obu soborach, liońskim i bazylejskim, mimo dzielących je lat. Tak jak podczas soboru w Lyonie, tak i teraz strona prawosławna była inicjatorem unii. W 1274 roku zagrażał Bizancjum Karol I Andegaweński, zaś w 1439 roku – państwo otomańskie. Podczas obrad soboru liońskiego nie było obecnych najważniejszych monarchów ówczesnej Europy. Tak samo na sobór we Florencji nie przybył żaden z władców, poza księciem Burgundii, Filipem Dobrym (był on gorącym orędownikiem walki z Turcją, czemu dał wyraz poprzez udział jego wojsk podczas bitew pod Nikopolis). Inny władca Zachodu, cesarz Zygmunt Luksemburczyk, okazujący zainteresowanie sprawami wschodnimi już nie żył, więc obawiano się, że na tron cesarski zostanie wyniesiony ktoś niechętny Eugeniuszowi IV. Zaprezentowane wyżej podobieństwa między dwoma soborami wyraźnie pokazują, jak chrześcijaństwo zachodnie ustosunkowywało się do swoich „braci w wierze” na Wschodzie. Jak pisze Oskar Halecki, jedynym chrześcijańskim władcą podpisującym bullę unijną był wyżej już wspomniany Filip Dobry, książę burgundzki. Najbardziej wpływowy władca Zachodu, cesarz niemiecki, Albrecht II Habsburg, nie był zainteresowany unią z prawosławnymi, ponieważ za priorytet uznawał walkę z „czeskimi heretykami” tj. husytami.

 

Unia florencka

Unia florencka była więc aktem bardzo doniosłym w dziejach Kościoła chrześcijańskiego. Formalnie kończyła schizmę trwającą od 1054 roku. Wśród osób biorących udział przy tworzeniu tekstu unii znalazły się takie wybitne osobowości, jak kardynał Julian Cesarini – (intelektualista, legat papieski na Węgrzech, przewodniczący obrad soboru we Florencji i gorący przeciwnik idei koncyliaryzmu) czy grecki kardynał Bessarion, który był orędownikiem pojednania z katolikami obrządku łacińskiego – zaakceptował nawet dogmat filioque. Po 1453 roku propagował ideę krucjaty przeciwko Turkom w celu odzyskania Konstantynopola. Jego próby okazały się jednak bezowocne. Wśród uczestników soboru we Florencji znaleźli się także Izydor (metropolita kijowski) czy Marek z Efezu oraz dwie, bardzo ważne postaci – Jan VIII Paleolog (cesarz wschodni) oraz patriarcha Konstantynopola, Józef.

Tak więc rozmowy przedstawicieli chrześcijaństwa greckiego i łacińskiego zostały sfinalizowane aktem unii florenckiej, podpisanej 6 lipca 1439 roku. W dokumencie niosącym nazwę Laetentur coeli, Grecy godzili się na uznanie czterech aspektów wiary – o pochodzeniu Ducha Świętego (dogmat filioque), o chlebie eucharystycznym, o prymacie biskupa Rzymu i o losie zmarłych. Akt unii sporządzono w języku łacińskim i greckim. Pod tekstem łacińskim podpisał się Eugeniusz IV, ośmiu kardynałów, patriarchowie Jerozolimy i Grado, sześćdziesięciu jeden arcybiskupów i biskupów, czterdziestu trzech opatów i generałów zakonów. Pod tekstem greckim podpisał się Jan VIII Paleolog, przedstawiciele patriarchów, arcybiskupów, biskupów i dwunastu prałatów.

Uważna lektura tekstu unii florenckiej jednoznacznie pokazuje, że łacinnicy zostali przedstawieni jako osoby na uprzywilejowanym stanowisku, co może wydawać się jasne wobec sytuacji prawosławnych. Łacinnicy cieszyli się z połączenia Kościołów, czego świadectwem mogą być słowa:

 

„Niech radują się niebiosa i cieszy się ziemia: zniesiono bowiem mur, który rozdzielał Kościół wschodni i zachodni, a nastał pokój i zgoda. Na owej opoce Chrystus, który oba zjednoczył, łączy obie strony najtrwalszymi więzami miłosierdzia i pokoju i spaja, i zwiera przymierzem wieczystej jedności. Po mgle długiego smutku i czarnej, niemiłej pomroce długotrwałego rozbicia, zajaśniało wszystkim pogodne światło upragnionej jedności (…).”

 

Dalej widnieje fragment, który mówi o pochodzeniu Ducha Świętego. Według wschodniego wyznania wiary, Duch Święty pochodzi jedynie od Ojca. Sytuacja zmusiła więc Greków do zaakceptowania dogmatu filioque wbrew własnej wierze. Na temat dojścia do porozumienia w sprawie pochodzenia Ducha Świętego pisał Dukas w Historii Bizancjum: „Owocem tego było zaś, iż wszyscy zgodzili się na to, że Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna, jako od jednego początku i jedynego pochodzenia, co Grecy zwą od Ojca przez Syna”.

Kolejnym bardzo istotnym punktem unii był prymat biskupa Rzymu w całym chrześcijaństwie. Zostaje on w tekście unii nazwany: successorem esse beati Petri principis Apostolorum et verum Christi vicarium, totiusque Ecclesiae caput et omnium Christianorum patrem ac doctorem exsistere (pl. następca świętego Piotra, pierwszego Apostoła i prawdziwy wikariusz Chrystusa, głowa całego Kościoła i ojciec oraz doktor wszystkich chrześcijan).  Co ciekawe, w hierarchii jako kolejne osoby po papieżu wymienieni są patriarchowie diecezji wschodnich. Według kolejności byli to – patriarcha Konstantynopola, Aleksandrii, Antiochii oraz Jerozolimy. Można uznać ów zapis za ukłon w stronę wschodnich chrześcijan, stawiając ich wyżej w hierarchii od duchowieństwa zachodniego. Dodatkowym atutem zapiski o prymacie następcy świętego Piotra nad całym chrześcijaństwem był fakt, że pomagała mu ona w walce z koncyliarystami, którzy wszelkimi sposobami pragnęli umniejszyć znaczenie papieża na rzecz soboru powszechnego.

W akcie unii poruszono jeszcze dwie kwestie – chleba eucharystycznego oraz losu osób zmarłych. W sprawie chleba używanego podczas eucharystii zadecydowano, że będzie to fermentowany chleb pszenny, który mieli spożywać kapłani, a wszyscy wierni zarówno w Kościele zachodnim, jak i wschodnim zgodnie z tradycją (łac. unumquemque scilicet iuxta suae Ecclesiae sive occidentalis sive orientalis consuetudinem). Odmienność poglądów na rodzaj chleba używanego do eucharystii była właśnie jedną z pośrednich przyczyn Wielkiej Schizmy z 1054 roku. Teraz ten spór został rozstrzygnięty, ponownie, na korzyść rzymskich katolików. Z kolei dysputa nad losem zmarłych doprowadziła do zaakceptowania teorii mówiącej, że osoby żyjące dobrze i bogobojnie trafiają od razu do Nieba, a osoby złe – do Piekła. Grecy musieli zaakceptować także istnienie czyśćca, w którym dusze miały oczekiwać błagalnych modlitw w ich intencji.

Unia florencka była bardzo ważnym dokumentem w historii Kościoła chrześcijańskiego. Po powrocie do Konstantynopola delegacji soborowej, jeden z jej uczestników zapytany o rezultaty obrad, miał odpowiedzieć: „Wiarę naszą sprzedaliśmy za pieniądze, religię zaś naszą zamieniliśmy na bezbożność”. Mieszkańcy Konstantynopola zostali postawieni przed faktem dokonanym, czego nie mogli wybaczyć swoim rządcom, buntując się przeciwko nim.

 

Ataki tureckie na Konstantynopol i próby krucjaty antytureckiej

Unia florencka była doniosłym momentem w dziejach chrześcijaństwa. Zagrożenie tureckie doprowadziło, paradoksalnie, do formalnego zjednoczenia chrześcijan. Jednakże unia ta nie była przestrzegana przez Greków – społeczeństwo Konstantynopola nie mogło pogodzić się z faktem, że w ich odczuciu wiara została zaprzedana. Tymczasem w 1451 roku umarł pokojowo nastawiony sułtan, Murad II i na tron wstępuje (po raz drugi w swoim życiu) jego syn, Mehmed, później nazwany Zdobywcą. Nowy sułtan chcąc utwierdzić swoją władzę, nakazał zamordować wszystkich swoich żyjących braci oraz ich żony. Nie chciał zapewne żadnych intryg pałacowych, mogących bardzo skutecznie przeszkadzać mu w polityce zagranicznej. Krwawa rozprawa ze swoją najbliższą rodziną ukazała prawdziwe oblicze sułtana, którego nie znali jeszcze przedstawiciele dyplomatyczni przybywający wówczas do Adrianopola. Mehmed II zachowywał się wobec nich bardzo hojnie, np. legatom cesarza bizantyńskiego przysiągł na Koran, że nie naruszy terytorium cesarstwa. Co ciekawe, oprócz wyżej wymienionej obietnicy, Mehmed II zobowiązał się płacić Konstantynopolowi 3000 asperów corocznie z dochodów pewnych miast greckich położonych w dolinie dolnej Strumy. Stanowiło to kolejny dowód „dobroci” sułtana, zwłaszcza, że owe miasta prawnie należały do otomańskiego księcia Orchana. Pieniądze miały być przeznaczone na jego utrzymanie, dopóki znajdował się w honorowym areszcie w Konstantynopolu. Inni władcy także wysyłali przedstawicieli do sułtana – Jan Hunyadi (król węgierski), władcy wysp Lesbos, Chios itd. Wydawać by się mogło, że Mehmed II kontynuuje pokojową politykę swojego ojca. Wówczas takie wrażenie nie było zupełnie bezpodstawne ze względu na osobę Halila, starego ministra Murada II, który początkowo także był w najbliższym otoczeniu Mehmeda II. Halil forsował politykę pokoju między Turcją a państwami chrześcijańskiej Europy. Reakcja władców zachodnich na politykę nowego sułtana tureckiego była radosna. Królowi niemieckiemu czy francuskiemu było wprawdzie obojętne, jaką politykę będzie prowadził władca turecki i byli zadowoleni z tego, że Mehmed II nie przyjął opcji ekspansji – dzięki temu mogli zająć się sprawami wewnętrznymi – nie mieli więc w planach wysyłać wojsk w razie potencjalnego (wówczas) zagrożenia. Bizancjum nie mogło też liczyć na pomoc władców skandynawskich, ze względu na zbyt dużą odległość, ani iberyjskich – tych zbyt pochłaniała kwestia zagrożenia swoich państw ze strony Arabów.

Na Zachodzie o Mehmedzie II sądzono, że jest władcą nieudolnym, więc propagowano zbrojny atak na Turcję „zanim sułtan zdobędzie doświadczenie w rządach”. Włoch, Francisco Filelfo z Tolentino, żonaty z córką greckiego profesora Jan Chrysolorasa usilnie naciskał papiestwo, aby podjęto kolejną krucjatę. Wysłał także pismo do króla Francji, Karola, aby, tak jak kiedyś jego państwo stało na czele krucjat, tak teraz on osobiście poprowadził kolejną. Karol nie udzielił mu jednak żadnej odpowiedzi. Podobnie zachowywał się papież, Mikołaj V, który zastąpił Eugeniusza IV w 1447 roku. Był on papieżem pokojowo nastawionym, wolał prowadzić dyskusje filozoficzne ze swoim przyjacielem Bessarionem Jego największym osiągnięciem było założenie Biblioteki Watykańskiej. Z drugiej strony Mikołaj V tłumaczył swoją niechęć do krucjaty tym, że nie chce wspierać miasta, które nie zaakceptowało unii, mimo podpisania jej przez przedstawicieli prawosławia.

Francisco Filelfo był jedną z tych nielicznych osób, które zachowanie Mehmeda II interpretowały jako „pozornie życzliwe”. Niemal równocześnie z zawieraniem traktatów z państwami ościennymi, Mehmed II planował ostateczne zdobycie Konstantynopola, zaś seria wydarzeń sprzyjała planom podboju stolicy Cesarstwa Bizantyńskiego. Najpierw zbuntował się emir Karamanii, Ibrahim Bej, który tak jak Francisco Filelfo uznał nowego sułtana za niezdolnego przywódcę. Bunt wykorzystał cesarz Konstantyn, który wówczas arogancko napisał do Mehmeda II: „należałoby pamiętać, iż na dworze bizantyńskim znajduje się pretendent do otomańskiego tronu.” Butność cesarza doprowadziła do interwencji sułtana. Kiedy powracał z Europy do Adrianopola, bez niczyjej zgody zaokrętował po bizantyjskiej stronie Bosforu i rozpoczął budowę twierdzy nad cieśniną, na wprost Anadolu Hisar. Wszczęcie budowy zostało uznane w środowisku konstantynopolitańskim jako casus beli. Mehmed II wraz ze swoimi wojskami wyruszył pod mury Konstantynopola, gdzie badał umocnienia. Wszystko stało się wtedy jasne – sułtan pragnął zdobyć stolicę cesarstwa.

 

Legacja Izydora         

Tymczasem Mikołaj V był wstrząśnięty planami sułtana. Próbował nawet namówić Fryderyka III, podczas jego koronacji cesarskiej w Rzymie do wysłania Mehmedowi II ultimatum. Niestety cesarz nie miał realnej siły militarnej, aby stanąć przeciwko armii tureckiej. Mikołaj V wobec braku reakcji zachodnich władców został zmuszony do ufundowania flotylli składającą się z dziesięciu okrętów, którą de iure dowodził Alfons, król Neapolu. Jednak najważniejszą postacią próbującą pomóc Grekom był Izydor, który w 1452 roku był świeżo mianowanym kardynałem Kościoła rzymskiego. Mikołaj V mianował go legatem do cesarza Konstantyna XI. W czasie drogi do Konstantynopola wynajął dwustu łuczników na koszt papieża i z taką eskortą przekroczył bramy stolicy Cesarstwa Bizantyjskiego 26 października 1452 roku. Tam został powitany z szacunkiem, nie tylko przez cesarza Konstantyna XI, ale również przez część ludności Konstantynopola. Wykorzystując chwilowy okres społecznej prosperity, cesarz powołał tzw. komitety unijne, reprezentowane przez znamienite rody, mające zgłosić przynależność do unii florenckiej. Komitety okazały się wielkim sukcesem, ponieważ już 12 grudnia 1452 roku, w kościele Bożej Mądrości Izydor proklamował unię florencką. Co ciekawe, zachowane przekazy różnie przedstawiają reakcję ludności na tą unię. Izydor w swoim późniejszym liście do papieża hiperbolizował postawę wiernych – pisał, że w kościele zabrakło tylko patriarchy Gennadiosa i ośmiu mnichów. Natomiast źródła greckie przekazują , że Grecy nie wykazywali w ogóle entuzjazmu zaistniałą sytuacją. Jeżeli wierzyć Leonardowi z Chios, to Grecy masowo zaprzestali chodzić do kościołów, w których eucharystię odprawiali duchowni akceptujący postanowienia unii, wybierając świątynie gdzie kapłani byli „nieskażeni”. Zimna kalkulacja Greków doprowadziła do katastrofy – zaprzedali swoją wiarę, lecz w zamian nie otrzymali oczekiwanej pomocy od Zachodu.

29 maja 1453 roku, Mehmed II osiągnął to, czego nie potrafili dokonać jego poprzednicy – zdobył Konstantynopol, który oblegał od 6 kwietnia tego samego roku. Można się zastanawiać, czy gdyby już w 1439 roku Grecy zaakceptowali unię, to Cesarstwo Bizantyjskie istniałoby dłużej, a może nawet pokonałoby potęgę turecką. Niestety nie dowiemy się tego nigdy, bo historia potoczyła się w zupełnie innym kierunku. Obrona Konstantynopola była niczym łabędzi śpiew Cesarstwa Bizantyjskiego. W ostatnich dniach oblężenia do miasta wdarli się Turcy. Walczący dzielnie cesarz Konstantyn XI miał wówczas powiedzieć: „Czy nie ma żadnego chrześcijanina, który by mnie zabił?”. Wtedy dwóch tureckich żołnierzy uśmierciło go, nie rozpoznając w nim cesarza. Po zdobyciu miasta, Mehmed II zmienił jego nazwę na Stambuł. Z powodu wysokiej rangi kościoła Bożej Mądrości, symboliczne staje się postawienie wokół niego minaretów oraz uczynienie z niego meczetu.

Rekapitulując – próby zjednoczenia Kościołów zakończyły się pozornym sukcesem, gdyż było to zjednoczenie zbudowane na fundamentach pragmatyzmu, co i tak w konsekwencji nie miało większego znaczenia. De facto Kościół prawosławny nie czuł się związany z rzymskokatolickim – lata schizmy zrobiły swoje. Do dnia dzisiejszego chrześcijaństwo nie jest zjednoczone. Liczne modlitwy o jedność w łonie chrześcijaństwa nie odnoszą doraźnych skutków. Prawie tysiącletni okres od podziału jest przepaścią nie do przekroczenia zarówno dla chrześcijaństwa wschodniego, jak i zachodniego.

Tagi: Mehmed II, Rzym, papiestwo, Bizancjum, unia florencka, Konstantynopol
Komentarze
  • 2011.08.18
  • UXYBtcVQlSELjqSSC
  • 2011.08.20
  • hcCTAMlHid
  • 2011.08.21
  • nwvfEJudr
  • 2011.08.22
  • YfossUzNRIRmOjxcswH
  • 2011.08.23
  • cAmPtMWLoy
  • 2011.08.27
  • gaSNNetPer
accutane buy =-[ nexium >:]]]
  • 2011.08.31
  • xTYNytiCug
  • 2011.09.04
  • ehZXroXxlDjey
zovirax bckpv propecia 810721
  • 2011.09.13
  • BPfazAlVI
Dodaj komentarz
Newsy
Konferencja "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920"
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ zaprasza na III Ogólnopolską Konferencję Naukową Historyków Nowożytników: "O kształt Europy Środkowo-Wschodniej Polityka-Gospodarka-Kultura 1610-1830-1920" Kraków 27-30 V 2010 r.
II Ogólnopolska Konferencja Naukowa Historii Starożytnej
Koło Naukowe Historyków Studentów UJ ma przyjemność zaprosić na II Konferencję Naukową Historii Starożytnej. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji będą "Formy kultu w starożytności".


Historia
Zapraszamy do korzystania z naszego portalu! Nadsyłajcie informacje o organizowanych przez Was debatach, panelach dyskusyjnych i ciekawych wykładach.
Nadsyłajcie teksty!